Mam 15 letni staż w związku zawsze uważałem że jesteśmy idealnym związkiem pierwsze dziecko urodziło nam się 11 lat temu jak zawsze były małe kłopoty finansowe trzeba było przywyknąć ale moja córka była moim oczkiem w głowie później moja żona znalazła prace i nasza sytuacja zarówno finansowa jak i osobista ustabilizowała się .Spędzaliśmy z żoną każdą wolną chwile gdyż żonę mam naprawdę bardzo fajną ale jak zawsze coś musi się spieprzyć moja żona zamarzyła o drugim dziecku a moja rodzina z entuzjazmem pochwyciła ten temat przez jakiś czas mi się udawało ale jak to się fajnie określa kobiety mają swoje sposoby no i stało się urodził mi się bardzo fajny synek zawsze lubiłem dzieci ale już mam serdecznie dość mam dość dzieci tego że nie mam czasu dla siebie nie mówiąc już o tym że nie mam czasu dla żony .Może powinienem być wzorowym ojcem i ktoś powie że skoro zdecydowałem się na dzieci to powinienem brać za nie odpowiedzialność i wszystko to byłoby prawdą gdyby nie to że ja naprawdę kocham żonę ale z braku czasu gdyż czasem tak bywa że widzimy się tylko 2 godziny dziennie zaczynam obwiniać o to dzieci nie mam pojęcia co mam z sobą zrobić mam żal do żony za to że "wrobiła " mnie w dodatkowe szczęście mam coraz częściej ochotę wyjść z domu i nie wracać
Nie wiem czy dobrze rozumiem.. rozważasz rozwód z winy żony, bo wrobiła Cię w dzieci?
Codziennie chodzisz do pracy a po pracy wychodzisz na piwo, do knajpek lub na mecze.. (to akurat wyczytałam z Twoich poprzednich postów)..
Ile czasu dla siebie ma Twoja żona w Waszym "idealnym" związku?
Jak wygląda Wasz dzień? Obydwoje pracujecie na pełny etat? Jak dzielicie się obowiązkami domowymi? Jedno dziecko ma 11 lat, a drugie? Jak wygląda sytuacja z dziadkami? Wszystkie te informacje pozwolą mniej więcej określić o co kaman.
Dziecko 11-letnie już samo potrafi zająć się sobą, nie trzeba cały czas być z nim, bawić się.Twoja żona na pewno też jest zabiegana.Może trzeba sobie zorganizować tak dzień, żeby był i czas dla Was. Ja praktycznie byłam cały czas sama z dzieckiem, bo mąż bez przerwy załatwiał interesy.Na mojej głowie był dom, gotowanie, sprzątanie, dziecko i jeszcze pracowałam .Męża nic nie obchodziło.A jednak potrafiłam tak zorganizować sobie czas, że dziecko po dobranocce było kąpane, kolacja i spanie.I praktycznie od 20-20.30 miałam czas dla siebie.Mogłam czytać, oglądać filmy i jak mama przypilnowała dziecko to i wyjść mogłam.Może powinniście podzielić się obowiązkami i znaleźć więcej czasu dla siebie, na własne przyjemności.Ja czasem miałam szczerze dosyć, że wszystko na mojej głowie, a mąż od świtu do nocy w "pracy", a dom dla niego jak hotel.Za to on spotykał się ze znajomymi, wyjeżdżał. Ale nigdy bym nie wyszła z domu i nie wróciła.
W knajpie jak to nazywasz nie byłem już chyba z rok żadnego rozwodu nie mam w planach nie mam pojęcia co zrobić żeby wygospodarować czas który moglibyśmy spędzić razem a hasło rodzina ma zawsze być razem dobija mnie przez cały ten czas od kiedy mamy dzieci bylem dwa razy na wypadzie tylko z żoną nie oceniaj mnie nic o mnie nie wiedząc nie mam problemów z żoną gdyż wiem że ona również bardzo mnie kocha problem jest z brakiem czasu i z tym że mimowolnie obwiniam ją o to że przez syna nie mamy czasu dla siebie i coraz mniej nas łączy
W knajpie jak to nazywasz nie byłem już chyba z rok żadnego rozwodu nie mam w planach nie mam pojęcia co zrobić żeby wygospodarować czas który moglibyśmy spędzić razem a hasło rodzina ma zawsze być razem dobija mnie przez cały ten czas od kiedy mamy dzieci bylem dwa razy na wypadzie tylko z żoną nie oceniaj mnie nic o mnie nie wiedząc nie mam problemów z żoną gdyż wiem że ona również bardzo mnie kocha problem jest z brakiem czasu i z tym że mimowolnie obwiniam ją o to że przez syna nie mamy czasu dla siebie i coraz mniej nas łączy
hm.. a co ona odpowiada na Twoje wątpliwości..? rozmawiacie o tym ze sobą?
Tak masz racje 11 letnie dziecko może same się zabawić problem w tym że ja pracuje przeważnie na zmianę mocną moja żona na pierwszą lub drugą zmianę budzę się jak córa przychodzi z szkoły robię obiad [gdy żona pracuje na pierwszą zmianę] potem zadania z córą syn ma 3 lata teraz poszedł do przedszkola zawsze dzielę obowiązki z żoną prócz prania pralka nigdy mnie nie lubiła a i ja nie przepadam .najgorsze jest to że moja żona pracuje i w niedziele i to najbardziej boli
Dzieci rosną i później jest coraz więcej czasu, dzieci np oglądają film a Wy możecie porozmawiać.Dzieci idą spać a jeżeli macie z kim zostawić dzieci, to możecie gdzieś wyjść razem.Albo wyjść, wyjechać w czwórkę na sobotę, niedzielę. A chyba raz na jakiś czas to i żona mogłaby spotkać się z koleżankami i Ty z kumplami, niekoniecznie w tym samym czasie.Jeden rodzic wychodzi na 2-3 godziny a drugi pilnuje.Takie wyjścia są potrzebne, bo siedzenie cały czas w domu to dobija.Porozmawiaj z żoną, może jakiś grafik:)
pytasz co ona na to po pierwszej '' poważnej "" rozmowie był płacz i histeria nie znoszę tego już nie próbuje
Tak masz racje 11 letnie dziecko może same się zabawić problem w tym że ja pracuje przeważnie na zmianę mocną moja żona na pierwszą lub drugą zmianę budzę się jak córa przychodzi z szkoły robię obiad [gdy żona pracuje na pierwszą zmianę] potem zadania z córą syn ma 3 lata teraz poszedł do przedszkola zawsze dzielę obowiązki z żoną prócz prania pralka nigdy mnie nie lubiła a i ja nie przepadam .najgorsze jest to że moja żona pracuje i w niedziele i to najbardziej boli
Wydaje się, że jesteś po prostu przemęczony. A jak z dziadkami? Mogą czasami pomóc?
wiem, jak pracują obie osoby na zmianę, to widują się w przelocie.Ale jak już razem jesteście, to zaplanujcie coś wcześniej. Jak jedno jest w przedszkolu, drugie dziecko w szkole, to jest sporo czasu na swobodne posprzątanie, gotowanie itp.
katarzyna2716 nie było by problemu z czasem mogę spotkać się z kumplami a Ona z koleżankami ale nie o to mi chodzi ja chcę spędzić czas z nią nie z kumplami a wypad raz w miesiącu do kina trochę mi nie wystarcza
Właśnie, a jak sprawa z dziadkami? Czy jest ktoś, kto mógłby popilnować dzieci, jak chcecie gdzieś wyjść? A takie wyjścia samodzielne też się przydają, to takie oderwanie się od codzienności.
Skłamałbym gdybym powiedział że dziadki nie proponują pomocy i z chęciom dzieciaki przyjmują lecz problem w tym że odległość jaka nas dzieli nie pozwala na ''częste" wizyty
A raz na tydzień, raz na 2 tygodnie?
Myślę, że powinniście porozmawiać - bez wymówek i płaczu, ale jak dorosłe osoby i zrobić grafik, poszukać czasu który moglibyście razem spędzić.. dodatkowo raz do roku zaplanować obowiązkowo urlop w tym samym czasie i wyjechać na dwa tygodnie.. np do rodziny (aby miał kto pilnować dzieciaków), tak abyście mogli pobyć trochę sami.
Skoro się kochacie - można też pomyśleć o jakiejś terapii.. bo oboje widzicie problem, tylko ciężko wam samym o tym rozmawiać i znaleźć rozwiązanie.. spojrzenie innej osoby może się tu przydać.
zwykle to bywa podczas wakacji lub innych przerw w nauce z młodszym jest gorzej jest bardziej nieśmiały i lubi trzymać się blisko mamy ale nie o to chodzi nie wiem czy po prostu nie użalam się nad sobą ale wiem co było i co straciłem było fajnie a teraz coś pękło najbardziej mnie wkurza to że łapię się na tym że obarczam za zaistniałą sytuację syna choć wiem że jest najmniej winną osobą w tym wszystkim wiem że dzieci dorastają i za parę lat wszystko się pozmienia ale my też się wtedy zmienimy oby nie na gorsze
spojrzenie innej osoby może się tu przydać. właśnie po to zdecydowałem się tu napisać choć uwierz wcale to nie jest dla mnie łatwe jedynie anonimowość pozwala mi być szczerym
Wierzę, też na początku miałam opory..
Rozważaliście może opiekunkę na kilka godzin np. w weekendy?
Uważam, że warto popytać wśród rodziny/przyjaciół i kogoś wynająć.. abyście mogli w tym czasie gdzieś wyjść (do restauracji czy wspólnie do klubu/na basen/do kina) lepsze to, niż gdybyście mieli patrzeć jak umiera wasza miłość.
Może inni znajomi, którzy mają też dzieci mogliby zająć się Waszymi na czas wyjścia? I odwrotnie? Ja tak robiłam.Dzieci były zadowolone, dorośli też.
To byłoby jakieś wyjście porozmawiam z żoną zobaczymy czy coś z tego wyjdzie lecz nie sądzę że to będzie takie łatwe gdyż problem polega jeszcze na ty że od czasu kiedy moja żona zaczęła pracować w systemie zmianowym nie tylko ja narzekam na to że czas który spędzamy razem jest mocno okrojony dzieciaki również odczuwają jej brak zwłaszcza jak pracuje na zmianę drugą .Moja sytuacja jest trochę skomplikowana nie było by problemu gdybym mógł jakoś odreagować jeszcze rok temu wraz z żoną jeździliśmy pograć w paintball raz w tygodniu z zgraną paczką ale ekipa się rozleciała i zostały tylko obowiązki i dom choć nie raz proponowałem aby spróbować czegoś nowego jak dotąd nie znalazłem nic co by ją zainteresowało
Zmieniło się u Was.Praca na zmiany, paczka się rozleciała i to wszystko w jednym czasie.Trzeba powoli przyzwyczajać się do nowej sytuacji. Ale na pewno macie znajomych, przyjaciół. Trzeba usiąść , porozmawiać, zaplanować. Takie siedzenie w domu może być męczące.Czasem pójdźcie gdzieś z dziećmi, czasem oddajcie je pod czyjąś opiekę i wybierzcie się sami.Prace domowe najlepiej wykonywać, jak dzieci są poza domem, to później jest więcej czasu dla nich.