Witam was wszystkich!!!
Mam na imię Agata , i jestem świeżynką na tym forum. Tak czytam od jakiegoś czasu wypowiedzi ludzi , o ich problemach i rozterkach życiowych , i widzę że nie jestem sama . Moja historia , jest tak jak wiele innych . 10 lat małżeństwa. Cudowne lata . prawdziwa miłośc ( a może mi się tylko tak wydawało jak patrzę teraz na zachowanie mojego męża). Wystartowaliśmy od zera. Po 4 latach małżeństwa zaczeliśmy podejmowac jakieś plany , cele życiowe . Zaczeliśmy od pracy mojego męża , bo bardzo chciał pracowac w policji. Udało się. Rok czasu sama , bo on w szkółce . Wrócił , i wszystko potoczyło się jak w pięknej bajce. Przeprowadziliśmy się do innego miasta, bo on w tym mieście zaczął i nie było sensu ciągle dojeżdżac . Znalazłam również w tym mieście wymarzona pracę dla mnie . Kupiliśmy mieszkanie , no i przyszedł czas na dziecko. Małe problemy , które zostały zażegnane . W tym czasie mój mąż przeniósł się do działu drogówki , bo jak będzie dziecko , to on będzie miał więcej wolnego czasu , i będzie mógł się nim swobodnie opiekowac . I w tedy bańka mydlana pękła. Z czułego faceta , zmienił się na " Boga" , jak sam o sobie mówi . Chamowaty , bezwzględny , zamkną się w sobie . I tak trwa to już 2 lata , i nie widzę szansy na jakąś kolwiek zmianę . Mówi że nie wie co do mnie czuje , że nie jest już szczęśliwy , zaczął chodzic na siłownię , odżywki , kupił sobie motor , i wyjeżdża sobie na 3 dni , bóg wie gdzie , nie rozmawia ze mną , mówi że to jest jego życie . Tylko dla czego jak z nim rozmawiam , to nie wie co ma zrobic . Mówi że boi się że jak się wyprowadzi , bo widzi jak mi jest źle , że jak zrozumie że jednak mnie kocha , to ja już ułożę życie z kimś innym, że nie będzie miał już do kogo wrucic . I trzyma mnie w takiej matni, pozwu nie chce podpisac . Nie mam pojęcia co robic . Nie mogę dłużej patrzec , jak on się bawi moim kosztem.