Potrzebuję się Wam wygadać. Mam 19 lat, jestem z chłopakiem 4 lata, nie jestem typową nastolatką w tych czasach, żyję zwyczajnie (mam na myśli bez żadnych ostro alkoholowych imprez i przebieranie w chłopakach, a potem dziwota że któraś w ciąży). Jestem lubianą w rodzinie mojej i chłopaka dziewczyną, mam wielu dobrych znajomych, którzy mnie wysoko cenią, mówię to po to żebyście miały jakiś obraz o mnie. Kocham M., nasz związek jest poważny na nasz wiek, on ma 22 lata. Planujemy powoli zaręczyny itd. Po liceum od razu dostałam pracę, w firmie jego rodziców, w biurze, w ten sposób widzimy się codziennie co mnie ogromnie cieszy, bo lubię spędzać z nim czas. Naprawdę go kocham, bardzo, ale ostatnio jakby to wszystko tak "zarastało" rutyną, przyzwyczajeniem itp. Czasem moją "odskocznią" był kolega, dla którego ja jestem kimś znacznie więcej jak to przeważnie w przyjaźni damsko-męskiej. Często pisaliśmy ze sobą, aż postanowiłam się z nim spotkać jak akurat M nie przyjeżdżał do mnie. Rozmawialiśmy itp, zwyczajnie. Drugie spotkanie z nim nastąpiło po około pół roku, to samo, rozmowa i nic więcej. Jakiś miesiąc temu znów się spotkaliśmy, ale nie na rozmowie się skończyło, jakoś doszło do tego że zaczęliśmy się przytulać i całować, tak to się ciągnęło ale do niczego więcej nie doszło, nie byłabym w stanie aż takiego świństwa zrobić. Wiedziałam że on marzył o tym, często mówił mi że jego marzeniem jestem ja i nasze wspólne życie, ale ja nie chce z nim być, kocham M. Dodam też, że M nie był święty, zrobił prawie to samo co ja, też z dziewczyną, która nie może o nim zapomnieć tyle, że w jego przypadku wyszło to na jaw, ale było to 2-3lata temu i wybaczyłam, jakoś żyjemy z tym, choć ona ciągle pisze lub dzwoni do niego, przeważnie w nocy, kiedy myśli że nie ma go u mnie, raz była sytuacja że akurat źle trafiła, ale nie o tym chce mówić, dodaję to żebyście wiedziały, że tutaj nie tylko ja popełniłam błąd. Tak myślę, że chyba to co on zrobił dało mi odwagi i takiej jakby zawiści albo chęci zaspokojenia własnej złości, coś w stylu odwdzięczenia się mu za to, ale tak dla własnej świadomości. Mój kolega to niestety też nie ostatni mój wybryk, jak już mówiłam pracuję w rodzinnej firmie chłopaka. U niego w firmie jest taki jeden pracownik, z którym od samego początku miałam świetny kontakt, miły, uprzejmy, zabawny itp, problem (?) w tym, że ma 35lat i własną rodzinę. Zauważyłam po pewnym czasie, że powoli i skromnie mnie podrywa, i tak się zaczął nasz flirt, nie wiem naprawdę jak to się stało, coś mi porządnie odwaliło... Jednego dnia wystąpiła taka sytuacja, że musiałam z biura zadzwonić do niego, a że tel z biura był zajęty to wzięłam swój. W ten sposób on miał już mój nr, i tak z tego do tego zaczął dzwonić i po kilku dniach się spotkaliśmy. Do dziś nie mogę uwierzyć, pojechaliśmy w ustronne miejsce i rozmawialiśmy, o firmie, naszych planach itd, miła rozmowa. Aż nagle on zaczął mnie dotykać i całować, weszłam w to niestety. Jakoś mnie emocje poniosły, dałam się ponieść całej tej sytuacji, mówiłam mu że ja nie mogę, nie chcę ale jakoś on nie chciał przestać i ja w myślach też tego nie chciałam, mówił mi tylko że jak nie będę chciała się kochać to nie i już. Trwało to może pół godz - godz, postanowiłam to zakończyć, nie dopuszczając do dalszego przebiegu wydarzeń i pojechaliśmy do domu. Potem jeszcze tak rozmawialiśmy przez kilka dni aż w końcu wyrzuty sumienia zaczęły mnie strasznie gnębić, nie dawałam już rady, zerwałam z nim kontakt, powiedziałam że każde z nas ma swoje życie i już nie chce tego wszystkiego, spokojnie choć z bólem to przyjął. Teraz mówimy sobie w pracy tylko 'cześć' lub sprawy służbowe. Chcę żebyście mi cokolwiek o tym wszystkim powiedziały, czy też tak miałyście, czy to jest chore lub dziwne itp. Kocham M, ale ostatnio często się kłócimy, w łóżkowych sprawach też nie najlepiej, w sensie ja jakoś nie mam ochoty choć on bardzo, wiem że go pociągam itp. Już nie jest tak jak choćby rok temu, często odzywamy się do siebie po chamsku itd. Nie wiem czy te spotkania 'na boku' to było lekarstwo psychiczne, czy w ten sposób chciałam się uspokoić też z myślami i ciągłymi pretensjami do niego o jego incydenty? Teraz jak ją widzimy to nie mówię nic, bo do głowy przychodzi mi to że i ja święta nie jestem. Nie mam zamiaru już spotykać się z innymi, chciałam poprawić nasz związek, jakoś nam pomóc znów się 'zakochać' ale jak ja chce to on ma humory i na odwrót. Żałuję tych spotkań itd, ale czasu nie cofnę. Może jakbym się z innymi nie spotkała to nie miałabym tej świadomości jaką mam teraz: że to z nim mi najlepiej i go kocham pomimo wszystko i że chcę być z M. Powiedzcie mi coś, tylko proszę o poważne słowa nie jakieś rozpuszczone rówieśniczki co miały po kilkunastu chłopaków. Dałam się ponieść emocjom, nie wiem może zwykła ciekawość... No nic, czekam na Wasze słowa.
2 2012-09-06 19:54:20 Ostatnio edytowany przez Kasiaaa93 (2012-09-06 19:55:17)
Hmmm, podsumowując sytuacja wygląda tak: Twój chłopak Cię kiedyś tam niby 'zdradził', ale do seksu nie doszło między nimi. Ty w odwecie całowałaś się ze swoim kolegą. Ale poszłaś o jeden krok do przodu, a mianowicie dopuściłaś się wobec niego zdrady, czyli nie całowania, miziania, przytulania tylko kochałaś się z innym. No masz racje, dałaś się ponieść emocjom...I to bardzo. Obydwoje macie coś na sumieniu, według mnie za dużo udawania, okłamywania, fałszu. Za bardzo namieszaliście sobie w życiu. Ciebie będzie ciągle dręczyło poczucie winy, wyrzuty sumienia prędziej czy później się w Tobie odezwą. W związku z tym, że Ty masz poczucie winy będziesz mu przyzwalała na zbyt wiele. Intuicyjnie i podświadomie będziesz pozwalała mu rozciągać jego granice moralności. Ty już w tym związku nie będziesz szczęśliwa, bo będziesz cały czas analizować 'czy się do tego przyczepić czy też nie, no bo przecież ja też nie jestem niewinna'. Zobaczysz sama się wykończysz. Dla mnie to już nie ma prawa bytu. Myślę, że ten związek umrze śmiercią naturalną. Powinniście się rozstać. Sobie dać szansę poznać kogoś z kim będziesz mogła zaczynać wszystko od początku, mając czystą kartkę, a Jemu dać szanse poznać kochającą dziewczynę i także rozpocząć życie na nowo. Bo Twoje starania dopieczenia mu przypomina mi wyścig szczurów...Daj szansę sobie i Jemu.
Wydaję mi się ,że z dnia na dzień lepiej nie będzie.Weszliście w bardzo poważny związek w bardzo młodym wieku.Może daj sobie trochę czasu na przemyślenia czego tak naprawdę oczekujesz od życia.Bo jak narazie może się okazać ,że marnujesz swój i jego czas a to bardzo nie w porządku.Uważam ,że w związku nie ma miejsca na takie błędy tym bardziej,że nie jesteście małżeństwem z 20 letnim stażem(co oczywiscie tez nie upoważnia do zdrady).To że tak się zachowujesz musi coś znaczyć.Tylko jednak Ty możesz sobie na to odpowiedzieć co dzieję sie w Twojej głowie.Jak już powiedziałam daj sobie trochę czasu.Weż kilka dni albo więcej wolnego od przebywania z swoim partnerem.Może odpowiedz czemu tak się dzieje przyjdzie sama do głowy;) 3mam kciuki
Kasiu napisałaś, że ja zrobiłam jeden krok do przodu, wcale nie kochałam sie z innym, gdzieś musialam niezrozumiale napisac. Macie dziewczyny rację, juz w ciagu tych 4 lat robilam takie 'przerwy' wiem ze wtedy bardzo tesknilam, cierpialam, on tez. Moze to jednak o czyms swiadczy, o tym ze nie mozemy bez siebie zyc. Kochamy sie bardzo, moze pomoze nam szczera rozmowa co robimy z tym dalej, czy oboje staramy sie cos zmienic czy sie rozstajemy choc tak w glebi duszy tego nie chce. Moje 'wybryki' sa dla mnie niewytlumaczalne, jakby ktos wstawil mi ten wątek w zyciorys, nigdy w zyciu nie pomyslalabym ze ja jestem zdolna do tego... Wiem ze za wczesnie to wszystko sie zaczelo, ale pomozcie mi, co mam zrobic zeby to jakos uratowac, musze dodac ze jestem strasznie nerwowa i to tez daje duzo do tego ze sie czesto klocimy, on jest dobrym czlowiekiem, duzo mi pomagal w ciezkich chwilach a bylo ich wiele i to dosc powaznych. Najchetniej znow postanowilabym tydzien rozlaki ale przeszkadza w tym fakt ze pracujemy w jednym miejscu... ;/ musze duzo nad tym pomyslec, przez weekend damy sobie czas, wtedy nie pracujemy.
Nie masz ciekawej sytuacji.Ciężko też jest powiedzieć coś w sumie trafnego w tą sytuacje.Bo przecież co my mozemy wywnioskowac po kilku zdaniach cz cos ma sens czy nie.Mysle jednak ,że może wam sie prędzej czy pozniej cos w zyciu posypac.Przecież nie chcesz zeby dopadły was wątpliwości za kilka lat i wtedy rozstanie.Przemysl to wszytsko. i bądz odważna i jeśli już jakas decyzja zapadnie bądz konsekwentna. Wszytsko się ułozy czy w ta czy w ta strone.nie ma innej opcji ![]()
myślę, że najlepszym wyjściem bedzie jeżeli sobie to wszystko, dokładnie przemyślisz i określisz swoje cele wobec tego związku. I zgadzam się z herbatką90, że musisz byc konsekwentna. Zemsta to nie jest usprawiedliwienie jeżeli się kocha. Poza tym po co chciałas naprawiać coś, gdy wnioskuję z tego, co napisałaś, że było dobrze miedzy Wami, a dopiero po Twojej zdradzie sie sypnęło?
Powiem Wam, że to skomplikowane jest... Myślę że jak spedzimy weekend osobno to i ja i on cos pewnie pomyslimy, zastaowimy sie co dalej. Trzyma mnie ta praca tutaj.. ;/