Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 50 ]

Temat: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Witam,

Znalazłam to forum i od razu pomyślałam, że w tym miejscu można się wyżalić i usłyszeć miłe słowo... Poczytałam trochę szukając analogicznych przypadków, ale niewiele mi pasowało w znacznym stopniu.

Mam 30 lat. Mąż 40. Za mąż wyszłam w wieku 21 lat za pierwszego mojego faceta (znaliśmy się 2 lata). Teraz jak na to patrzę to sobie myślę, że to kompleksy popchnęły mnie w tak młodym wieku przed ołtarz... ale to mniej istotne.

Po 2 latach małżeństwa zdecydowaliśmy się na dziecko... tia... łatwiej powiedzieć niż zrobić... przez kolejne 6 lat przeszliśmy gehennę: seks wg kalendarzyka, badania, leczenie, inseminacje, invitro... to ostatnie o mało nie posłało mnie na tamten świat... podczas zabiegu lekarzom się igła omsknęła i zafundowali mi krwotok wewnętrzny... lata leczenia hormonami i sterydami zrujnowały moją sylwetkę ale uważałam, że wszystko jest warte spełnienia naszego marzenia... zabiło to niestety sporo naszej radości, spontaniczności i seksualności. Powód bezpłodności był obopólny ale lekarz powtarzał "Pan może mieć dzieci i Pani może mieć dzieci, tylko czasami nie jest to możliwe".
W końcu zdecydowaliśmy się na adopcję.... kolejna gehenna kiedy prześwietlali nas bardziej niż nie wiem kogo i co i w jakiej sytuacji...opinie z pracy, z banku, od lekarzy, wizyty w domu, poradnie psychologiczne... po roku zostaliśmy rodzicami dwójki dzieci - synka i córki.

Teraz gdy spełniło się nasze marzenie powinniśmy być szczęśliwi... a okazuje się, że nie jesteśmy. Żyjemy obok siebie. Ja od rana zaiwaniam - dzieci, przedszkole, dom, obiad, dzieci... mąż wychodzi z domu zanim się pobudzimy (wcześnie zaczyna pracę), wraca o 17tej.... i najchętniej przyrósłby do swojego laptopa.... siłą namawiam go by pobawił się z dziećmi (a najczęściej jego zajęcie się dziećmi to oglądanie z nimi kreskówek - mój mąż uwielbia "Wróżki Disneya") czy zrobił coś w domu. Gdy dzieci zasypiają (zawsze ja je usypiam i ja wstaje co noc do córci która ma zaburzenia snu i silne lęki nocne) chciałabym spędzić z nim trochę czasu ale przegrywam z internetem.... nie wnikam co on tam robi (chociaż parę razy mi mignęły gry wojenne). Do łóżka chodzimy osobno, jak kładę się wcześniej mąż siedzi do 2 czy 3 w nocy.... jak ja siedzę dłużej on się kładzie o 21.30...
Seksu nie uprawiamy od miesięcy.... nie przytulamy się już nawet o pocałunkach nie wspomnę...

Mam wrażenie, że nie odpowiada mu rola ojca i męża matki. Czuję się oszukana.... przez lata walczyliśmy o marzenie, które jak widać okazało się tylko moim.

Od liceum prowadzę pamiętniki czytałam je ostatnio.... i na papierze widać, że od lat już psuje się  między nami.... tyle że wcześniej pracując i walcząc o dzieci tego nie odczuwałam tak boleśnie...w końcu te lepsze dni miały dopiero nadejść.... nie nadeszły.
Przez lata mierzyłam się z:
- oziębłością seksualną,
- brakiem dbania o siebie (potrafi w jednych jeansach chodzić miesiąc),
- jego niezaradnością (nawet żarówki w domu ja muszę zmieniać),
- niezdolnością do pracy zawodowej (miesiące bezrobocia podczas których z lubością oddawał się swojej pasji czyli grom komputerowym, przeplatane miesiącami gównianych robót za 600 pln. Teraz ma pracę w firmie w której pracuje też mój ojciec... po znajomości. Ojciec przemógł się i wstawił się za nim gdy byłam bliska decyzji o rozwodzie. KOkosó tam nie zarabia ale od 2 lat pracuje w tym samym miejscu),
- długami które ja musiałam spłacać (nieudane biznesy jako agent ubezpieczeniowy przy umowach które dzisiaj byłyby niezgodne z prawem). Ostatnio (w tym roku) komornik wszedł mi na pensję i oszczędności. Od lat oszczędzałam ze swojej pensji na samochód (przy dzieciach trzeba mieć takowy) - w lutym odbieraliśmy auto a ostatniego stycznia komornik skasował mi 12 tys... gdyby nie mój ojciec który nam dołożył nie mielibyśmy auta......... oczywiście inna sprawa to taka, że mąż uparł się na auto, na które nie bardzo nas było stać... uległam mu... w końcu  nigdy nie miał fabrycznie nowego samochodu - efekt? Kredyt i zadłużenie u mojego ojca...
- brakiem moich własnych przyjaciół i znajomych (moi przyjaciele nie  lubią mojego męża... z lojalności stawałam zawsze po jego stronie... część znajomości urwała się, część przeszła w stan facebookowy)

Do szału mnie doprowadza jego uległość - on nie myśli nigdy samodzielnie zarówno przy czynnościach codziennych i problemach między nami czy o przyszłości... robi tylko to co mu każę... nie kłóci się... jak poruszam problemy naszego związku to albo milczy (mam wrażenie że czeka aż mi przejdzie) albo potwierdza "Tak, nieprawdopodobne jak ludzie mogą się od siebie oddalić"... i nic.

A ja jestem zmęczona tym, że wszystko jest na mojej głowie - dom, pieniądze, ... zawsze muszę być tą silną... a ja czasami tęsknię za tym by ktoś mną się zaopiekował. Bym nie była tak naprawdę we wszystkim sama.

Na pozór wszystko jest dobrze. Ale coraz częściej myślę czy nie wymeldować się z tej "sielanki". Ale boję się:
- tego, że zrujnuję dzieciakom życie - mieliśmy im dać pełną rodzinę i co?
- tego, że on może sobie coś zrobić (podczas rozmów o naszym związku gdy mu wywaliłam kawę na ławę straszył mnie samobójstwem),
- tego, że do końca życia już będę sama,

Mój ojciec powtarza, żebym się cieszyła bo żaden inny mężczyzna nie wytrzymałby ze mną... ale co to do  licha ma znaczyć? Jestem wybuchowa... ale na Teutatesa, mój temperament ma wiele dobrych stron... może gdybym nie była ciągle w stresie i dołku psychicznym częściej by je było widać?

W poniedziałek wracam do pracy po urlopie macierzyńskim. Tego też się boję. Jak zajmę się jeszcze pracą nie starczy mi sił i czasu by o nas walczyć lub podjąć jakąś inną decyzję...a walczę już latami. Chodzi mi po głowie, że utknę w tym związku ludzi żyjących obok siebie do końca życia. A u kresu będę nieszczęśliwa, że nic z tym nie zrobiłam.

Przepraszam za dłuuuugi post. Ale 9 lat nie da się zamknąć w kilku zdaniach. A szczerze mówiąc nie bardzo mam komu się wygadać.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Witaj.

Jesli zalezy Ci na malzenstwie i rodzinie jesli masz sile to walcz o to wszystko.Musisz bardzo powaznie porozmawiac z mezem,powiedziec Mu bez owijania w bawelne co Ci sie nie podoba co chcialabys zmienic itp.To ze Twoj maz siedzi ciagle na grach i necie to wydaje mi sie ze jest to ucieczka od problemow.Moze go to wszystko przeroslo i nie ma pomyslu jak to wszystko ogarnac.Musisz mu wyjasnic ze nie tedy droga ze razem sobie poradzicie tylko musicie podjac odpowiednie kroki i zrobic to wspolnie.

3

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Jeśli rozmowy nie pomagają, może udajcie się na terapie?

4

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

natychmiast terapia małżeńska inaczej... kiepsko widzę waszą wspólną przyszłość

5

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Witaj.

Ale czy wybranek bedzie chciał isc na terapie? bo ja mam taka sytuacje w malżenstwie ze to znowu on twierdzi ze to ja jestem nienormalna i mi potrzebna jest terapia a nie jemu.

Ja tez dlugi dlugi czas zastanawiam sie nad rozwodem bo ile ja moge wytrzymywac jego zachowanie w stosunku do mnie. Ponizanie, wyzywanie i obarczanie wina ze wszystko co robie to robie zle.

Jezeli jest u was brak porozumienia brak czułosci i milosci to może oznaczac ze cos sie wypaliło. U mnie od ponad dwoch miesiecy tego nie ma. Zeby bylo dobrze miedzy wami to musza chciec dwie osoby , a nie ze jedna sie tylko stara. Nic nie wsurasz nawet jak bedziesz walczyła sama , to nic ci nie da on tez musi tego chciec, no ale skoro on tego nie chce to to nie zmusisz go do tego.

Wiesz ja popadlam przez to w depresje bo nie widzialam nic poza nim , staralam sie zeby mu tylko dogodzic zeby bylo dobrze no ale przejzalam na oczy jak sobie uswiadomilam jaki jest naprawde , obserwowalam go przez bardzo dlugi czas jego wyzwiska mnie tak bolały ale dusilam to w sobie najgorsze jest to ze nie moge zniesc tego jak mozna byc takim prostakiem i po klotni po takim ponizaniu i obczernianiu mozna żadac od kobiety seksu i potrafil w tamtej chwili zmienic sie diametralnie byl slodki jak miod , no ale niestety zaparlam sie nie dalam mu tego co chcial i juz bylam ta najgorsza i znow napiecie powrocilo i znow klotnie itp.

Dlatego mowie ci postaw go przed faktem dokonanym zarzadaj ze chcesz separacji i tyle zobaczysz moze czy cos to zmieni.

6

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
misiunia1986 napisał/a:

Witaj.

Ale czy wybranek bedzie chciał isc na terapie? bo ja mam taka sytuacje w malżenstwie ze to znowu on twierdzi ze to ja jestem nienormalna i mi potrzebna jest terapia a nie jemu.

Ja tez dlugi dlugi czas zastanawiam sie nad rozwodem bo ile ja moge wytrzymywac jego zachowanie w stosunku do mnie. Ponizanie, wyzywanie i obarczanie wina ze wszystko co robie to robie zle.

Jezeli jest u was brak porozumienia brak czułosci i milosci to może oznaczac ze cos sie wypaliło. U mnie od ponad dwoch miesiecy tego nie ma. Zeby bylo dobrze miedzy wami to musza chciec dwie osoby , a nie ze jedna sie tylko stara. Nic nie wsurasz nawet jak bedziesz walczyła sama , to nic ci nie da on tez musi tego chciec, no ale skoro on tego nie chce to to nie zmusisz go do tego.

Wiesz ja popadlam przez to w depresje bo nie widzialam nic poza nim , staralam sie zeby mu tylko dogodzic zeby bylo dobrze no ale przejzalam na oczy jak sobie uswiadomilam jaki jest naprawde , obserwowalam go przez bardzo dlugi czas jego wyzwiska mnie tak bolały ale dusilam to w sobie najgorsze jest to ze nie moge zniesc tego jak mozna byc takim prostakiem i po klotni po takim ponizaniu i obczernianiu mozna żadac od kobiety seksu i potrafil w tamtej chwili zmienic sie diametralnie byl slodki jak miod , no ale niestety zaparlam sie nie dalam mu tego co chcial i juz bylam ta najgorsza i znow napiecie powrocilo i znow klotnie itp.

Dlatego mowie ci postaw go przed faktem dokonanym zarzadaj ze chcesz separacji i tyle zobaczysz moze czy cos to zmieni.

Masz racje ze sama nic nie wskóra i musi zrobic cos co wstrzasnie mezem i zmieni swoje postepowanie.Musi z nim powaznie porozmawiac a jesli to nic nie da to kubel zimnej wody.Moze to cos da a jesli nie to ta walka nie ma sensu.Czasami jest tak ze jak sie postawi druga osobe przed faktem dokonanym to wtedy ta osoba sie zmienia wiec moze pojsc w tym kierunku.

7 Ostatnio edytowany przez TYTANika (2012-09-13 13:24:08)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Jestem kobietą szczerą do bólu... co na sercu to na języku.... powiedziałam w prost... w różnych formach... delikatnych sugestii, zaniepokojenia, wyraźny sygnał że ja takiego małżeństwa nie chcę, aż po ultimatum... dałam mu czas do przemyślenia i podjęcia decyzji i odpowiadających tej decyzji czynów i zachowań  i zapowiedziałam, że ja swoją decyzję podejmę na podstawie tego co zobaczę.

Ale się naooglądałam...fiu fiu fiu... klękajcie narody. Nic się nie zmieniło.

To też mnie boli że się tym nie przejął. Nie bierze poważnie mojej deklaracji że albo coś się zmieni albo rozstanie.

Mój mąż nie rzuca mi wyzwiskami, nie kłóci się w ogóle. Niczego ode mnie nie wymaga... tylko świętego spokoju. Jak o nic go nie proszę jest najszczęśliwszy...

To taki tym człowieka... ma 40 lat nie wiem czy to drzewo da się przesadzić.

Prawda jest taka że jestem prawie pewna, że gdybym kazała mu się wyprowadzić to nie starałby się niczego naprawić... nie wiem co by zrobił.... rodzice go nie przyjmą (pokłócił się z ojcem kilka lat temu).... w pracy go trzymają tylko ze względu na mojego ojca... a co jak ojciec przejdzie na emeryturę? Jeżelibyśmy się rozeszli to na 100% by go wylali. Jeżeli znowu mam przeżywać etap bezrobocia to ja w tej chwili bym wystąpiła o rozwód... już to przerabiałam... siedział całymi dniami w domu, nic nie robił tylko grał a ja w tym czasie studiowałam na 2 kierunkach i pracowałam jednocześnie.... wtedy pierwszy raz groził samobójstwem.

Gdybym go pogoniła to byłby jego koniec... tego tez się boję.

A terapia... nie wiem nie wyobrażam go sobie w tym...

8 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-13 13:32:01)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Tytanika! Moim zdaniem rozmowa nie pomoże, terapia małżeńska nie pomoże. Sama nie chcesz wojny, bo życie jest stabilne. Terapia nie pomoże.

Moja propozycja jest taka, abyś Ty, Ty i tylko Ty, spróbowała coś zrobić ze swoim życiem. Spróbuj żyć jakoś niezależnie od męża, jakby swoim życiem. Pomyśl -- jakby było po rozwodzie, gdybyś miała dzieci ze sobą, to co byś robiła? A czy możesz to robić już teraz a nie przechodzić przez horror rozwodu?

Przestań się gnębić sama, przestań namawiać męża na zabawy z dziećmi. Oczywiście możesz "mu kazać" aby coś zrobił, ale w zasadzie to spróbuj żyć tak, jakby męża nie było.

Koniecznie przeczytaj metodę 180 stopni: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=42077&p=3

Głowa do góry! Większość małżeństw jest do bani. Ludzie się nie szanują, zdradzają, krzywdzą.

Jak się tak od niego "odkleisz", to będzie próbował wyszarpać Ci trochę serca, energii życiowej. Na przykład właśnie groził samobójstwem. Nie przejmuj się tym. Musisz realizować swój plan -- swoje życie. Tak jakby go nie było.

9 Ostatnio edytowany przez TYTANika (2012-09-13 13:45:16)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
sam22 napisał/a:

Przestań się gnębić sama, przestań namawiać męża na zabawy z dziećmi. Oczywiście możesz "mu kazać" aby coś zrobił, ale w zasadzie to spróbuj żyć tak, jakby męża nie było.

OK, jeżeli chodzi o zacisze domowe i dzieci to jest dobre rozwiązanie... tyle że ja mam 30 lat... i pewne potrzeby.... co, mam się zakuć w celibat do końca życia? A może znaleźć sobie faceta, który zaakceptuje rolę kochanka zamężnej kobiety z dwójką dzieci, zaniedbywać dom i dzieci by ukryć to przed obcym w domu. Tyle że ja znam siebie....... zakocham się i będzie burdel... A na stare lata utknąć bez kochanej osoby obok siebie? Już teraz czuję się samotna... a co poczuję wtedy?
Jestem momentami zdesperowana... ale mam też sumienie... chociaż są chwilę że chciałabym nie mieć...

10

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Kochana kazda z nas ma swoje potrzeby , kazda kobieta ktora jest w podobnej sytuacji czuje sie osamotniona i jest jej wtedy bardzo żle, no ale cóż zrobic takie jest to życie .Musisz podjąc ostateczną decyzje zreszta nie jestes sama bo ja tez jestem zmuszona do pewnego wyboru zyciowego i tez mi jest z tym cholernie żle.

Moge powiedziec ze jestem na rozstaju dróg, życie z osoba pod jednym dachem która cię nie szanuje nie wspiera nie potrafi wysłuchac w najgorszych dla ciebie momentach to nie jest osoba ktora kocha , caly czas próbuje sobie wpoic w tą moją łepetynke lecz na próżno caly czas czlowiek sie łudzi a moze jednak sie zmieni ja potzrebowałabym chyba całego dnia żeby opisac cała swoją historie a niestety nie mam do tego cierpliwosci wole czytac to co inni pisza i zamiescisc swoje zdanie na dany temat.

Nie wiem co bym zrobiła na twoim miejscu , ale z pewnością napewno by mnie irytowalo jego lekceważace zachowanie przeciez tak nie mozna ży. Jestes mloda dasz sobie radę. A jest takie przyslowie ktore sie sprawdza w 100% starych drzew sie nie przesadza sad albo nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki. Ja weszlam kilkakrotnie i żałuje tego , ty też weszlas i z powrotem masz to samo albo i jeszcze gorzej .Tylko czlowiek który naprawde kocha i któremu naprawde zalezy to potrafi sie naprawde zmienic zapamiętaj:)

11 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-13 16:49:52)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Nie mówię, abyś z nim żyla do końca. Najpierw poukładaj sobie sprawy, a potem rozwód. Czasami ludzie najpierw rozpoczynają wojnę, a potem przychodzi refleksja "jak ja sobie teraz poradzę...", albo "czy ja dobrze robię prosząc o rozwód?".

To tylko moje drobne spostrzeżenie, ale skoro piszesz na forum to pewnie dlatego aby poznać innych opinie. Rozumiem, że masz 30 lat i chcesz miłości, a mąż spadł na dno...

"mam sumienie" więc toleruję lenia, drania, kogoś kto mnie nie szanuje, jestem gotowa się dla niego poświęcić. Czy tak rozumiesz "mam sumienie"? To jest fałszywa moralność. Prawdziwa jest taka, która nie wymaga poświęcenia. Zatem nie poświęcaj się. Przekieruj swoją drogę życia na nowe tory. Nie znaczy to że zanosisz papiery do sądu.

Metodę 180 stopni przeczytałaś? Zobaczysz jak zareaguje, gdy się zorientuje, że wasze łódki już płyną osobno, a Ty wcale nie trzymasz jego łódki przy swojej, oddalacie się od siebie, odpływasz w siną dal. I co on zrobi?

12

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Jestes mloda dasz sobie radę.

Tak...jeszcze jestem młoda... ale co z tego... nie umiem patrzeć w przyszłość... jestem na etapie użalania się nad swoją obecną sytuacją i opłakuję utracone lata...

13

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
sam22 napisał/a:

"mam sumienie" więc toleruję lenia, drania, kogoś kto mnie nie szanuje, jestem gotowa się dla niego poświęcić. Czy tak rozumiesz "mam sumienie"?

To o sumieniu odnosiło się do potencjalnej zdrady... ale jeżeli tak to przedstawiasz... to nabiera to innego sensu... i w sumie jest to dobra rada.

14 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-13 18:08:35)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:

Jestes mloda dasz sobie radę.

Tak...jeszcze jestem młoda... ale co z tego... nie umiem patrzeć w przyszłość... jestem na etapie użalania się nad swoją obecną sytuacją i opłakuję utracone lata...

No to jak chcesz zmienić życie jak nie chcesz na niego do przodu patrzeć? Dlaczego nie patrzysz w przyszłość? Kto powiedział, że poprzednie lata są stracone? Stracone, bo nie zerwałaś wcześniej a robisz się coraz starsza? Taka jest twoja obawa? A posiadanie dzieci to co? Też stracone lata? A radości z dziećmi? Nie żartuj. 30 lat to jesteś jeszcze młoda. Trzydziestki są obiektem pożądania.

Dobrze byłoby abyś kopnęła sama siebie w t*łek -- tak po wojskowemu -- i powiedziała sobie "do roboty nad swoją przyszłością". I mówię Ci to Tytanika przyjaźnie, a nie aby przykrość sprawić.




TYTANika napisał/a:
sam22 napisał/a:

"mam sumienie" więc toleruję lenia, drania, kogoś kto mnie nie szanuje, jestem gotowa się dla niego poświęcić. Czy tak rozumiesz "mam sumienie"?

To o sumieniu odnosiło się do potencjalnej zdrady... ale jeżeli tak to przedstawiasz... to nabiera to innego sensu... i w sumie jest to dobra rada.

Fałszywa moralność, którą wpaja się nam od kołyski, to jest "kult cierpienia", jakby cierpienie było cnotą. Ma to sens, aby ludzi tak zniewalać, ale na tej grupie tego nie dyskutujemy. Ludzie szukają szczęścia, to jest sens życia. Trzeba być szczęśliwym a nie cierpiącym. Poświęcanie się jest jednym z najgorszych grzechów, wykroczeń przeciwko sobie i innym. Jak się poświecasz to niszczysz siebie, a rozleniwiasz innych. Generujesz w ten sposób wiele nieszczęścia.

Ty jesteś kobietą zdradzoną z grami komputerowymi. Tam gdzie powinniście razem walczyć on wykazał się lenistwem. Pasożytuje na Tobie. I nie chodzi o to, abyś go teraz zaatakowała, zniszczyła w akcie zemsty. Czas po prostu iść swoją drogą w stronę szczęścia. Zdradę w sensie seksu lepiej rozpatrywać pod kątem ilości szczęścia lub nieszczęścia jakie wytworzysz. Jeśli skrzywdzisz męża albo siebie to nie rób tego.


Jestem wybuchowa... ale na Teutatesa, mój temperament ma wiele dobrych stron... może gdybym nie była ciągle w stresie i dołku psychicznym częściej by je było widać?

Czyli kierujesz się emocjami i niszczysz innych, mówisz przykre słowa. Nie rób tak. To brzmi tak samo jakby facet powiedział "No cóż -- miałem chwilę słabości i poszedlem na dziwki, ale gdyby nie miał tyle stresu to pewnie bym tego nie zrobił.".



Chodzi mi po głowie, że utknę w tym związku ludzi żyjących obok siebie do końca życia. A u kresu będę nieszczęśliwa, że nic z tym nie zrobiłam.

No cóż... wiele osób nigdy nie trafia na prawdziwą miłość. Ty jesteś wybuchowa, a mąż ma wszystko w d*pie. Mogłabyś zadbać o swoje szczęście. Bądź miła dla męża... nawet jeśli to trudne. Nie poświęcaj się dla męża.

15

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

sam22 przeczytałam tą metodę. To dobra metoda by poczuć się lepiej sam ze sobą... czasami uważniejszy obserwator zauważy że coś się dzieje... myślisz że zauważy to zza ekranu kompa?

Zastosuję ją ale dla siebie... nie sądzę by on cokolwiek zauważył.

No to jak chcesz zmienić życie jak nie chcesz na niego do przodu patrzeć? Dlaczego nie patrzysz w przyszłość?

Bo się boję najzwyczajniej w świecie... Bo przyszłość to decyzja... jakakolwiek by ona nie była... bo mam mętlik w głowie...

gdybym miała wszystko poukładane to bym podejmowała teraz akcję a nie dzieliła każdy włos na czworo.

A posiadanie dzieci to co? Też stracone lata? A radości z dziećmi? Nie żartuj.

dzieci są moją radością. To chyba jedyne czego nie osiągnęłabym bez niego...nie dali by mi ich...

ałszywa moralność, którą wpaja się nam od kołyski, to jest "kult cierpienia",

nie jestem męczennicą... nie idę za tym kultem... gdybym szła to bym w tej chwili nie zastanawiała się nad sensem życia i tym czego mi brak... tylko nie wiem obskakiwała mężusia kapciuszki, piweczko, czy inne pierdy...

16

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Czyli kierujesz się emocjami i niszczysz innych, mówisz przykre słowa. Nie rób tak. To brzmi tak samo jakby facet powiedział "No cóż -- miałem chwilę słabości i poszedlem na dziwki, ale gdyby nie miał tyle stresu to pewnie bym tego nie zrobił.".

hej to nie do końca tak, nikogo nie niszczę... niby mam się nie poświęcać a mam pokorna i milutka być? Mogę być nieobecna... ale hej nie wmówisz mi że tylko milkliwe i spolegliwe kobiety zasługują na szczęście.... emocjonalność, szaleńcza natura to nie to samo co nieuczciwość i zdrada... trochę mnie to zabolało. Moje wybuchy radości, namiętności i wesołości są równie intensywne jak gniewu czy złości....

17

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:

Czyli kierujesz się emocjami i niszczysz innych, mówisz przykre słowa. Nie rób tak. To brzmi tak samo jakby facet powiedział "No cóż -- miałem chwilę słabości i poszedlem na dziwki, ale gdyby nie miał tyle stresu to pewnie bym tego nie zrobił.".

hej to nie do końca tak, nikogo nie niszczę... niby mam się nie poświęcać a mam pokorna i milutka być? Mogę być nieobecna... ale hej nie wmówisz mi że tylko milkliwe i spolegliwe kobiety zasługują na szczęście.... emocjonalność, szaleńcza natura to nie to samo co nieuczciwość i zdrada... trochę mnie to zabolało. Moje wybuchy radości, namiętności i wesołości są równie intensywne jak gniewu czy złości....

Kochasz meza?Prawda?Chcialabys aby sie zmienil i byl kims na kim mozesz polegac.
Rozumiem Ciebie i wiem co teraz czujesz.Czasami jest tak ze jak sie kogos straci to wraca rozum do glowy i wtedy zaluje sie ze nie bylo sie kims innym.Czasami mozna to uratowac ale rowniez bywa tak ze nie ma czego ratowac.

18

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
zagubiony12345 napisał/a:

Kochasz meza?Prawda?Chcialabys aby sie zmienil i byl kims na kim mozesz polegac.
Rozumiem Ciebie i wiem co teraz czujesz.Czasami jest tak ze jak sie kogos straci to wraca rozum do glowy i wtedy zaluje sie ze nie bylo sie kims innym.Czasami mozna to uratowac ale rowniez bywa tak ze nie ma czego ratowac.

chciałabym by się zmienił i bym mogła na nim polegać.... czy go kocham? Co to w sumie znaczy... to nie etap motylków w brzuchu... po tylu latach miłość mierzy się inaczej tak? Zgraniem, wsparciem, poczuciem bezpieczeństwa, tym że się lubi z człowiekiem przebywać, spędzać czas, tym że się chce go słuchać i opowiadać mu, dumą (że się jest dumnym z człowieka), zaufaniem, wspólnymi planami na przyszłość...

19 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-13 19:29:03)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:

sam22 przeczytałam tą metodę. To dobra metoda by poczuć się lepiej sam ze sobą... czasami uważniejszy obserwator zauważy że coś się dzieje... myślisz że zauważy to zza ekranu kompa?

Kolację sam sobie robi? Majty sam sobie pierze? Jedna ze zdradzonych kobiet przed zdradą robiła kolacyjki, a po zdradzie czytała książkę i nie było kolacyjek. To jest właśnie metoda 180 stopni. Kobieta ta nie czytała książki aby pokazać mężowi swój pazur, ale dlatego, że dawniej robiła kolację, a to wymagało wysiłku, mobilizacji. Potem nie mobilizowała się -- po prostu robiła to, na co miała ochotę. Niezależnie od męża.



Bo się boję najzwyczajniej w świecie... Bo przyszłość to decyzja... jakakolwiek by ona nie była... bo mam mętlik w głowie... gdybym miała wszystko poukładane to bym podejmowała teraz akcję a nie dzieliła każdy włos na czworo.

A czy nie uważasz, że można zmienić swoje życie małymi kroczkami zamiast dramatyczną decyzją? Bardzo dobrze, że "dzielisz włos na czworo". Myślenie i świadome działanie jest dobre. W końcu rozwiązania same się pojawią. Ja też bardzo dużo myślę i nie przejmuję się tymi "supermenami", co szybko podejmują decyzję -- potem oglądam jak cierpią w życiu.



nie jestem męczennicą... nie idę za tym kultem... gdybym szła to bym w tej chwili nie zastanawiała się nad sensem życia i tym czego mi brak... tylko nie wiem obskakiwała mężusia kapciuszki, piweczko, czy inne pierdy...

No to super! Masz pracę, dzieci, jesteś zorganizowana. Z tego co napisałaś jesteś samodzielna, jesteś filarem tej rodziny. Jesteś w lepszej pozycji niż kobiety uzależnione od swoich mężów. W takim razie chyba masz wszystko co pozwoliłoby Ci iść w swoją stronę.



TYTANika napisał/a:

hej to nie do końca tak, nikogo nie niszczę... niby mam się nie poświęcać a mam pokorna i milutka być? Mogę być nieobecna... ale hej nie wmówisz mi że tylko milkliwe i spolegliwe kobiety zasługują na szczęście.... emocjonalność, szaleńcza natura to nie to samo co nieuczciwość i zdrada... trochę mnie to zabolało. Moje wybuchy radości, namiętności i wesołości są równie intensywne jak gniewu czy złości....

Przepraszam jeśli Cię uraziłem, ale może źle się zrozumieliśmy.

"gniewu czy zlości" -- tym możesz wyrządzać krzywdę. Żyj sobie na wysokim poziomie emocji! A jakże. Ja tylko mówię, abyś nie czyniła zła. Kobiety często kierowane emocjami ranią innych. Ja ze swoją żoną też nie mogę o wielu, wielu sprawach porozmawiać właśnie dlatego, że ona w emocjach mogłaby mnie niszczyć. Otwieram się przed nią a ona wbija nóż prosto w serce. 

Bycie pokorną i milutką, przymowanie ciosów i upokorzeń -- to jest poświęcanie się, czyli zło. Zadawanie ciosów i upokorzeń w ataku gniewu -- to też jest czyste zło. Obrona jest dobra -- trzeba się bronić. Milczenie czasem jest najlepszą obroną -- nie jest to wtedy tchórzostwo.

20

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

sam22 a ty myślisz ze ja lubię wpadać w złość? Żeby to chociaż sprawiało że się lepiej czuję, wyładowanie i od razu lepiej... w tej sytuacji już się nauczyłam że milczenie jest dla mnie wygodniejsze... jednak czasami jak zdusisz w sobie zbyt wiele to wybucha... nie masz nad tym większej kontroli....

Kobiety często kierowane emocjami ranią innych.

mogą ranić lub uszczęśliwiać... zależy od zanęty...

21

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Powodzenia Tytanika! Życzę Ci dobrych decyzji i otwartej głowy, mało nerwów, dużo szczęścia.

22

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Dzień dobry.

Wczoraj mąż wrócił z pracy i zajął się dziećmi, co prawda jak dzieciaki zasnęły znowu przyssał się do komputera a mnie olał, ale miałam 2h tylko dla siebie... potem okazało się że to dlatego, że dzisiaj wybiera się na imprezę do kolegi z pracy... coś za coś. Dzisiaj będę sama. Szkoda tylko, że wcześniej nic nie powiedział bo w ramach terapii wybieram się dzisiaj na zakupy - od poniedziałku wracam do cywilizacji trzeba wyglądać przyzwoicie... Musiałam do teściowej się poprzymilać by zajęła się dziećmi przez parę godzin.

Chciałam dzisiaj sobie zrobić dzień urody... manicure, pedicure, peeling, maseczka, długa kąpiel z olejkami, muzyczką relaksacyjną i świeczkami... ale syn mnie się rozchorował i zamiast w przedszkolu siedzi w domu... więc mam mniejsze pole manewru....

Ogólnie mam dużo lepszy nastrój... Może i nie rozwiążę problemu w 24h ale mogę na temat inaczej spojrzeć. Już to poprawia nastrój. To pewnie zasługa dyskusji o moim życiu z wami smile Dzięki.

23

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Dlaczego Ty jak dzieci śpią a on przy kompie nie wyjdziesz do knajpy z koleżanką nic mu nie mówiąc?
Kobieto pokłam trochę, ubierz się ładnie kilka razy, powiedz mu, że wychodzisz i wyjdź, choćby do spożywczaka za róg, do kosmetyczki, gdziekolwiek, zrób tak kilka razy nic mu nie tłumacząc. Po pewnym czasie zacznie docierać do jego mózgownicy, że coś nie halo.
Faceci maja konstrukcję cepa, on się nie domyśli co Ty chcesz, jeżeli rozmowy nic nie dają to zacznij działać.
Dlaczego wczoraj nie urwałaś się z domu jak on zaległ przy kompie, chociażby autem bez celu po mieście pojeździć?

24

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
twardogłowa napisał/a:

Dlaczego wczoraj nie urwałaś się z domu jak on zaległ przy kompie, chociażby autem bez celu po mieście pojeździć?

Tysiące powodów...jedne lepsze inne do bani:
- bo nastrój miałam do bani
- bo córka nie śpi spokojnie i jak się obudzi to ja muszę być bo tylko na mnie reaguje
- bo o 21szej nie chciało mi się już stroić
- bo dzisiaj mam zaplanowany wypad na zakupy
- bo wieczorem sama zasiadłam do swojego lapka
- bo było mi miło, że zafundował mi 2h spokoju bez dzieci
- bo przymierzałam ciuchy sprzed roku szukając czy mam wystarczająco wystrzałowe ciuchy do pracy
- bo mieszkam niby w stolicy ale takie zadupie, że bym po osiedlu musiała łazić
- bo padało
- bo oglądałam komedię romantyczną w TV
- bo po całym dniu uganiania się po domu byłam zbyt zmęczona
- bo poczatowałam sobie wczoraj ze starą znajomą z internetu
- bo nie umiem zwalczać ognia ogniem

Można tak w nieskończoność. Wczorajszy dzień dał mi sporo do myślenia. Zanim zacznę działać chcę mieć wszystko poukładane w głowie.... a wczoraj mąż mnie wybił z rytmu... niby fajnie bo zajął się dziećmi... ale z drugiej strony dalej mnie olewał... ale zajął się dziećmi... niby jego psi obowiązek i niby normalne że kochający tatusiowe przebywają ze swoimi dziećmi...ale to jednak jakaś miła odmiana u nas...

Od poniedziałku mój mąż idzie na tacierzyński... on będzie zawoził dzieciaki i odbierał z przedszkola, ona będzie musiał ugotować obiad, posprzątać, wyprać wyprasować itd.  Przy moich 10 miesiącach te 2 tygodnie niby pryszcz ale zobaczymy jak mu to wyjdzie... zobaczymy czy po powrocie do pracy będę miała co zjeść wink To też będzie jakiś sprawdzian... chociaż chemii między nami raczej nie odbuduje... ale może zrozumie mnie troszkę (o ile będzie podążał za wskazówkami a nie spędzi cały dzień przed komputerem).

25

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:

Wczoraj mąż wrócił z pracy i zajął się dziećmi, co prawda jak dzieciaki zasnęły znowu przyssał się do komputera a mnie olał, ale miałam 2h tylko dla siebie... potem okazało się że to dlatego, że dzisiaj wybiera się na imprezę do kolegi z pracy... coś za coś. Dzisiaj będę sama. Szkoda tylko, że wcześniej nic nie powiedział bo w ramach terapii wybieram się dzisiaj na zakupy - od poniedziałku wracam do cywilizacji trzeba wyglądać przyzwoicie... Musiałam do teściowej się poprzymilać by zajęła się dziećmi przez parę godzin.

Z tą teściową to trochę żenujące, bo nie jesteś wolna, a musisz się przed nią płaszczyć. Jest na to metoda -- zamiast płaszczyć, skręcać i przymilać zapłać jej. Forsy nie przyjmie to kup jej coś, czego sama sobie by nie kupiła -- najlepsze herbaty, likier, czekoladki, mydła. Najlepsze muszą być, aby nie pomyślała, że chcesz "jej gębę byle g*wn*m zatkać" (przepraszam za wulgaryzm, ale niektórzy tak mówią w moim otoczeniu). Nie chodzi o teściową, tylko o twoje samopoczucie. Dwie osoby będą zadowolone -- ona nie pomyśli, że się poświęca, abyś Ty do fryzjera chodziła, a Ty nie będziesz musiała być wdzięczna do końca świata.





Chciałam dzisiaj sobie zrobić dzień urody... manicure, pedicure, peeling, maseczka, długa kąpiel z olejkami, muzyczką relaksacyjną i świeczkami...

No i super! Tak trzymaj. W domu też trzeba ładnie wyglądać -- my z żoną trzymamy poziom. Żona najbardziej mi się NIE podoba, gdy jest zła. Jak w domu będziesz ładnie wyglądać, to jemu też takie wymaganie postaw. Jak jest brudas i nie dba o siebie, to Ci się nie podoba. Przed ślubem dbał o siebie i chesz, aby dalej to robił zamiast gapić się na czołgi w komputerze (bo rozumiem, że pornoli "redtube" nie ogląda, nagich zdjęć w "zbiorniku" nie umieszcza, nie umawia się w "odlotach" albo czatach). Jak tego nie zrobi, to jest totalny leń, w ogóle mu na Tobie nie zależy. Woli czołgi niż Ciebie.



ale syn mnie się rozchorował i zamiast w przedszkolu siedzi w domu... więc mam mniejsze pole manewru....

Leczymy dzieci chlorem, nie jedli antybiotyków od dawna:  http://www.mmsjimhumble.ubf.pl/viewpage.php?page_id=2 . Na początek trzeba przeczytać tę żółtą książkę.



Może i nie rozwiążę problemu w 24h ale mogę na temat inaczej spojrzeć.

Nie rozwiążesz problemu też w tydzień, miesiąc. Jak w dwa lata poukładasz sobie życie na nowo to będzie moim zdaniem dość szybko. Do czasu, gdy nie można dzieci samych zostawić w domu jest ciężko. Nie marnujesz czasu -- dzieci dorosną trochę, a Ty sobie życie poukładasz niezależnie od męża. Będziesz totalnie samodzielna. Może wtedy mąż się weźmie za siebie, choć w to wątpię.

26 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-09-14 10:19:25)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Jemu się  nie chciało ruszyć z przed laptopka bo:
-gra była ciekawa,
-wolał przeglądać strony z dziewczynami
-nie zaproponowałaś nic ciekawego,
-olałaś go jak zwykle wieczorem
-gdyby cię zaczepił to posypałyby się kazania, wyrzuty,
-na dworze lało a on ma niskie ciśnienie
-dobija go marazm i zastój w waszym związku,
-nie ma ochoty na zmiany bo myśli, że nic to nie da
-jesteś przewidywalna do bólu
-zmęczył się dziećmi
-odżywia się niezdrowo powodując ociężałość organizmu,
-znów masz na sobie piżamę, której nie znosi,
-nie odpowiada mu zapach twojego balsamu po kąpieli/czy mydła jak wolisz
-boi się zmian
-w swoim świecie czuje się bezpiecznie
-nie ma powodu, pretekstu aby coś zmieniać
-stałaś się kwoką domową chuchającą tylko  na dzieci
-zagubiłaś zmysłowość kochanki
-męczą go księżniczki na szczycie wieży
-chciałby abyś niespodziewanie przy laptopie zrobiła mu laskę
-ale wie, że na to nie pójdziesz
-marzy o szalonym seksie  z sąsiadką z pod piątki
-chciałby w nocy uciec autem do lasu na seks
-ale go zakrzyczysz
-chciałby zobaczyć jak sprzątasz nago
-ale ty wolisz rozciągnięty ten beżowy dres
-
-
-
-
-
-
-
pisać dalej? rozumiesz?
Powyżej podałaś swoje powody,
ja podałam jego, resztę możesz  sobie od myślników dopisać

Nie pisałam tego złośliwie,
każdy kij ma dwa końce, każda strona ma swoje racje. Być może on o tych samych problemach rozmawia z kumplem przy piwie?

27 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-14 10:21:20)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:
twardogłowa napisał/a:

Dlaczego wczoraj nie urwałaś się z domu jak on zaległ przy kompie, chociażby autem bez celu po mieście pojeździć?

Tysiące powodów...jedne lepsze inne do bani:
....- bo córka nie śpi spokojnie i jak się obudzi to ja muszę być bo tylko na mnie reaguje

Tak! Problem jest z dziećmi dopóki nie mogą zostać w domu przez parę godzin.


Mój syn budził się w nocy z wrzaskiem jakby mu operację bez znieczulenia robili i trudno było go wybić z transu -- najpierw brałem go na zimną podłogę i się uspokajał, a po jakimś czasie budziłem go jak tylko szybciej oddychał. Jakoś to przetrwaliśmy i teraz śpi dobrze.



niby fajnie bo zajął się dziećmi... mąż idzie na tacierzyński... będę miała co zjeść ... nie spędzi cały dzień przed komputerem

Jak nie ugotuje to kupisz pizzę do domu. Pewnie spędzi cały dzień przy komputerze -- puści dzieciom bajki, albo będzie grał a tylko doglądał, czy się nie zabiją. Och! Jak wspaniale -- dwa tygodnie grania w czołgi! Pewnie zaliczy parę ważnych misji. Dzieci w szkole, żona w pracy -- to pewnie będą najwspanialsze chwile przed ekranem.



twardogłowa -- tę listę zrobiłaś jakby za mnie smile też takie powody bym wypisał

28 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-09-14 10:37:23)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
sam22 napisał/a:
TYTANika napisał/a:
twardogłowa napisał/a:

Dlaczego wczoraj nie urwałaś się z domu jak on zaległ przy kompie, chociażby autem bez celu po mieście pojeździć?

Tysiące powodów...jedne lepsze inne do bani:
....- bo córka nie śpi spokojnie i jak się obudzi to ja muszę być bo tylko na mnie reaguje

Tak! Problem jest z dziećmi dopóki nie mogą zostać w domu przez parę godzin.


Mój syn budził się w nocy z wrzaskiem jakby mu operację bez znieczulenia robili i trudno było go wybić z transu -- najpierw brałem go na zimną podłogę i się uspokajał, a po jakimś czasie budziłem go jak tylko szybciej oddychał. Jakoś to przetrwaliśmy i teraz śpi dobrze.



niby fajnie bo zajął się dziećmi... mąż idzie na tacierzyński... będę miała co zjeść ... nie spędzi cały dzień przed komputerem

Jak nie ugotuje to kupisz pizzę do domu. Pewnie spędzi cały dzień przy komputerze -- puści dzieciom bajki, albo będzie grał a tylko doglądał, czy się nie zabiją. Och! Jak wspaniale -- dwa tygodnie grania w czołgi! Pewnie zaliczy parę ważnych misji. Dzieci w szkole, żona w pracy -- to pewnie będą najwspanialsze chwile przed ekranem.



twardogłowa -- tę listę zrobiłaś jakby za mnie smile też takie powody bym wypisał

Nawet nie wiem jak to nazwać, chyba najlepsze określenie to osiadnięcie na laurach ale jednak wymaganie nowości od drugiej strony. To tak jak: chcę zmian ale niech wyjdą od ciebie, ja mam zbyt dużo honoru w sobie aby zacząć, ja tylko będę wymagać...
A z budzącym się dzieckiem w nocy: moja prze kilka miesięcy budziła się z wrzaskiem w nocy, nie można było ani jej uspokoić ani obudzić, pomagało tylko światło i mokra zimna ścierka na oczy.
   Okazało się, że córka oglądała zbyt emocjonalnie nastawiające bajki przed snem(powinny być spokojne), nie była wyciszana przed pójściem spać, jadła ciężkostrawne potrawy przed snem; parówki z keczupem, frytki, czipsy,  za dużo chemii w pożywieniu przed snem, szczególnie utrwalacze w pokarmach.
Sprawdź co dajesz dziecku jeść, o której godzinie, jakie bajki ogląda i tym podobne rzeczy.

A listę można mnożyć i mnożyć z dwóch stron.
Ja swojego w nocy porywam w szlafrokach na hotdoga na stację BP, nad ranem zrywam go do lasu aby poczuł zapach rosy. Jedziemy nad morze 150 km tylko po to aby napić się kawy, kupiłam mu bilety na MMA, porwałam do opery(chociaż jej nie znosi ale wytrwał), pogoniłam na ryby, które uwielbia łowić ale nie chciało mu się ruszyć tyłka.
Robiłaś to kiedyś?
Dzieci nad ranem twardo śpią.
Trzeba zacząć działać, nie oczekiwać na działania drugiej strony.

29

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

sam22...młody też nie je antybiotyków... domowe sposoby... ale do przedszkola posłać go nie mogłam....

twardogłowa - pewnie masz rację...on pewnie też mógłby wynaleźć setki wymówek dlaczego jest tak a nie inaczej. Chętnie bym ich posłuchała gdyby to był typ który rozmawia... ale nie rozmawia... więc nie wiem co mu nie pasi...

30

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:

sam22...młody też nie je antybiotyków... domowe sposoby... ale do przedszkola posłać go nie mogłam....

twardogłowa - pewnie masz rację...on pewnie też mógłby wynaleźć setki wymówek dlaczego jest tak a nie inaczej. Chętnie bym ich posłuchała gdyby to był typ który rozmawia... ale nie rozmawia... więc nie wiem co mu nie pasi...

Dziewczyno zrozum to w końcu:
i nie będzie rozmawiał bo nie widzi ku temu powodów teraz,
jak sama zaczniesz od zmian to on dołączy do ciebie a wtedy jest większa szansa na rozwiązanie języka.
Facet to nie filozof, gaduła, orator.
To konstrukcja cepa, prosty: czarno-białe, podaj, zrób, powiedz wprost, w laptopie ma wszystko na kliknięcie, u ciebie nie, a po co ma się starać SKORO TERAZ NIE MA KU TEMU POWODÓW, wpadł w codzienny marazm.

31

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
twardogłowa napisał/a:

Nawet nie wiem jak to nazwać, chyba najlepsze określenie to osiadnięcie na laurach ale jednak wymaganie nowości od drugiej strony. To tak jak: chcę zmian ale niech wyjdą od ciebie, ja mam zbyt dużo honoru w sobie aby zacząć, ja tylko będę wymagać...


A z budzącym się dzieckiem w nocy: moja prze kilka miesięcy budziła się z wrzaskiem w nocy, nie można było ani jej uspokoić ani obudzić, pomagało tylko światło i mokra zimna ścierka na oczy.
   Okazało się, że córka oglądała zbyt emocjonalnie nastawiające bajki przed snem(powinny być spokojne), nie była wyciszana przed pójściem spać, jadła ciężkostrawne potrawy przed snem; parówki z keczupem, frytki, czipsy,  za dużo chemii w pożywieniu przed snem, szczególnie utrwalacze w pokarmach.
Sprawdź co dajesz dziecku jeść, o której godzinie, jakie bajki ogląda i tym podobne rzeczy.

co co dziecka... nie próbowałam ścierki..ale spróbuję.

Niestety paróweczki przed snem rządzą...ewentualnie zapiekanki.
Ale keczup mamy domowej roboty więc bez chemii.

Co do tej listy i tej pierwszej części wypowiedzi (o honorze i wymaganiach) - tzn wg was unoszę się honorem i wymagam nie dając nic od siebie?

32

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:
twardogłowa napisał/a:

Nawet nie wiem jak to nazwać, chyba najlepsze określenie to osiadnięcie na laurach ale jednak wymaganie nowości od drugiej strony. To tak jak: chcę zmian ale niech wyjdą od ciebie, ja mam zbyt dużo honoru w sobie aby zacząć, ja tylko będę wymagać...


A z budzącym się dzieckiem w nocy: moja prze kilka miesięcy budziła się z wrzaskiem w nocy, nie można było ani jej uspokoić ani obudzić, pomagało tylko światło i mokra zimna ścierka na oczy.
   Okazało się, że córka oglądała zbyt emocjonalnie nastawiające bajki przed snem(powinny być spokojne), nie była wyciszana przed pójściem spać, jadła ciężkostrawne potrawy przed snem; parówki z keczupem, frytki, czipsy,  za dużo chemii w pożywieniu przed snem, szczególnie utrwalacze w pokarmach.
Sprawdź co dajesz dziecku jeść, o której godzinie, jakie bajki ogląda i tym podobne rzeczy.

co co dziecka... nie próbowałam ścierki..ale spróbuję.

Niestety paróweczki przed snem rządzą...ewentualnie zapiekanki.
Ale keczup mamy domowej roboty więc bez chemii.

Co do tej listy i tej pierwszej części wypowiedzi (o honorze i wymaganiach) - tzn wg was unoszę się honorem i wymagam nie dając nic od siebie?

Nie kochanie, może nie honorem
Ty coś chcesz, on tego nie rozumie, tak się nie dogadacie, pokaż mu, że można żyć inaczej, zaskocz go, i nie tylko jeden raz, niech to trwa a on dołączy.
Poszukaj co może źle dziecko nastrajać przed snem, może słodycze? może zbyt pachnące mydło, płyt do kąpieli?(śmieszne ale prawdziwe), poczytaj składniki potraw, może ulepszacze w chlebie czy bułce?
Koniecznie włącz światło w nocy jak dziecko się budzi. Musi być jakiś powód, nie ma siły.

33

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
twardogłowa napisał/a:

Nie kochanie, może nie honorem
Ty coś chcesz, on tego nie rozumie, tak się nie dogadacie, pokaż mu, że można żyć inaczej, zaskocz go, i nie tylko jeden raz, niech to trwa a on dołączy.

Ależ ja próbowałam... organizowałam wypady, parę razy załatwiłam, że dzieci spały u moiich rodziców byśmy mieli dom tylko dla siebie i mogli poszaleć, kupiłam kilka lightowych erotycznych gadżetów by pobudzić sypialniane ekscesy... kurcze nawet zafundowałam sobie fryzurkę intymną (mimo iz mam bardzo wrażliwą skórę i potem miałam prze kilka dni kłopoty).
Owszem on lubi być zaskakiwany... ale problem lezy w tym, że jak ja niczego nie zorganizuję to on widzi tylko laptopa... potem pomyślałam, że może za często to organizuje i on nie czuje potrzeby... w końcu coś sie dzieje... tak? Więc przystopowałam... Efekt...zero seksu, zero czuości, zero aktywności tylko komputer.

twardogłowa napisał/a:

Poszukaj co może źle dziecko nastrajać przed snem, może słodycze? może zbyt pachnące mydło, płyt do kąpieli?(śmieszne ale prawdziwe), poczytaj składniki potraw, może ulepszacze w chlebie czy bułce?
Koniecznie włącz światło w nocy jak dziecko się budzi. Musi być jakiś powód, nie ma siły.

Dzieciaki śpią przy świetle (dwie lampki jedna większa i jeden ledlight chociaż go nie widać Młoda lubi go).


sam22 napisał/a:

Pewnie spędzi cały dzień przy komputerze -- puści dzieciom bajki, albo będzie grał a tylko doglądał, czy się nie zabiją. Och! Jak wspaniale -- dwa tygodnie grania w czołgi! Pewnie zaliczy parę ważnych misji. Dzieci w szkole, żona w pracy -- to pewnie będą najwspanialsze chwile przed ekranem.

Nie kracz!!!! tongue

34

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:
sam22 napisał/a:

Pewnie spędzi cały dzień przy komputerze -- puści dzieciom bajki, albo będzie grał a tylko doglądał, czy się nie zabiją. Och! Jak wspaniale -- dwa tygodnie grania w czołgi! Pewnie zaliczy parę ważnych misji. Dzieci w szkole, żona w pracy -- to pewnie będą najwspanialsze chwile przed ekranem.

Nie kracz!!!! tongue

Wbrew pozorom to dobra rada. Twój mąż się nie sprawdzi, wszystko będzie do bani, będziesz zła, dzieci niezadbane. Tak po prostu będzie.

PS. A jak będzie lepiej niż napisałem, to tylko się ucieszysz, prawda? A jak będziesz myśleć, że będzie super, to zawiedziesz się na mężu. Lepiej się cieszyć niż zawieść. Zwłaszcza, że on ma pewnie niejedną tajną misję tymi czołgami do wykonania...

35

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Dzieciaki chodzą do przedszkola więc przynajmniej do 15tej będą miały jakieś atrakcje niezamknięte w szklanym pudle... Poza tym teściowa poratuje... pewnie ona będzie gotować obiadki (mieszkają 500m od nas więc ugotuje i podrzuci)....

Jednak dałam radę zrobić dzień SPA... bez świec i muzyki relaksującej i bez wylegiwania w wannie ale  za to z zakatarzonym 5latkiem bardzo zainteresowanym tym, że jajka służą nie tylko do jedzenia big_smile
od miesięcy nie czułam sie tak wypielęgnowana...

36 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-14 16:12:48)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:

Jednak dałam radę zrobić dzień SPA... od miesięcy nie czułam sie tak wypielęgnowana...

Uwielbiam jak żona jest wypielęgnowana smile. Dzisiaj sprawiasz wrażenie szczęśliwej.

Może twoje małżeństwo nie jest tak tragicznie złe, że trzeba rozwodu. Znam parę kobiet, które mają mężów ciapy -- nie znajdą pracy, nie zaopiekują się dziećmi, narobili długów, bawią się w jakieś hobby niby-pracę... Kobiety biorą życie w swoje ręce, żyją niezależnie, dbają o siebie. Po kryjomu w głębi serca martwią się, że źle wybrały towarzysza życia. Rozwieść się ciężko, bo dzieci, bo dom, bo kredyt, bo mieszkanie, bo firma.

Czasem zastanawiam się, czy większą zdradą jest przygodny seks, czy postępowanie mężów, którzy wprawdzie nie zdradzają seksualnie, ale mają wszystko w d*p*e. A czy kobieta traktowana tak przez męża nie może iść na kawę z kolegą? A zakochać się? A iść do łóżka? Pewnie już przerabiałaś takie scenariusze... i tutaj nie jest problemem sumienie, ale powstaje pytanie ile nieszczęścia takim zachowaniem wyrządzisz -- czy nic, czy dużo.

37 Ostatnio edytowany przez TYTANika (2012-09-14 19:45:19)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

sam22 jestem szczęśliwsza bo zrobiłam coś dla siebie...bo wracam do pracy.... do ludzi....
Jestem szczęśliwsza bo mam plan, dzięki któremu czuję, że znów mam kontrolę nad swoim życiem.
Jestem szczęśliwsza bo wiem, że nie wariuję, że nie uroiłam sobie niezdrowej sytuacji w naszym domu, że nie szukam dziury w całym.
Jestem szczęśliwsza bo na mojej półce w szafie pysznią się nowiutkie leviski smile

Co z tego, że mój mąż się nie zmienił. Ważne, że ja jestem spokojniejsza, wiem czego chcę i jak to osiągnąć.

Takie dołki jak ten, które mnie tu sprowadziły zdarzają się czasami... rzadziej niż częściej... z natury jestem hm... silniejsza...
Nie twierdzę, że za jakiś czas znowu poczuję się bezradna i bezsilna wobec życia i znowu poużalam się nad sobą. Kto wie... może wtedy też ktoś mi da wojskowego kopniaka w zadek. Też mi powie, żebym się ogarnęła...

Za dwa dni znów będę sobą... robiącą karierę silną kobietą... a nie kurą domową, dla której wyzwaniem intelektualnym jest wybór między rosołem a pomidorową, i która ryczy nad deską do prasowania, że życie jest do doopy.

A i jeszcze jestem szczęśliwsza bo stara koleżanka która odcięła się ode mnie po moim ślubie (mój małżonek nie trawił moich przyjaciółek i był dla nich mega wredny... do dziś żałuję, że bardziej kategorycznie go nie ustawiłam w tej kwestii) zgodziła się odnowić kontakty pod warunkiem, że nie będzie musiała się spotykać z moim mężem.

38

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Spokojnie dziewczyno smile Minęło trochę ponad 24 godziny a ty z nastojem jak sinusoida. Jutro dołek ?
Poszukiwanie własnego szczęścia (może on je znalazł ? ) to zdecydowany plus. Tylko będąc w związku zaczyna być egoizmem i pewnie początkiem końca. A te 180 stopni to ciekawa rzecz ale jedna z wielu. I niekoniecznie musi się sprawdzić. Pamiętaj o tym.
Spróbuj z ta terapią. Faceta masz przedziwnego to fakt ale czemu nie spróbować.
O zdradzie nie myśl bo to nie kwestia "nieszczęścia" tylko zwykłej uczciwości. Chcesz to pogoń faceta i wtedy zdrady nie będzie.
I daj wam jakiś czas, ustal jakąś granicę "walki". Potem już tylko decyzja twardej baby smile

39

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

klarek... nie mam zamiaru zdradzać.
A że nastrój mi się waha... wolę dzisiejsze nastawienie od wczorajszego...

Co nam powie terapeuta? Że trudno nam się odnaleźć w nowej sytuacji? Że przez 8 lat małżeństwa byliśmy tylko we dwoje i teraz nie umiemy pogodzić związku z rodzicielstwem? Że lata leczenia zabiły naszą spontaniczność? Że latami żyliśmy idyllicznym marzeniem...wszystko poświęciliśmy by się spełniło a jak się spełniło to czujemy się oszukani że tej idylli nie ma? Że podświadomie obwiniamy się o to że leczenie nie poskutkowało? Że mąż czuje się niepełnowartościowy jako mężczyzna w związku ze swoją bezpłodnością? Że mąż czuje się gorszy w związku z tym że żona zarabia więcej, robi karierę a jemu się to nie udaje? Że żona wyzbywszy się kompleksów młodości i stawszy się pewniejszą siebie kobietą uważa że zasługuje na więcej? Że mąż ma kompleksy?

Wszystko przerobiliśmy. Wszystkiego jesteśmy świadomi. Co jeszcze terapia może nam objawić?

40

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

tytanika -- ja też tutaj przyszedłem z dołem... z dołem seksualnym. Teraz czuję się dobrze. Powodzenia Ci życzę, choć widzę, że wszystko u Ciebie na dobrej drodze.

41

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

No i pierwszy dzień tacierzyńskiego za nim....

ALe od początku... w przypływie optymistyczniejszego humoru w sobotę pogadałam z nim... nie tylko mówiłam co mi się nie podoba ale wyciągałam co nie podoba się jemu... zrobiłam domowej roboty test... oboje te same pytania i wymieniliśmy się potem odpowiedziami... zaskoczyło mnie, że na większość pytań myślimy podobnie... poczułam się lepiej.

Dzisiaj mój pierwszy dzień w pracy... wracam... godzina 18ta... obiadu nie ma... w domu sajgon... dzieciaki głodne bo wczoraj wieczorem ugotowałam tylko zupę na dzisiaj... nie tak to sobie wyobrażałam... ale mąż jęczał, że on sobie nie wyobrażał, że to tak wygląda... że dzieciaki takie absorbujące....zawiodłam się bo jednak znalazł 2h na komputer a nie wpadł nawet na twórczy pomysł do zadzwonienia do swojej matki która mieszka 300m od nas by mu pomogła z obiadem... ale zobaczymy co będzie jutro....

42

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Powodzenia tytanica. I twoja rodzinko- powodzenia.
Mogę zapytać jakie duże dzieci adopfowaliscie? Rodzeństwo?

43

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Tytanika -- będzie tak jak mówiłem, czyli komputerek bez obiadu.

Moja propoyzcja -- z tej twojej pracy kupuj im obiady, bo męża i tak nie zreformujesz.

44

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

End_andaluzja dzięki... adoptowaliśmy rodzeństwo w wieku 2 i 4 lata (teraz 3 i 5)

sam22 od dzisiaj już oboje w przedszkolu więc zjedzą normalnie...

Wczoraj w nocy strasznie się pokłóciłam z mężem.... spoliczkowałam go nawet...pierwszy raz w życiu.... właściwie to kłótnia była potem....
Córka jak pisałam nie śpi w nocy dobrze... wczoraj miała jedną z cięższych nocy... nie chciała spać u siebie nie chciała spać u nas nie chciała być sama i nie chciała być na rękach...... i tak do 3 w nocy.... w końcu postawiłam ja na podłodze i pytam po kolei co chce... czy pić, czy boli, czy na ręce czy do mojego łóżka... a ona coraz głośniej... w końcu mąż zerwał się z łóżka i cały trzęsąc się z wściekłości leciał do niej z łapami... nie mogłam pozwolić by ją uderzył lub się z nią szarpał... złapałam go za koszulkę by go powstrzymać więc zaczął mi się wyrywać... wtedy cała frustracja minionych miesięcy i obecnej nocy przekuła się we wściekłość na niego... nie dość że sobie nie radzi, że nas zaniedbuje to jeszcze traci nad sobą panowanie... i mu dałam w twarz i kazałam wyp****lać.... przy dziecku... młodą położyłam do łóżka... uspokoiła się... a ja nie mogłam spać przez resztę nocy... jestem skonana i czuję się podle... rano mąż wykazał łaskawe zrozumienie mojego czynu i zapewnił mnie że wszystko w porządku...

Ale czy to jest w porządku? Wspomniałam potem, że może naprawdę powinniśmy odpocząć od siebie i zastanowić sie oddzielnie nad naszym małżeństwem... powiedział, że porozmawiamy o tym na spokojnie...

tracę nad tym kontrolę... dzisiaj sinusoida leci w dół.

45 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-18 10:25:51)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Co do lęków nocnych -- może weź córkę do siebie do łóżka i budź ją od razu jak tylko zacznie nerwowo oddychać. Ja tak z synem robiłem. Przeszło w wieku 8 lat. Może to UFO, może duchy, może dużo wrażeń... niech sobie każdy wierzy w co chce. Aby go wyrwać z transu brałem go na zimne flizy i przy pełnym świetle -- kilkanaście minut i przeszło. Nie da się rozmawiać, nie da się nawiązać kontaktu, trzeba czekać. Teraz dodatkowo śpi pod kamerą... może to chore, ale nie budzi się w nocy. Dziecko gdy mu przejdzie nie pamięta co się z nim działo. Rano nawet nie pamięta przebudzenia.

Twojemu mężowi się nie dziwię -- jest słaby i nie wytrzymał. Jeśli już powiedziałaś mężowi o "odpoczęciu od siebie" to dobrze byłoby to zrealizować. Warto od siebie odpocząć. Nie martw się, że walnęłaś go w twarz -- on tak samo potrzebował się ocknąć jak twoje dziecko.

46 Ostatnio edytowany przez TYTANika (2012-09-18 10:32:17)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

sam próbowałam wszystkiego... światło duże...światło małe... wczoraj ją wilgotną ściereczką okładałam.... śpi najczęściej z nami (przychodzi tak w połowie nocy)... to frustrujące... ale aż tak hardcorowe noce zdażają się rzadko... co kilka tygodni... zazwyczaj wystarczy wstać, wziąść na ręce przytulić, ponosić chwilkę, potem coś zanucić.... wczoraj byuł hardcore...

może odreagowywała to, że nie ja ją z przedszkola odebrałam... nie wiem... zobaczymy...

bardziej mnie gnębią inne wydarzenia nocy...

sam22 napisał/a:

Jeśli już powiedziałaś mężowi o "odpoczęciu od siebie" to dobrze byłoby to zrealizować. Warto od siebie odpocząć.

teraz to on ma tacierzyński... mam muzafundować 2 tygodnie wolnego? To czas który co do zasady powinien spędzić z dziećmi.

Poza tym... do tej pory zawsze uważałam że rozstanie/separacja byłaby kluczem do szczęścia...do odzyskania siebie. Teraz jestem zbyt przytłoczona smutkiem nad naszą sytuacją... BOJĘ SIĘ.

sam22 napisał/a:

Nie martw się, że walnęłaś go w twarz -- on tak samo potrzebował się ocknąć jak twoje dziecko.

Tak... a potem będzie, że przemoc domowa w wykonaniu żony... nigdy nikogo nie uderzyłam... moja ręka sama to zrobiła... bez zastanowienia... myślenie nie brało w tym udziału. Boże...ale ze mnie hetera.

47 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-19 00:34:03)

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?
TYTANika napisał/a:

Teraz jestem zbyt przytłoczona smutkiem nad naszą sytuacją... BOJĘ SIĘ.

Wyglądasz na samodzielną -- to mąż powinien się bać.

Jeśli uważasz, że część twojego serca jest martwa w tym małżeństwie, to może ta część pokocha kogoś innego. Nazwą to zdradą... tak, tak... Powiedzą "najpierw zakończ stare zanim zaczniesz nowe"...

Pracuj, pracuj Tytanika. Wg pewnych wierzeń, praca, którą wykonujesz przysparza szczęścia innym i potem to szcżęście wraca do człowieka. I bynajmniej nie chodzi tylko o pracę zarobkową, ale pracę na rzecz szczęścia swoich dzieci również. Ble.... chyba trochę za bardzo filozofuję, choć w tej filozofii "wojskowy kopniak" ma uznanie.

48

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Przeczytałam wszystko jeszcze raz. Doszłam do wniosku, że sama nie wiem czego chcę.
Raz tak raz siak.

Ostatnio dużo czytałam innych wątków. Rozmyślałam też o moim bracie który rozwodzi się już drugi raz (z 1 żoną miał dziecko, z 2 żoną dwójkę a teraz ma młoddą laseczkę)... i tak sobie rozmyślam... jak łatwo zrujnować zycie sobie i ludziom z którymi się żyje... często pochopne decyzje mają skutki tak przeolbrzymie, że trudno potem sobie z nimi poradzić.

Jaka jest prawda? Jestem zołzą... spragnioną miłości i szczęścia, zaniedbaną i trochę znudzoną i sfrustrowaną żoną. Napisałam, że poszłam do ołtarza tak szybko bo sie bałam samotności...bo byłam zakompleksiona... i wiecie co? Dalej jestem. Gdybym nie była to bym nie myślała o szczęściu które dopiero może mnie spotkać. Gdybym była tak pewna siebie za jaką chcę uchodzić wzięłabym się za siebie i zaczęła walczyć o szczęście, które może być bardziej realne niż hipotetyczna szczęśliwa przyszłość bez mojego obecnego męża u boku jakiegoś obcego faceta.

Jednak dobrze zrobiłam, że to przyszłam. Zwerbalizowanie tych wszystkich odczuć... poczytanie o uczuciach i doświadczeniach innych złożyło się w jakiś spójny obraz.

Powalczę o to małżeństwo. Wczoraj cały dzień się zadręczałam tym wybuchem nocnym... pogadałam z mężem. Jak zwykle był do bólu zgodny... ale to dało mi dla odmiany nadzieję... że da się coś naprawić.

49

Odp: Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

wróciłam...2 miesiące spokoju umysłu i znowu czuję się jak w rozssypce........ niewiele się poprawiło w mojej sytuacji..... mąż dalej ucieka do neta w każdej wolnej chwili... dalej nie mamy seksu...... w dodatku ostatnio cały czas "kłocimy się" o jego kontakty z 5letnim synem..... jak mu zwróciłam uwagę to powiedział, że on sie stara ale cały czas czuje że to nie jego syn - obcy..... Młody jest spragniony akceptacji przez ostatnie 5 lat nie miał nikogo..... a mąż nie odezwie się do niego bez irytacji, złości, zniecierpliwienia....serce mi się kraje..... a odkąd powiedział że on czuje że to nie jego to jakby złamał mi serce..... oczywiście że nie jego..... ale tez i nie moje tak? Ale ja chcę żeby był mój... i moje serce kocha tak jakby był mój...  nie wyobrażam sobie, żeby Młody wyrósł na szczęśliwe dziecko wiedząc o swojej adopcji i czując brak kceptacji mojego męża...... chyba już lepiej żeby tego ojca w ogóle nie było......

jest źle...... od tygodnia chodzę zdołowana... i jestem przerażona.... boje siępodjąc decyzję...ale boję się też jej nie podejmować....

Posty [ 50 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Gdy wspólne marzenie nie jest tym wspólnym-Rozwód po 9 latach?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024