Nawet nie wiem jak zacząć.
Jestem z moim partnerem od roku. Mam 30 lat. Obydwoje pracujemy równie ciężko i zarabiamy całkiem nieźle Powinno nam sie żyć jak w bajce.
Żyło się nam całkiem dobrze. Bardzo szybko zamieszkaliśmy ze sobą i zaczeliśmy układac plany na przyszłość. On marzył o dziecku (jest po rozwodzie, ma 8 letnią córkę. z byłą żoną zupełnie ie utrzymuje kontaktu, córka nie chce teraz spedzac z nim czasu ze względu na moją obecność - wynik badania psychologa sądowego-jest chorobliwie zazdrosna o ojca). Ja też uznałam że w końcu czas na mnie a gdy widziałam jak zależy mu na dziecku pomyślałam , że bedzie idealnym ojcem.
Niestety chyba nie mialam racji.
Mieliśmy w planach w momencie gdy dowiemy się iż zostaniemy rodzicami wziąźć ślub by zapewnić dziecku normalną rodzinę.
W końcu po paru miesiącach starań zaszłam w ciąże i wówczas mój partner zmienił się diametralnie. Nie dochodziły tłumaczenia że na początku ciąży zasypiam na stojąco wiec po 8-9 godzinach pracy, gdy wychodze o 7:30 i wracam o 17:00 a praca często wraca za mną muszę choć chwilę odpocząć, przespać się. NIe mogłam liczyć na to, że on ugotuje obiad, posprząta. Gdy zaczęłam z nim na ten temat rozmawiać dowiedziałam się , że brak mi kobiecych instynktów, bo gotowanie i sprzatanie jest obowiązkiem kobiety. On ma cieżką prace (jest policjantem) i po pracy musi odpocząć ( oczywiście z puszką piwa).
Finał nietrudny do przewidzenia. Dostałam krwawienia, ciąża zagrożona , miesiąc L4 i leżenie.
Niestety nawet to nie dało mu do myślenia. Bo skoro jestem w domu to jestem "nienormalna" że oczekuje, by ugotowal obiad i posprzatał. Wypoczywam w domu to musze to wszystko robić.
No i robiłam bojąc sie o dziecko, ale dla świętego spokoju robiłam...
Przy okazji dowiedziałam sie że po urodzeniu dziecka bedziemy skladac sie w kwocie...250 zl na dziecko (alimenty na córke ma w wysokosci 700 zl), bo niemowlak nie potrzebuje tyle pieniedzy ile 8 latka. Tłumaczenie że wlasnie nie potrzebuje, bo potrzebuje o wiele wiecej na pieluchy, jedzenie, srodki pielegnacyjne i ciuszki uslyszalam oczywiscie, ze sie nie znam. On rozmawiam ze znajomymi ktorzy maja male dzieci i tak mu powiedzieli.
Nie chce go demonizować. Wiem, że wiele kobiet pracuje a po pracy samotnie zajmuje sie obowiazkami domowymi i wychowuje dziecko, ale uwazam, ze tak życie wygladac nie powinno, wiec stale sie buntuje i staram cos zmienic.
ostatnio gdy usłyszalam, ze przed zimą przydałoby sie okna umyc juz go wysmialam i stwierdzilam ze faktycznie, bedzie musial umyc, bo ja nie chce stracic dziecka.
Wczoraj kolejna kłótnia, bo nie robie mu teraz śniadań do pracy a zawsze robiłam wiec on musi jesc obiady na mieście, bo głodny, a sam nie bedzie sobie robil, bo nie ma czasu. A mnie tym bardziej nie bedzie robił (chociaz wstajemy o tej samej porze) i mam sie cieszyc , ze nie kaze mi prasowac sobie koszul.
Dodam że mam własne mieszkanie. Niestety na 3 piętrze, ogrzewane na piece węglowe, wiec samotnie nie moge teraz w nim mieszkać, bo nie moge nosic wegla plus nie bede w stanie ogrzac mieszkania, wiec wracalabym do wyziebionego domu. Do domu mamy, też nie bardzo mam jak wrócić, bo nie chce zwalać sie do pokoju 18 letniemu bratu.
Bardzo prosze o rade co mam zrobić. Jestem juz na skraju wytrzymałości.Wiem że stały stres szkodzi dziecku, wiec najzdrowiej byloby choc na chwile wrocic do mamy. Próbuje z nim rozmawiać , ale wszystkie rozmowy konczy konczy haslami "no to trzeba sie rozstac", "jeszcze troche a sama bedziesz sobie to dziecko wychowywac", "i wlasnie dlatego nie chce sie z toba zenic"
Bardzo prosze o rade