Jestem z chłopakiem od prawie roku,wszysto było dobrze do momentu zamieszkania razem tj. Miesiąc temu. Zawsze bylam emocjanolna i nieufna osoba, ale w ostatnim czasie przesadzilam. Ciagle sie czepialam,miałam zmienne nastroje, raz byłam zadowolona raz zapłakana. Któregoś dnia moj chlopak wyszedł z domu do kolegi,nic mi o tym nie mówiąc i wrocil potrzeby dnia. Przez ten czas miał wyłączony kom. Napisał mi tylko w miedzy czasie,muzeum sie nie martwiła nic mu nie jest, będzie w piątek. Oczywiście pod wpływem emocji nie wytrzymałam i napisałam mu, ze to koniec, zeby zabrał moje rzeczy jak mnie nie będzie. Przyjechał do mnie do pracy, porozmawial to był piątek, janwieczorem wyjeżdżalam z koleżankami na weekend. Powiedział, ze nie ma wytlumaczenia na to co zrobił, ale nie chce zeby nasz zwiazek sie tak kończył. Powiedziałam ze wyjadę i przemyśle to. Wróciłam w niedziele, czekał na mnienz romantyczna kolacja. Powiedziałam mu, ze wszystko przemyslalam, ze dam mu jeszcze jedna szanse bo mi na nim zależy. Po czym on powiedział, ze tez chce ze mną pogadać. Powiedział mi, ze nie było go przez ten czas bo już nie mógł wytrzymać ze mną, musial sie oderwać.owiedzial ze przez ostatni miesiąc przeżył koszmar, ze rownalam go z ziemia, ze nie usłyszał ode mnie ani jednego miłego słowa. Faktycznientak było..ale nie zauważyłam tego...i od tamtego momentu miało byc wszystko dobrze, no właśnie, miało....ale od tamtego momentu strasznie oschly stał sie w stosunku do mnie, częściej chce jeździć do swojego domu beze mnie, zawsze jeździliśmy razem..potrafi wieczorem jakgdyby nigdy nic wstać i powiedzieć, ze jedzie do kumpli. Gdy pytam co sie dzieje, to mowi ze chce mi pokazać co on ze mną ostatnio przeżywał. Jest nieczuly, oschly i nie liczy sie ze mną. Czy faktycznie chce sie zemścić czy już sie wypalił? Co o tym sądzicie?
Tyle razy powtarzam - po jasną cholerę zamieszkujecie z facetem przed ślubem? Potem takie cyrki się zdarzają. Wyprowadź się od niego, niech zobaczy jak to jest gdy nie ma Ciebie. Ty miałaś może swoje humory, ale może miałaś powód do nich. Może coś Cię dręczyło, coś Ci przeszkadzało w nim i dlatego się cały czas go czepiałaś. Moja rada: zabieraj manatki i wracaj do siebie. Unieś się dumą i honorem. Pozostań damą w tej sytuacji, nie narzucaj mu się ze swoją miłością. On wielce poszkodowany a może to Tobie czegoś brakowało z jego strony...
Wow... Przyznaję, że całkowicie nie zgadzam się z tym, co napisała Kasiaaa93 ... Aż przecieram oczy ze zdumienia! Dla Ciebie byłoby lepiej, gdyby takie sytuacje wyszły już po ślubie?? Oczywiście, że o wiele łatwiej i przyjemniej jest się spotkać na chwilę, ewentualnie spędzić razem noc lub pojechać na weekend... A potem mamy kilkadziesiąt wątków na tym forum od zrozpaczonych kobiet, gdzie najczęściej powtarzane zdanie to: "przed ślubem był zupełnie inny, nie znałam jego prawdziwej natury!". Przecież najlepszym sposobem, żeby poznać drugiego człowieka jest spędzać z nim czas, dzielić obowiązki, pracować nad wspólnymi kompromisami... Skąd mamy wiedzieć, że nasz potencjalny wybranek nie okaże się być niechlujnym mamisynkiem, któremu mamusia zbiera brudne majtki z podłogi i podstawia obiadki pod nos?
Wydaje mi się, że sytuacja autorki to właśnie takie rozczarowanie, którego doświadczył jej partner. Gdy widywali się na neutralnym gruncie, nie mieli okazji, żeby się lepiej poznać. Z opisanej sytuacji wynika, że Marysia1990 okazywała mu niechęć, może była opryskliwa, może po prostu zmęczona jego osobą... Z drugiej strony on też nie zachowuje się w porządku, postępuje strasznie dziecinnie odgrywając się w ten sposób. Oto stajecie przed sytuacją, z którą muszą zmierzyć się wszystkie pary - zaakceptować niektóre wady, nad niektórymi popracować, wypracować kompromisy, szanować drugą osobę. Niektórym związkom to nie wychodzi, ponieważ niektóre wady jednej osoby są nie do zaakceptowania przez drugą.
Rozumiem, że możesz mieć gorszy moment, że masz jakieś emocjonalne problemy, huśtawki nastrojów, stresy. To się zdarza każdemu, zwłaszcza o tej porze roku. Ale nie pozwól, aby te nastroje zdominowały Wasz związek. Domyślam się, że sytuacja w domu była naprawdę bardzo napięta, skoro chłopak zdecydował się opuścić swój dom na dłuższy czas i do tego wyłączył telefon. Był po prostu załamany Twoim zachowaniem i nie wytrzymywał, a z drugiej strony na pewno zależy mu na Tobie i może chciał odpocząć, żeby przypadkowo i jemu nie puściły emocje...
Zabieranie manatków, wyprowadzki i "unoszenie się dumą i honorem" na pewno nie rozwiąże sytuacji, o ile nie chodzi Ci o zakończenie związku.
Wyobraź sobie sytuację, że przychodzisz do domu po ciężkim dniu i jedyne, na co masz ochotę to położyć się spać, a Twój partner akurat ma wielką ochotę opowiedzieć Ci co ciekawego przytrafiło mu się w ciągu dnia - on z entuzjazmem zaczyna opowiadać, a Ty gasisz go zwrotem, że nie masz ochoty go teraz słuchać. Taka sytuacja spowoduje, że w przyszłości może już nie mieć ochoty zaczynać rozmowy.
Nie odganiaj go jak natretną muchę, bo Twoja opryskliwość może stworzyć dystans między Wami. Zamiast tego po prostu powiedz, że bardzo chętnie wysłuchasz tej historii jutro, ponieważ w tym momencie padasz z nóg. Jeśli on Cię szanuje to na pewno się nie obrazi i zrozumie, że nie masz nastroju na takie rozmowy. Proste...
Szczerze mówiąc też bym nie wyrobiła, gdybym musiała znosić kaprysy, wyrzuty i zmienne nastroje... Jeśli nie chcesz go stracić to zmień swoją taktykę - zamiast płakać i się emocjonować o byle co, po prostu powiedz mu że jest Ci źle i potrzebujesz się komuś wygadać, bo potrzebujesz wsparcia. Powiedz mu, żebyście zrobili sobie godzinę szczerości, w której są dwie zasady: pierwsza to powiedzenie głośno jaka wada przeszkadza wam w drugiej osobie i dlaczego, druga zasada to nie obrażanie się za to wyznanie, bo to nie sprawi, że wasz związek pójdzie do przodu...
Rozmawialm z nim przed chwila i wymusił z siebie, ze chyba za szybko sie do mńie wprowadził. On tutaj nie ma znajomych, nie ma nikogo. Mieszka 40 km od Warszawy. Powiedział, ze jeśli chodzi uczucia do mnie to nic sie nie zmieniło, ale musi przemyśleć to wspolne mieszkanie. Ze moze wrócimy do tego co było wcześniej przed wspólnym mieszkaniem. Zabrał sie i pojechał do rodziców, pózniej do znajomych. Nie wiem co mam robic...
może faktycznie te wspólne mieszkanie, to kiepski pomysł ale też odpowiednia próba dla waszego związku.
I tak i tak źle. Ale to też nie chodzi o tą kwestię, tylko o kwestię uczuciową.
On teraz chce, abyś to Ty się postarala, zaczęła zabiegać, dbać o niego, tworzyć dobrą sympatyczną aurę związku który istniał wcześniej. Jesli chcesz nadal z nim być,to musisz coś dać od siebie, faceci nie znosza wiecznych pretensji, humorów i kłótni, to ich zjada. Uwielbiają, kiedy o nic się nie czepiamy, kiedy jesteśmy miłe, słodkie do porzygu i traktujemy ich jak Bogów, nie mówię,że to jest dobre, ale taka jest rola faceta a to my jesteśmy nie szczęsnymi kobietkami. W każdym razie,jeśli sama doszłas do wniosku, że bylas zołzą w ostatnim czasie, to Twój facet ewidentnie, chce Ci pokazac, jak to jest z tej drugiej strony.
Wniosek jest prosty albo ogarniesz tyłek i zaczynasz ratować relację miedzy wami, albo z kazdym dniem, bedzie go ubywało. It's your choice.
Tyle razy powtarzam - po jasną cholerę zamieszkujecie z facetem przed ślubem? Potem takie cyrki się zdarzają. Wyprowadź się od niego, niech zobaczy jak to jest gdy nie ma Ciebie. Ty miałaś może swoje humory, ale może miałaś powód do nich. Może coś Cię dręczyło, coś Ci przeszkadzało w nim i dlatego się cały czas go czepiałaś. Moja rada: zabieraj manatki i wracaj do siebie. Unieś się dumą i honorem. Pozostań damą w tej sytuacji, nie narzucaj mu się ze swoją miłością. On wielce poszkodowany a może to Tobie czegoś brakowało z jego strony...
Tak niedojrzałej osoby do poważnego związku jeszcze na tym forum nie widziałem...
1. Lepiej jak takie rzezy dzieją się po ślubie? I do tego jak są dzieci...
2. "Potem takie cyrki się zdarzają" - przepraszam, ale cyrk to Ty proponujesz koleżance, mówiąc, że ma się wyprowadzić.
3. Jak kobietę coś dręczy tzn, że ma do tego prawo? Może robić fochy, nie rozmawiać o tym z partnerem tylko naburmuszyć się i obrazić?
Czy Ty jesteś jakąś feministką ?!
Pogadaj z facetem, powiedz, że może nie było najlepiej, ale żeby się poprawiło to dwie osoby muszą się starać.
Poza tym uświadom go, że możesz się starać, ale też nie masz ograniczonych sił. Co będzie jak przestaniesz? On zacznie , Ty będziesz go olewać i tak w kółko? - niech on sobie też to uświadomi.
decyzja o tym, ze on wraca do domu w zasadzie została podjęta. Boję się tylko, ze to jest taka przykrywka przed końcem związku. Może on się boi mi powiedzieć, ze to koniec. mam teraz miliony myśli w głowie, jestem z tym wszystkim sama i nie wiem jak sobie poradzić. Najczarniejsze scenariusze mi przychodzą do głowy, ze on chce ze mną zerwać, ze ta wyprowadzka to argument do zerwania kontaktu. Ale z drugiej strony czy mówiłby mi, ze mu zależy gdyby chciał zakończyć to?
Marysiu, przede wszystkim musicie usiąść i poważnie i spokojnie porozmawiać. Ty musisz obiecać, że będziesz starała się aby wróciło to, za czym oboje tęsknicie. Z drugiej strony on również musi się postarać, aby nie być oschłym wobec Ciebie i zaufać Ci, że chcesz wszystko naprawić(to co z Twojej strony było nie tak). Musicie wzajemnie dać sobie jeszcze jedną szanse i obydwoje się starać.
Nie wiem czy dobrze myślę, ale moim zdaniem...jeśli dwoje ludzi nie są w stanie mieszkać ze sobą, to może nie dobrali się zbyt dobrze. Z drugiej strony, może po prostu nie jesteście gotowi na wspólne życie, może to jeszcze zbyt "poważny krok" w Waszym związku. Może faktycznie powinniście z tym zaczekać i spróbować za jakiś czas...
Tymczasem jednak, jak przeczytałam post
Tyle razy powtarzam - po jasną cholerę zamieszkujecie z facetem przed ślubem? Potem takie cyrki się zdarzają. Wyprowadź się od niego, niech zobaczy jak to jest gdy nie ma Ciebie. Ty miałaś może swoje humory, ale może miałaś powód do nich. Może coś Cię dręczyło, coś Ci przeszkadzało w nim i dlatego się cały czas go czepiałaś. Moja rada: zabieraj manatki i wracaj do siebie. Unieś się dumą i honorem. Pozostań damą w tej sytuacji, nie narzucaj mu się ze swoją miłością. On wielce poszkodowany a może to Tobie czegoś brakowało z jego strony...
to ręce i nogi mi opadły...
Rady Kasi są wprost z kosmosu...radzi poczekać z rozwiązywaniem problemów i "docieraniem się" do czasu - po ślubie. Tylko, że wtedy najczęściej bywa za późno. Niedobranie się wychodzi na jaw i okazuje się że dwoje ludzi nie potrafi nijak żyć ze sobą, nic o sobie nie wiedzą, uczucie w parę miesięcy "wypala się" i płaczą potem na forum dziewczyny(facecie tez), że "dwa miesiące po ślubie, a myślą o rozwodzie". Tak samo i "unoszenie się dumą" jest najgorszym pomysłem jeśli chodzi o uzyskanie czegokolwiek w związku. Oczom nie mogłam uwierzyć, czytając takie bzdury...
A myślicie, zeby go poprosić żeby został w mieszkaniu ze czy dać mu wolną ręke, jak chce wrócić do domu to niech wraca?
A myślicie, zeby go poprosić żeby został w mieszkaniu ze czy dać mu wolną ręke, jak chce wrócić do domu to niech wraca?
Ja bym na Twoim miejscu powiedziała coś takiego. "Zrozumiem jeśli się wyprowadzisz, choć nie ukrywam że chciałabym abyś został."
Ale na pewno nie proś go, daj mu wolną rękę. No i porozmawiajcie koniecznie, tak na spokojnie.
Jednak tez bym go do tego nie zmuszała, jedynie powiedziała, że "chciałabym abyśmy porozmawiali na spokojnie jak obydwoje ochłoniemy".
Tak niedojrzałej osoby do poważnego związku jeszcze na tym forum nie widziałem...
1. Lepiej jak takie rzezy dzieją się po ślubie? I do tego jak są dzieci...
2. "Potem takie cyrki się zdarzają" - przepraszam, ale cyrk to Ty proponujesz koleżance, mówiąc, że ma się wyprowadzić.
3. Jak kobietę coś dręczy tzn, że ma do tego prawo? Może robić fochy, nie rozmawiać o tym z partnerem tylko naburmuszyć się i obrazić?Czy Ty jesteś jakąś feministką ?!
NIE będąc wcale feministką uważam, że OBRAZIŁEŚ feministki
Jeśli już to członkini kółka różańcowego od toruńskiego radio...
Z resztą wpisu całkowicie się zgadzam ![]()
Stek bzdur. Dorośli ludzie, którym na sobie zależy ROZMAWIAJĄ ze sobą. Autorko - nie kręć sobie w głowie filmów... co one mają wnieść, poza napięciem i poczuciem zagrożenia? PRZEMYŚL sobie (zawczasu) - czym różni się TWOJE zachowanie sprzed wspólnego zamieszkania do tego teraz. Może znajdziesz powód (właśnie jakieś lęki tu wychodzą na jaw...) WSPÓLNIE się zastanówcie CO można z tym zrobić aby OBOJGU wam było dobrze RAZEM
Powodzenia
najgorsze jest to czekanie...dzisiaj już nie wróci na noc, mam nadzieje, że chociaż jutro przyjedzie wieczorem po pracy bo mam urodziny.. on niestety nie jest skory do rozmowy, zawsze mówi, że wyolbrzymiam...mam nadzieje, ze jednak jutro porozmawiamy. dziękuje Wam za dobre rady, bo na rady znajomych nie mogę liczyć..koleżanka mi powiedziała"uu kiepsko, na pewno już nic z tego nie bedzie. powinien sie cieszyć ze z tobą mieszka.." wiem też, że ma problemy finansowe..może go to wspólne mieszkanie przerosło..
Ehhh a niemsądzicie, ze jak pojawiają się schody i problemy to trzeba je spróbować przezwyciężyć A nie uciekać od problemów, w tym przypadku jego powrót do domu...dziwne to jest dla mnie, bo jakby mu chodziło tylko o wyprowadzenie sie to by uciekał ode mnie? Wolałby spedzac czas z kumplami a nie ze mną? Nie rozumiem tego wszystkiego...
14 2012-11-03 20:13:39 Ostatnio edytowany przez Kasiaaa93 (2012-11-03 20:15:18)
Jasne, za młodu to macie się wyszaleć a nie mieszkać z facetem i go oprzątać i robić za żonę, którą de facto nie jesteście...Przyjdzie czas na takie obowiązki, teraz należy korzystać z życia. To Wy jesteście jakieś dziwne, chcecie im nieba przychylić a oni i tak mają Was gdzieś.
Łatwo powiedzieć "korzystać z życia" gdy przez ostatni rok to było wspolne zycie
Marysiu, to czego Ty tak na prawdę chcesz? Korzystać z życia? Chodzić gdzie chcesz z kim chcesz, imprezować z kim chcesz i kiedy chcesz...robić co chcesz i kiedy chcesz... czy mieć chłopaka i być z nim? Bo robić co się chce można i w związku, ale pod warunkiem, ze najpierw się pozna swojego partnera, "dotrze z nim" na tyle, aby w związku pojawiło się zaufanie. Potem można dalej korzystać z życia", jednak trzeba już mieć zawsze na uwadze potrzeby i uczucia tej drugiej osoby.
Ehhh a niemsądzicie, ze jak pojawiają się schody i problemy to trzeba je spróbować przezwyciężyć A nie uciekać od problemów, w tym przypadku jego powrót do domu...dziwne to jest dla mnie
A nigdy nie potrzebowałaś ODCIĄĆ się aby się uspokoić?
Może macie różne potrzeby, a może różne sposoby na uspokojenie. Miałaś się zastanowić JAK ZMIENIŁO się twoje zachowanie PO wspólnym zamieszkaniu... coś do głowy Ci przyszło?
18 2012-11-04 11:26:24 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-11-04 11:34:23)
nie jest skory do rozmowy, zawsze mówi, że wyolbrzymiam...
Wspólne życie z facetem, który nie rozumie, tylko krytykuje uczucia? Dzięki, już to przerabiałam. Kochana, on się nie zmieni. Moje nastroje, za które się obwiniałam, znikły w tajemniczy sposób, gdy spotkałam mojego Kochanego i trochę z nim pobyłam. PMS znikło.
Mam własną hipotezę. Jeśli kobieta nie czuje się pewnie w związku, będą huśtawki emocjonalne, wyolbrzymianie i różne inne dziwne zachowania.
mam nadzieje, ze jednak jutro porozmawiamy.
Mam nadzieję że ochłoniesz. I kopniesz go w tyłek. Ty. Tak będzie lepiej dla Was obojga.
1. Dla Ciebie - bo to Ty go rzucisz, nie on Ciebie.
2. Dla niego - bo czegoś się może nauczy (gdybyś mu powiedziała, że nie możesz być z kimś, kto uważa, że coś jest nie tak z Tobą bo wyolbrzymiasz, gdy mówisz o sprawach naprawdę ważnych)
dziękuje Wam za dobre rady, bo na rady znajomych nie mogę liczyć..koleżanka mi powiedziała"uu kiepsko, na pewno już nic z tego nie bedzie. powinien sie cieszyć ze z tobą mieszka.."
Dokładnie! Jak mu coś nie pasuje, nie umie wziąć na klatę tego i owego, robi uniki, znika bez słowa - nie ma sensu go zatrzymywać.
wiem też, że ma problemy finansowe..może go to wspólne mieszkanie przerosło..
Jeśli mężczyzna zdrowy fizycznie ma kłopoty finansowe, to coś z nim nie tak. Np. nie umie się skutecznie komunikować. Po co Ci nieudacznik? Żebyś go utrzymywała i nosiła przez resztę życia? Kopnijże go w tyłek i obudź się (albo w odwrotnej kolejności). Otwórz oczy! Zobacz ilu naprawdę świetnych gości szuka partnerki! Zaręczam - więcej niż myślisz.
To, co nazywasz miłością do niego jest jedynie uzależnieniem. Można się z tego wyleczyć.
Jeśli nie kochasz siebie, nie możesz kochać innych.
Jeśli siebie kochasz tylko troszkę, innych też tylko troszkę.
Jeśli prawdziwie kochasz siebie odnotowujemy następujące objawy:
1. Szanujesz siebie.
2. Nie zadajesz się z tymi, którzy Ciebie nie szanują, którzy nie okazują Ci szacunku.
3. Jesteś dla siebie dobra, wybaczasz sobie błędy I WYCIĄGASZ WNIOSKI.
4. Cieszysz się życiem. Nie potrzebujesz do tej radości żadnej innej osoby.
5. Dzielisz się radością z tymi, których spotykasz.
6. Pracujesz nad sobą, w atmosferze miłości (nie krytykujesz się za to, co kiedyś zrobiłaś).
7. Wiesz, że jesteś wspaniała i szukasz wspaniałego mężczyzny (nie zadowalasz się byle czym i byle kim).
Wiem, że Ci teraz ciężko. Bardzo współczuję. Przechodziłam coś podobnego i wiem, że zrobiłam źle - nagięłam się, zrezygnowałam z części siebie, żeby być z nim. Nikt by nie powiedział, że jego wymagania były wygórowane. To ja miałam się zmienić. Ale nie da się być spokojną i szczęśliwą, gdy w środku coś boli.
Paradoksalnie - gdy to Ty mu powiesz, że nie zmienisz się dla niego, może poczuć szacunek (który jest podstawą miłości), a skoro byliście razem i jego przywiązanie nie znikło, może coś jeszcze z tego wyjść.
Jednak nic nie wyjdzie, gdy się będziesz przed nim płaszczyć.
Przemyslalam przez noc wszystko, uporzadkowalam sobie pewne sprawy. I...spakowalam jego rzeczy, ja niczym sobie nie zasłużyłam na takie traktowanie. Jeśli będzie chciał to będziemy razem ale bez mieszkania wspólnego. Jeśli nie...jakoś sobie poradzę. A najbardziej mnie zabolalo gdy dzisiaj rano z okazji moich urodzin dostałam smsa "szczęścia, zdrowia i cierplliwosci" co to w ogóle ma BYĆ?!
No i moj chlopak będzie wieczorem, nie wiem czy dobrze zrobiłam panując jego rzeczy...
Marysiu, musisz być stanowcza w swoich decyzjach. Jeśli macie być razem, to będziecie...nawet jak teraz on sie wyprowadzi. Jeśli ma się popsuć, to i tak popsuje się, nawet gdy zostanie... Pogadajcie na spokojnie, może odpocznijcie od siebie... czasami to pomaga...
Dziękuje, mam nadzieje, ze jakoś dam sobie radę z tym wszystkim.
...A najbardziej mnie zabolalo gdy dzisiaj rano z okazji moich urodzin dostałam smsa "szczęścia, zdrowia i cierplliwosci" co to w ogóle ma BYĆ?!
Docieranie się? Jak na początku każdego wspólnego zamieszkania?
WHATEVER - z okazji URODZIN życzę Ci takiego rozwoju upojnego wieczoru, byś doznała pełni szczęścia i satysfakcji ![]()
Niech wybranek stanie na wysokości zadania. Niech uda Wam się dogadać. A przynajmniej rozpocząć wszystko niejako z "tabula rasa"... NIECH WAM się uda - jeżeli się kochacie
Bądź szczęśliwa
bo już pozwoliłaś i...
No i moj chlopak będzie wieczorem.
Nie przyjechał..nie przyjechał do mnie nawet w moje urodziny...napisał tylko smsa, ze przyjedzie jutro bo dzisiaj ma na rano do pracy...po czym gadałąm z jego siostrą i powiedziała mi, ze był w domu i powiedział, ze jedzie do mnie. "podobno był u kolegi". uważam, że to już koniec.boli...
Nie przyjechał..nie przyjechał do mnie nawet w moje urodziny...napisał tylko smsa, ze przyjedzie jutro bo dzisiaj ma na rano do pracy...po czym gadałąm z jego siostrą i powiedziała mi, ze był w domu i powiedział, ze jedzie do mnie. "podobno był u kolegi". uważam, że to już koniec.boli...
Marysiu, domyślam się że boli... odpuść sobie. Odpocznijcie od siebie. Tak jak powiedziałam...co ma być to będzie... Zajmij się sobą... staraj się nie rozmyślać za dużo...co jak i dlaczego... Jeśli ma coś się jeszcze zmienić, to się zmieni. Póki co, w nerwach...niczego nie zdziałacie...
W ramach spóźnionych życzeń urodzinowych...życzę Ci...abyś znalazła w życiu spokój i szczęście, takie o jakim marzysz... i obyś nie musiała już nigdy nie zadawać sobie takich pytań (jak tytuł wątku)...
Trzymaj się!
Pozdrawiam
Porozmawiałam z nim, powiedział żebyśmy sie rozstali ale nie urywali kontaktu, żebyśmy sie od czasu do czasu spotkali na kawę pogadali i stwierdzili, czy za jakiś czas będziemy chcieli do siebie wrócić. Nie wiem czy to jest dobry pomysł, czy zerwac z nim całkiem kontakt
to już ty musisz zdecydować czy zostawić sobie i jemu otwartą furtkę do powrotu ...jeśli uważasz, że pozostanie z nim w kontakcie nie zepsuje ci szansy na ewentualny nowy -lepszy związek to chyba nie ma problemu.
28 2012-11-07 13:05:27 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-11-07 13:09:47)
Nie wiem jak Ty to widzisz, ale ja bym nie chciała spotykać się z chłopakiem, z którym właśnie się rozstałam. Jakoś nie wierze w "przyjaźń" pomiędzy dwojgiem "ex". Ja bym chyba bardziej cierpiała.
Wolałabym ograniczyć kontakt z nim, owszem jakieś przypadkowe spotkania na imprezach u wspólnych znajomych...ale nie takie umawianie się "nie na randki"...właściwie nie wiadomo po co... z kimś kogo się kochało...
Jeśli macie być jeszcze kiedyś razem, to będziecie...ale nie czekała bym w nieskończoność, na to co on zdecyduje. Rozstaliście się...więc wyjdź do ludzi...nie zamykaj się na nowe znajomości.
Ehh nie rozumiem tych mężczyzn, podjął taka a nie inna decyzje a pózniej pisze, ze brakuje mu mnie obok...odpisywać nie odpisywać sama nie wiem co robić, gdy tylko na chwile oderwe myśli od niego to przypomina o sobie
nie odpisuj...
Poczatkowo chciałam odpisać, ze sami wybraliśmy taka sytuacje i musimy to zaakceptowac ale chyba sie powstrzymam
Marysiu, wybór należy do Ciebie, ale ja bym nie odpisywała. Jeśli będzie natrętny, to wtedy napisałabym, że skoro zerwaliście i nie jesteście razem, to niech zostawi Cie w spokoju i da ułożyć sobie życie bez niego.