W tym wątku wszystkie możecie opisać swoje babcie. Jakie są albo były? Jakie miałyście z nimi relacje? Czy dobrze je wspominacie?
moja babcia to ciepła serdeczna kobietka która zawsze dla mnie miała czas , odgadywała mysli, gotowała smakołyki i którą bardzo kocham:)zawsze wyrozumiała, lojalna, cieszę się że jest z nami:)
To bardzo Ci takiej babci zazdroszczę u mnie jest troszeczkę inaczej a nawet bardzo. Zawsze marzyłam o takiej babci do której można uciekać na herbatkę i pyszny placek mniam:)
Moja Babcia ze strony Mamy była wspaniałą kobietą:):) Przez 49 lat pracowała jako nauczycielka j,polskiego. Gdy przyjezdzałam do Niej, to ogrzewała pierzynę na piecu, wkładała do łóżka gorący termofor...a rano podawała kakao z pianką!! Nigdy nie podnosiła głosu, była wspaniała. Chociaz lada chwila sama pewnie zostanę babcią, to bardzo za Nią tęsknię...
U mnie moja babcia bardzo faworyzuje tylko jednego wnuczka a reszta idzie w odstawkę. Że by dostać od niej kakao z pianką to musiałby chyba zdażyć się cud. W przyszłości na pewno będę lepszą babcią ale to jeszcze dużo czasu:)
Zawsze wydawało mi się, że babcie innych osób są super i tylko ja mam pecha ... a u widzę bywa u was różnie. Moja jedna babcia zmarła, a o zmarłych powinno się mówić albo dobrze albo wcale, więc nie powiem nic. Druga jest bardzo uszczypliwa. Wszyscy tłumaczą w rodzinie, że to ze starości, ale ja od dziecka pamiętam, że taka była. Bardzo potrafi zranić jakimś głupim słowem, uwagą. Poza tym nigdy we mnie nie wierzyła. Pamiętam jak zaczynałam pierwszą pracę, ucieszona pobiegłam sie pochwalic rodzinie na co moja babcia " pewnie puścisz tę firmę z torbami" ... I tak całe życie. Także nie mogę powiedzieć żebym zaznała w życiu co to fajna, dobra babcia, taka co przynosi kakao z pianką, albo po prostu, powie coś miłego, pogłaszcze ... Więc, tym które tak mają zazdroszczę. I też jeśli kiedyś będę babcią, zrobię wszystko żeby być dobrą ...
7 2012-09-04 23:34:50 Ostatnio edytowany przez Jaga Baba07 (2012-09-04 23:35:54)
No ja jeszcze mam dwie babcie. Ta, z którą mieszkam to babcia ze strony mamy. Była/jest wspaniałą osobą. Nieba by mi przychyliła. Praktycznie mnie wychowała, bo gdy mama szła do pracy, ja zostawałam z babcią. Wiem, co to znaczy kakao z pianką, i wiem, co znaczy, gdy się wraca ze szkoły, a na stole jest ulubiony obiad. Niestety, od trzech lat to babcia wie, co to znaczy dostawać od swojej jedynej wnuczki, to co najlepsze. Babcia ma demencję i teraz ja się Nią opiekuję, razem z mamą oczywiście.
Tu znajdziecie moją historię związaną z babcią http://www.netkobiety.pl/t42109.html .
Druga babcia natomiast...hmm...Owszem, doradzi, jest mądrą osobą. Ale to nie jest typ babci, która przytuli, która oddaje wnukom ostatnie okruszki. No cóż, można rzec, że jest chytra. Zawsze byłam odsunięta, ponieważ nie jestem owocem małżeństwa. To mój kuzyn był "tym" wnukiem, choć też nie było mowy o jakimkolwiek przytuleniu. Ale teraz role się odwróciły, bo kuzyn babci nie odwiedza i ja jestem lepszą wnuczką. Zawsze pomogę, jak czegoś potrzebuje. Ale kocha mnie na swój sposób.
Moja jedna babcia też już nie żyje i o zmarłych powinno się mówić same dobre rzeczy ale nie zawsze tak było.Jedno wiem że dla mnie była lepsza niż ta babcia,dawała słodycze co wiadomo dla dziecka jest fajne. Ta która żyje to zupełnie inna osoba. Wszystko by nam wyrwała a dała innym też potrafi tylko przygryzać i oceniać a już nie wspomnę o obiedzie że by ugotowała i poczęstowała.Widzi nas tylko wtedy gdy czegoś potrzebuje.Szkoda że nie wszystkie są takie kochane.
moja babcia hm....ze strony mamy mam z nia rzadki kontakt i zawsze tak bylo tez nigdy mnie nie przytulila nie poglaskala....ale staram sie ja odwiedzac co jakis czas zeby dzieci ja zapamietaly to w koncu ich prababcia a poza tym jakas taka potrzebe mam ze chce ja odwiedzac mote to przez jej chorobe?????a ze strony taty juz nie zyje 11lat ale ona byla cudowna wychowala mnie bo rodzice sie rozwiedli a ja z nia mieszkalam i z tata bylo super zastepowaka mi matke i robila to w najlepszy mozliwy sposob.bardzo za nia tesknie do dzis tak bym chciala zeby dzieci ja znaly...
Moja babcia ze strony mamy jest najukochańsza i najwspanialsza na świecie
Jest jedyna osobą w rodzinie, której naprawdę mogę się wyżalić i poradzić. Dla mnie to taka babciowa przyjaciółka i bardzo ją kocham ![]()
Moja babcia była cudowna. Nie znałam i nie poznałam do tej pory tak dobrego człowieka. Długo by opisywać, ale to był taki typ osoby, która dawała innym choć sama miała mało. Bardzo cenie w ludziach bezinteresowność. Cecha, która zdarza się sporadycznie. Ona ja miała. Bezinteresowność, dobroć, troskliwość. Moj niedoscigniony wzór do naśladowania. Bardzo za nią tęsknie, za wspólnymi wyprawami na grzyby, za Jej pierogami z jagodami
i za Jej śmiechem... bezcenny..... ![]()
12 2012-09-05 22:15:49 Ostatnio edytowany przez Country.Girl (2012-09-05 22:24:02)
No ja jeszcze mam dwie babcie. Ta, z którą mieszkam to babcia ze strony mamy. Była/jest wspaniałą osobą. Nieba by mi przychyliła. Praktycznie mnie wychowała, bo gdy mama szła do pracy, ja zostawałam z babcią. Wiem, co to znaczy kakao z pianką, i wiem, co znaczy, gdy się wraca ze szkoły, a na stole jest ulubiony obiad.
Tak jak moja
tyle że zamiast kakao, wmuszała we mnie zupki mleczne i kaszki na mleku i przez to mam wstręt do mleka do dnia dzisiejszego
Do zawsze będę pamiętała jak uczyła mnie tabliczki mnożenia - z marnym skutkiem (dzięki bogu są kalkulatory
), jej pierogi z serem, kopytka ze zrazami wołowymi, wspólne zbieranie jagód i tysiące innych rzeczy... jest najlepszą osobą jaką w życiu poznałam i strasznie się cieszę, że jest moją babcią ![]()
Natomiast z nieżyjącą już, babcią od strony taty miałam słaby kontakt - bywałam tylko tam na swięta własciwie - babcia była, odkąd pamiętam, schorowana, leżała w łóżku i brała tony leków i w końcu przedawkowała tramal...
Druga babcia na szczęscie cieszy się bardzo dobrym zdrowiem jak na osobę 83letnią
i oby jak najdłużej bo zaraz po mojej mamie jest najbliższą mi osobą.
moja jedna babcia w ogóle ma mnie gdzieś...odzywa się do mamy tylko a mnie olewa...jak dzwonię do niej to nawet nie spyta co u mnie tylko zaraz mówi żeby podać mame...a druga bardzo fajna...da się z nią pogadać i lubi opowiadać o latach wojny a ja chętnie słucham
u niej często się zjawiam....niestety w ogóle nie umie gotować
dziwne prawda ??? a ja chyba mam to po niej ![]()
Moje babcie już nie żyją. Jedna była prostoliniją kobietą i pracowitą. Była bogobojna i często chodziła do kościoła - nie tylko w niedzielę. Moja druga babcia to była osoba dosyć specyficzna - złośliwa. Teraz już wiem, ze to był Alzheimer.
Ja za moją babcię dałabym się pokroić. Teraz ma 84 lata już nie ma tyle werwy co kiedyś ale dla rodziny zrobiłaby wszystko. Za każdym razem powtarza mi, jak mocno mnie kocha. To jest niesamowicie budujące. Uwielbiam jej opowieści mimo, iż słyszałam je już tyle razy to wsłuchuję się w każdy szczegół bo wiem, że kiedyś mi ich zabraknie. Dla niej wzięłam urlop i pojechałam się nią opiekować tak jak i ona całe dzieciństwo przesiedziała przy mnie. Nasze wspólne spacery i wyprawy na ryneczek są niezapomniane. Smak babcinych obiadków to coś niesamowitego, cerowanie skarpetek, dzierganie dla mnie szalików i rękawiczek. Kocham ją za wszystko jest mi najbliższa z całej rodziny. Zawsze wysłucha, doradzi, mogę z nią porozmawiać o wszystkim i o polityce i o religii często bardzo krytycznie i to w niej lubię bo mimo swojej wiary trzeźwo patrzy na codzienne wydarzenia. Nie jest fanatyczką nie stara się narzucać swojego zdania. Lubi za to jak się ją pochwali, że ładnie wygląda, że ładnie ułożyła włosy. Jest cudowna.
Drugiej babci nigdy nie miałam, nie miałam też dziadków bo już nie żyli za to moja jedna jedyna ukochana babcia nadrobiła wszystko. Dzwonimy do siebie 3x w tygodniu i to jest niesamowite.
Jedna babcia- z którą mieszkałam do szóstego roku życia może nie była rozpieszczającą okropnie ale gotowała mi ulubione dania- a ja byłam niejadkiem więc musiała się baardzo starać.Była wymagająca- to przy niej codziennie ćwiczyłam na skrzypcach a gdy zrobiłam najmniejszy błąd- nie było zmiłuj mimo,że nieraz bolały mnie ręce i kręgosłup.Rzadko mnie chwaliła za grę.Byłam jej ulubioną wnuczką bo nie sprawiałam kłopotów- byłam spokojna i posłuszna a ona takie dzieci lubiła najbardziej.
Gdy dorosłam zauważyłam jak bardzo była egocentryczna i chętna do rozporządzania życiem swych córek,które pokornie na to się godziły.
Druga z babć robiła wszystko by mi się przypodobać- nigdy niczego nie zabraniała,zawsze gotowała moje ulubione potrawy i kupowała mi mnóstwo słodyczy i owoców,dawała mi też zawsze sporo pieniędzy i generalnie traktowała mnie jak księżniczkę.Uwielbiałam jej pachnący ciastem dom,malutki ogródek za oknem i wielki parapet na którym jadałam moją ulubioną zupę truskawkową.
Bardzo cierpiałam gdy z powodu Alzheimera przestała mnie poznawać.
Niestety nie mam takich wspomnień jak niektóre z Was. Moje babcie miały swoich ulubieńców i jak u jednej tak i u drugiej nie należałam do nich
Ale chyba bliżej było mi ku mamie mojej mamy. Babcia ma już 91 lat, jest bardzo zadbaną wyprostowaną i bez laseczki ze świetną kondycją fizyczną kobietką. Ale niestety ma poważne zaniki pamięci i narobiła nieco problemow rodzinie. Mimo wszystko jest kochana ![]()
Jutro wszystkie babcie mają swoje święto. To doskonała okazja do refleksji i próby oceny jak wielki wpływ na nasze życie miały/mają nasze babcie. Czy te relacje miały dla Was znaczenie? Słowo "babcia" kojarzy się radośnie i ciepło, neutralnie czy może wywołuje jakiś żal?
Ja żałuję, że tak mało poświęcałam czasu babciom pod koniec ich życia.
Koleżanki, potem jeszcze chłopaki, imprezy, kino, wycieczki były ważniejsze niż wizyta u babć.
A można było pogodzić wszystko jedno i drugie.
Babcia ze strony taty praktycznie mnie wychowała. To ona czytała mi bajki, siedziała przy mnie gdy byłam chora, gotowała obiadki, chodziła na spacery i bawiła się. Do tej pory mieszka z moimi rodzicami i jest przekochaną osobą! Czasami myślę, że jest dla mnie nawet ważniejsza od mamy. Zawsze wysłucha, doradzi. Przeszła bardzo wiele w swoim życiu i nie poddała się. Nigdy nie widziałam,żeby płakała, a sytuacji było sporo. Chciałabym być tak silna jak ona, nie załamywać się. Słysząc słowo "babcia" - zawsze myślę o niej i o cieple. Obecnie, ze względu na swoje lata, zmienia się jej charakter. Czasami powie coś bez zastanowienia, zapomni się, ale wybaczam jej to wszystko, nie zwracam właściwie uwagi. W końcu nie robi tego specjalnie. Gdy jej zabraknie - będzie to mój mały koniec świata.
Druga babcia, od strony mamy, nie jest już taka. Obecnie nie mam z nią kontaktu, ale jest kompletnym przeciwieństwem tamtej babci. Marudzi, narzeka, płacze. Uwielbia ploteczki. W sumie, o co by ją nie zapytać, to zawsze mówi, że ją to boli, a to tamto. Niestety, zauważam, że moja mama zaczyna mieć podobnie.
Moja babcia ze strony ojca... Niezwykła, wykształcona, wielka erudytka, pasjonatka nauk politycznych, prawa i ekonomii. Piękna, mądra kobieta, która przeżyła wojnę, zdradę i wiele innych smutnych, nieprzyjemnych wydarzeń, a mimo to zachowała pogodę ducha i spokój wewnętrzny. Poetka o wielkiej wrażliwości i intelekcie. Jedna z najinteligentniejszych kobiet, jakie poznałam. Kokietka i flirciara. Takiej klasy i taktu jak ona, to nie miał chyba nikt. Zawsze, do późnej starości kobieca, elegancka i zadbana. Nauczyła mnie dobrych manier, dygania i rumienienia się na zawołanie. Zawsze traktowała mnie jak dorosłą - partnerkę do rozmów. Kiedy miałam dwa lata zabrała mnie do Krakowa na weekend. Poszłyśmy do Mariackiego - tłumaczyła mi każdą scenę na ołtarzu. Tak samo na Wawelu - szeptała mi do ucha wszystko, czego nie rozumiałam. Opowiadała mi świat. Czytała "Pana Tadeusza", a potem mówiła, o co w tych fragmentach chodzi. Kiedy byłam dzieckiem myślałam, że moja babcia jest młodą dziewczyną, tylko staro wygląda. Była moją najlepszą przyjaciółką. Nigdy więcej takiej już nie będę mieć, bo to była przyjaźń i miłość jednocześnie - totalnie bezwarunkowa. Zawsze czułam się przez nią kochana. Zmarła kilka lat temu, ze starości, bezradna jak dziecko. Miała silną demencję, już nas nie poznawała. Kiedy widziałam ją ostatni raz, dwa tygodnie przed jej odejściem, to czułam, że "to" się już zbliża. Wiedziałam, że to pożegnanie. Pochyliłam się nad nią i wyszeptałam jej do ucha, że ją kocham, a ona zrozumiała i uśmiechnęła się. Potem przez długi czas mi się śniła i nie było to dobre sny. Nie ma dnia, żebym o niej nie pomyślała. Byłam z nią bardzo mocno związana emocjonalnie, chyba nawet bardziej niż z rodzicami.
Moje babcie żyją, ba nawet mam jedną prababcie (85 l).
Dobre i jedna i druga babcia to kochane kobiety, z którymi jako dziecko spędzałam dużo czasu, z jedną w okresie szkolnym, a z drugą w okresie wakacyjnym (babcia nie mieszka w Polsce od wielu już lat). Są od siebie bardzo różne, jedna to babcia która w sumie nie jest babcią to znaczy nie jest typową babcią, bardzo zadbana, pełna energii, długie blond włosy, czerwone paznokcie i szpilki, zawsze ludzie myśleli że to moja mama a nie babcia, a druga babcia bardzo wierząca (na tym tle dochodziło między nami do konfliktów, nie z mojej strony, a ze strony babci np kiedy nie zrobiłam bierzmowania), typowa babcia robiąca ciasta, pierogi, kopytka, ciepła i kochana, niestety babcia bardzo choruje i odbija się to też na jej zachowaniu, jest zamknięta w sobie, smutna ![]()
Podsumowując obie moje babcie są super, obie bardzo kocham i nie wyobrażam sobie aby mogło ich zabraknąć.
No i prababcia, rzadko ją widuje, bo nie mieszka ani blisko mnie, ani blisko rodziców, zabawna kobiecina, wesoła, rozśpiewana i pełna życia mimo że ma już 85 lat, do tej pory sadzi warzywa i się nimi zajmuje ![]()
23 2015-01-21 12:04:39 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-01-21 12:57:03)
Mojej babci ze strony ojca nie znalam - zmarla przed moim urodzeniem. Ta ze strony mamy byla wiecznie zapracowana na gospodarstwie, prawie nigdy ze mna nie rozmawiala- pogaduszki urzadzalam sobie z dziadkiem i to z nim bylam emocjonalnie zwiazana. Ale spedzalam z nimi na tyle malo czasu, ze nie zdarzylam sie zbyt mocno zwiazac.
Ostatnia moja babcia zmarła w 1996 roku, więc niewiele pamiętam. Tylko tyle, że ją bardzo lubiłem i bardzo lubiłem tam jeździć.
Została mi już tylko jedna babcia (ze strony mamy). Wliczając prababcię miałem kontakt z moimi trzema babciami. Prababcia (ze strony taty) była niezwykłą osobą. Przeżyła dwie wojny, wypędzenie z domu przez Niemców a następnie przez jakieś bandy szabrowników, tułała się po całej Polsce w poszukiwaniu rodziny, którą wojna rozrzuciła po kraju. Dzięki niej poznałem historię mojej rodziny, ona wpoiła mi sporo życiowych wartości. Była ciepła, opiekuńcza i po prostu wspaniała. Mój tata mówi, że jej miłość spajała całą rodzinę. Gdy odeszła sporo się zmieniło, zabrakło kogoś bardzo ważnego. Babcia ze strony taty była taką trochę królową na zasadzie - siedzę, pięknie wyglądam a więc się cieszcie
Jednak dla mnie była ciepła i kochająca. Do dziś wspominam rozmowy z nią i nasze wspólne zabawy w sklep. Gdy rodzice byli w pracy to po lekcjach pędziłem do babci. To ona odrabiała ze mną zadania domowe z matematyki, którą miała w jednym palcu. Świetnie sumowała, dzieliła i mnożyła w głowie nawet duże liczby. Zmarła kilka lat temu.
Babcia ze strony mamy ma obecnie prawie 90 lat. Jest taką babcią z obrazka. Kiedyś mieli z dziadkiem domek na wsi. Tam spędzałem każde wakacje mniej więcej do 14 roku życia. Miłość i ciepło wypełniały ten dom. Jest cudowną osobą
26 2015-01-21 13:40:18 Ostatnio edytowany przez statystyczna_polka (2015-01-21 13:40:42)
Swoich dziadków rodzonych, tak to nazwijmy,nie znałam. Moją babcią była sąsiadka,która opiekowała się mną, gdy byłam malutka. Prawdziwa ciepła babuni,uśmiechnięta i przygotowująca dla nas smakołyki, oczywiście dzieliłam się nią z jej prawdziwymi wnukami ???? cudowna kobieta, odeszła kiedy miałam 9 lat.
Teraz jest babcia narzeczonego, z którą mam kilka niefajnych doświadczeń, jest materialistką, czego nie cierpię. Na święta jako jedyna nie dostałam od niej prezentu osobistego, dostaliśmy butelkę wina razem, oraz kopertę z pieniędzmi z głośnym komentarzem,że to tylko dla K... żenujące przedstawienie. Chodzę tam tylko,kiedy muszę. Po ślubie nadal zostanie Panią Krysią. .
Moja babcia była i jest dla mnie mamą. Wrażliwa, inteligentna, pomocna. Świetna babka.
Babcia od strony ojca niestety nie żyje. Była kobietą z klasą, wychowała się w Lipsku, chodziła w dzieciństwie do szkoły baletowej, mówiła biegle po niemiecku. Zawsze bardzo dbała o wygląd, lubiła czytać stare niemieckie romanse przy kieliszku wina. Zdecydowana, charakterna i niewstydząca się swoich poglądów. Nie była wierząca, nie miała też typowo staromodnych, babcinych poglądów na sprawy damsko męskie i w ogóle żadne inne.
Babcia od strony mamy ma 86 lat, jest taką typową babcią, która hoduje kury i kaczki, lubi kwiaty, gotuje przepyszny rosół. Bardzo wierząca, co niedziela w kościele, w zasadzie całe życie spędziła w wiosce, w której się urodziła. Ciepła, serdeczna, opiekuńcza osoba. Bardzo lubi zwierzęta - wszystkie koty, psy, króliki są u niej zawsze mile widziane.
29 2015-01-21 14:45:56 Ostatnio edytowany przez Emilia (2015-01-21 14:47:53)
Babcia ze strony mamy - zupełnie inny typ osobowości, niż babcia ze strony ojca. Ciepła, kochana, miła, bardzo troskliwa, opiekuńcza, czuła, taka matczyna nawet. Spędzałam z nią dużo czasu w dzieciństwie, zabierała mnie na działkę, gotowała pyszne tradycyjne jedzenie... A dziś mieszka za granicą od wielu lat, spotykamy się rzadko. Bardzo za nią tęsknię.
Jest wierząca, taka typowa Ślązaczka-katoliczka. Wiele gorzkich lat przeżyła, a te które miały być słodkie wcale takie nie były. Różne dramaty, śmierć dziecka, rozwód... Bardzo mnie wspierała, kiedy się rozstałam z eks mężem. Była w 100% po mojej stronie, zupełnie odwrotnie niż matka. Ma "nosa" do facetów, nigdy eksa nie lubiła, zawsze mi powtarzała, że ten facet to jakieś totalne nieporozumienie. Mojej drugiej babci nic nie mogłam powiedzieć, bo lekarz zabronił, jej stan mógł się od takiej wiadomości pogorszyć, więc musiałam przed nią grać, a wypłakiwać się do słuchawki drugiej babci. Doskonale mnie rozumiała, bo przeżyła podobną historię. Rozmowy z nią i z dziadkiem w tym trudnym czasie dały mi dużo siły.
Bardzo doceniam to, że mogę się nią cieszyć tak długo. Ma już 82 lata, wygląda 10 lat młodziej, ale niestety coraz więcej choruje. Na szczęście tam gdzie mieszka chorych ludzi się po prostu leczy, a nie odsyła. Wiem, że marzy o wygranej w totka i o prawnuku. Za totka nic nie mogę, a nad prawnukiem pracujemy. Chciałabym zdążyć zajść i urodzić za życia jej i dziadka. Dać im chociaż trochę radości i powód do dumy
.
Moje obie Babcie były wspaniałe.
Niby różne,ale obie ciepłe,życzliwe,kochające.
Zawsze będę je kochała i nigdy nie zapomnę.
Babcia ze strony ojca : kobieta spracowana, dotknięta przez los , sama wychowała 8 dzieci a mimo to zawsze pogodna ciesząca się z życia zwłaszcza gdy pojawiał się nowy członek rodziny.
Babcia ze strony mamy: bardziej wyważona, licząca się z opiniami innych na swoj temat i mimo swoich lat lubi sobie dogodzić dobrym strojem lub fryzurą.
A ogólem obie przekochane , dla wnuków typowe ciepłe babcie
KOCHAM !!!
32 2015-01-21 23:37:41 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-01-21 23:40:22)
Babcia od strony mamy umarła całkiem niedawno dożywszy prawie setki. Życie raczej jej nie rozpieszczało. Przeżyła wiele życiowych dramatów ale nigdy nie stała się zgorzkniałym człowiekiem. Wszelkie przeciwności losu znosiła z wielką godnością . Nie użalała się nad sobą, nie narzekała na zły los. Pracowita i wszechstronnie uzdolniona. Pisała wiersze i opowiadania, haftowała obrazy, śpiewała w chórze. Była otwarta na świat i jego nowinki. Chociaż urodziła się w innej epoce to sadzę, że otwartością umysłu zdecydowanie górowała nad wieloma moim rówieśnikami. Surowa i wymagająca ale sprawiedliwa. Była jedyną znaną mi osobą, która żyła zgodnie z zasadami które głosiła.
Drugą babcię znam w zasadzie tylko z opowiadań, bo umarła kiedy byłam trzyletnią dziewczynką. Praktycznie nie pamiętam już jej twarzy, ale nigdy nie zapomnę jej ciepła,uwagi i czułości jaką mnie zawsze otaczała. Nigdy już i od nikogo więcej, nie doświadczyłam takiego bezmiaru miłości jakim obdarowała mnie ta prosta kobieta.
Nie miałam jakichś bardzo bliskich relacji ze swoimi babciami. Przypuszczam, że częściową winę za ten stan rzeczy ponosi odległość oraz brak telefonu. Jednym słowem były to zbyt rzadkie kontakty, aby nawiązać prawdziwą, emocjonalną więź. Za to wiem, bo to po prostu czułam, że obydwie babcie kochały mnie bezwarunkowo. Zresztą dla jednej z nich byłam jedyną wnuczką wśród ośmiu chłopaków, przy czym aż siedmiu, bo oprócz mojego brata, na co dzień miała na miejscu, co - kiedy już się u niej pojawiałam - skupiało na mnie niemal całą jej uwagę. Ta babcia do dziś kojarzy mi się z taką prawdziwą, uśmiechniętą, ciepłą babunią, która dla wnuczki zawsze ma czas i dobre słowo. Pamiętam też, że jej dom na nasz przyjazd pachniał ciastem drożdżowym, a na podróż powrotną każdorazowo dostawałam torebkę suszonych gruszek, które uwielbiałam. Takie niby nic, a dziecko jednak zapamięta
.
Niemniej pomimo braku tej mojej więzi, o której wspomniałam, jestem im bardzo wdzięczna - za to, że wlewały w moje życie poczucie własnej wartości, za ich serdeczność i za wakacje, bo to właśnie dzięki babciom poznałam i pokochałam prawdziwą, polską wieś.
bardzo ciekawy temat i aktualny nie tylko dlatego ze jest teraz dzien babci a jutro dzien dziadka
dziadków ze strony ojca nie znalam praktycznie wcale
natomiast babcia i dziadek ze strony mamy zawsze uczestniczyli w naszym zyciu, mieszkali pare domów dalej wiec gdy mama byla w pracy to oni i ciotka nas wychowywali i dbali o nas
mam swietny kontakt z babcią męża, wspaniała kobieta
natomiast moje corki niestety nie mają babci z prawdziwego zdarzenia,
tesciowa choc mieszka obok nie uznaje moich córek a moja mama z racji odleglosci i pracy jest babcia ale tylko na zasadzie dac prezenty i miec spokoj
choc one ja uwielbiaja
Kochane i troszczą się o nas, ale czasem do przesady.