Witam. Drodzy Internauci proszę Was o radę, mam pewien problem w związku, który strasznie mnie gryzie. Od ponad dwóch miesięcy jestem z dziewczyną: ona 17 lat ja 25. Mimo jej młodego wieku jest całkiem dojrzała i naprawdę uważam, że ma poukładane w głowie. Od czego zaczął się stres i problemy? Już piszę. Na początku naszego związku wypadła mi pewno impreza u brata w innym mieście lecz ona nie mogła ze mną jechać, a jej znajomi też wyjechali więc zaproponowałem, żeby wyszła na piwo z moim znajomym kiedy mnie nie będzie. Niby nic zobowiązującego prawda? Zwykłe wyjście na piwo... otóż po powrocie na drugi dzień okazało się, że razem z tym kumplem po wypiciu paru piw wzięli taksówkę z paroma innymi znajomymi na jej osiedle i ona zaprosiła go około 1 w nocy do mieszkania. Byli sam na sam. Chyba rozumiecie moje zdenerwowanie kiedy się od niej o tym dowiedziałem? Oczywiście później kiedy również i jej brat zwrócił jej uwagę, że to nie było w porządku przeprosiła mnie i powiedziała, że faktycznie słabo to wyglądało. Wszystko wróciło do normy. Do czasu...
Później zaczęły do mnie docierać różne sygnały, że ona czasem z nim esemesuje, pisze na czacie, generalnie utrzymuje kontakt. Znowu zrobiłem się zazdrosny. Ona mówi, że to tylko kolega i on zupełnie jej się nie podoba i wymieniała mi jego negatywne cechy m.in., że jest zakochanym w sobie narcyzem, udaje kogoś kim nie jest i że generalnie jest debilem ale pomimo tego ona go lubi. Muszę też dodać, że jeśli chodzi o jego wygląd to raczej się nie martwię; Leonardo DiCaprio to to nie jest, dodatkowo ma zbędne kilogramy, jest uzależniony od papierosów i sporo pije; kondycja fizyczna raczej zerowa. No ale wiadomo, że w związkach wygląd często schodzi na drugi plan. Kiedy tylko wchodzimy na jego temat od razu tracę humor i czuje jak między nami relacje się psują. A naprawdę zależy mi na tej dziewczynie. Zanim w ogóle zaczął się temat z moim kumplem było cudownie między nami.
No i teraz ostatnio w ogóle mnie jedna sytuacja rozłożyła. Wspólnie zdecydowaliśmy, że widzenie się codziennie jest niezdrowe. Nasze poprzednie związki tak wyglądały, że nie mieliśmy w ogóle przestrzeni dla siebie wiec oboje zdecydowaliśmy się widywać w trochę mniej nachalny sposób niż w poprzednich związkach. No ale słuchajcie tego: zbieg pewnych okoliczności sprawił, że przez sześć dni widzieliśmy się tylko jakieś 3 - 4 godziny. Stęskniłem się z nią. Dzwonie do niej żeby porozmawiać przed snem i umówić się na spotkanie a ona mi mówi, że jutro też nie da rady (siódmy dzień z rzędu). Pytam się co takiego robi tym razem a ona, że umówiła się na wieczór właśnie z tym kumplem. Dostałem takiego szoku i ataku zazdrości, że wybuchłem i pokłóciliśmy się. Ona się popłakała. Na drugi dzień spotkaliśmy się, żeby porozmawiać.
Mój brat cioteczny poradził mi, żebym zwyczajnie poprosił ją o to, żeby się z nim nie spotykała skoro mnie tak bardzo to boli. Poprosiłem ją o to i powiedziałem co czuje lecz ona powiedziała, że w poprzednim związku miała strasznie dużo zakazów i nie pozwoli sobą więcej manipulować i, że to tylko spotkanie czysto koleżeńskie. Powiedziała, też że w związku liczy się zaufanie. Generalnie zostaliśmy przy tym, że nie będziemy dawać sobie ograniczeń co do spotkań z innymi osobami. Ale nie wiem czy dobrze zrobiłem. Mnie to rani po prostu i nie radzę sobie z tym. Wyszła z nim wczoraj, umówiła się na 20-stą na piwo. Byli sam na sam. A ja siedziałem w domu (mieszkam sam) i napisałem jej, że jej ufam i nie chce jej robić zakazów żadnych chodź tak naprawdę krew mnie zalewała. I zalewa dalej. Około północy dostałem telefon, że są razem u jej brata wraz z innymi moimi znajomymi i piją wódkę. Mówiła mi, że ten kumpel jej zaimponował swoją elokwencją bo policja chciała ją odwieść do domu widząc, że pije piwo w miejscu publicznym (w końcu jest niepełnoletnia) ale on tak świetnie ich ugadał, że nic jej nie zrobili i jest mu bardzo wdzięczna. Ja tego słucham i nóż mi się w kieszeni otwiera - czy ja przesadzam? Założę się że pili do jakieś 3 w nocy bo tak zazwyczaj trwają imprezy u jej brata i pewnie jeszcze ją odprowadzał pod sam dom. Nie czuje się dobrze.. czuje się w sumie okropnie. Czy ja dobrze zrobiłem pozwalając na to? Czy takie wyjścia sam na sam z innym facetem wieczorem i to dodatkowo zakrapiane alkoholem są normalne? Dziewczyny jakie jest wasze zdanie, czy to normalne? Co ja mam zrobić w tej sytuacji? Ona nie chce słyszeć o żadnych zakazach, wie, że mnie to boli ale zamiast zaprzestać spotkań oskarża mnie o brak zaufania. Mam zacząć szantażować ją tym, że się rozstaniemy? Doradźcie mi proszę co mam robić bo już sam nie wiem.