Proszę mi wierzyć, że nie było mi łatwo zdecydować się na taki krok, ale wiem, że jestem bardzo chora i nie potrafię znaleźć lekarstwa na moje dolegliwości. Jestem chorobliwie zazdrosna o swojego wspaniałego mężczyznę i wiem, że jeśli nie zacznę nad sobą pracować zniszczę swój związek. Błagam o pomoc, ponieważ jestem już zrezygnowana. Kiedy jestem zazdrosna to uczucie mnie zabija i sprawiam wiele przykrości swojemu partnerowi. Pomimo tego, iż jestem atrakcyjną, poukładaną kobietą (tak twierdzi mój chłopak) cały czas czuję, że inne kobiety są lepsze ode mnie i że on na pewno nie jest ze mną do końca szczery. Sprawdzam mu wszystko co jest możliwe:tel.,maila,torbę z dokumentami-to stało się obsesyjne. Mój partner wie o moim problemie, twierdzi, że mnie rozumie i chce mi pomóc ale pomimo tego wszystkiego czuje, że z dnia na dzień jest jeszcze gorzej. Robię mu awantury, płacze, on mnie przeprasza za swoje zachowanie, bo zawsze podczas tych awantur obarczam go winą i widzę, że on na prawdę czuje się winny, chociaż to nie jego wina że napisała jego koleżanka smsa z uśmieszkiem ale ja zawsze coś wymyślę, że przecież mógł jej powiedzieć itd. Takich sytuacji mam milion. Ja jestem wobec niego szczera i nie mam żadnych kochanków ani dziwnych kontaktów. Czuję, że sama zamknęłam się w klatce. Po pracy chce wracać jak najszybciej do domu. Nie mam żadnych zainteresowań bo cały swój czas chciałabym spędzać z nim. Wtedy jestem spokojna. Sama nie chcę z koleżankami iść na imprezę bo już widzę w tym, że mi pozwala iść w nocy na imprezę jakiś podstęp (spędzenie czasu z kim innym) albo, że za tydzień przyjdzie i powie, że też chciałby z kolegami iść na imprezę dlatego wolę tego unikać. Nawet nie jadę do rodziców na noc sama bo nie chcę go zostawiać samego. Jak teraz pracuje dłużej (mówi, że zostaje na nadgodziny. że robi to dla mnie żebym miała wszystko żeby niczego mi nie brakowało) to ja już mam filmy, że wcale nie zostaje na nadgodziny w pracy tylko spotyka się już z jakąś dziewczyną. Wiem, to straszne - zdaję sobie z tego sprawę. Jak z tego bagna wybrnąć i przestać układać w głowie te puzzle i wymyślać różne obrazki z widokiem zdrady?!
1 2012-10-13 15:10:26 Ostatnio edytowany przez irmae07 (2012-10-13 15:11:00)
Zadaj sobie pytanie: po co?
Po co sprawdzać, kontrolować, płakać i robić awantury - skoro, jak piszesz, jesteś pewna że Cię zdradza.
Kolejne to: a jeśli zdradza, to dlaczego jest z Tobą?
Ciesz się dniem dzisiejszym zamiast wmawiać sobie choroby ![]()
Możesz też przeczytać wątek o kobietach kochających za bardzo..
Ło kochana... Ostro masz zrytą psychikę, bez dwóch zdań. A Twój chłopak to anioł wcielony, że jeszcze z Tobą nie zerwał.
Zupełnie poważnie mówiąc, nie masz problemów hormonalnych? Tarczyca, jajniki, jakieś ukryte przewlekłe choroby, niedobory? Bo to nie jest zwykła zazdrość tylko obsesyjny lęk, że Cię zostawi, albo zdradzi, albo jedno i drugie. Takie rzeczy to już nie jest tylko niska samoocena i brak hobby, ja bym się w zdrowie zagłębiła.
Jak teraz pracuje dłużej (mówi, że zostaje na nadgodziny. że robi to dla mnie żebym miała wszystko żeby niczego mi nie brakowało) to ja już mam filmy, że wcale nie zostaje na nadgodziny w pracy tylko spotyka się już z jakąś dziewczyną.
Szczerze mówiąc nie zdziwiłabym się wcale, gdyby zostawał dłużej w pracy tylko po to, żeby nie wracać do domu, do Ciebie. Szczególnie jeśli, jak piszesz, każdą chwilę chcesz spędzać z nim - każdy poczułby się w takiej sytuacji po prostu osaczony, odarty z prywatności. Myślę, że Twój problem kwalifikuje się do terapii u psychologa i na taką właśnie terapię radzę Ci się udać jak najszybciej. Takie zachowanie jest potwornie niszczące dla partnera i dla związku w ogóle, nie mówiąc już o tym, jak sama się męczysz.
może coś w tym jest, że dlatego zostaje dłużej w pracy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zdaję sobie z tego sprawę co robię, że ciągle kontrola i najlepiej żeby nigdzie z kolegami nie wychodził szczególnie, że nie jest to odpowiednie towarzystwo (ciągle okłamują swoje dziewczyny, jeden miał dwie dziewczyny naraz) i dlatego boję się, że przyjdzie i powie mi , że chce z nimi wyjść z resztą potrafił przyjść do mnie około 18 i sie zapytać "mogę wyjść z X na dwór? chociaż do 1 rano" jakby z kolegą nie można było wyjść np o 16 tylko w nocy i ciekawe co można robić, bez sensu. Sam też robi źle bo wie jaka jestem zazdrosna a potrafimy oglądać film i On wyjeżdża z tekstem np "oo ta aktorka jest taka śliczna"... wiem, że to kobieta z ekranu i pewnie nigdy nawet jej nie zobaczy na żywo ale jak tak mówi mi oglądając film to pewnie robi to samo na ulicy ogladajac sie za ślicznymi kobietami
Przeczytałaś mój post?
Przeczytałaś mój post?
tak. Problemów jakiś takich raczej nie mam biore tabletki anty. ale nie sądzę, że to było by przyczyną.
Wydaje mi się, że od zawsze taka byłam, angażowałam się na 101% może to przez to, że poprzednie
związki to niewypał i pamiętam - mam cały czas w głowie, że Ci wszyscy ex mnie zdradzali..
mowi ci tak o aktorkach bo moze chce sie z toba podroczyc, zebys sie rozluznila i zrozumiala ze tak naprawde nie masz sie czym przejmowac. I zapewniam Cie ze to normalne ze facetowi podobaja sie inne kobiety, ale przeciez kocha Ciebie. Tobie nie podobaja sie aktorzy? czy piosenkarze? i dla jasnosci nie mowie o zakochaniu tylko o zwyklym podobaniu i stwierdzeniu jakie to ciacho
Ło kochana... Ostro masz zrytą psychikę, bez dwóch zdań. A Twój chłopak to anioł wcielony, że jeszcze z Tobą nie zerwał.
Zupełnie poważnie mówiąc, nie masz problemów hormonalnych? Tarczyca, jajniki, jakieś ukryte przewlekłe choroby, niedobory? Bo to nie jest zwykła zazdrość tylko obsesyjny lęk, że Cię zostawi, albo zdradzi, albo jedno i drugie. Takie rzeczy to już nie jest tylko niska samoocena i brak hobby, ja bym się w zdrowie zagłębiła.
A ja myślę, że jak najszybciej powinnaś rozejrzeć się za psychologiem, który popracuje nad twoją obsesją; bo zazdrość to nic innego niż obsesja i choroba umysłu, która może rozwalić nawet największą miłość. To jest choroba - do wyleczenia, ale trzeba trafić na dobrego psychologa, albo cholernie dużo własnej pracy ale myślę że u ciebie to pierwsze...
Ja też uważam, że powinnaś zasięgnąć porady u psychologa. Masz poważny problem, który zatruwa życie nie tylko Tobie.
Nawet największa cierpliwość i wyrozumiałość kiedyś może się wyczerpać a wtedy może spełnić się najgorszy scenariusz, faktycznie zostaniesz sama.
Wydaje mi się też, że masz strasznie niskie poczucie własnej wartości. Pracuj nad sobą.
A psycholog jej powie, że mózg nie jest monogamiczny i dopiero się zacznie...
Pytanie, po co się tak nakręcać? Ja myślę, że poprzednie nieudane związki to tylko wymówka. Wszyscy Cię zdradzali? Co do jednego? To miałaś straszliwego pecha, albo wybierałaś właśnie takich typków.
Może lubisz kontrolować? Może to nie zazdrość tylko obsesja na punkcie kontroli, on jest Twój i tylko Twój, smycz, kaganiec, klatka.
Rzeczywiście, taka zazdrość jest patologiczna i raczej wymaga interwencji psychologa.
Traktowanie partnera jak dziecko ("mogę wyjść z X na dwór? chociaż do 1 rano") i jak swoją własność, ciągle domyślając się zdrady jest zupełnie spaczonym zachowaniem. To, że piszesz, że wszyscy Jego poprzednicy Cie zdradzili jest w sumie wymówką, bo Twoje zachowanie (albo przez wybieranie szczególnego "typa" albo przez Twoja obsesję z związku) jest ukierunkowane na jedno zakończenie- porażkę. Tak jakbyś i sobie i facetowi chciała udowodnić, że nie zasługujesz na miłość.
Jeszcze raz, radzę wizytę u psychologa. Życzę powodzenia ![]()
Mogę podać Ci rękę, bo jestem taka sama. Tzn. obecnie już trochę mniej, bo pozmieniał hasła do wszystkich możliwych maili, kont, itp, więc nie mam możliwości sprawdzania go. Wszędzie też nie mam możliwości z nim chodzić/jeździć, bo oboje mamy swoje obowiązki. Także kontrola u mnie wygląda tak, że sprawdzam mu tylko tel. Brak możliwości pełnej kontroli doprowadza mnie do furii. Oczywiście zawsze tworzę sobie w głowie nowe historie jeśli długo się nie odzywa, nie zadzwonił wtedy, kiedy obiecywał, bądź ma wolne i gdzieś poszedł/pojechał. Moja psychika jest tak zorana, że chyba sama będę musiała zakończyć ten związek. Związek bez zaufania nie ma sensu.
Czy Twój facet nadużył kiedyś Twojego zaufania? Zdarzyło się, że Cię kiedyś oszukał, bądź nie powiedział całe prawdy?
Mogę podać Ci rękę, bo jestem taka sama. Tzn. obecnie już trochę mniej, bo pozmieniał hasła do wszystkich możliwych maili, kont, itp, więc nie mam możliwości sprawdzania go. Wszędzie też nie mam możliwości z nim chodzić/jeździć, bo oboje mamy swoje obowiązki. Także kontrola u mnie wygląda tak, że sprawdzam mu tylko tel. Brak możliwości pełnej kontroli doprowadza mnie do furii. Oczywiście zawsze tworzę sobie w głowie nowe historie jeśli długo się nie odzywa, nie zadzwonił wtedy, kiedy obiecywał, bądź ma wolne i gdzieś poszedł/pojechał.
Slowo w slowo jakbym czytala o mnie.I co mam niby robic?
Czyli widzę, że jest nas więcej z takim kłopotem i dylematem ![]()
Ważne jest, żeby wiedzieć gdzie jest tego podłoże... Młoda, ile razem jesteście? Zawiódł Cię kiedyś w jakiś sposób?
Czyli widzę, że jest nas więcej z takim kłopotem i dylematem
Ważne jest, żeby wiedzieć gdzie jest tego podłoże... Młoda, ile razem jesteście? Zawiódł Cię kiedyś w jakiś sposób?
W grudniu będzie 2 lata...Oj zawiódł i to nieraz niestety, dlatego teraz jest przerwazliwiona na kazdym punkcie nawet jak nie zrobi nic strasznego...Zdarzylo mu sie ze nie mowil mi calej prawdy i glupio sie potem tlumaczyl ze bal sie mojej reakcji...Albo ze zapominal o mnie na pare dni i pil z kolegami....Albo umowil sie ze mna na wieczor i wystawil , nawet nie tlumaczac dlaczego..Złamane obietnice....pol roku temu oznajmil mi ze ciagle sie tylko klocimy i potrzebuje troche czasu zeby to przemyslec...To trwalo tydzien,nie wytrzymalam, odezwalam sie do niego-powiedzial ze kocha a nie odzywal sie bo nie mozemy byc razem bo ciagle mnie krzywdzi i mysli jak to zrobic zebysmy sie rozstali jak przyjaciele zebym nie cierpiala
Oj, duzo tego bylo...
A Twój?
To nasze sytuacje bardziej podobne niż się spodziewałam. Mój też nie raz zawiódł moje zaufanie. Były drobne kłamstwa, nie mówienie całej prawdy z obawy o moją reakcję, itp. Sądziłam, że mam jednak to za sobą, że pomału nabieram zaufania, zresztą on też obiecał, że zrobi wszystko by moje zaufanie odbudować. Nie udaje się jednak. Ciągle mam wrażenie, że zaraz mnie zdradzi (chociaż nigdy tego nie zrobił) bądź oszuka.
Wiem, że tak długo nie pociągnę...Młoda, kochasz go? CHcesz z nim być? Długo jeszcze razem nie jesteście, młoda też pewnie jesteś, więc masz jeszcze szanse stworzyć prawdziwy oparty na zaufaniu związek.
ja ze swoim chlopakiem jestem 3 lata od sierpnia mieszkamy razem, juz kiedys mnie zdradzil.. ale wybaczylam i od tamtego momentu mam taki kipisz w glowie
nawet teraz- jutro mamy sie przeprowadzic do mieszkania obok a on? on wyszedl z kolegami zostawil mnie z tym wszystkim sama jak zwykle zreszta... ja w tym miescie nie mam z kim nawet wyjsc na dwor, nawet nie chodzi o to ale zostawil mnie teraz akurat kiedy jest potrzebny on woli robic z kolegami bog wie co...
To nasze sytuacje bardziej podobne niż się spodziewałam. Mój też nie raz zawiódł moje zaufanie. Były drobne kłamstwa, nie mówienie całej prawdy z obawy o moją reakcję, itp. Sądziłam, że mam jednak to za sobą, że pomału nabieram zaufania, zresztą on też obiecał, że zrobi wszystko by moje zaufanie odbudować. Nie udaje się jednak. Ciągle mam wrażenie, że zaraz mnie zdradzi (chociaż nigdy tego nie zrobił) bądź oszuka.
Wiem, że tak długo nie pociągnę...Młoda, kochasz go? CHcesz z nim być? Długo jeszcze razem nie jesteście, młoda też pewnie jesteś, więc masz jeszcze szanse stworzyć prawdziwy oparty na zaufaniu związek.
Kocham! I moze jestem mloda i naiwna ale mimo tego wszystkiego co zle chce z nim byc i codziennie sie kolo niego budzic...Bo moglabym pojsc na łatwizna i po prostu go zostawic, ale wiem ze nic na swiecie nie zastapi mi tego uczucia gdy jestem w jego ramionach i chociaz przez chwile wszystko jest ok i na swoim miejscu....A nie wiem nawet czy kiedykolwiek tak jeszcze bedzie bo miesiac temu znowu pojechal za granice...
irmae, a jednak Twój też nie jest taki idealny..
Doskonale Cię rozumiem. Mój teraz jest z kolegami na rybach...Nie ma czasu nawet do mnie się odezwać od rana.
To straszne, że oni wolą spędzać czas z kumplami niż ze swoimi kobietami. I wiem co czujesz, bo ja też nie mam z kim nawet wyjść, a on się bawi w najlepsze.
Jasne, że potrzebna jest własna przestrzeń i nie można zamykać nikogo w złotej klatce, ale jeśli oni potrzebują zdecydowanie więcej tel wolności nie licząc się z naszymi uczuciami, to jest coś chyba nie tak.
Strasznie mi źle..
Młoda, ja też kocham, ale rzadko kiedy sama miłość w pełni wystarczy. Kochać muszą 2 osoby i nie tylko wtedy, gdy jest się blisko siebie i można się dotknąć, pocałować, przytulić...ale też wtedy, gdy jest się z dala od siebie. Miłość powinno się czuć, nawet z daleka.
A kiedy on wróci? Macie w ogóle kontakt?
...a jak chce wyjsc na spacer chociazby to mu sie nigdy nie chce bo ciagle jest zmeczony a jak zadzwoni kolega to jak nowo narodzony. Juz sobie z tym wszystkim nie radze!
Dziewczyny, szkoda, że pewnie jesteście z drugiego końca Polski...:(
Ja chciałabym też gdzieś wyjść, rozerwać się, zapomnieć choć na chwilę i nie myśleć o tym...
ja z polnocy. Ale masakra ja myslalam, ze jak razem zamieszkamy to wszystko sie zmieni! ze bedziemy czesto gdzies wychodzic. I tak jest- on czesto wychodzi a ja ciagle w domu!
A razem, z jego kolegami nie możecie wychodzić?
My tez razem mieszkamy...ale co z tego jak jego więcej nie ma niż jest:(
nie mozemy bo jego koledzy mnie nie trawia-ja ich zreszta tez. Zastanawiam sie czy jest sens zeby razem dalej byc. Po co to ciagnac? Czy zawsze tak bedzie? PO co sie meczyc? Te pytania mi spedzaja sen z oczu. Czasami np tak jak teraz usiade sobie i poplacze nad tym, ze tak bardzo kocham, ze sie w tym wszystkim z tego wszystiego pogubilam!
Pogadaj z nim szczerze i razem podejmijcie decyzję o rozstaniu bądź byciu dalej razem ale na trochę innych zasadach. Ja tak zamierzam zrobić.
Mój zwiazek trwa 6,5 roku, więc nie wiem co pocznę bez niego...
mi najgorzej jest sie przyznac do porazki przed sama soba i przed rodzicami. Czasami tak bardzo tesknie za domem rodzinnym i spokojem a mieszkalam na wiosce i jakbym wrocila to dopiero ludzie mieli by temat do gadania. Poza tym nie wytrzymalabym tych wszystkich pytan dlaczego tak sie stalo itd
Nie musisz wracać, nikt nie musiałby wiedzieć przynajmniej dopóki sama się z tym nie uporasz. Wiesz, to teraz jest najmniejszym problemem.
Ja innego wyjścia niż wyjazd po rozstaniu sobie nie wyobrazam. Zbyt wiele jest wspólnych miejsc, gdzie razem byliśmy i które mi go przypominają.
Na razie pojechal tak jakby na stale...Ja mam do niego dojechac po maturach w maju..
Wroci jak dostanie urlop, czyli gdzies w styczniu a tak to ja mam do niego jechac w listopadzie, na swieta itd...chociaz w nic juz nie wierze i uwierze jak bede juz siedziec w autobusie do niego...
A jak na razie mam poczucie ze w kazdej chwili to sie moze wszystko rozleciec , a on jest znowu zly jak tak mowie, ze w nas nie wierze...
Lejdi-nie musze wracac? A zycie na tle nerwicy jest dobrym rozwiazaniem?
irma, nie, ale spokój możesz znaleźć w innym miejscu, przynajmniej zanim sama się uporasz z rozstaniem. Nie wiem jak Tobie, ale mnie na pewno nie pomogłyby tłumaczenie, opowiadanie wszystkim dlaczego i jak to się stało. A już na pewno nie pomogłoby mi to, ze ktoś nade mną by się litował i widział moje łzy.
młoda, ale jeśli macie codziennie kontakt ze sobą tzn że nie jest jeszcze tak źle.
Lejdi, w jakim miejscu. Zarabiam 1200 zl to nie starczyloby nawet na oplaty mieszkania nie mowiac o dalszym utrzymaniu-jedzenie itd
To nie wiem co Ci doradzić, bo sama jestem w beznadziejnej sytuacji.
młoda, ale jeśli macie codziennie kontakt ze sobą tzn że nie jest jeszcze tak źle.
Hm to dosc skomplikowane...Sama nie wiem ..moze ja juz wariuje...Moze za duzo zlego bylo miedzy nami a moze nie moge sie przyzwyczaic do tego ze po 2 latach zwiazek wyglada calkiem inaczej niz po kilku miesiacach...
Ciagle sie klocimy, on ciagle gdzies wyjezdza do pracy i zawsze caly swiat staje nam na drodze i przeszkadza i miesza miedzy nami... A zauwazylam ze klocimy sie zwlaszcza gdy jestesmy daleko...Bo po tylu ciezkich chwilach jakie miedzy nami byly zauwazylam, ze kiedy ostatnie 1,5 tygodnia spedzilismy razem-bylo miedzy nami prawie idealnie, raz sie tylko poklocilismy, ale to w sumie przeze mnie i moje schizy...
A poza tym ,brakuje mi jego czulosci.Tzn nie jest tak ze on w ogole mi jej nie daje, ale na pewno nie tyle co na poczatku...
Przez pierwszych pare miesiecy to ja raczej bylam powsciagliwa w uczuciach(zanim go poznalam bylam raczej zolzą dla facetów) i jakos mi specjalnie na nim nie zalezalo...On za to ciagle mnie przytulal, nie opuszczal na krok, trzymal za reke, dotykal, patrzyl, dbal o mnie...Ja jakos tego nie docenialam ani nie zauwazalam...Do czasu...
Bo pamietam taka sytuacje ze bylam z jego rodzina i znajomymi w restauracji i on caly czas lgnal do mnie, a ja jak zwykle olewka, dogryzalamm mu-"co tak nade mna stoisz" i wgl, az w koncu on nie wytrzymal i powiedzial ze jest mu przykro ze dla niego taka jestem, ze zero czulosci otrzymuje z mojej strony i w ogole...Wtedy do mnie to troche dotarlo i zaczelam sie przelamywac...
tylko ze w momencie gdy ja sie przelamalam calkiem, to on zaczal sie zachowywac tak jak ja na poczatku...I teraz ja potrzebuje ciagle jego ciepla a czasem wydaje mi sie ze jakbym sie o nie upomniala to bym go w ogole nie dostala
To prawie moja historia...Im Ty się bardziej angażujesz, tym on bardziej odpuszcza. A gdy my nie chciałyśmy/nie mogłyśmy się zaangażować, to oni zabiegali.
Nie dam Ci rady, bo Twoja sytuacja jest podobna do mojej i sama takiej szukam.
To prawie moja historia...Im Ty się bardziej angażujesz, tym on bardziej odpuszcza. A gdy my nie chciałyśmy/nie mogłyśmy się zaangażować, to oni zabiegali.
Nie dam Ci rady, bo Twoja sytuacja jest podobna do mojej i sama takiej szukam.
No wlasnie....
A z drugiej strony mam przed oczami wieczor( a raczej noc) po kolejnej klotni kiedy spotkalismy sie w srodku miasta, najpierw milczenie, ktorego nie wytrzymalam i odeszlam , on poszedl za mna, siedlismy na ławce...i wybuchlam kolejny raz, powiedzialam mu o tym jak bardzo mnie krzywdzi swoim zachowaniem, wszystko co mnie boli, mowilam tak i mowilam...a on cisza...a gdy odwrocilam sie w jego strone zobaczylam tylko w odpowiedzi jak łzy kapia mu na chodnik, jak malemu dziecku i "nie chce cie nigdy stracic"
i co ja mam myslec o takim facecie ? ![]()
Mozemy sobie wyjasnic jedna rzecz, dziewczyny?
Ten watek nie jest o kobiecie, ktora sie zawiodla na facecie, a o kobiecie, ktora jest chorobliwie zazdrosna, na pograniczu zachowania kompulsywno- obsesyjnego. Jest niesamowita roznica pomiedzy kims, kto zostal oszukany i zastanawia sie czy moze partnerowi zaufac, a paralizujaca zazdroscia, ktora ze swietego by nawet podejrzanego robila na kazdym kroku.
Lejdi_in_red napisał/a:młoda, ale jeśli macie codziennie kontakt ze sobą tzn że nie jest jeszcze tak źle.
Hm to dosc skomplikowane...Sama nie wiem ..moze ja juz wariuje...Moze za duzo zlego bylo miedzy nami a moze nie moge sie przyzwyczaic do tego ze po 2 latach zwiazek wyglada calkiem inaczej niz po kilku miesiacach...
Ciagle sie klocimy, on ciagle gdzies wyjezdza do pracy i zawsze caly swiat staje nam na drodze i przeszkadza i miesza miedzy nami... A zauwazylam ze klocimy sie zwlaszcza gdy jestesmy daleko...Bo po tylu ciezkich chwilach jakie miedzy nami byly zauwazylam, ze kiedy ostatnie 1,5 tygodnia spedzilismy razem-bylo miedzy nami prawie idealnie, raz sie tylko poklocilismy, ale to w sumie przeze mnie i moje schizy...
A poza tym ,brakuje mi jego czulosci.Tzn nie jest tak ze on w ogole mi jej nie daje, ale na pewno nie tyle co na poczatku...
Przez pierwszych pare miesiecy to ja raczej bylam powsciagliwa w uczuciach(zanim go poznalam bylam raczej zolzą dla facetów) i jakos mi specjalnie na nim nie zalezalo...On za to ciagle mnie przytulal, nie opuszczal na krok, trzymal za reke, dotykal, patrzyl, dbal o mnie...Ja jakos tego nie docenialam ani nie zauwazalam...Do czasu...
Bo pamietam taka sytuacje ze bylam z jego rodzina i znajomymi w restauracji i on caly czas lgnal do mnie, a ja jak zwykle olewka, dogryzalamm mu-"co tak nade mna stoisz" i wgl, az w koncu on nie wytrzymal i powiedzial ze jest mu przykro ze dla niego taka jestem, ze zero czulosci otrzymuje z mojej strony i w ogole...Wtedy do mnie to troche dotarlo i zaczelam sie przelamywac...
tylko ze w momencie gdy ja sie przelamalam calkiem, to on zaczal sie zachowywac tak jak ja na poczatku...I teraz ja potrzebuje ciagle jego ciepla a czasem wydaje mi sie ze jakbym sie o nie upomniala to bym go w ogole nie dostala
a jak dlugo taka dla niego bylas? wiesz, ja sie mu w takim razie nie dziwie bo skoro Ty go zlewalas przez dluzszy czas, bylas dla mniego oschla i wredna to sie teraz nie dziw ze facet ma tego dosc i sam zaczol to olewac. Piszesz ze teraz Ty potrzebujesz czulosci itd. tylko ze moze on tego potrzebowal juz na poczatku, a Ty co robilas? Teraz on robi to samo bo ma dosc mimo ze widzi ze tym razem to ty chcesz caly czas bliskosci. Zastanow sie czego chcesz. Facet wbrew przekonanion tez potrzebuje czulosci i tez duzo. Sama na jego miejscu mialabym to juz gdzies. Mial lzy w oczach bo mu bardzo na Tobie zalezy. Pogadajcie razem szczerze. Dlaczego tak robi. Powiedz ze to Cie boli, a on ewentualnie powie co boli jego.
a jak dlugo taka dla niego bylas? wiesz, ja sie mu w takim razie nie dziwie bo skoro Ty go zlewalas przez dluzszy czas, bylas dla mniego oschla i wredna to sie teraz nie dziw ze facet ma tego dosc i sam zaczol to olewac. Piszesz ze teraz Ty potrzebujesz czulosci itd. tylko ze moze on tego potrzebowal juz na poczatku, a Ty co robilas? Teraz on robi to samo bo ma dosc mimo ze widzi ze tym razem to ty chcesz caly czas bliskosci. Zastanow sie czego chcesz. Facet wbrew przekonanion tez potrzebuje czulosci i tez duzo. Sama na jego miejscu mialabym to juz gdzies. Mial lzy w oczach bo mu bardzo na Tobie zalezy. Pogadajcie razem szczerze. Dlaczego tak robi. Powiedz ze to Cie boli, a on ewentualnie powie co boli jego.
Bylam taka na samym poczatku, moze miesiac albo 2, on juz pewnie o tym nie pamieta...
imrae! Ty jesteś chorobliwie zazdrosna a on głupi, bo jak można kobiecie opowiadać, że inna kobieta jest super? Powinniście się rozstać na rok, aż każdy się wyleczy z tego co go boli.
adlernewman, a nie pomyślałaś, że może ta jej zazdrość i podejrzliwość od tego się wzięła/ zaczęła?
On ją kilka razy oszukał, zdradził, więc zaufanie zostało poważnie nadszarpnięte. Ufałabyś dalej bezgranicznie takiemu facetowi? Chyba nie...
sam22, uważam, że takie rozstania na rok, miesiąc czy kilka tygodni do niczego dobrego nie prowadzą, bo rzadko kiedy ludzie później do siebie wracają. Trzeba obgadać pewne sprawy i coś postanowić. Albo dalej razem próbujecie, albo definitywnie kończycie.
adlernewman, a nie pomyślałaś, że może ta jej zazdrość i podejrzliwość od tego się wzięła/ zaczęła?
On ją kilka razy oszukał, zdradził, więc zaufanie zostało poważnie nadszarpnięte. Ufałabyś dalej bezgranicznie takiemu facetowi? Chyba nie...
LATA temu tak sie zdarzylo. OK, zgadzam sie, ze to nie w porzadku, ale mysle , ze on juz swoje odpokutowal. Nie ma sensu zachowywac sie jak czlonek KGB i waszedzie szukac dowodow zdrady, bo to nie tylko ta kobiete meczy, ale takze zatruwa zycie Jej partnerowi. Prosta odpowiedz dlaczego on w domu siedziec nie chce?- bo ma awantury o nic na kazdym kroku. Jak bys sie czula w takiej sytuacji? Na skrzydlach bys do domu latala? Cos w to watpie.
Trzeba sie ogarnac w pewnym momencie i przestac sobie wmawiac najgorsze scenariusze.
Jakie lata temu? Myślisz, że tak łatwo wymazać całkowicie z pamięci zdradę i kłamstwa, szczególnie jeśli się kogoś kocha nad życie?
Myślisz, że łatwo jest zapanować nad umysłem, kiedy partner nie zachowuje się tak jakbyś tego chciała a dodatkowo pamiętała, że kiedyś poważnie Cię zawiódł?
"dlaczego on w domu siedziec nie chce?- bo ma awantury o nic na kazdym kroku. Jak bys sie czula w takiej sytuacji? Na skrzydlach bys do domu latala? Cos w to watpie."
Tu się z Tobą zgadzam, ale patrz co napisałam wyżej.
Chciałabyś, aby Twój ukochany był Tobie wierny i prawdomówny, ale kiedyś nie był i być może teraz też nie jest. Więc co robisz? Chcesz go tym razem uprzedzić. Uprzedzić zdradę, aby nie czuć się tak upokorzoną jak tym pierwszym razem.
Uwierz, że jak się kogoś kocha, to serce pęka na samą myśl o tym.
jeśli chodzi o mnie - pozwólcie że się wtrącę
tez miewam takie akcje, ale jednak nie AŻ TAKIE jak autorka (bez urazy oczywiście)
Czasem sprawdzę fb ale nie widze tam raczej nic - nawet z laskami nie gada. Gdy mam gorszy dzień to zastanawiam się czy nie kasuje rozmów z laskami ... ale bez przesady bo przeciez on nawet nie wie ze cokolwiek sprawdzam.
Raczej jego rozmow nie czytam, tylko patrze z kim pisze. Kilka razy zerknelam o czym - raczej męskie pierdoły. Więc nie ma się czym obawiać. Jednak gdy mam gorszy dzień z kazdego zdania potrafie zrobic afere (oczywiscie w swojej glowie bo jemu sie nie przyznaje ze cos czytalam
) Ale potem przyjaciolki mnie uspokajają że to nic takiego. I ja sama tez sie uspokajam i wiem ze to nic. Tylko męskie pierdołowe gadanie
Czasamibywam zazdrosna jak pomysle ze sam jest w klubie z kolegami. Zastanawiam sie czy po pijaku nie odwala. Ale takie mysli tez mam glownie gdy mam gorszy dzień. Zwykle nawet nie zwracam uwagi ze "za dlugo" nie odpisuje.
Jednak jak andchodzi gorszy dzień to od razu rozkmina - czemu nie odpisuje 5 minut, pewnie z kims flirtuje itd.
Na szczęscie to mija a ja mu sie nie przyznaje ze mnie to drażni ze mam takie obawy czy strachy.
Nigdy mu samemu nie zabraniam nigdzie chodzic bo ja tez czasami wole isc tylko z kolezankami. Glupia bym byla jakbym mu zabraniala a sama chciala chodzic....
Z resztą jak mowie - ja mam tylko obawy gdy mam gorszy dzień.
Kiedys mialam ich więcej oj duzo wiecej.
A co smieszne - on nigdy mnie nie zawiodl. Nigdy.
Ale mysle ze to spaczenie przez dawną milosc ktora mi się rozleciala. Toksyczny zwiazek z exem ktory zdradzal, mnie tak dziwnie nastawil i obdarl z poczuica godnosci i wartosci. Ale leczę się.
Gojenie ran trwa ale widze juz pierwsze efekty - min ze coraz mniej tych gorszych dni i sprawdzania ![]()
sam22, uważam, że takie rozstania na rok, miesiąc czy kilka tygodni do niczego dobrego nie prowadzą, bo rzadko kiedy ludzie później do siebie wracają. Trzeba obgadać pewne sprawy i coś postanowić. Albo dalej razem próbujecie, albo definitywnie kończycie.
Nie przerabiałem tego, ale uważam, że właśnie to jest dobre, bo przestaje się ze sobą razem żyć, wszyscy wiedzą, że to raczej koniec, a nie ma spalonych mostów.
Najgorzej to zrywać definitywnie a potem się schodzić.
Jakie lata temu? Myślisz, że tak łatwo wymazać całkowicie z pamięci zdradę i kłamstwa, szczególnie jeśli się kogoś kocha nad życie?
Myślisz, że łatwo jest zapanować nad umysłem, kiedy partner nie zachowuje się tak jakbyś tego chciała a dodatkowo pamiętała, że kiedyś poważnie Cię zawiódł?"dlaczego on w domu siedziec nie chce?- bo ma awantury o nic na kazdym kroku. Jak bys sie czula w takiej sytuacji? Na skrzydlach bys do domu latala? Cos w to watpie."
Tu się z Tobą zgadzam, ale patrz co napisałam wyżej.
Chciałabyś, aby Twój ukochany był Tobie wierny i prawdomówny, ale kiedyś nie był i być może teraz też nie jest. Więc co robisz? Chcesz go tym razem uprzedzić. Uprzedzić zdradę, aby nie czuć się tak upokorzoną jak tym pierwszym razem.
Uwierz, że jak się kogoś kocha, to serce pęka na samą myśl o tym.
Lejdi, takie zachowanie nazywa sie paranoja, i nie bez kozery zaliczane jest do objawow psychologicznie negatywnych. Prawda jest taka, ze jak chce zdradzic, to zdradzi, niewazne jak bedziesz sprawdzala jego telefon, fejsa,gg i mu awantury robila bo pogadal z kolezanka na ulicy. Do tego jeszcze musze dodac, ze prawdopodobienstwo zdrady sie zwieksza wraz ze wzrostem inwigilacji i pretensji. Po pewnym czasie facet (i kazdy czlowiek, w sumie) ma dosyc i znajduje sobie partnerke, ktorej zachowanie nie jest rodem z Tworek.
Partner nie jest trenowana malpa, zeby sie zachowywal w 100% jak bys tego chciala. Ma prawo do wlasnej osobowosci, znajomych, przyjaciol i hobby. Wlasciwie ma po prostu prawo do swego wolnego czasu ![]()
Ja mowie z doswiadczenia- jeden z moich chlopakow zdradzil mnie, po czterech latach zwiazku. Oczywiscie, przyjemnie nie bylo, ale tez widac bylo jasno, jak na dloni, ze my sie od siebie oddalilismy i, ze bylismy po prostu niedopasowani. Czy gdybym sledzila go i monitorowala wczesniej, to by do tego nie doszlo? Pewnie, zeby doszlo! I to mega szybciej! Plus zoralabym sobie zdrowie psychiczne, martwiac sie kazdego dnia z kim jest, co robi itd.
Teraz jestem z facetem od (circa) 1.5 roku, i chociaz mialam niemile doswiadczenia z bylym, wcale mnie nie ciagnie do zakladania Stasii w domu. Wczoraj, na przyklad, wyszedl na pare drinkow z kolezanka, wrocil nieco podchmielony o 10 wieczorem i co? Nico. Ja spedzilam czas w domu czytajac nowy kryminal i nawet nie mialam czasu do niego wyslac smsa, tak mnie wciagnelo. Kolezanka to kolezanka, on jest doroslym czlowiekiem i ma prawo gadac ze znajomymi. Zero awantur, zero inwigilacji. Po prostu mam do niego pelne zaufanie ![]()
Wczoraj, na przyklad, wyszedl na pare drinkow z kolezanka, wrocil nieco podchmielony o 10 wieczorem i co? Nico. Ja spedzilam czas w domu czytajac nowy kryminal i nawet nie mialam czasu do niego wyslac smsa, tak mnie wciagnelo. Kolezanka to kolezanka, on jest doroslym czlowiekiem i ma prawo gadac ze znajomymi. Zero awantur, zero inwigilacji. Po prostu mam do niego pelne zaufanie
Heheh... dla mnie to totalna abstrakcja. Ja nawet parę słów z koleżanką nie mogę zamienić nie narażając się na opresję. W niektórych związkach tak jest.
Wspolczuje, Sam...
Ja sobie nie wyobrazam robienia facetowi wymowek, bo poszedl z kolegami na piwo czy spotkal sie z kolezanka. Jest dorosly i ma wlasna wole. Co ja, bede mu zabraniac z ludzmi sie widziec? Na glowe bym musiala upasc. On mi tez awantur nie robi, kiedy jade na caly dzien na wyscigi konne z kolega, spotykam sie ze znajomymi, ide sama do kina. Przeciez wie, ze go kocham, a koledzy to koledzy.
Wspolczuje, Sam...
Oj nie współczuj, proszę! Jestem szczęśliwy, bardzo, bardzo szczęśliwy. Na wszystko są sposoby.
adlernewman napisał/a:Wspolczuje, Sam...
Oj nie współczuj, proszę! Jestem szczęśliwy, bardzo, bardzo szczęśliwy. Na wszystko są sposoby.
A jakie to sposoby, jezeli mozna wiedziec?
adlernewman, zazdroszczę Ci podejścia. Masz może jakieś złote rady, co zrobić, jak się ogarnąć? Widzę, że partnera też to męczy i takie czepianie się, podejrzliwość i ataki zazdrości doprowadzają do tego, że stara się coraz mniej czasu spędzać ze mną.
Tylko, że widzisz, wtedy też podejrzewam, że może dlatego że kogoś poznał.
Uważam, że kobieta powinna być niezależna i tak samo dbać o niezależność swojego mężczyzny. Jeśli zaczyna ograniczać wolność, to albo rozwali związek, albo spowoduje, że niestety facet w części przed kobietą się zamknie. Zniknie romantyzm, otwartość. Można z tym żyć, choć nie jest to taki związek jaki sobie wymarzyli. Tak jest u mnie.
sam22, u mnie niestety też. Zdarza się teraz nawet, że partner nie o wszystkim mi mówi w obawie, że się zdenerwuję i zrobię awanturę, a nie o to mi chodziło.
Żałuję, że tak bardzo go ograniczałam, tzn. próbowałam go ograniczać.
Lejdi, w sumie nie wiem jak poradzic
Ja nigdy zazdrosna nie bylam, wiec moze dlatego jest mi latwo zupelnie nie myslec co moj facet robi jak jest z kolegami/kolezankami, na imprezie, poza miastem...etc. Chyba z tego sie to bierze, ze ja zawsze jestem czyms zajeta- a to esej musze napisac, cos przeczytac, zobaczyc sie ze znajomymi, nauczyc sie jakiegos nowego kawalka na fortepian. No, nie ma takiej prozni, zeby jakies scenariusze tworzyc.
Poza tym, ja po prostu ufam mu. Wiem, ze to jest solidny czlowiek, ktory sie w romanse nie wdaje (on by w wiekszosci to uwazal za strate czasu!) i zawsze sie dobrze dogadujemy. Gdyby sie nam nie ukladalo, to co innego, ale wiem, ze on by byl pierwszym, ktory by powiedzial, ze jest niezadowolony, tak kawa na lawe, zamiast obmacywac inne panny.
mój chłopak stwierdzil, ze skoro jestem tak zazdrosna i sram sie nawet o kolegow (bo zaraz mi sie wydaje, ze wsiadaja do samochodu i jada do jakis dziewczyn) to powiedzial, ze bedzie wychodzil i nie bedzie mi w takim razie nic mowic - a mieszkamy razem. Teraz w weekend wieczorem obiecalam mu, ze nie bede miala nic przeciwko jak pojedzie z kolegami o 21 na zlot (ale juz caly czas o tym mysle i sie obawiam i jak zwykle mam juz w glowie obraz, ze dziewczyny z nimi jada
)
58 2012-10-17 23:01:05 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-10-17 23:02:15)
sam22, u mnie niestety też. Zdarza się teraz nawet, że partner nie o wszystkim mi mówi w obawie, że się zdenerwuję i zrobię awanturę, a nie o to mi chodziło.
Żałuję, że tak bardzo go ograniczałam, tzn. próbowałam go ograniczać.
Nie ma szans, aby znowu się przed Tobą otworzył. To już zostanie między Wami na zawsze. Cokolwiek mam powiedzieć żonie muszę się dobrze zastanowić czy warto, czy ona do tego nie dopisze swoich podtekstów. Ale to już jej sprawa... w pewnym sensie ma tylko połowę mojej głowy, tylko połowę serca, choć kocham ją a ona mnie. Kocha i krzywdzi.
ze bedzie wychodzil i nie bedzie mi w takim razie nic mowic - a mieszkamy razem.
Już po Was w takim razie.
Teraz w weekend wieczorem obiecalam mu, ze nie bede miala nic przeciwko jak pojedzie z kolegami o 21 na zlot
Dobra, dobra -- nie wierzę, że nie będziesz miała nic przeciwko. Można też iść na dziwki na godzinę pomiędzy zakupami a odebraniem dziecka z angielskiego. Np. wątek "dramat".
Sam22, ale przecież wszystko można zmienić. Może jak zobaczy, że i ja się zmieniłam, że przestałam się czepiać, wypytywać o każdy szczegół, robić jazdy o każde wyjście beze mnie itp, to i on zacznie mnie znów inaczej traktować i się otworzy na nowo.
60 2012-10-18 00:07:41 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-10-18 00:22:18)
Sam22, ale przecież wszystko można zmienić. Może jak zobaczy, że i ja się zmieniłam, że przestałam się czepiać, wypytywać o każdy szczegół, robić jazdy o każde wyjście beze mnie itp, to i on zacznie mnie znów inaczej traktować i się otworzy na nowo.
Nie wiem tego. Jak czasem muszę żonie powiedzieć, że jadę w delegację, to wygląda to tak, że spinam się jakbym miał gniazdka z prądem dotknąć -- musze to zrobić i wiem, że kopnie. Jak wyłączysz prąd, to dalej się spinam -- nie ma bolca! Jestem tego nauczony.
Nie wychodzę nigdzie sam (chyba że służbowo, po awanturze), nie wybieram filmów, bo mogą być sceny, nie oglądam onetu, bo wieczorem są baby, nie oglądam TV, bo tam też. Nie mam konta na nk.pl ani facebook.pl. Nie tańczę ani nie rozmawiam z kobietami. Nie mam hobby -- 100% czasu dla rodziny. Niby jest do bani, ale czasem sobie wyfruwam z tego gniazdka -- czasem wirtualnie, czasem realnie. Czasem jawnie, czasem w ukryciu. No i czuję się szczęśliwy. Może tak jest źle, bo są małe dzieci od 10 lat...? Kto to wie
Powiem za 10 lat jak będzie.
Każdy jest sam odpowiedzialny za swoje czyny. Zazdrość niszczy drugiego człowieka. Potem przychodzi kara, nieszczęścia. Chłopak się nie otworzy na nowo -- zazdrość, chłodne spojrzenie nienawiści wieje z twoich oczu, jak lodowe sztylety wbijające się w jego ciepłe jeszcze serce. Pewnie bardzo kochasz, on też kocha, ale trzeba jakoś ten lód w swoim sercu znieść.
W sumie to ja nawet nie wiem jak można żyć bez zazdrości...
Niestety z kolega sie musze zgodzic. Ty moze zabraniac nie bedziesz, ale ciagle to bedzie w Twojej glowie, a to rzutuje na Twoje samopoczucie i na to jak sie zachowujesz, a to mozna wyczuc.
Bycie z kolegami, od razu chodzeniem na dziewczyny? Lejdi, ogarnij sie. Czy zeczywiscie masz tak niskie mniemanie o swoim partnerze? Partnerze, ktorego kochasz? Przeciez on ma mozg i zainteresowania inne niz tylko kobiety. Normalnie, z kolegami chce pogadac o tym jaki byl mecz, ktora gre grali, co sie w polityce dzieje, dlaczego szef jest burakiem, co za motor widzial, ile sie zarabia...itd (nie wiem jakie sa jego hobby wiec wymieniam prawdopodobne). Wizerunek rzeczywistosci jaki masz jest pokrecony, nieproporcjonalny- tak jakby swiat sie skladal tylko z Ciebie i innych kobiet=zagrozenia. Wierz mi, taki nie jest naprawde.
Zapytaj sie sama siebie dlaczego Twoja wizja swiata jest tak ograniczona i co Ci nie pozwala na poszerzenie jej.
Jedyne co mogę doradzić zazdrosnej koleżance, to aby żyła tak jakby chłopaka nie miała -- spotykaj się z koleżankami, idź na tenis/fitnes/angielski, do pracy, ucz się. Jak będziesz miała swoje życie niezależne, wolne, z problemami to wtedy twój chłopak będzie mógł z Tobą iśc przez życie.
A teraz co robisz? Z chłopaka robisz cel swojego życia i potem boisz się go stracić. Obiciążasz jego życie swoją osobą. Chodzi o to, aby iść razem a nie jedno na plecach drugiego.
Innej rady nie widzę. Może głupio myślę, ale jakby moja żona miała swoje sprawy, to pewnie inaczej by to wyglądało.
adlernewman, sam22, macie rację. Ja staram się ogarnąć, naprawdę. I jestem tego świadoma, że przez takie moje zachowanie odsuwam go od siebie. On jest bardzo towarzyski. Dusza towarzystwa. Ma mnóstwo znajomych, w tym także wiele koleżanek. Bardzo łatwo nawiązuje nowe znajomości. Ja wręcz przeciwnie. Najgorsze jest to, że zdarza się, że nie mówi mi o wszystkim, tzn. że jakąś widział, był na kawie, podwiózł, dzwonił, czy pisał. Wiem, że to jest w dużej mierze moja wina, bo kiedy mówił, to ja robiłam mu jazdy, awantury, bądź po prostu strzelałam fochy (dziecinne, wiem).
Za każdym razem tłumaczył mi i tłumaczy, że to tylko znajome, koleżanki i nic więcej. Ja aktualnie jestem zazdrosna o prawie każdą jego koleżankę (w mniejszym bądź większym stopniu). Przyjdzie do niego sms- zastanawiam się która do niego napisała i już mam zły humor, a kiedy mi powie (sam z siebie bądź zapytany) wydaje mi się, że mnie oszukuje. Wtedy sprawdzam telefon i gdy sms jest wykasowany- myślę o najgorszym, gdy jest- wtedy mu dopiero wierzę.
Gdy ma zły humor, albo jest mniej czuły niż zwykle- wydaje mi się, że ma inną. Gdy długo nie odpisuje, nie dzwoni- myślę, że jest z inną bądź rozmawia z inną. To jest chore! Za każdym razem, w każdej sytuacji upatruję zdradę bądź próbę zdrady!
"Wizerunek rzeczywistosci jaki masz jest pokrecony, nieproporcjonalny- tak jakby swiat sie skladal tylko z Ciebie i innych kobiet=zagrozenia"
Dokładnie to samo powiedział mi on. Że jego życie nie kręci się tylko wokół innych kobiet i mnie.
"Zapytaj sie sama siebie dlaczego Twoja wizja swiata jest tak ograniczona i co Ci nie pozwala na poszerzenie jej."
Paniczny strach przed utratą partnera. Jesteśmy razem 6,5 roku. Nie wyobrażam sobie być z kimś innym niż on. Nie chciałabym tego stracić, tyle razem przeszliśmy. Chciałabym w niedalekiej przyszłości stworzyć rodzinę, mieć dzieci. Budowanie wszystkiego od nowa, z nowym partnerem? Nie dałabym rady.
"Obiciążasz jego życie swoją osobą. Chodzi o to, aby iść razem a nie jedno na plecach drugiego."
Wiem i myślę,że on czasami nawet tak się czuje- jakby niósł mnie przez życie na plecach.
Dziękuję, dziękuję, dziękuję, daliście mi dużo do myślenia...
Zastanow sie- jest z Toba 6,5 roku! Jakby Cie nie kochal, jakby byl zainteresowany kims innym, to by z Toba PO PROSTU NIE BYL. Proste jak drut. Nie ma co dziury szukac w calym.
Może jest ze mną a w międzyczasie szuka kogoś innego, lepszego, ładniejszego, mniej zazdrosnego... Kto wie...