Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Jestem ze swoim facetem od 4 lat(wróciliśmy do siebie po 6 latach rozłąki).Mamy wspólnie 11-letniego syna.
Po naszej ostatniej,dość ostrej kłótni(gdy kazałam mu zatrzymać auto to zerwał się pas)nie odzywalismy się do siebie 2 tyg.
Ogólnie poszło o to,że nie pomógł naszemu dziecku odrobić lekcji(mały potrzebuje pomocy w matmie).Twierdził,że mogłam mu przypomnieć.Może i mogłam mu przypomnieć ale ja już po prostu nie mam do niego sił.Dlaczego ja mam mieć wszystko na swojej głowie.wstaje codziennie jak nie o 4 to o 7 rano.Mam dwie prace.Zajmuję się domem.Piorę,sprzątam,gotuję.On nie robi dosłownie nic.Poza systematycznym chodzeniem do kościoła.Mam już po prostu dość.
Nie powiem mój też pracuje ale co z tego jak kisi forsę w skarpetach albo pewnie na kościół daje.Bynajmniej mi czasem tylko na jakieś małe zakupy da a sam ewentualnie większe robi.
Ale ogólnie to chodzi mi o to,że dziś mi napisał sms-a,że my nie pasujemy do siebie,że po ostatniej kłotni to powinno mnie już w domu nie byc ale on sobie to przemyślał i my bedziemy razem do 2016 roku,bo mały potrzebuje teraz ojca,a jak będzie miał 16 lat to da sobie jakoś radę z naszym rozstaniem.
Proszę was o radę co ja mam zrobić?Mieszkanie w którym mieszkamy należy do jego babci.Ja najchętniej już bym się wyprowadziła ale nie mam dokąd.Nie stać mnie na wynajem mieszkania mimo że mam dwie prace.Na pewno nie chciałabym wrócić do mamy.Nie wiem co już mam ze sobą zrobić.Mam nawet głupie myśli ale miłość do mojego syna jest większa i zaraz o głupotach zapominam.Gdyby nie syn to już 10 razy bym nie żyła.
Przepraszam,że tak chaotycznie to napisałam,ale jest 1 w nocy i oczy mokre.
Z koleżankami nie mogę rozmawiać bo zaraz płaczę,a tu jak do was piszę to chociaż nikt moich łez nie ogląda.
Bardzo proszę o odpowiedz.