Nie wiem czy dobrze trafiłam ale potrzebuje pomocy. Ja sama nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy jest wszystko w porządku.
Mam 23 lata, mieszkam z rodzicami i młodszą siostrą. Pracuje, studiuje ogólnie wydaje mi się że nie robię nic złego. Mam jednak problemy z mamą.Osoba wierząca, co tydzień chodząca do kościoła, niby bardzo rodzinna ale nie wiele kto nas odwiedza bo ona nigdy nie ma czasu (choć wraca z pracy prosto do domu, nie ma koleżanek, nigdy nigdzie nie wychodzi) a jak już ktoś przyjdzie t tylko się modli żeby już poszedł bo ona musi posprzątać.
Sprzątamy codziennie od 8 do 16 wtedy jest obiad, sprzątanie po obiedzie oraz sprzątanie przed kąpielą czyli do ok 19.30. Ogólnie z dnia jest nic. Próbowałam jej wielokrotnie przemówić że jest czysto i nie musimy tyle sprzątać wtedy ona wylewa bądź wyrzuca swoje jedzenie twierdząc że z "gnojami" jeść nie będzie, że ona jest pedantką i będzie sobie sprzątać a my razem z nią bo to jest jej dom. Ojciec robi na 2 etaty żeby nie siedzieć w domu. Zawsze dużo sprzątała ale teraz to już przesada. Na każde święta, komunie itp chłopcy i tata nic nie robili a my sprzątałyśmy i gotowałyśmy. Nie raz do bardzo późna w nocy jak nie do rana. Dla niej zawsze bracia byli najważniejsi.
Nigdy nigdzie nie mogliśmy wychodzić do koleżanek czy nawet na podwórko bo musieliśmy być najlepsi w klasie. Ciągle tylko nauka i sprzątanie. Kiedy poszła do pracy miałam 12 lat. Musiałam się zająć młodszą siostrą, ogarnąć cały dom, odgrzewać obiady a w tym czasie moi bracia jeden zaczął pić a drugi non stop siedział na komputerze. Ale mama zawsze widziała że oni byli super a ja miałam nie do końca posprzątane. Kiedy byli dorośli mama kazała im płacić za mieszkanie więc każdy się wyprowadził-jeden pije na umór (padaczka alkoholowa itp) ale mama twierdzi że dla niego zawsze znajdzie się miejsce tylko trzeba mu załatwić pracę i on na pewno nie będzie pił. Kiedy jej chce przemówić do rozumu że musi się leczyć i to na leczeniu zamkniętym to krzyczy po mnie że przeze mnie ojciec wyrzucił go z domu (targałam go na 4 piętro pijanego jak bela z piwnicy, nie chodziłam do szkoły bo robił sobie imprezy w domu, jego pijani koledzy chcieli mnie zgwałcić, przychodziła policja o domu) i tata stwierdził że musi się leczyć tylko pod tym warunkiem będzie mógł znowu mieszkać w domu. Drugi brat znalazł sobie beznadziejną dziewczynę i mając 22 lata stał się ojcem. Rodzice zapłacili mu za przyjęcie weselne i mieli z nami mieszkać ale on ją zdradził, zaciągnęli długów na ponad 50tys i moi rodzice to spłacają a oni wyprowadzili się gdzieś do centralnej polski. Ale mimo wszystko oni obaj są lepsi niż ja. Skończyłam licencjat, zaraz po ukończeniu technikum poszłam do pracy żeby móc iść na zaoczne studia. Na stażu zarabiałam 700zł a musiałam mamie oddawać 350 choć i tak twierdziła że powinna brać 500 ale wtedy nie miałabym szans opłacić studiów. Teraz pracuje z 1000zł oddaje jej 400 ciągle krzyczy że to mało. Jakiś czas mieszkał z nami brat po tym jak zdradził żonę bo ona się wówczas od niego odeszła. Robił co chciał, nie sprzątał, jadł co tylko sobie wymyślił płacąc te 500zł. Jak zwróciłam na to uwagę to wydawało się że matka mnie zje i mam się nie odzywać bo ja płacę dużo mniej a poza tym on jest chłopakiem więc mu więcej wolno. Kiedy darł się po niej bo jego żona dzwoniła że nie płaci na dziecko i ja stawałam w jej obronie to się darła po mnie że jestem gówniarą i że mam się nie odzywać. Kiedy poszłam na studia zaoczne przez rok słuchałam że zmarnowałam rodzinie niedziele. Teraz i tak wychodzę z domu w sobotę i niedzielę i kłamie że mam zajęcia bo przynajmniej nie siedzieć i słuchać że jestem najgorsza. Normalnie nie wychodzę z domu. Jak się z kimś umawiam to tylko wtedy kiedy ona ma 2 zmianę żeby nie widziała że wychodzę tak samo moja siostra.
Kiedy jej zwracam uwagę że jestem dorosła i chyba mogę wychodzić uzyskuję odp że jak wszystko w domu posprzątam to mogę wyjść z tym że po godz. 20 jak mnie nie ma w domu to jestem szmatą, jak nie wrócę do 22 to już nie wchodzę do domu i mam wystawione walizki za drzwi bo ona szmaty w domu trzymać nie będzie. Oczywiście też po żadnym alkoholu itp. Mam chłopaka od 5 lat. Co prawda mieszka dość daleko i widujemy się w weekendy. Kiedyś trzymał mi rękę na kolanie matka stwierdziła że jestem dziwką i nie może na mnie patrzeć. Kiedy przyjeżdża do mnie zawsze jest problem bo jest za często (2razy w miesiącu) tyle przynajmniej ona myśli bo też wolimy spotykać się po kryjomu. Jak się wyprowadzę do chłopaka bez ślubu to się więcej do mnie nie odezwie. Wydaje mi się że czeka tylko aż mnie coś złego spotka. Dostałam pracę w biurze ze względu na wykształcenie to jej się to nie podoba bo tylko "plaszcze dupsko nic nie robiąc" a powinnam pracować tak jak ona (sklep) to bym wiedziała co to życie. Też tak pracowałam, także na produkcji to wtedy jej się podobało bo przychodziła z pracy i miała wszystko gotowe a ja żeby jej to zrobić to spałam po 2 godz. dziennie mając nocki. Chłopak mi ciągle mówi że powinnam postawić na swoim ale ja mam dość słuchania codziennie tego jej gadania. Teraz kolejna sytuacja-chciałam wyjść w tą sobotę z koleżankami oblać licencjat to zaczęła płakać krzyczała że wogóle jej nie szanuje, że robię to wszystko dlatego że ona ma w niedzielę 1 zmianę. Mówię że na 22 będę w domu to znowu zaczęła się gadka o szmaceniu a ponadto sobota jest od sprzątania (sprzątamy od 8ej do 22ej) bo chyba sprzątamy tak jak inni na święta (wyciągamy wszystko z szafek, odstawiamy meble).
Ogólnie problem polega na tym że:
-nie mogę nigdzie wychodzić bo wychodzą tylko szmaty, normalne dziewczyny siedzą w domu
Kiedy jej mówię że nie mogę nigdzie wychodzić to dostaje piany i krzyczy że wszędzie mogę tylko muszę najpierw posprzątać swoje a że skończę o 20tej to już nie pójdę bo po 20 to wychodzą tylko szmaty
-sprzątamy całymi dniami nawet w niedzielę, Nie było w całym moim życiu dnia gdzie nie sprzątlibyśmy
Kiedy się ze mną kłóci to muszę słuchać co mówi nic nie robiąc to potem sprzatamy np do 3 nad ranem idąc np na 1 zmianę do pracy. Ona potrafi nie jeść i nie spać tylko sprzątać i zmusza nas do tego samego
-jest całkowicie antyseksualna
Chłopaka powinnam poznać po studiach. Nie powinien u mnie przesiadywać ani ja u niego. Powinien przyjść w niedzielę na godzinę na kawę raz w miesiącu. Nie dotykać mnie ani ja jego. Właściwie to powinnam być już po ślubie ale przecież nic nie umiem temu nie jestem. Dla niej nie ma znaczenia to że on mnie kocha bo pewnie chodzi tylko ze mną do łóżka bo jestem szmatą.
Kiedy poszłam do ginekologa po prostu na kontrole mając 22 lata nie odzywała się do mnie przez tydzień bo kto z własnej woli chodzi pokazywać dupe
-uważa mnie za najgorszą z całego rodzeństwa bo wprost jej mówie że nienawidzę sprzątać
Jestem gorsza od alkoholika i złodzieja który okradł nas na 50 tys
Nie wiem już co mam robić. Może to ja mam problem ze sobą, zawsze się liczę z jej zdaniem. Robię tak żeby ona była zadowolona-nic dla siebie.
Proszę o jakąś rade czy wskazówkę kto ma rację. Dziękuje