Witam wszystkich
Kilka dni temu rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam prawie rok i nie umiem sobie z tym poradzić. Oddał moje rzeczy, które u niego trzymałam i powiedział, że długo o tym myślał i zawsze będę mile widziana w jego domu, ale... przerwałam mu stwierdzeniem, że cieszę się, że jesteśmy tego samego zdania, że wcześniej już chciałam to powiedzieć, ale nie wiedziałam jak. Bo faktycznie od dłuższego czasu myślałam o rozstaniu. Obyło się bez kłótni, ustaliliśmy, że nie zerwiemy kontaktu.
Byliśmy w sobie bardzo zakochani, rozpieszczaliśmy się, wspieraliśmy, mieliśmy wspólne plany itd. mój pierwszy poważny związek. On był idealny, ale ok 3 m-ce temu zaczął się zmieniać, narzekać, krytykować moje poglądy, coraz mniej się odzywał i śmiał, a mnie zaczęło to irytować, było parę kłótni, zaczęłam się zastanawiać czy przestał mnie kochać i czy ja przestałam jego. Jednak chciałam dać nam szansę. Odbyliśmy poważną rozmowę i "poprawił się", ja się starałam. Znów było pięknie, bawiliśmy się, mówił, że kocha, myślałam, że się udało to uratować. Jednak nieoczekiwanie zniknął, miesiąc nie dał znaku życia, a na pierwszym spotkaniu zerwaliśmy. Było mi przykro. Przepłakałam całą noc. To dziwne, czułam, że to nastąpi więc dlaczego tak rozpaczam? przecież sama już wcześniej chciałam zerwać, przecież go nie kocham (ale wciąż lubię) nie jesteśmy sobie pisani, różni nas więcej niż sądziłam, skąd więc tyle żalu, smutku, łez? I czemu to przyszło tak szybko? miesiąc a taka zmiana. Wiem, że jeszcze się zakocham, że całe życie przede mną i tym bardziej nie rozumiem siebie i tej reakcji.
Zastanawia mnie też jego zachowanie - nie chciał zabrać ode mnie swoich rzeczy, schudł, mówił, że nie może jeść (nie wie dlaczego), zaczął więcej pić, ponadto ciągle się z kimś spotyka - z różnymi dziewczynami (to dziwne bo zawsze stronił od ludzi) i jakimś sposobem mnie o tym informuje, kilka razy pisał do mnie, a na wyjazd wakacyjny, który wspólnie planowaliśmy ze znajomymi, postanowił zabrać jakąś dziewczynę, której praktycznie nie zna. Kopara mi opadła, ja rozumiem zerwanie, ale na parę dni przed wyjazdem takie coś? I jeszcze się dziwił, że miałam mu za złe, że nie uprzedził mnie wcześniej. Ubolewał, że nie pojadę... chyba szczerze. Później mówił, że jest bardzo zadowolony z życia, co trochę mnie wkurzało. udawał? czy to było serio? Co w ten sposób chce osiągnąć? Dalej mnie kocha i nie chce pokazać, że przeżywa to rozstanie? próbuje odreagować? czy może "wyleczył się" z miłości i zerwanie spływa po nim jak po kaczce? Zastanawiam się, czy zatęskni i będzie chciał wrócić.
I jak dojść do siebie po czymś takim? Przecież długi związek zmienia ludzi i już nigdy nie będę taka jak zanim go poznałam. Zabrałam cząstkę jego, a on cząstkę mnie. Jak teraz mam odnaleźć siebie?