Czytam posty i sie zastanawiam. Dlaczego wiele kobiet czuje sie w pelni tylko i tylko kiedy sa w zwiazku z mezczyzna? Nie chodzi mi o przyjaznie ale o takie romantyczne powiazania. Czy dziewczyna nie moze byc szczesliwa ze soba albo w zwiazku, ale w ktorym ma swoja niezaleznosc?
2 2012-09-07 08:48:24 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-09-07 10:14:08)
...
3 2012-09-07 08:53:48 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-07 09:00:11)
Myślę sobie, że niezależność człowieka, bo nie dotyczy to wyłącznie kobiet, zależy od sposobu wychowania. Zgodnie jednak z Twoją sugestią, skoncentruję się na niezależności lub zależności kobiet.
Jak wygląda tradycyjne, typowe, wychowanie dziewczynek?
Sporo uwag dotyczących tego, co dziewczynce "wypada" robić.
Sporo zakazów pod hasłem: "grzeczne dziewczynki tego nie robią", a pod owym wyrazem "tego" kryje się posiadanie i prezentowanie własnego zdania, sprzeciw czy buntowanie się przeciwko nakazom i zakazom, udowadnianie swoich racji.
Sporo nagradzania zachowania podporządkowanego, zależnego.
Sporo zaprzeczania przeżywanym przez nich uczuciom, w stylu: "Nie płacz, przecież nic się nie stało".
Sporo modelowania przez inne, już dorosłe ofiary takiego sposoby wychowania. W jego trakcie dziewczynki słyszą zatroskane uwagi innych kobiet "Jak Ty sobie bez niego dasz radę?" lub "No, wreszcie ma chłopaka!". Dziewczynki widzą też zachowanie swych matek, ciotek, sąsiadek, koleżanek matek. Jakie to zachowanie? Choćby takie: nakładanie na talerz mężczyźnie jako pierwszej osobie, czekanie z głównym posiłkiem na powrót mężczyzny do domu, postępowanie zgodnie ze zdaniem mężczyzny (mimo swego innego zdania), itd.
Sporo podświadomego przekazu w książkach (zaczynając od książeczek dla kilkuletnich dzieci, przez podręczniki szkolne, do całej sentymentalno-romansowej literatury nazwanej "kobiecą").
Sporo takiej informacji, działającej obok świadomości, w mediach (reklamy, które wykorzystują ciało kobiety, ukazują sylwetki bez twarzy lub też fragmenty ciała), filmach (często pokazujące stereotypową i rodzinę, i kobietę).
Sporo pytań skierowanych pod adresem dorastającej kobiety typu: "Kiedy wyjdziesz za mąż?" i inne, w których na plan pierwszy przebija się przekaz "kobieta bez mężczyzny jest osobą niepełnowartościową, wybrakowaną".
Wyliczać kolejne przykłady takiego sposobu wychowania? Dam sobie spokój.
I tytułowe pytanie wątku "Czy kobiety nie mogą być bardziej niezależne?"
Mogą. I są często. Jednak takie ich zachowanie jest niezgodne ze stereotypem. I są one często oceniane negatywnie, jako mało kobiece, zbuntowane, gruboskórne, niewrażliwe, itd.
4 2012-09-07 09:41:41 Ostatnio edytowany przez NiobeXXX (2012-09-07 09:55:06)
Nic dodać nic ująć Wielokropku- podsumowałaś idealnie.
Możemy być bardziej niezależne, tylko że żyjemy w społeczeństwie zero-jedynkowym, gdzie rządzą stereotypy- kobieta jest albo kurą domową - pracuje zawodowo ale cały ciężar prowadzenia domu i wychowania dzieci spada na nią, mąż jest rodzaje dekoracji domowej - jak fikus i przynosi wypłate do domu, na tym kończy sie jego rola a kobieta haruje na 2 etatach.
Drugi model- kobieta robiąca kariera- sama, wieć pewnie coś z nią jest nie tak, nie ma dzieci wiec egoistka, zimna suka.
Ja właśnie, sama się nad tym zastanawiałam, całkiem niedawno rozstałam się z mężczyzną no i cóż podłamałam się trochę, czuje się gorsza, inni mają a ja znowu sama ![]()
Społeczeństwo samo wywiera na nas presje długo byłam sama i ciągle tylko słyszałam masz kogoś ? mogłabyś już sobie kogoś znaleźć. itp tym samym czułam się gorsza, i wręcz się tego wstydziłam że nie mam faceta i gdy w końcu się pojawił snułam plany, był dla mnie idealnym kandydatem na męża wręcz już planowałam nasze życie za 10 lat.. i nie wyobrażałam sobie, że to nie on mógłby być tym jedynym a tu kiszka bo się rozstaliśmy, teraz boli jak jasna cholera a ja się zastanawiam czy ja bardziej tęsknie za nim czy za tym statusem " zajęta" i teraz nie wiem czy jak chciałam walczyć to nie chciałam bardziej dlatego żeby nie zostać samą czy dlatego, że mi na nim zależało.
Dobrze, że teraz to zauważyłam, nie bardzo wiem jak mam zabrać się za poukładanie tego wszystkiego, ale mam nadzieje, że małymi kroczkami uda mi się z tego wyjść i wiem, że dopiero wtedy wejdę w nowy związek
twardogłowa pisałaś, że w przeszłości też miałaś taki problem jak sobie z tym poradziłaś ?
przyłączam się do zdania Wielokropka, od cholery tych powinnaś, musisz , nie wypada itp, trudno potem przedrzeć się przez ten mur zbudowany we wczesnym dzieciństwie ale na szczęście są kobiety którym się udaje
mają swój wewnętrzny" dom" w którym każdy pokój ma inny wystrój i do czego innego służy i tylko jeden z nich nawet sporego metrażu jest przeznaczany na mężczyznę ale nie cała chałupa jak pisała K. Miller i dzięki temu jak z facetem nie wyjdzie to bierzemy się za remont tego jednego pokoju a nie całego domu.
A ja uważam, że każdy człowiek w pewien sposób nie jest całkiem spełniony póki nie jest w związku, czytałam o tym artykuł, że ludzie którzy wręcz pozują na szczęśliwych singli to są w głębi ducha bardzo samotni, bo świat w dużej mierze ich odrzuca, przez co stwarzają się pewne ograniczenia w życiu. Wiele nawet sławnych osób wypowiadało się, ze przychodzą wtedy takie momenty, że człowiek nie ma nawet ochoty iść rano po chleb, bo przecież nie ma nawet z kim zjeść tego śniadania, a czasem nie ma po co wstać z łóżka.
Człowiek jest stworzony do życia z ludźmi.
Ale do rzeczy, oczywiście można będąc samemu tworzyć swoją niezależność, ale czasem ma się więcej motywacji by stać się niezależną/niezależnym w pewien sposób, aby utrzymać swoją autonomie, ma się dopiero w związku.
Znam ludzi którzy idealnie to połączyli, i nie potrzebują być sami by czuć się samodzielni, a szczęśliwi są ze sobą.
Ja np. lubię czuć trochę niezależności, nie lubię być skazana na kogoś, chociaż kiedy ktoś oferuje pomoc czuje się z tym miło, ale sama o nią prosić nie umiem zbytnio, bo wtedy czuje się źle. W moim przypadku, moje ja, moja osobowość rozkwita dopiero mając drugą osobę ![]()
A ja uważam, że każdy człowiek w pewien sposób nie jest całkiem spełniony póki nie jest w związku, czytałam o tym artykuł, że ludzie którzy wręcz pozują na szczęśliwych singli to są w głębi ducha bardzo samotni, bo świat w dużej mierze ich odrzuca, przez co stwarzają się pewne ograniczenia w życiu. Wiele nawet sławnych osób wypowiadało się, ze przychodzą wtedy takie momenty, że człowiek nie ma nawet ochoty iść rano po chleb, bo przecież nie ma nawet z kim zjeść tego śniadania, a czasem nie ma po co wstać z łóżka.
Człowiek jest stworzony do życia z ludźmi.
Ale do rzeczy, oczywiście można będąc samemu tworzyć swoją niezależność, ale czasem ma się więcej motywacji by stać się niezależną/niezależnym w pewien sposób, aby utrzymać swoją autonomie, ma się dopiero w związku.
Znam ludzi którzy idealnie to połączyli, i nie potrzebują być sami by czuć się samodzielni, a szczęśliwi są ze sobą.Ja np. lubię czuć trochę niezależności, nie lubię być skazana na kogoś, chociaż kiedy ktoś oferuje pomoc czuje się z tym miło, ale sama o nią prosić nie umiem zbytnio, bo wtedy czuje się źle. W moim przypadku, moje ja, moja osobowość rozkwita dopiero mając drugą osobę
Chciałam to samo napisać. Myślę, że każdy potrzebuje drugiej osoby, czułości, bliskości, związku, ale to nie oznacza od razu, że kobieta nie jest niezależna. To czy będzie niezależna czy nie, zależy od niej samej, od jej podejścia.
Znam związki/małżeństwa gdzie kobiety są cholernie zależne od swoich ukochanych.. Wszystko robią, bo "on". Już się z przyjaciółką nie spotkam sama, bo zawsze jest partner.. No chyba że akurat jego nie ma w domu to owszem może wyjść do mnie, ale jak pan "M" będzie to już od niego zależy co ona będzie robić a co nie.. I ona sama tak pozwala, po prostu sama chce być mu podporządkowana. Bo misio nie będzie sam w domu siedział, bo musi misiowi "podać obiad", bo może misio będzie chciał pojechać na zakupy. Misio o wszystkim decyduje. Tego nie lubię.
Ale myślę, że takie związki nie zdarzają się często...
Znam związki/małżeństwa gdzie kobiety są cholernie zależne od swoich ukochanych.. Wszystko robią, bo "on". Już się z przyjaciółką nie spotkam sama, bo zawsze jest partner..
A ja nie znoszę takich bab. Jak mi koleżanka wlecze za sobą faceta na umówione spotkanie ze mną (oczywiście nie zapowiadając wcześniej, że zamierza go przywlec), to mnie szlag trafia. Podobnie wtedy, kiedy po godzinie/dwóch siedzenia ze mną (nadal mówię o umówionym wcześniej spotkaniu) mówi, że musi już iść, bo umówiła się z "misiem"... Dość szybko tracę zainteresowanie takimi osobami, chyba że ewentualnie polubię "misia" i nie przeszkadza mi widywanie się także z nim. Niemniej - zależnym kobietom zdecydowanie NIE! ![]()
Osobiście czułam się bardzo dobrze jako singielka (oczywiście pomijam okres "odchorowywania" rozstania). Nie czułam najmniejszej potrzeby pchania się w byle jaki związek, byle tylko kogoś mieć, w ogóle zresztą nie odczuwałam potrzeby bycia w związku. Spotykałam się wtedy z kilkoma mężczyznami na niezobowiązujące randki, imprezowałam ze znajomymi korzystając z tego, że nikt mnie nie wypytuje ile wypiłam i z kim się bawiłam. Teraz, będąc ponownie w związku, na pewno mam mniej tej "wolności", ale również nie podporządkowuję się całkowicie swojemu partnerowi. Naturalną dla nas obojga rzeczą jest to, że już nie spotykamy się na randkach z innymi, nie flirtujemy, nie znikamy na imprezach na całą noc bez zapowiedzi, to wynika ze zwykłego szacunku do siebie nawzajem. Jednak dajemy sobie tyle wolności, by każde z nas mogło spotkać się ze swoimi znajomymi na dowolną ilość czasu bądź pójść na imprezę bez drugiego. Nie wyobrażam sobie też wyzysku domowego w postaci zrzucania wszystkich obowiązków domowych na jedną osobę. Co do wychowania - na pewno ma ono duże znaczenie, ja zostałam wychowana przez bardzo niezależną, samotną matkę i nigdy nie miałam ciągot do zależności.
To co napisała cytrusowa jest świetne gdy nasz cały świat nie opiera się na mężczyźnie potem gdy nasze drogi się rozchodzą jest nam łatwiej bo tylko część naszego świata została zachwiana, ale nadal jesteśmy w stanie sobie radzić, ale właśnie jak to rozgraniczyć, gdzie jest ta granica między samym Ja a Nami, jak znaleźć taka swoistą równowagę, żeby nie przesadzić ani w jedną ani druga stronę. Jeśli kogoś kocham to naturalne jest to, że chce spędzać z nim czas i jak się w tym nie zatracić.
Kami90 zgadzam się z Tobą człowiek z natury nie został stworzony do życia w pojedynkę. Zycie samemu na dłuższą metę staje się uciążliwe bo czy nie miła jest świadomość, że jest ktoś kto kocha i tęskni?
Społeczeństwo piętnuje trochę ludzi samotnych albo singli, bo gdy w gronie znajomych jest kilka par i jedna osoba samotna to nie uczestniczy ona w życiu towarzyskim bo nie czuje się komfortowo w takiej sytuacji, samemu można iść na spacer raz drugi trzeci, ale w końcu chciało by się iść z kimś i nie koniecznie z koleżanką.
Dlatego pytanie do netkobiet którym to się udaje jak to rozgraniczyć jak mieć ten zdrowy rozsądek?
Zgadzam sie z wypowiedzią Wielokropka, ale tylko częściowo.
Poza tym uważam, że przestało to już być zjawiskiem tak powszechnym jak powiedzmy 50 lat wstecz.
Najlepiej widać to w moim otoczeniu. Wśród wielu osób spotykam w większości osoby niezależne. W zasadzie powinnam napisać: kobiety niezależne, bo mężczyźni od dawna swoją niezależność mają.
Dotyczy to zarówno kobiet w związkach, jak i singielek. Fakt, że większość to kobiety z wyższym wykształceniem, a to zdecydowanie przekłada się na wyższą świadomość. Nie chcę nikogo urazić, ale z moich obserwacji wynika, że studia pozwalają na szerszą perspektywę. Taka generalizacja jest konieczna żeby opisać to zjawisko (bo oczywiście nie każda kobieta z wyższym wykształceniem jest kobietą "świadomą", a nie każda, której brak studiów jest podporządkowana komuś lub czemuś).
Czy wychowanie wpływa na świadomość? Oczywiście, że tak. Ale dalej każdy człowiek wybiera własną drogę, czasem zgodną z wychowaniem, a czasem nie.
Ja wychowałam się w tradycyjnej rodzinie, gdzie podział ról na męskie i żeńskie (między Rodzicami) był wyraźny. Niemniej jednak zawsze traktowano mnie i brata na równi (no, prawie na równi).
Mój mąż wychowany był też w podobnej rodzinie, z tym, że ojciec był (jest nadal) osobą dominującą i zdecydowanie preferowano syna, a nie córkę ( w zakresie powinności, obowiązków domowych etc).
Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji ( po takim wychowaniu) nie może sie udać związek partnerski. Nic bardziej mylnego. Tworzymy związek już długo i każde z nas jest na tyle niezależne na ile to jest możliwe w małżeństwie. Oboje wiemy, że bez tego, to drugie nie byłoby w pełni szczęśliwe. Pozostawiamy sobie pole na własne życie towarzyskie, zawodowe itd. Każde z nas ma osiągnięcia w swoich zawodach. Mój mąż jest domatorem i pasjonatem swojej pracy, zaś ja, oprócz pracy zawodowej, znajduję wiele innych pól dla swojej aktywności. A wszystko razem godzimy z obowiązkami domowymi i wychowaniem dzieci. Zatem wychowanie nas kształtowało, ale ostateczny kształt nadaliśmy sobie sami.
Co do głównego pytania tego wątku, to mam wrażenie, że oprócz (wspomnianego przez Wielokropka) wychowania, wykształcenia, na własną pozycję dla kobiety ma wpływ jej samoocena. Jeśli jest niska to próbuje ją podnieść (w oczach własnych i innych) poprzez bycie w związku. Często byle jakim, aby tylko był mężczyzna obok. Przy takim podejściu to już mały krok do "równi pochyłej". Robi się wszystko aby mężczyzna był zadowolony (nie kobieta ma być zadowolona, tylko mężczyzna) i aby nie odszedł. Paradoksalnie, często właśnie z takich związków niektórzy mężczyźni uciekają.
Dlatego pytanie do netkobiet którym to się udaje jak to rozgraniczyć jak mieć ten zdrowy rozsądek?
Wydaje mi się, że przede wszystkim trzeba lubić i umieć spędzać czas samej ze sobą. Ja bardzo lubię te wieczory, kiedy mojego faceta nie ma w domu - wtedy albo leżę z książką, albo nadrabiam zaległości w tym, na co nie mam z reguły czasu, albo piszę... albo zamykam się w łazience i oddaję pielęgnacji ciała, na którą zazwyczaj nie mogę sobie pozwolić ze względu na "pospiesz się, muszę do toalety" dobiegające zza drzwi
po prostu rozkoszuję się ciszą i czasem dla samej siebie. Dzięki temu nie ograniczam mojego faceta (ja nie jestem super towarzyska, mamy oddzielnych znajomych, więc jeśli on chce się z kimś spotkać to nikt mu nie marudzi), nie nudzę się bez niego i nie uwieszam na nim jak bluszcz. Wobec tego, podpierając się własnym przykładem, mogę powiedzieć: trzeba umieć organizować sobie czas wolny tak, by nie uzależniać się od obecności tej drugiej osoby. Trzeba być... no... egoistą ![]()
To co napisała cytrusowa jest świetne gdy nasz cały świat nie opiera się na mężczyźnie potem gdy nasze drogi się rozchodzą jest nam łatwiej bo tylko część naszego świata została zachwiana, ale nadal jesteśmy w stanie sobie radzić, ale właśnie jak to rozgraniczyć, gdzie jest ta granica między samym Ja a Nami, jak znaleźć taka swoistą równowagę, żeby nie przesadzić ani w jedną ani druga stronę. Jeśli kogoś kocham to naturalne jest to, że chce spędzać z nim czas i jak się w tym nie zatracić.
Świetnie postawiony problem.
Właśnie chodzi o równowagę między: Ja a Nami.
Jednej recepty nie ma. W każdym związku ta granica będzie przebiegać gdzie indziej. Ale granica jest, trzeba tylko ją dostrzec i "bronić". Przez obie strony.
Co do postrzegania singli przez społeczeństwo to mam wrażenie, że też wiele się na tym polu zmieniło. Przynajmniej w moim otoczeniu nikt już o samotnej kobiecie nie powie "stara panna" i jeżeli osoba samotna ( z wyboru lub z przyczyn losowych) jest interesującą to nie narzeka na brak zainteresowania otoczenia, brak zaproszeń w życiu towarzyskim czy zawodowym itd.
Trzeba być... no... egoistą
Właśnie. Trochę "zdrowego" egoizmu jest w związku potrzebne.
babieniedogodzisz wydaje mi się ,że piszesz o tym pierwszym (początkowym) okresie związku kiedy się lgnie do siebie i najchętniej chciałoby się całe dnie spędzać z tą drugą osobą to w takim przypadku dla mnie jest zupełnie naturalne że spędza się ze swoim ukochanym dużo czasu, nie da się okresu fascynacji i zauroczenia przeżywać "podręcznikowo" więc tutaj nie ma co sobie wyliczać jakiegoś czasu spędzonego razem;-p prawdopodobnie wymuszą rozłąkę pozostałe obowiązki ; np.praca, dom itp a z czasem fascynacja ta odczuwana fizycznie ;-p - mija i w normalnym rytmie wraca się do siebie i wtedy moim zdaniem można dokonywać szeregu wyborów, min. dotyczących tego jak się chce spędzać swoje życie, w oparciu o jakie wartości, czy będzie to tylko związek czy też związek i inne dziedziny życia, i tak w mojej ocenie wygląda kobieta niezależna która potrafi a przede wszystkim chce się realizować na wielu płaszczyznach życia i robi to w zgodzie ze sobą.
Czytam i myślę sobie,że ja to w ogóle jak facet prawie jestem-z racji zawodu który wykonuję i
oczywiście
bycia matką tzw.2 w jednym.Jakoś nie wyobrażam sobie innego życia,oczywiscie napotykam sie z
dyskryminacją obojga płci,ale przyznam,ze poza tym doskonale czuje się jako niezależna kobieta i mam
gdzieś co myśla inni skoro mi jest tak dobrze.
Tez prawda,że czasem jest sie samotną ,ale jak wszystko,z czasem to mija.
luc,
Fakt teraz kobieta przed albo po 30 spełniająca się zawodowo nie jest nazywana starą panną, ale i tak społeczeństwo to piętnuje, tak się złożyło, że od dłuższego czasu jestem sama ( z krótką przerwą) i ciągle tylko słyszałam, kiedy sobie w końcu kogoś znajdziesz, potrzebny Ci facet, dlaczego nikogo nie masz, w kółko te same drażniące po pewnym czasie pytania, i w końcu zaczęłam się tego wstydzić i czułam się gorsza, że nie mam nikogo.
Nie mogę jakoś specjalnie narzekać na brak zainteresowania ze strony otoczenia, ale jak idą gdzieś 3 pary i ja to uwierz, nie czuje się z tym komfortowo,
gdy planowane są jakies wypady za miasto imprezy, czy cokolwiek innego to są to wypady "parami"
i osoby samotne też z tego rezygnują bo nie jest fajne patrzeć na czułość innych gdy Ty siedzisz i jesteś sam tak z perspektywy kobiety.
I gdy w końcu pojawił się ten odpowiedni facet to chciałam z tego korzystać i się trochę w tym zatraciłam a zobaczyłam to dopiero po rozstaniu, bardzo bolesnym skąd inąd.
Można być samemu, ale na dłuższą mete ta samotność zaczyna być uciążliwa.
cytrusowa,
Mówie o początku związku jak i późniejszym, na początku spędza się dużo czasu razem, ale jak się w tym nie zatracić inaczej spojrzy na to kobieta która jest w związku, a inaczej długodystansowa singielka,( mowa tu nie o miesiącach, ale czasami o latach) która w końcu przestaje być sama. Jak znaleźć sposób na tą równowagę, bo jak zatracę się w tym na początku to potem już równia pochyła centrum mojego świata staje się facet i potem ciężko już to zmienić. I nieświadomie albo podświadomie przystosowuje się do niego i jego potrzeb.
Można być szczęśliwym samym ze sobą, ale tak na 100% człowiek spełniony jest dopiero w związku, tak jak to napisała Kami90
Babieniedogodzisz - wydaje mi się, że to zależy od środowiska (wrażliwości osób stanowiących go). W moim nikt nie zadaje tak idiotycznych (bo są idiotyczne) pytań. Bez względu na to czy kobieta jest samotna z wyboru (wielka rzadkość, nawet jak ktoś tak deklaruje) czy z przyczyn losowych, takie pytania są najoględniej rzecz ujmując, niedelikatne.
Z tych samych przyczyn gdy w towarzystwie par znajduje się samotna kobieta, reszta osób stara się nie eksponować swoich relacji związkowych (np. czułości). Kwestia taktu i wrażliwości.
Czytam posty i sie zastanawiam. Dlaczego wiele kobiet czuje sie w pelni tylko i tylko kiedy sa w zwiazku z mezczyzna? Nie chodzi mi o przyjaznie ale o takie romantyczne powiazania. Czy dziewczyna nie moze byc szczesliwa ze soba albo w zwiazku, ale w ktorym ma swoja niezaleznosc?
Bardzo dobry temat na Zołzy ! ![]()
Moje przedmówczynie powiązały ta kwestię: problem z niemożnością bycia niezależną, bez faceta, ze stereotypami wpajanymi od dzieciństwa-i ja się w pełni zgadzam.
Plus: na pewno jest w nas tęsknota za byciem kochanym, dzieleniem się swiatem z drugim człowiekiem, ale Droga Adlernewman, wejdź tylko na wątek http://www.netkobiety.pl/t42712.html pt "ciche dni w związku", a zobaczysz jak kobieta radzi kobiecie JAK ZAGOSPODAROWAĆ SOBIE CZAS GDY JEGO NIE MA OBOK. Zacytuję Ci conieco:
>>>>Blair zająć się sobą. Schować gdzieś telefon i najlepiej wyłączać smile Nie mówię,żeby od razu szukać jakiegoś hobby ( a może i jakieś masz wink ) ale sprawić sobie dla siebie jakieś małe przyjemności. Wyjść na spacer,na rower,do kina, do siłowni,na basen,zrobić sobie w domu małe spa smile ugotować coś dobrego,obejrzeć jakiś film,poczytać jakaś dobra książkę a może dla relaksu napić się kieliszek winka big_smile.
>>>>zauważyłam, że my kobiety chciałybyśmy, aby facet był naszym odbiciem. Że jeżeli my dzwonimy, piszemy co minute to żeby oni robili tak samo. a jak nie robią to już sobie wkręcamy akcję, że nie kocha itd. No tak zauważyć to a zmienić podejście to dwie różne rzeczy...
I masz odpowiedź! To jeszcze JAKOŚ można zrozumiec bo dziewczyny są młode (20-22 l.) gorzej gdy taka sytuacja ma miejsce gdy są mężatkami i mają więcej lat.
Osobiście czuje się bardzo kompletna i zadowolona z życia, chociaż nie mam stałego partnera
Żyje tak jak lubię, spędzam czas jak lubię i... nie muszę szukać kompromisów... ![]()
Zdecydowanie większy kłopot z moim stanem "cywilnym" ma otoczenie. Standardem jest użalanie się nade mną i moim "biednym" losem samotnej kobiety
Na nic tłumaczenia, że w moim przypadku współczucie jest zupełnie zbędne. Inni wiedzą lepiej ! Przecież tylko tak mówię, bo w głębi serca na pewno czuję coś innego...
Czasami tracę cierpliwość, kiedy ktoś wyjątkowo natrętnie przenosi na mnie swoje lęki...
Żyjemy w kulturze, w której same wybieramy sobie partnerów, nie musimy pytać się o pozwolenie na wyjście z domu, itp.
Z drugiej strony taka totalna "niezależność" granicząca z samowolą/egoizmem kończy się często rozpadem związku i "przymusową" niezależnością, bo trzeba się samemu utrzymać, czasem również zapracować na dzieci.
Świadomie zdecydowałam się na związek - czasem ja "słucham" jego, czasem on mnie, a czasem robimy coś po swojemu. Nie wydaje mi się, by związek należałoby analizować w kategorii nie/zależności. Decydując się na związek oddaje się trochę swojej przestrzeni życiowej partnerowi, ale zyskuje się coś od partnera.
Niezależności to coś, co jest dalej - mogę zerwać ten związek i gdybym to zrobiła, to poradziłabym sobie. Problem pojawia się wtedy, gdy osoba chciałaby coś zmienić, ale pojawiają się te ograniczenia (kulturowe, finansowe, emocjonalne, itd). Nie może rzucić męża, bo gdzie będzie mieszkać, skąd brać pieniądze, albo przeraża ją wyobrażenie - jak sobie poradzi bez mężczyzny.
Myślę, że każdy człowiek powinien dążyć w kierunku niezależności, świadomych wyborów, ale nie koniecznie musi być to w konflikcie z codziennym życiem - jeżeli komuś jest dobrze być singlem/żoną, czemu nie?
Myślę sobie, że niezależność człowieka, bo nie dotyczy to wyłącznie kobiet, zależy od sposobu wychowania. Zgodnie jednak z Twoją sugestią, skoncentruję się na niezależności lub zależności kobiet.
Jak wygląda tradycyjne, typowe, wychowanie dziewczynek?
Sporo uwag dotyczących tego, co dziewczynce "wypada" robić.
Sporo zakazów pod hasłem: "grzeczne dziewczynki tego nie robią", a pod owym wyrazem "tego" kryje się posiadanie i prezentowanie własnego zdania, sprzeciw czy buntowanie się przeciwko nakazom i zakazom, udowadnianie swoich racji.
Sporo nagradzania zachowania podporządkowanego, zależnego.
Sporo zaprzeczania przeżywanym przez nich uczuciom, w stylu: "Nie płacz, przecież nic się nie stało".
Sporo modelowania przez inne, już dorosłe ofiary takiego sposoby wychowania. W jego trakcie dziewczynki słyszą zatroskane uwagi innych kobiet "Jak Ty sobie bez niego dasz radę?" lub "No, wreszcie ma chłopaka!". Dziewczynki widzą też zachowanie swych matek, ciotek, sąsiadek, koleżanek matek. Jakie to zachowanie? Choćby takie: nakładanie na talerz mężczyźnie jako pierwszej osobie, czekanie z głównym posiłkiem na powrót mężczyzny do domu, postępowanie zgodnie ze zdaniem mężczyzny (mimo swego innego zdania), itd.
Sporo podświadomego przekazu w książkach (zaczynając od książeczek dla kilkuletnich dzieci, przez podręczniki szkolne, do całej sentymentalno-romansowej literatury nazwanej "kobiecą").
Sporo takiej informacji, działającej obok świadomości, w mediach (reklamy, które wykorzystują ciało kobiety, ukazują sylwetki bez twarzy lub też fragmenty ciała), filmach (często pokazujące stereotypową i rodzinę, i kobietę).
Sporo pytań skierowanych pod adresem dorastającej kobiety typu: "Kiedy wyjdziesz za mąż?" i inne, w których na plan pierwszy przebija się przekaz "kobieta bez mężczyzny jest osobą niepełnowartościową, wybrakowaną".Wyliczać kolejne przykłady takiego sposobu wychowania? Dam sobie spokój.
I tytułowe pytanie wątku "Czy kobiety nie mogą być bardziej niezależne?"
Mogą. I są często. Jednak takie ich zachowanie jest niezgodne ze stereotypem. I są one często oceniane negatywnie, jako mało kobiece, zbuntowane, gruboskórne, niewrażliwe, itd.
Dolacze do fanklubu ![]()
Z powyzszym sie nie ma co klocic bo to jest prawda ![]()
Ktora corke rodzice zachecali do wspinania sie na drzewa albo kupili chociaz jedna zabawke w formie samochodu?
Ktorej corce rodzice mowili ze jak cie chlopak uderzy to oddaj mu mocniej?
Chlopcom folguje sie tez bardziej. Mali chlopcy ganiajac sie po domu wrzeszcza w nieboglosy, corkom sie mowi: "dziewczynki zachowuja sie cicho". Kupuje sie dziewczynkom lalki i domki i od malego wklinowuje sie je w pozycje domu, lalek/dzieci, gotowania, poprawnego zachowania (cokolwiek to oznacza).
Synowi sie mowi nie boj sie tego psa jestes duzy chlopak przeciez, dziewczynki sie przytula i mowi ze piesek sobie juz poszedl. Ok moze i ma to sens z jakiegos psychologicznego punktu widzenia ale ja nie rozumiem czemu syna uczyc odwagi ale corki juz nie?
ZAraz sie inwektywy posypia bo przeciez nie jestem matka wiec co ja tam wiem ![]()
Mam cholerny problem ze znalezieniem kolezanki/przyjaciolki bo albo kobiety siedza na mezowskim garnku (Pojdziemy na kawe? ona: zapytam meza czy moge wydac 20zl? ) albo przepraszaja ze zyja, albo do miasta szykuja sie jak na London Fashion Week ![]()
Majtki przez glowe...