Wiatam.Udzielalam sie w kosciele ,poznalam tam faceta ktory wygladal na geja ale mi sie spodobal bo aktywnie sie tam udzielal no i byl taki uczuciowy i wrazliwy ,fajnie sie z nim rozmawialo...W kosciolach jest wiecej dziewczyn wiec wiecznie wianuszek kolezanek go otaczal,lubily go bardzo ,ale plotkowaly ze jest gejem.Ja z nim troche bardziej sie zaprzyjaznilam,wychodzilismy razem,dzwonila do mnie prawie codziennie,podkreslal publicznie ze mnie lubi...W pewnym momencie powiedzial mi ze kiedy ktos porusza temat homoseksualizmu on sie czuje oskarzony,powiedzial mi tez ze mial taki okres w zyciu ze kiedy wchodzil do altobusu to wszyscy ludzie za nim krzyczeli ze jest gejem..ale on przeciez nigdy nie spal z zadnym facetem.(z perspektywy czsu mysle ze mial objawy psychotyczne)
Kiedy zaczelam miec cezki okres ,bo zmarl ktos dla mnie wazny i zaczelam byc depresyjna i nerwowa odcia sie ode mnie a na koniec powiedzial publicznie przed znajomymi z kosciola "ze on tak czesto do mnie nie dzwoni bo ja mam teraz wiecej pieniedzy i ja do niego moge zadzwonic".Odeszlam upokorzona z kosciola a on sie dalej tam udziela...
Najgorsze ze kiedy mnie tak publicznie zgnoil zadzwonil do mnie po paru dniach i prosil mnie zebym nie odchodzila wiec przyszlam jeszcze na kilka spotkan religijnych,ale on mnie kompletnie zignorowal...jak poziej zrozumialm chodzilo mu tylko o to zeby sie ztarlo wrazenie przed ludzmi z kosciola ze odeszlam bo mnie upokrzyl...Nie moge zrozumiec takiej perfidi i takiego zla...nie ufam juz ludziom,a szczegolnie chrzescijanom, nie moge czytac Biblii...,nie chodze do kosciola..
Spotkalam go pare dni temu na ulicy,kiedy ze mna rozmawial nie czulam zeby mial jakiekolwiek poczucie winy a powiedzialam mu ze ni chodze teraz do zadnego koscola....Co o tym myslicie?