Witajcie,
Jestem w piątym miesiącu ciąży.
W zeszłym tyg dowiedzieliśmy się, że na nasza córka urodzi się z małą wadą fizyczną. To w zasadzie tylko kosmetyka, ale dla mojego Pana pojawiła się jakaś skaza. Jego wiecznie piękne i nieskazitelne życie legło w gruzach. Tak mi się przynajmniej wydaje... Ale od początku.
Nie znaliśmy się specjalnie długo przed moim zajściem w ciąże. Świadomym zajściem... Oboje tego chcieliśmy.
Na początku szok! Jak to możliwe, że tak szybko i bez problemu nam się udało. Chciałam tego dziecka! On chyba jednak nie do końca.
Niedługo po wiadomości, że zostaniemy rodzicami zaczęły się problemy. Zaczął mi uświadamiać, że nie jest gotowy i nie będzie w stanie zapewnić nam tego czy owego... Pomyślałam : przejdzie mu. Większość mężczyzn podobno tak reaguje. Przeszło. Pojawiła się chęć wspólnego życia i wychowywania malucha.
Jakiś czas później znowu ucieczka i powrót do siebie. Mieszkamy w innych miastach. Ciągłe huśtawki nastroju.
Tak kocham Cię i chce, żebyśmy byli rodziną. No wiesz... musimy pogodzić się z myślą, że kiedyś pojawią się osoby trzecie... mogę np mieć dziecko z kimś innym i będziesz musiała to zaakceptować. Później znowu LOVE.
Myślałam, ze zwariuje! Zaraz dylematy czy zamieszkać razem, czy może będzie dojeżdżał w weekendy.
To ja miałam zostawić mieszkanie, prace, znajomych i psa byleby on był zadowolony no i oczywiście byśmy mogli budować nasze relacje. Jeździłam do niego. Spędzałam z nim parę tyg. Moja praca na to pozwala. Jego natomiast od rana do wieczora i do tego czasami jeszcze weekendy. U siebie czy u niego i tak byłam sama.
Przez ostatnie tyg bardzo się zmienił. Zrobił się kochającym, tęskniącym partnerem i tatusiem. Naprawdę się starał. Czułam to na każdym kroku. Nawet wtedy kiedy musiał wyjeżdżać na pare dni za granice.
Tydzień temu drugie USG genetyczne. Jest dziewczynka! I mały problem na buzi ![]()
Pocieszał, całował, stawał na głowie, żeby zobaczyli ją najlepsi specjaliści w PL. Amniopunkcja awaryjnie. Czekam na wyniki.
W dniu w którym trzeci z lekarzy powiedział, że mała jest śliczna i zdrowa...oczywiście poza powyższym "problemem" mój "kochany" znalazł byle pretekst by się obrazić. Strzelić tzw focha.
Nie rozmawiamy ze sobą od tyg. Przestało go interesować moje zdrowie, życie itp.
Wspólnemu znajomemu powiedział, że muszę się zmienić bo z tego nic nie będzie no i oczywiście on nie ma zamiaru się odzywać. Nadmienię, że byłam w trakcie pakowania i przeprowadzki do jego miasta.
Dzisiaj rozmawiałam z rodzicami. Mam ten komfort, że mogę na nich liczyć. Nie wiem czy już nie czas wdrążyć plan B i zacząć przygotowywać sobie życie pod nas dwie.
Mała ciągle się rusza. Wiem, że wyczuwa mój niepokój i ciągły żal.
Nie wiem co robić. Jak dobrze postąpić dla dobra przede wszystkim dziecka?