Witam, chciałabym podzielić się z Wami moją historią i zapytać co o tym wszystkim sądzicie...bo ja zdecydowanie jako dziewczyna zakochana nie potrafię ocenić sytuacji na trzeźwo...
a więc owego kolegę poznałam jakieś pół roku temu, spotykaliśmy sie na tzw luzie ja dowiedzialam sie sporo o nim on o mnie tez. Po 3 miesiacach postanowilismy byc razem, nigdy nie było kolorowo na nim ciazylo pietno historii z była narzeczona a ja bylam przyzwyczajona do swojej samotnosci i czasami wygody. Bylismy ze soba 3 miesiące (tak wiem bardzo krótko), od samego poczatku wiedzialam, ze ciagnie go do sluzb mundurowych sama pomagalam pisac roznego rodzaju pisma itd. No i stało się dostał się na słuzbę przygotowawczą co oznacza, ze juz blizej jak dalej kariery zawodowego zolnierza. Owa sluzba przygotowawcza trwa 4 miesiace...wlasnie dzisiaj sie zaczela. Po tym jak sie dowiedzial, ze dostal sie do tzw szkółki stal sie bardziej niż zwykle nerwowy, ograniczał kontakt tak jakby po prostu sie mnie bał, w końcu okazało się ze chce się rozstać bo chce być wolny jak tam pojedzie bo chce dać z siebie wszystko, "nie mieć na głowie kogoś żeby o nim myśleć" poza tym tak podobno ma być dla mnie lepiej bo nei chce mnie ograniczac i jakbym kogos poznala zebym nie musiala wybierac pomiedzy chłopakiem którego tak naprawdę nie ma na miejscu a tym drugim
oczywiscie zgodnie z jego hmmm prosba, wnioskiem, zadaniem sama nei wiem jak mam to nazwac...zgodzilam sie na taki uklad, ze bedziemy sie po prostu widywac jako kumple bez tzw 'tych innych czynnosci'. Powiedział, ze po powrocie chce nadal ze mnę być tylko teraz chce sie skupic na swojej przyszlosci bo dostal szanse i nie chce jej zmarnowac zwlaszcza ze spelniaja sie jego marzenia.
Od rozstania minal miesiac do jego wyjazdu spotykaliśmy się żeby porozmawiać, jeździliśmy do naszych wspólnych znajomych, czasem dyskoteka, odwiedzal mnie w pracy, mowil ze jest ze mnie dumny kiedy dostalam awans w pracy, ze zaprasza mnie już na swoja przysięgę itd. Najbardziej zastanawia mnie to, gdy po wieczorze panienskim kolezanki zapytal czy podrywali mnie faceci a pozniej wspominał ze jestem ładna, ze mam swoje zasady i że jestem wyjątkowa i że mogę mieć każdego... Po co to wszystko? Jakaś część mnie podpowiada, ze po prostu powinnam go olać bo skoro chce być wolny to mnie po prostu nie chce i nie potrzebuje a z drugiej strony może faktycznie mu zależy tylko się boi, że będę go okłamywała jak jego była narzeczona...sama nie wiem po co by to wszystko mówił, chciał nadal utrzymywać kontakt i powtarzał,że jakbym czegokolwiek potrzebowała to zawsze mam pisać...
Przepraszam, ze to wszystko brzmi tak chaotycznie ale ciężko opisać sytuację która budzi we mnie tak wiele emocji, wiem że kocham ale czasami szarpie mnie uczucie złości, nienawiści. Nigdy nie przypuszczałam, że mogę się zakochać po raz pierwszy i w ogólne w nim... a tu proszę
Ja tez rozstalam sie z moim ex facetem, bo poszedl do wojska. Od tamtego czasu jest z nowa dziewczyna. Jej to nie przeszkadza, mi tak. Fajny chlopak, wielka milosc.. ale wojsko nas zniszczylo.
ale ja bym poczekała i prawdopodobnie a raczej zdecydowanie na pewno będę czekała tylko kurcze blade czy aby mam na co
Sam z pewnych względów nie poszedłem na tę szkółkę o których pisze koleżanka. Faktycznie wczoraj się zaczęło
. Jednak mnie zastanawia dlaczego ludzie rozstają się z takich powodów? Przecież on będzie w koszarach bez wyjścia przez jakieś 1,5msc, przez resztę czasu będzie miał prawie każdy weekend wolny (wiem z opowieści kolegów, którzy już skończyli służbę przygotowawczą). Dlatego tak czy siak byłby czas na spotkania (o ile ktoś tego będzie chciał). Mnie osobiście decyzja faceta dziwi i jakbym to ja był na Twoim miejscu to pewnie już bym nie miał ochoty z taką osobą się spotykać. Jednak uważam, że nawet jeśli żołnierz jedzie na misje na kilka miesięcy, to jest to lepsze niż rozłamy rodzinne, gdzie głowa rodziny wyjeżdża za chlebem za granicę i widują się kilka razy w roku przez kilka lat.