Dlaczego facetów , których się mniej pilnuje , nie kontroluje nie ciągnie do skoków w bok a tych których się kontroluje ciągnie ?
może to typ co lubią wszystko na przekór?... im bardziej będziesz mu coś narzucać tym bardziej będzie szedł w przeciwną stronę... tym bardziej, jeżeli jest typowym kobieciarzem...
a co? masz faceta i zaczynasz mieć o niego obawy?
mam ale osobiście nie mam takiego problemu. Poprostu zaczełam się zastanawiać dlaczego to tak działa - z ciekawości
mam ale osobiście nie mam takiego problemu. Poprostu zaczełam się zastanawiać dlaczego to tak działa - z ciekawości
Bo czlowiek, ktory jest ciagle kontrolowany i zaszczuwany, w koncu wymieka i mysli sobie:"Mam tego dosyc. Jak ona tak o mnie zle mysli, to jej to udowodnie."
Jak sie kobieta nie bawi w detektywa, nie ma takiej potrzeby.
moja droga, na podstawie tego co pisałaś do tej pory widzę, że Ty jesteś aktywną i pewnie dominującą osobą w związku. Bierzesz obowiązki na siebie, podejmujesz trudne decyzje. Z jednej strony robisz wszystko w domu, ale z drugiej przynajmniej masz pewność że wszystko jest zrobione jak należy, bo "po twojemu".
Wiesz kogo najbardziej ciągnie do skoków w bok? Facetów, którzy na codzień facetami się nie czują. Tacy którzy potrzebują wzmocnienia swojego ego komplementami i maślanymi oczami jakiejś naiwnej kobiety. Ty przejęłaś męską-dominującą rolę w związku. Gdy nie mieszkaliście razem mogło to nie być tak widoczne, w końcu "tylko organizowałam nam wolny czas". Jednak teraz pewne rzeczy są bardzo jaskrawe. Regularnie piszesz, że macie taki szczęśliwy związek, a każdy kolejny temat pokazuje jednak, że szczęśliwy to on był, póki było bez zobowiązań, obowiązków, gdy nie mieszkaliście razem. Teraz gdy Ty chcesz mieć solidny fundament pod przyszłą rodzinę, a sytuacja trochę go przerosła. Szkoda Tobie tych 6 lat, ale prawda jest taka, że najbliższe miesiące będą kluczowe dla waszego związku.
Nie podejmuj decyzji za niego. Jak już kupicie ten dom, zorganizujesz ślub, pewnie zaplanujesz dziecko... w pewnym momencie obudzisz się w sytuacji, gdy wszystko robisz sama, a Twój współlokator tylko przynosi wypłatę do domu. Pewnym ludziom należy się od życia o wiele więcej.
Swoją drogą to "kontrolowanie" drugiej strony jest w dużej mierze pokazaniem pewnego rodzaju niepewności również w stosunku do swojej własnej samooceny. Gdybyś miała pewność, że jesteś tą piękną aktywną kobietą, o której każdy facet marzy, to wiedziałabyś, że jak ten z którym obecnie jesteś Cię zdradzi/zostawi, to będzie to tylko i wyłącznie jego strata, a nie Twoja.
Prawda też jest taka, że rozpoczynanie związku w wieku 16-17 lat to bardzo wcześnie. Nic się jeszcze o życiu nie wie. Z reguły takie związki rozpadają się po kilku latach i dopiero w wieku 22-26 poznaje się tę prawdziwą dojrzałą miłość. A jak ktoś wpadnie z tą "licealną miłością", to później zakłada tematy o tym jak jest źle i ja bym był jednym z nich, ale kilka lat temu się uratowałem przed tym XP
Nomoreagain, ładnie to wydedukowałaś, ale autorka zaznaczyła, że problem nie dotyczy jej bezpośrednio tylko jest rozważaniem ogólnym
Ja mam na ten temat dwie teorie. Pierwsza teoria jest taka, że to nie zdrada wynika z kontroli lecz kontrola ze skłonności do zdrady. Moim zdaniem kobieta podświadomie wyczuwa, że jej partner byłby w stanie wywinąć jakiś numer, więc potrzebuje dowodów, żeby się upewnić, że numeru nie wywija. Mówię tu o przeciętnych kobietach, są oczywiście przypadki chorobliwie zazdrosne, które kontrolują, bez względu na to, czy mają powody, czy nie. Wtedy zdrada, o ile nastąpi, może być próbą ucieczki z klatki.
Wg mojej drugiej teorii osoby kontrolujące to osoby bardzo zakompleksione, pozbawione poczucia własnej wartości. Taka postawa przyciąga widmo zdrady. Kobieta, która wiecznie się boi, że jej partner pójdzie sobie do innej, lepszej od niej po jakimś czasie faktycznie staje się dla faceta obiektem mało atrakcyjnym. W dodatku, jeżeli ona ciągle pokazuje, że boi się utraty swojego mężczyzny to ów mężczyzna zaczyna uważać, że jest widocznie o niebo lepszy i bardziej atrakcyjny od niej. A taka postawa może ułatwiać skok w bok.
Taka kontrola może wynikać z nerwicy! Czyli osoba może panicznie bać się, że moglaby być zdradzona, a byłby to dla niej "koniec świata", czyli spotkałoby ją to czego najbardziej się lęka. I chociaż nie ma podstaw aby uważać, że jej partner ją zdradzi, ten lęk może być głęboko w niej zakorzeniony, być nieracjonalny. Kontrola daje jej pozornie wpływ na sytuację. Kontrola pomaga takiej osobie upewniać się, że wszystko jest w porządku. Woli taka osoba się zabezpieczać, uchronić przed ewentualną katastrofą zatem kontroluje.
A taki iracjonalny lęk moze wynikać, z dzieciństwa (rodzice się rozwiedli z powody zdrady!), pierwszy partner zdradził itp.
Wówczas może nie tyle jest to chorobliwa zazdrość, co iracjonalny lęk, którego natężenie zmniejsza się kiedy stosuje się środki zapobiegawcze.
Myślę, że jeśłi ktoś nie ma tendencji do zdrady to nawet w sytuacji kontrolowania nie zdradzi. W najgorszym przypadku po prostu odejdzie bo nie wytrzyma dłużej atmosfery związku.
Jednak coniektórzy mężczyźni uwielbiają mieć poczucie, że sami o wszystkim decydują i wg nich są mało męscy jeśli mieliby coś robić bo np. kobieta im każe. I jeśli kontrolę kobiety odczuwają jako chęć sterowania nimi mogą zdradzić z idiotycznych powodów jak np.: chęć odegrania się, udowodnienia sobie, że nie będzie nikomu podporządkowany itp.
Jeśli partner też musi bez przerwy udowadniać i przekonywać drugą stronę o swojej wierności, a to nie przynosi skutku bo i tak jest postrzegany jak zdrajca wówczas też może zdradzić z powodu frustracji jeśli nadarzyłaby mu się okazja.
Jednak ja uważam, że jeśłi ktoś nieakceptuje zdrady, postrzega ją jako coś absolutnie negatywnego to tego nie zrobi niezależnie od kontroli.
Bo zakazany owoc kusi najbardziej
niestety taka prawda...
Nomoreagain, ładnie to wydedukowałaś, ale autorka zaznaczyła, że problem nie dotyczy jej bezpośrednio tylko jest rozważaniem ogólnym
![]()
Ja mam na ten temat dwie teorie. Pierwsza teoria jest taka, że to nie zdrada wynika z kontroli lecz kontrola ze skłonności do zdrady. Moim zdaniem kobieta podświadomie wyczuwa, że jej partner byłby w stanie wywinąć jakiś numer, więc potrzebuje dowodów, żeby się upewnić, że numeru nie wywija. Mówię tu o przeciętnych kobietach, są oczywiście przypadki chorobliwie zazdrosne, które kontrolują, bez względu na to, czy mają powody, czy nie. Wtedy zdrada, o ile nastąpi, może być próbą ucieczki z klatki.
Wg mojej drugiej teorii osoby kontrolujące to osoby bardzo zakompleksione, pozbawione poczucia własnej wartości. Taka postawa przyciąga widmo zdrady. Kobieta, która wiecznie się boi, że jej partner pójdzie sobie do innej, lepszej od niej po jakimś czasie faktycznie staje się dla faceta obiektem mało atrakcyjnym. W dodatku, jeżeli ona ciągle pokazuje, że boi się utraty swojego mężczyzny to ów mężczyzna zaczyna uważać, że jest widocznie o niebo lepszy i bardziej atrakcyjny od niej. A taka postawa może ułatwiać skok w bok.
Zgadzam się z tobą. bardzo dobrze to ujełaś.
Mnie facet zdradził i zastanowił mnie ten temat w związku z tym. Ktoś napisał, że kobieta podświadomie wyczuwa że partner może wywinąć jakiś numer, więc go bardziej kontroluje. A na swoim przykładzie powiem, prędzej powiedziałabym że on kogoś zabije niż mnie zdradzi, ufałam wręcz bezgranicznie w to. Nie kontrolowałam go specjalnie, czasem oczywiście były jakieś scenki zazdrości z mojej strony natomiast nie było to chorobliwe. Z jego strony bardziej, o tak, to on mnie kontrolował, sprawdzał co gdzie z kim robię, dlaczego tak długo itd. Okazuje się że właśnie dlatego, że sam zdradził i obawiał się że może i ja coś takiego zrobię (choć nawet nie zdawałam sobie sprawy z jego zdrady długi czas).
Prawda jest taka, tak myślę że to nie ma wpływu jeśli ktoś ma zdradzić to to zrobi będąc czy nie będąc kontrolowanym. Ale pewne jest to że kontrolowanie kogoś nie pomoże w utrzymaniu wierności w związku. Może chyba nawet pobudzać do takich czynów przez ciągle oskarżenia i kontrole.