Miłość czy nie miłość? Co dalej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Miłość czy nie miłość? Co dalej?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

Temat: Miłość czy nie miłość? Co dalej?

Witam Was bardzo serdecznie, chciałabym opisać historię, która przydarzyła mi się w tym roku. Poznałam przez internet chłopaka- Konrada, który nie był mną zbyt zainteresowany praktycznie w ogóle. Ja go jednak polubiłam i chciałam z nim pisać, chociaż czułam, że go nie interesuję. Pewnego dnia był bardzo ożywiony naszą konwersacją, a to za sprawą moich zdjęć, które przypadkiem znalazł na portalu społecznościowym. Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Pisał do mnie codziennie, chciał się zobaczyć. Po pół roku takiego pisania w końcu się spotkaliśmy. Spodobałam mu się, on mi też, tak w miarę, zaczęliśmy się spotykać. Po dwóch miesiącach zamieszkaliśmy razem (mam mieszkanie, a on dostał pracę w moim mieście- starał się o nią już wcześniej, pomyślałam "dlaczego nie?", wcześnie, wiem, ale co ma być to będzie). Od tamtego momentu zaczęły się problemy. Wyszło mnóstwo nieprzyjemnych, niedojrzałych sytuacji, które skłoniły mnie do zerwania z nim. Wyprowadził się. Jakiś czas po tym zdarzeniu zaczął do mnie pisać jego kolega. Świetnie nam się rozmawiało, odkryliśmy, że moglibyśmy stworzyć udany związek. Zaczęliśmy się z Markiem spotykać, najpierw po koleżeńsku, póki pewnego wieczoru mnie nie pocałował. Konrad nie był zły o to, że się rozstaliśmy, zaakceptował to, póki się nie dowiedział, że spotykam się z jego kolegą (który tak naprawdę był dalekim kolegą, a od mojego i Konrada rozstania minęło kilka miesięcy). Zaczął wszystkich znajomych podburzać przeciwko nam, toczył wojny, zrobił się agresywny. Marek i ja nie rozumieliśmy, o co mu chodzi. Wracając do tematu. Marek któregoś razu mnie pocałował. Od tamtego wydarzenia spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu, całowaliśmy się. Często pytał mnie o to, jak widzę przyszłość. Ile chciałabym mieć dzieci, gdzie chciałabym zamieszkać. Te pytania mnie zaskoczyły, zważywszy, że ma 24 lata, ja 26, czyli jest między nami różnica wieku. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu i za każdym razem było cudownie. Pewnego dnia zaprosiłam go do siebie do domu, został na noc. Kochaliśmy się. Po tym wydarzeniu czule mnie objął i przez kilka godzin opowiadał, jakie to dla niego wyjątkowe i że mnie kocha. Mówił, że nie często w swoim życiu uprawiał seks, że nigdy nie miał poważniejszego związku, bo zawsze coś się działo. Większość kobiet go zostawiała, albo zdradzała, a on im wybaczał, tylko po to, by go znów mogły zdradzić. Nigdy mu nie wychodziło życie uczuciowe, zastanawiało mnie dlaczego, potem pomyślałam, że to dlatego, że jemu trudno jest się otworzyć, generalnie sprawia wrażenie zimnego faceta. Spotykaliśmy się dalej, kochaliśmy, robiliśmy razem wszystko. Mamy podobne charaktery, ambicje, czułam, jakbyśmy byli wprost dla siebie. Tak spędziliśmy ze sobą pięć miesięcy. Przyszedł czerwiec. 15go czerwca. Powiedział mi, że bardzo mnie kocha i że wierzy, że w przyszłości weźmiemy ślub, co ja o tym sądzę? Uśmiechnęłam się, powiedziałam, że wszystko jest możliwe, oraz wyznałam mu, po raz pierwszy, że również go kocham. Ucieszył się. Dodam, że przez cały czerwiec szukał pracy w szpitalu (jego marzeniem jest stać się wojskowym, trafić do jednostki specjalnej, w tym celu musi ukończyć roczny staż w szpitalu). Pod koniec czerwca przyszedł do mnie w odwiedziny, przyniósł bukiet kwiatów, dał mi je, zapytałam: z jakiej to okazji? Powiedział, że z miłości. Tego samego wieczoru wyznał jednak (z bardzo smutną miną), że nie udało mu się znaleźć pracy tutaj i że musi wracać do swojego rodzinnego miasta (położonego 150 km od mojego), bo tam mama załatwiła mu pracę. Zdenerwowałam się. Zapytałam, jak on to widzi? Co się z nami stanie? Powiedział, że wszystko będzie dobrze, że będziemy się widywać w weekendy i w każdy jego wolny dzień. Zgodziłam się. Strasznie jednak mi go brakowało. Gdy przyjeżdżał w weekend nie umiałam się nim nacieszyć. Doszedł do tego kolejny aspekt- aspekt zazdrości z mojej strony. Zaczęłam go podejrzewać o oszustwo uczuciowe (nie maiłam podstaw), dochodziło do awantur na tym tle. Cały lipiec do mnie przyjeżdżał, mi czasami coś odbijało. W sierpniu miałam urodziny, wziął specjalnie dzień wolny, dostałam od niego prezent - bransoletkę (który nie pasował do jego stylu, zupełnie, jakby nie był od niego), przyjęłam, podziękowałam. Tydzień później wyprawiałam imprezę urodzinową, przyjechał, właściwie ją zorganizował, ja miałam tylko się ubrać i umalować. Pamiętam, że gdy wyszłam z łazienki zatrzymał mnie mówiąc "Pamiętam, gdy powiedziałem Ci, że jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi. To był błąd. Jesteś najpiękniejszą istotą we wszechświecie". Pocałował mnie czule. Następnego dnia pojechaliśmy do jego rodziców, gdzie mieliśmy razem spędzić tydzień (a z nimi dwa dni, gdyż wyjeżdżali). Poranek po imprezowy był niefajny, ociągałam się, byłam zmęczona. On mnie pospieszał, powiedział, że nie ma opcji, byśmy się spóźnili do jego rodziców, że mam się spieszyć. Byłam na niego zła, jednak się ubrałam, umalowałam, pojechaliśmy na dworzec. Dopiero w pociągu się pogodziliśmy. Bardzo się denerwowałam na tę wizytę. Jego mama jest typem osoby zaborczej, zawsze gdy był u mnie do niego dzwoniła, czasami po kilka razy dziennie... (mimo, że spędzał ze mną niecałe dwa dni, a z nią pięć). Zajechaliśmy. Jego tata bardzo uprzejmy, natomiast mama trochę mniej. Od progu pokazała, kto tu rządzi. Zlekceważyła prezent ode mnie, pochwaliła się tym, że to ona wybierała dla mnie bransoletkę i że nie jest ze srebra, wypytywała mnie o wszystko, łącznie z tym ile zarabiam, skąd mam mieszkanie. Dała mi również radę, bym urwała kontakty z moimi wszystkimi byłymi chłopakami, a psa z jednego z poprzednich związków oddała do schroniska. Poraził mnie jej brak kultury. Już wcześniej miałam świadomość, że nie jest ona osobą lubianą, wiedziałam co większość ludzi sądzi na jej temat. Starałam się być w porządku, jednak ona wyznaje zasadę, że jest najważniejsza na świecie i wszyscy dookoła mają się jej podporządkowywać. Starszy brat Marka wyjechał na drugi koniec świata, ich ojciec a jej mąż na co dzień nie mieszka w domu, jak dobrze pójdzie, widują się raz w tygodniu. Nie polubiłam tej kobiety, ale nie ze względu na jej zachowanie, ale na to, że jej nie zależało na tym, byśmy były w dobrych stosunkach. Dla niej liczyło się to, że może się przede mną pochwalić tym, co ma, by mi zaimponować, a nie, by się ze mną porozumieć. Dodatkowo nieustannie podkreślała fakt, że ona i Marek są nierozłączni, przy niej nie mogliśmy się nawet pocałować.  Nigdy w życiu nie spotkałam takiej osoby, a znam wiele kobiet w jej wieku i utrzymujemy dobre kontakty. Między mną a Markiem znowu doszło do kłótni, tym razem o to, że zataił przede mną kilka rzeczy i nie umiał wyjaśnić, dlaczego tak postąpił, powiedział jedynie, że muszę mu uwierzyć na słowo, że nie miał złych intencji. Nie potrafiłam, powiedziałam, że uważam, że w związku, szczególnie takim na odległość, zaufanie jest sprawą priorytetową i że powinniśmy się rozstać. Zgodził się, ale poprosił, byśmy nie denerwowali tym jego rodziców. Zrozumiałam i się zgodziłam. W środę jego rodzice wyjechali, a my zostaliśmy sami w domu. Było w porządku. Przyjemnie. Pogodziliśmy się i było ok. W środę wieczorem razem ćwiczyliśmy i nagle dostaję od niego informację "Nie bądź nam nie zła, ale nasze wspólne kłótnie mnie wykończyły, proszę, byś pojechała w piątek". Powiedziałam, że to ostatni nasz wspólny czas, on dodał, że nalega. Zaczęłam płakać. Spędziliśmy środową noc wspólnie, kochaliśmy się i Marek wyznał, że obawia się, że mogę być w ciąży. Całą noc nie mogłam spać, męczyłam się, czułam się źle, jednak nie z powodu ciąży, ale z faktu, że muszę wracać do domu już w piątek. W czwartek rano Marek był pochmurny i zimny, nie poznałam go. Kochaliśmy się tego dnia dwa razy, ale coś było bardzo nie tak. W piątek odprowadził mnie na dworzec i ja czułam ból. Spojrzałam mu w oczy i poprosiłam, by powiedział mi wprost, że to koniec, zaprzeczał. Nalegałam, kazał mi przestać. Wróciłam do domu w piątek, pojechałam prosto do rodziny. Zdałam im relację z wizyty, byli zniesmaczeni i poprosili, bym jeszcze raz przemyślała kwestię wejścia w taką rodzinę. Dla mnie liczyły się tylko uczucia. W sobotę Marek i ja pisaliśmy normalnie, to samo w niedzielę. Tego samego wieczoru postanowiłam z ciekawości sprawdzić dzień owulacji i wyszło, że istnieje spora szansa na to, że jestem w ciąży. Napisałam Markowi o tym. Zapytał, co zrobimy z tym fantem? Odpisałam żartem tak: "Ty musisz realizować swoją karierę, ja zawsze chciałam mieć dziecko, rozwiązanie jest tylko jedno". Odpisał: "Tak, masz rację, trzęsą mi się ręce, ale to koniec. Żegnaj". Szczęka mi opadła. Zadzwoniłam do niego z pytaniem, o co mu chodzi? Powiedział, że nie jest ze mną szczęśliwy, że już dawno mnie nie kocha, że nasze małżeństwo byłoby porażką i że to koniec. Zaczęłam płakać i przepłakałam całą noc. Następnego dnia napisałam mu, że bardzo go kocham i że zrobię dla niego wszystko i wtedy rozkazał mi usunąć ciążę. Od tamtego dnia, pisał mi codziennie, że bardzo mnie kocha, ale "to musi zniknąć". Nie pomagały tłumaczenia, że jeżeli usunę ciążę, to mogę już nigdy nie móc mieć dzieci (kiedyś poroniłam i dostałam wtedy ostrzeżenie od lekarza). Nie było dnia, godziny, minuty, bym nie słyszała, jak to on bardzo nie chce mieć teraz dzieci. Strasznie mnie to zdruzgotało. Obiecał mi, że po tym, jak usunę ciążę przyjedzie i wszystko będzie ok. W piątek napisałam mu, że byłam u lekarza i że już po wszystkim. Odpisał, że się cieszy i że kamień spadł mu z serca. Powiedział, że mam odpocząć i że przyjedzie, jak tylko poczuję się lepiej. Trzy dni później poprosił o zwrot rzeczy, jednak zapewniał, że się pojawi. Wyznaczył nawet termin, czekałam cały dzień, nie było go. Przyszła tylko wiadomość o treści "Nie mamy o czym rozmawiać, nie kocham Cię, żegnaj. Nie życzę sobie Ciebie w moim życiu, tak samo moi rodzice". Przez cały tydzień płakałam, przepraszałam, pisałam do niego "litanie", nic nie pomogło.

Moje podsumowanie jest takie: on się naprawdę starał, zależało mu, jednak ja za często go stresowałam, aż w końcu pomyślał, że nie jesteśmy dla siebie i czas to zakończyć. Dodatkowo nieprzychylna opinia mamusi zdziałała swoje.

Co tym sądzicie?

Ciągle kocham i wspominam chwile, w których było dobrze. Obwiniam się o to, że byłam zbyt agresywna, a mogłam czasami odpuścić.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Miłość czy nie miłość? Co dalej?

Kobieto wez zimny prysznic, nastepnie pobiegaj, spotkaj z przyjaciolmi, nastepnie kup prawdziwego szampana i wzniescie toast , ze udalo Ci sie odzyskac zycie.
Niedojrzaly mamisynek a Ty szukasz w sobie winy?
Chcialabys  zyc niczym w big brother bo mama wszytko slyszy, wszystko widzi, bo synek wszystko jej opowiada i wszystkim moze drygowac jak jej sie podoba?
A jakbys wpadla na serio to co? chcesz usunac? ok, dla mnie to jest wolny wybor kazdej kobiety. Ale usunac bo ktos Ci kazal? Aby byc z kims kto jak widzisz i tak by Cie kopnal w 4 literki ? Dalabys rade tak zyc?
Facetow bedzie wielu, a zdrowie i zycie masz tylko jedno. On wolal Ciebie narazic, poswiecic niz Ci pomoc. Jakiekolwiek problemy a on znika. Bo w jego i mamy swiecie nie ma na to miejsca, tylko karira ''wspanialego synka''...
Ciesz sie, naprawde sie ciesz, ze pokazal swoja prawdziwa twarz teraz, a nie pozniej.
pozdrawiam serdecznie

3

Odp: Miłość czy nie miłość? Co dalej?

Dziękuję Ci, wybieram się niedługo do psychologa, bo ja najwyraźniej nie widzę rzeczy oczywistych. Jak dla mnie to był i dalej jest wspaniały facet. Fantastycznie się przy nim czułam. Co do ciąży to nie, nie usunęłam dziecka, nie mogłabym. On tak myśli. Moja cała rodzina łącznie ze mną bardzo się cieszy na przyjście Malucha:)

4

Odp: Miłość czy nie miłość? Co dalej?

aaasiaaa

Czyli Asiu jesteś w ciąży?? Ja uważam, że nie powinnaś usuwać ciąży tym bardziej, że kiedyś poroniłaś i wiesz jak to bardzo boli (Ja wiem) choć na to nie mamy wpływu, a tu to jest Twoja świadoma decyzja i ja mogę Ci tylko powiedzieć, żebyś pamiętała że nic nie dzieje się bez przyczyny i widocznie los, Bóg tak chciał że zesłał na Twoja drogę małego człowieczka dzięki któremu już nigdy nie będziesz sama i to będzie osoba która nigdy nie przestanie Cię kochać. A Tatuś na pewno się kiedyś opamięta i będzie żałował swojej decyzji ale to będzie jego problem bo Ty możesz już sobie ułożyć życie po swojemu i dla niego w nim nie będzie miejsca, ale z dzieckiem nie zabraniaj mu się kontaktować bo maleństwo kiedyś mogło by mieć do Ciebie żal.
Ja Ci kochana życzę powodzenia i trzymam kciuki. Pamiętaj że teraz nie możesz się denerwować, bo mama nie może być zestresowana smile

5

Odp: Miłość czy nie miłość? Co dalej?

Powinnaś wziąć się w garść jest to trudne ale sama widzisz jak wyglądałoby wasze życie chłopak nie jest stabilny uczuciowo duzy wpływ ma na niego rodzina a wiążąc się z nim wiążesz się też z jego rodziną. Moim zdaniem nie zrobiłaś nic złego kochałaś i chciałaś byc kochana tak jak każda z nas tego pragnie

6

Odp: Miłość czy nie miłość? Co dalej?

Dzięki dziewczyny, jesteście kochane. Bardzo się cieszę, że będę miała dziecko, to cudowna wiadomość. Jestem silna i dodatkowo niezależna finansowo. Co do "tatusia"- nie wie o tym, że dziecko się urodzi. Sądzi, że go posłuchałam i że usunęłam ciążę:) Planowałam go poinformować o zmienie decyzji osobiście (to była także sugestia lekarza), jednakże nie chciał się pojawić, a tak poważnych spraw nie załatwia się przez telefon. Druga sprawa- wszyscy moi przyjaciele, jak i psycholog, do którego uczęszczam na terapię ostrzegli mnie, że M. i jego mama prawdopodobnie będą próbowali mnie "przekonać" do usunięcia ciąży (Co jest, w świetle naszego prawa przestępstwem i podlega karze nawet do 8 lat pozbawienia wolności). Wtedy nie daliby mi spokoju, za bardzo bym się denerwowała tą systuacją, a tak to mam przynajmniej w miarę wolną głowę. Już się nie mogę doczekać gdy Mały/ Mała przyjdzie na świat:) Synka planuję nazwać 'Jacek", córkę "Julia".

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Miłość czy nie miłość? Co dalej?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024