Witam Was drogie forumowiczki, mam problem, jak zdążyłam zauważyć szukając odpowiedzi w internecie, dość powszechny...
Jestem ponad 3 lata w związku, mamy po 21 lat i w sumie poza (licznymi) kłótniami, to wszystko jest w porządku.
Jednak ostatnio byłam na imprezie i spotkałam znajomego, z którym przetańczyłam pół nocy (jak z kolegą) i od tamtej pory , dzień w dzień o nim myślę... Nie mogę zapomnieć. Bardzo mocno się zauroczyłam. A mój chłopak? Kocha mnie, jak nikogo na świecie, jestem dla niego tą jedyną... ale gdy po udanym wieczorze z kolegą, zderzyłam się z szarą rzeczywistością ciągłych kłótni, pretensji o byle co, to zaczęło mi się mieszać w głowie... Mój chłopak ostatnimi dniami mnóstwo pracuje, a ja się .... cieszę, że się przez to nie spotkamy.... Nie wiem czy go kocham. Skoro mam takie wątpliwości, to już chyba jest coś nie tak?
Wiem, że trzeba odczekać, bo trwa to zaledwie tydzień, ale chyba chcę być sama, albo nie, może nie sama, tylko nie z nim... Pisząc to, chyba oczekuję jakiejś porady, ale wszystkie możliwe odpowiedzi mnie nie satysfakcjonują... nie chcę tego rozwiązywać, nie zależy mi, zrywać też nie chcę, bo jeszcze do niedawna byłam przekonana, że to miłość na całe życie...jest mi źle...czuję się jak zakochana małolata, niespełniona w miłości. Jednak wiem też, że są tu osoby z nieco większym doświadczeniem na karku. Może też miałyście takie wątpliwości, a mimo to jesteście w świetnym związku. Może to normalne??