witam,
co myslicie o tym?
jestem z chlopakiem prawie 5lat juz zareczeni..
poczatkowo bylo fajnie, ale nie wiem nawet kiedy zaczelam mu sie podporządkowywać, w sensie takim ze nie zalozylam spodniczki do szkoly , na spacer jak nie bylo jego przy mnie mogłam nosic ale tylko do niego i dla niego. buty na obcasie tez tylko przy nim, bluzki tylko pod szyje bez dekoldu zaczal kontrolowac telefon , potrafil przyjechac pod szkle bez zapowiedzi i jak widzial ze mialam jednak dekold albo spodniczke to awantury robil, podjezdzal z nienacka sprawdzic z kim wychodze ze szkoly czy gadam z jakims kolega. co zbieralam sie do rozstania twierdzil ze sie zmieni ze przeprasza fakt bylo tak ale na chwile... nie wiem czemu w tym dalej tkwie chyba stracilam poczucie wartosci...boje sie czy dam sobie rade... raz przegial akurat w niedlugim czasie poznalam fajnego chlopaka powiedzialam ze to koniec i jak dowiedzial sie ze poszlam z jakim chlopakiem do kawiarni wpadl i zrobil mi awanture przy wszystkich ludziach koledze zaczal gadac ze wpier.. dostanie.. ciagle pisal ze jak nie wroce do niego to szczesliwa z innym tez nie bede tak zatrul mi zycie kolega nie chcial sie wiecej widziec a o zapewnial ze sie zmienil ze zrozumial zebym wrocila i zrobilam to. 2 miesiace byly super pozniej sie zaczelo to samo... teraz na impreze pojsc nie moge nigdzie wyjsc bo mowi ze to bedzie koniec wiec mam wybierac , nigdzie nie moge wyjsc sama bo zly jest. zaczelam robic tak jak on chce zeby uniknac klotni i awantur... ostatnio nawyzywal mnie na zakupach poszlo o glupia rzecz, ktora chcialam kupic a on kazal w innym sklepie i co najbardziej mnie zaniepokoilo powiedzial ze w leb mi walnie zaraz i szarpnal mna przy tym tyle wyzwisk ze jestem zjeb itp..obwinia mnie o wszystkie klotnie nawet jak jest winny to wszystko przekreca tak zebym ja sie czuła winna ...znow chcialalm odejsc poweidzial ze ostatnia rzecza jaka by chcial to mnie stracic ze mnie kocha itp.. a na rozmowe nigdy czasu nie ma albo idzie spac albo mam dac mu cos jesc bo glodny ... da rade cos w nim zmienic ???????
Nie da rady ![]()
jak ja mam odejsc czuje se taka osaczona nim wszedzie on .. nie wiem co robic mial ktos podobna sytuacje?
4 2012-10-16 16:45:46 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-10-16 16:47:46)
Nicck, jedno jest pewne...on tak nie ma prawa Cie traktować i to nic dobrego nie wróży. Druga pewna sprawa, to że jakiekolwiek próby zmienienia relacji między Wami powinny dziać się teraz, a w żadnym wypadku po ślubie. Ja ze ślubem na pewno bym się nie spieszyła, bo możesz mi wierzyć że potem będzie tylko gorzej.
Może warto spróbować (choć ja bym chyba uciekła już teraz, bo to jak więzienie a nie związek) jeśli go kochasz, żebyś potem nie żałowała że tego nie zrobiłaś. Przy następnej kłótni, lub jego chamskiej odzywce, powiedziałabym jemu głośno aby wszyscy słyszeli, że nie życzę sobie takiego zachowania wobec mnie. Powiedziałabym też, że jeśli nie chce rozwalić związku, to musi się zmienić. Że nie życzę sobie ubliżania mi i wiecznych scen chorobliwej zazdrości, że jestem takim samym człowiekiem jak ON i że mam równe prawa, a przede wszystkim do własnego zdania. Zaproponowałabym tez, że jeśli sam sobie nie jest w stanie z tym poradzić, to powinien udać sie do psychologa.
Jeśli nie zrozumie, to uciekaj póki możesz...
@Nicck jedyna opcja to pozbycie się go bo im dalej w las tym ciemniej dla Ciebie, chorobliwą zazdrość i kompleksy zostaw psychiatrom a sama ułóż sobie nowe życie.
macie racje tez tak probowalam ale jak przy rodzinie ja powiem zeby tak nie robil to ostatnio tak zamieszal ze wyszlam na kompletna idiotke a wyzej opisana awantura to w sklepie przy ludziach byla... czuje ze tak dalej nie chce ale ciagle w tym tkwie boje sie tego ze znow mnie bedzie dreczyl gdy odejde... kazdego nowo poznanego chlopaka bedzie chcial bic i odstraszal... ;( ze mna na impreze nie pojdzie na piwo tez bo on nie lubi nie ma gdzie to nie dla niego mowie ze jestesmy mlodzi to nie ale z kolegami i do kolegow to pierwszy
Jeśli już tak nie chcesz żyć, a próby nic nie dają, to urwij to jak najszybciej. Jeśli będzie Cię próbować nękać, to powiedz mu, że jeszcze raz i pójdziesz z tym na policję i że nie żartujesz. Nie ciągnij tego dalej, bo będzie coraz gorzej, skoro on nie widzi w tym swojej winy. Ja bym nie czekała, bo nie ma na co...
probowalam kiedys porozmawiac na jego temat z jego mama bo cos sie zgadalo i nadmienilam ze wlasnie jest zazdrosnik chorobliwy t nie chciala wierzyc mi w rzadne moje słowo.. czuje sie taka rozdarta .. otrzasnelam sie troche i zaczerpnac chcialam rady Waszej po tym jak moja znajoma zaszla w ciaze... kiedys myslalam ze fajnie byloby mniec malenstwo a teraz..... nie moglam sobie wyobrazic siebie teraz majacej z nim dziecko choc go kocham siedzialbym jak taka pipa w domu z dzieckiem i ciagle mu szykowala wszystko ... wszystko za niego robie a jak powiem sprzatnij po sobie to sie obraza czemu on ma to robic bo ja od tego jestem...
9 2012-10-16 17:15:27 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-10-16 17:19:25)
jak ja mam odejsc czuje se taka osaczona nim wszedzie on .. nie wiem co robic mial ktos podobna sytuacje?
Ja tak mam w małżeństwie. Żona jest chorobliwe zazdrosna. Nie mogę bez awantury iść z kolegami na piwo, zawsze musi wiedzieć co robię, jak jestem w delegacji to wieczorami są telefony "Co robisz?" a jak jestem w restauracji to jest zła. Tęskni parę godzin po moim wyjeździe, a parę godzin przed wyjazdem robi "fochy".
No i nie ma już romantyzmu, niezależności. Żona narzeka, że się popsuło. Ale cóż zrobić? Niech będzie że moja wina, bo tak jest lepiej i wygodniej.
To Cię czeka. Złota klatka. Aby normalnie funkcjonować będziesz musiała czasem poza tę klatkę wyfrunąć. Potem wrócisz, wszak klatka jest złota i bezpieczna.
Powiedziałabym też, że jeśli nie chce rozwalić związku, to musi się zmienić. Że nie życzę sobie ubliżania mi i wiecznych scen chorobliwej zazdrości, że jestem takim samym człowiekiem jak ON i że mam równe prawa, a przede wszystkim do własnego zdania. Zaproponowałabym tez, że jeśli sam sobie nie jest w stanie z tym poradzić, to powinien udać sie do psychologa.
Jeśli nie zrozumie, to uciekaj póki możesz...
Nie, nie Margolinka! Tego się nie da zmienić. To tak jakby powiedzieć wielbłądowi, aby był jak biały jednorożec. Nie dość, że wielbłąd poczuje się urażony, to dodatkowo uzna, że wolisz jednorożca.
1. jesteś wolna
2. rzuć gnoja
3. odseparuj się od niego i przeczekaj kilka miesięcy, nawet najbardziej natrętni w końcu odpuszczają (za siostrą mojej znajomej gość chodził ponad rok, ale teraz jest wolna i szczęśliwa)
4. NIGDY do niego nie wracaj
I wyjdź z tej roli biernej ofiary. Nawet ten temat napisałaś pt "czy da się go zmienić", a nie pt "chce uwolnić się z toksycznego związku". Jesteście zaręczeni więc zaraz będzie ślub i będzie już tylko gorzej. Dziewczyno, przejrzyj na oczy! Jak teraz się od niego nie uwolnisz to kiedy? Nigdy? Zawsze będziesz takim tchórzem, a on będzie to wykorzystywał bijąc Cię, zdradzając, katując, pouczając, poniżając. Jak nie masz odwagi żeby to zrobić dla siebie to zrób to dla swoich przyszłych dzieci, bo gwarantuję Ci, że w rodzinie z takim ojcem, wychowasz bande psychopatów.
Nicck, jak najszybciej odejdź od niego, bo dziecko w takiej sytuacji to byłaby niestety najgorsza opcja...sama o tym wiesz...
samm22, masz rację. Po prostu nie chciałam od razu z grubej rury walić... ale to fakt... w takich przypadkach, to szansy na zmiany są znikome...
Nicck - uciekaj jak najszybciej. Musisz rozwiązać tą sprawę tak, by jak najmniej kontaktów było. Jesteś kobietą, najzupełniej masz swoje pragnienia i myśli, nie możesz pozwolić, by ktoś niszczył twoją samoocenę, twoje wartości i poniżał. Zastanów nad tym - Czy jesteś kobietą czy niewolnicą?
Ps. Ten kolega z kawiarni pokpił sprawę, miał na wyciągnięcie ręki Ciebie, po tym incydencie. Ciekawa sprawa.
.. wszystko za niego robie a jak powiem sprzatnij po sobie to sie obraza czemu on ma to robic bo ja od tego jestem...
+ zazdrość i grożenie... Daj sobie spokój. Odejdź, wyjedź, zmień telefon.
wczoraj probowalam z nim porozmawiac na spokojnie i jakos to wychodzilo do momentu gdy podczas rozmowy staiwrdzil ze on nie ma problemu zeby wyjsc gdzies... zaproponowalam kino
i tu sie zaczal problem bo on nie pojdzie na film ktory ja zaproponowalam tylko pojdziemy na ten co on chce nie chcialam mu ulegac wiec powiedzialam nie. stawirdzil ze nigdzie nie pojdziemy i mowie ze on moze isc na ten co chce a ja pojde na ten co ja chce. powiedzial to lepiej sama sobie idz,,... i mowie ok zaczelam sprawdzac film na dzis wieczor po pracy a te dostal furii ze moze sobie z kim innym pojde albo juz sie umowilam z jakims frajerem...powiedzialam ze nie podoba mi sie takie traktowanie i mowie tyle jestes ze mna nic ci nie wywinelam za plecami nigdy a on na to ze ja to taka cichociemna jestem...powiedzialam albo sie ogarniesz albo to koniec bo mam dosyc zrobil pfff...
dzis rano wstal wczesniej obudzilam sie powiedzial ze nie dostalam buzi rano bo nie zasluzylam za wczoraj, a ja wogole sie nie odezwalam udalam ze nie slysze i robilam swoje . ukladalam rzeczy na półce on przechodząc klepnął mnie w dupe powiedzialam ze ma tak nie robic po czym zaczął to samo robic az w koncu podniosłam głos i sie obrazil... eh
chyba nie bede miała innego wyboru będę musiała się odważyc
Powiem Ci , że w moim pierwszym poważniejszym związku facet był taki sam. Ciągłe kontrole , wyzwiska, kradzieże, nie mogłam nigdzie wyjść sama , bez niego , do szkoły też golfy. Przed lekcjami szłam do niego pokazać co ubrałam. Byłam jak taki piesek. Ja siedziałam w domu uczyłam się podczas gdy on spotykał się z innymi. Jedyne co różni tych facetów to to , że mój ex jest damskim bokserem... i ćpunem ! Na szczęście udało mi się wyjść z tego związku co było trudne i nie bez problemów ,bo później pojawiły się groźby , że mnie zabije , wyzwiska przychodził do mnie pod dom, krzyczał wyzywał, płakał, przepraszał , błagał. Później mówił , że moim jedynym ratunkiem jest policja i tak tez zrobiłam. Życze Ci powodzenia ! : )