Witam, i proszę o poradę kogoś kto był w podobnej sytuacji lub zna podobne przypadki... Mąż odszedł ode mnie 2 miesiące temu. Byliśmy w związku 8 lat, z czego 5 lat małżeństwem. Wyprowadził się do znajomych, ja zostałam w jego mieszkaniu. Tzn naszym, piszę jego, bo nabył je przed ślubem. Ale mniejsza o to. Pierwsze tygodnie po rozstaniu byłam wrakiem człowieka... Na wszelkie próby ratowania związku reagował agresją i irytacją. Mówił, że już mnie nie kocha. Że myślał nad tym bardzo długo, że nie pasujemy do siebie, że oboje chcemy od życia czegoś innego. Pomimo tego, że byłam pewna, iż nikogo nie ma, po miesiącu odpuściłam. Zaczęłam pomału oswajać się z myślą, że w wieku 27 lat muszę zacząć budować sobie życie od nowa. Chciałam jednak przed tym porozmawiać z nim co z mieszkaniem, kredytem, który wspólnie zaciągnęliśmy na remont, co z pozwem, który miał złożyć... I tutaj zdziwienie - oznajmił mi, że w poniedziałek wraca do mieszkania, bo ma już dość pomieszkiwania u kogoś kątem... Rachunki będziemy płacić po połowie, tak samo kredyt. Pozwu jeszcze nie złożył - bo jak stwierdził, rozwód nie jest mu do niczego potrzebny... Że jak chcę to ja mogę to zrobić. Z kamienną twarzą powiedziałam, że chyba sobie żartuje... W głębi duszy jednak ucieszyłam się... Nie wiem teraz co o tym sądzić. Może robię sobie niepotrzebnie nadzieję. Może rzeczywiście ma dość mieszkania u kogoś i to jedyny powód... A może chce wrócić, żeby robić mi na złość i skłonić tym samym do wyprowadzki? Nie wyobrażam sobie mieszkania z nim.... Kocham go całym sercem. Jak mam udawać, że jest mi obojętny? Jak mam się zachowywać? Ja nadal podświadomie o niego walczę, ale inaczej... Polubiłam siebie przede wszystkim. A teraz, tą decyzją o powrocie do mieszkania ponownie zburzył mój porządek. Jak wtedy, gdy nagle pewnego dnia oznajmił mi, że odchodzi...
Witam, i proszę o poradę kogoś kto był w podobnej sytuacji lub zna podobne przypadki... Mąż odszedł ode mnie 2 miesiące temu. Byliśmy w związku 8 lat, z czego 5 lat małżeństwem. Wyprowadził się do znajomych, ja zostałam w jego mieszkaniu. Tzn naszym, piszę jego, bo nabył je przed ślubem. Ale mniejsza o to. Pierwsze tygodnie po rozstaniu byłam wrakiem człowieka... Na wszelkie próby ratowania związku reagował agresją i irytacją. Mówił, że już mnie nie kocha. Że myślał nad tym bardzo długo, że nie pasujemy do siebie, że oboje chcemy od życia czegoś innego. Pomimo tego, że byłam pewna, iż nikogo nie ma, po miesiącu odpuściłam. Zaczęłam pomału oswajać się z myślą, że w wieku 27 lat muszę zacząć budować sobie życie od nowa. Chciałam jednak przed tym porozmawiać z nim co z mieszkaniem, kredytem, który wspólnie zaciągnęliśmy na remont, co z pozwem, który miał złożyć... I tutaj zdziwienie - oznajmił mi, że w poniedziałek wraca do mieszkania, bo ma już dość pomieszkiwania u kogoś kątem... Rachunki będziemy płacić po połowie, tak samo kredyt. Pozwu jeszcze nie złożył - bo jak stwierdził, rozwód nie jest mu do niczego potrzebny... Że jak chcę to ja mogę to zrobić. Z kamienną twarzą powiedziałam, że chyba sobie żartuje... W głębi duszy jednak ucieszyłam się... Nie wiem teraz co o tym sądzić. Może robię sobie niepotrzebnie nadzieję. Może rzeczywiście ma dość mieszkania u kogoś i to jedyny powód... A może chce wrócić, żeby robić mi na złość i skłonić tym samym do wyprowadzki? Nie wyobrażam sobie mieszkania z nim.... Kocham go całym sercem. Jak mam udawać, że jest mi obojętny? Jak mam się zachowywać? Ja nadal podświadomie o niego walczę, ale inaczej... Polubiłam siebie przede wszystkim. A teraz, tą decyzją o powrocie do mieszkania ponownie zburzył mój porządek. Jak wtedy, gdy nagle pewnego dnia oznajmił mi, że odchodzi...
Nie chcę Cię załamywać, ale on nie wrócił do Ciebie ale z wygody. Sam powiedział "ma już dość pomieszkiwania u kogoś kątem". Druga sprawa... jak po 8 latach związku można uznać, ze nie pasujecie do siebie? Wiesz kiedy oni tak mówią, jak znajdują sobie inną niestety
i nagle tamta wydaje się ideałem. Jeśli chcesz ratować swoje małżeństwo to nie pozwól na powrót. Nie wiem jaką byłaś żoną, jeśli za bardzo pokazywałaś, że go kochasz, że był i jest pewien Ciebie to tylko w taki sposób zmusisz go do tego, aby docenił co może stracić. Musisz być twarda!!! Ja taka nie byłam, byłam słaba, z obniżonym poczuciem wartości i on robił co chciał, raz kochał, raz nie, raz chciał wrócić a następnym razem już nie. Powiedziałam dość wynocha, teraz zero kontaktu z nim i to mi pomaga odzyskać siebie.
Wrócił do mieszkania, które jest też i jego i zdecydował uczciwie podzielić się rachunkami i wspólnym kredytem... w tym nie widzę nic złego.
A co do życia z nim... musisz spiąć pośladki i jakoś ułożyć sobie życie w takich warunkach
Hmmm ciezka sprawa ale wydaje mi sie ze on nie wraca do siebie tylko do swojego mieszkania,po prostu tutaj mu wygodniej.
Nie mozesz pokazywac mu ze Tobie nadal zalezy bo bedzie Ciebie wykorzystywal.Wiem ze to ze bedziecie mieszkac razem to dla Ciebie bedzie ciezkie i trudniej a raczej bolesniej bedzie Ci sie pogodzic z tym ze to jest koniec.Jesli masz mozliwosc to wyprowadz sie bo mieszkanie razem moze Ciebie wykonczyc.Ja po rozstaniu z zona mieszkalem jeszcze z Nia 4 miesiace i bylem wrakiem czlowieka.Dopiero jak sie wyprowadzilem to powoli zaczalem dochodzic do siebie.Tobie rowniez radze wyprowadzke.
Hmmm ciezka sprawa ale wydaje mi sie ze on nie wraca do siebie tylko do swojego mieszkania,po prostu tutaj mu wygodniej.
Nie mozesz pokazywac mu ze Tobie nadal zalezy bo bedzie Ciebie wykorzystywal.Wiem ze to ze bedziecie mieszkac razem to dla Ciebie bedzie ciezkie i trudniej a raczej bolesniej bedzie Ci sie pogodzic z tym ze to jest koniec.Jesli masz mozliwosc to wyprowadz sie bo mieszkanie razem moze Ciebie wykonczyc.Ja po rozstaniu z zona mieszkalem jeszcze z Nia 4 miesiace i bylem wrakiem czlowieka.Dopiero jak sie wyprowadzilem to powoli zaczalem dochodzic do siebie.Tobie rowniez radze wyprowadzke.
Zagubiony12345 ma racje dla swojego dobra odizoluj się od niego. Jak mieszkałam z mężem on robił mi ciągle nadzieję, różnymi gestami i zachowaniami a tak naprawdę to i tak już podjął decyzję w swojej głowie. Nie wiem dlaczego tak robił, wyrzuty sumienia, zrobienie sobie furtki do powrotu...nie wiem. Bawił się moimi uczuciami. Teraz jak się wyprowadził i nie mamy kontaktu też boli ale jest dużo lepiej. Dzisiaj przez moment nawet poczułam, że jestem szczęśliwa. Dużo pomaga mi rozmowa z przyjaciółmi, staram się wychodzić do ludzi...trudne to ale staram się to robić. Jak sobie przypomnę pierwszy miesiąc, gdzie nic nie jadłam, najchętniej nie wychodziłabym z łóżka tylko spała...widzę teraz dużą poprawę. Wierzę, że za parę miesięcy będzie jeszcze lepiej.
Jeśli chodzi o Ciebie, znasz swojego męża najlepiej, jeśli nadal będzie obojętny, nie będzie próbował walczyć o Was....to ratuj siebie, wyprowadź się, nie kontaktuj. Wtedy albo doceni i zrozumie, że jednak kocha albo niestety będzie koniec Waszego małżeństwa, ale uwierz mi będziesz krócej cierpiała niż jakbyś musiała mieszkać z kimś, kto traktowałby Cię jak powietrze....albo wroga. Zależy jaki charakter ma Twój mąż.
witaj
naprawdę bardzo trudna sytuacja. Ale przecież twój mąż powiedział że cię nie kocha już więc warto by było jednak złożyć ten pozew. A narazie puki mieszkacie razem traktuj go jak współlokatora i nikogo więcej. Pewnie pomieszkał chwilę u kolegi zobaczył że w domu lepiej (bo pewnie obiadek zrobiony zawsze, pranie wyprane i nic samemu nie trzeba robić). Ja bym na twoim miejscu pomyślała nad rozwodem . Ale to tylko moje zdanie.