Chodzi o to, że mieszkałam z chłopakiem 1,5 roku. Ja jestem od niego o 2 lata starsza.. może to i jest dla was śmieszne ale zakochaliśmy się w sobie i zamieszkaliśmy razem.. to wszystko bardzo szybko się stało. w czerwcu się rozstaliśmy ponieważ on stwierdził że ma ochotę się jeszcze wyszaleć pochodzić na imprezy pożyć samemu.. itp.
Powiedział też że chce być ze mną szczery i nie chce mnie ranić.., Także ja to zrozumiałam wyprowadziłam się wróciłam do rodzinnego miasta... w sierpniu okazało że znalazł sobie tam jakąś laskę.. zaczął znów się do mnie odzywać prosić o rade . Twierdził że będąc z tą dziewczyną myśli o mnie że ona tam niby mówi że jego kuchcą ale on tego wcale nie czuje.. pisał że ode mnie czuł tą miłość..
Rozstał się z tą dziewczyną niedługo po tym wyznaniu..
Byłam zaproszona ostatnio na urodziny jego brata,także wybrałam się tam. Ogólnie byłam szczęśliwa że go zobaczę. Zostałam tam na cały weekend. Przeżyłam wiele uroczych chwil z nim. dużo rozmawialiśmy. cały czas starał się mnie dotykać przytulać czułam to że pragnie być przy mnie.. Ale jak chciałam z nim o tym pogadać to zawsze zmieniał temat.. On jest osobą która nie umie rozmawiać o uczuciach. może nie tyle co nie umie, ale nie potrafi.
Potrafił mi powiedzieć tyle że nadal mnie kocha.
chodzi o to że mi na nim mega zależy i go bardzooo mocno KOCHAM .! Ale pomimo tego iż mówi mi on raz że mnie kocha potem że chciałby być ze mną następnie mówi że musi być sam.. Ja naprawdę nie wiem co mam o tym myśleć.. Zdaje sobie sprawę z tego ze jest on jeszcze młody (ma 18 lat). Ale ja naprawdę nie wiem co robić.. Nie jestem nachalna, ani też nie mecze go.. daje mu żyć swoim życiem.. Ale gdy zawsze już się ogarniam i przestaje tak non stop dołować.. on się odzywa i mówi mi że kocha, przewraca mi wtedy znowu życie do góry nogami..
Ja naprawdę chciała bym z nim być.. Ale co mam robić ??
PS: Może to co napisałam nie ma żadnego sensu ale mam nadzieje że ktoś to zrozumie