Moja historia jest zakręcona i w gruncie rzeczy obrzydliwa. Mój mężczyzna wyjechał za granicę, a ja przyjechałam na parę tygodni w rodzinne strony. Na jednej z imprez spotkałam swoją wielką, pierwszą miłość. Dodam, że mój obecny partner miał być lekarstwem na tego "spotkanego na imprezie". Do tej pory, czyli przez 4 lata, nie mieliśmy jakoś okazji porozmawiać, a tu nagle- bum! Pojawił się, wróciły wspomnienia, dawne emocje, zaskoczyła mnie jego życzliwość. Wszystko to w połączeniu z alkoholem doprowadziło nas do jego sypialni. Sytuacja powtórzyła się już trzykrotnie, nie mam nawet wyrzutów sumienia i nie mogę przestać o nim myśleć. Zakochałam się. Mam wrażenie, że oboje znaczymy dla siebie więcej niż "znajomi na jedną noc" czy tylko do łóżka. Żadne z nas nie zapytało o nr tel. Omijałam szerokim łukiem ten temat, bo wiem, że pisałabym i dzwoniła jak głupia. Mimo, że każde spotkanie to również kilka przegadanych ze sobą, niepostrzeżenie mijających godzin. Którejś nocy podziękował mi za to, że jestem. Nikt nie dziękował mi nigdy za seks.
Moje pytanie brzmi czy jest sens? Czy mam podstawy twierdzić, że coś dla niego znaczę? Może nie przejmować się tym tak bardzo? Może to tylko moje złudzenia? Może wziąłby ten nr i odezwał się w tygodniu? W końcu moglibyśmy spotkać się jakoś potajemnie? Do tej pory ustalaliśmy gdzie imprezujemy, żeby wylądować w jednym miejscu. Może on po prostu boi się okazać uczucia? Albo jestem tylko łatwą zdobyczą?
Kobiety postarajcie się mnie nie oceniać. Nie mogę się uwolnić od myśli o nim, a jednocześnie boje się zrobić jakiś krok i wiem, że nie mam żadnych praw w takiej sytuacji.