..wierzyć czy się poddać?... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » ..wierzyć czy się poddać?...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

Temat: ..wierzyć czy się poddać?...

trafiłam tu zupełnie przypadkiem, ucieszyłam się , piszę z nadzieją,że ktoś zrozumie moje historię..

to był wrzesień, ciepły wieczór. sobota. pamiętam to jak dziś..
weekend , który miał  pozwolić się zapomnieć, przypadkowi ludzie, przypadkowe miejsce....i nieprzypadkowy człowiek, który stanął przede mną ,zaprosił do zabawy...przetańczyliśmy całą noc, choć rozstaliśmy się w tłumie, bez słowa, bez kontaktu ... już wtedy wiedziałam,że nie zapomnę...znałam tylko jego imię i wiedziałam skąd pochodzi..to niewiarygodne -odnaleźliśmy się po dwóch tygodniach przez stary jak świat portal "nasza-klasa.pl" od razu więc umówiliśmy się na spotkanie !
umówionego wieczoru pojawił się..w moim życiu kolejny raz-i został w nim do dziś..
obydwoje mieliśmy wrażenie,że znamy się od zawsze, od razu znaleźliśmy wspólny język, łączyło nas mnóstwo spraw i zainteresowań..
z czasem nasze spotkania odbywały się częściej,wszystkie mogłyby trwać bez końca..
wiem,że byliśmy szczęśliwi.
Pomimo swoich prywatnych zajęć i codziennych obowiązków każde z nas miało energie żeby po całym tygodniu pracy spotkać się na ulubionej ławce w parku i przegadać noc..
to była taka młodzieńcza, cudowna miłość.. teraz  z perspektywy czasu wiem,jak pięknie jest  żyć chwilą..
kochałam jego dużo czarne oczy,jego dotyk który powodował dreszcze ,czułam jak bez końca zatracam się w tej miłości...
...pokochałam go za to,że jest nam ze sobą tak dobrze,że najprostsze czynności wykonywane razem mają sens...
z jednej strony wiedziałam,że jesteśmy dorośli ,że moje uczucie jest tak poważne , a z drugiej strony przy nim czułam się taką małą kochaną dziewczynką o którą tak dbał..
byłam dumna z tego,że jest obok mnie.
może to było dla nas za dużo ?
dobrze pamiętam dzień,kiedy poczułam jak zwalam się z nóg, a powiedzenie  "serce pęka na pół " nabrało dosłownego znaczenia..
Facet, którego kochałam ponad wszystko oznajmił mi z dnia na dzień ,że nie jest pewny swoich uczuć, szybko jednak poprawił się i stwierdził,że długo nad tym myślał naprawde próbował mnie pokochać, ale nie potrafi... lubi mnie i szanuje ,ale nie kocha.
pamiętam jak bardzo zabolały mnie te słowa. co czułam ?nie potrafię, naprawdę nie potrafię opisać. czułam się tak jakbym miała w środku bombę, która za chwilę wybuchnie, czułam strach,odrzucenie, ogromny lęk....
człowiek , który był częścią mnie nagle zapomniał o naszych planach ,nic nie znaczyły dla niego długie noce razem , wspólne wyjazdy, słowa i wszystkie obietnice..
wtedy-tamtego wieczoru...chciałam znikąć..
dławiąc się płaczem wbrew sobie wyznałam mu,że uszanuje jego decyzje,że dam sobie radę ,że wszystko będzie jak wcześniej , tylko niech powie mi....dlaczego....?
kłamałam. nic nie było takie jak wcześniej. samotne noce nie były już takie jak kiedyś, telefon był obcy wciąż milczał...ile razy ściskałam go prosząc żeby się odezwał... nigdy nie dowiedziałam się dlaczego nagle doszedł do takiego wniosku..
najwięcej bólu sprawiały mi miejsca w których byliśmy razem..
człowiek, który był dla mnie wszystkim - zapomniał o mnie.
wierzę,że na początku swej decyzji miał wyrzuty sumienia.. myślę jednak,że one zniknęły...
minęło pół roku od czasu, gdy widziałam go wtedy ostatni raz, nie mam z nim normalnego kontaktu..
raz odezwał się z pytaniem jak poszły mi egzaminy.. obiecał wtedy koncząc rozmowe ,że będzie pamiętał,że będzie się odzywał. milczy . minęło dwa miesiące.
pewnego wieczoru nie wytrzymałam, poprosiłam żeby zadzwonił -rozmawialiśmy jak wcześniej , świetnie się dogadywaliśmy , straciliśmy poczucie czasu..
to się jednak więcej nie powtórzyło...tak jakby od razu zapominał o wszystkich dobrych rzeczach między nami..
...nie umiem tak żyć, dałam mu wolność ale tylko dlatego,że tak bardzo go kocham ...
za każdym razem kiedy nie mogę usnąć myślę o tym, czy może akurat tej nocy on też nie może zasnąć..
pragnę zadzwonić, usłyszeć go..ale tak bardzo się boję.. boję się odrzucenia...
boję się zapytać czy kogoś ma..
...wszystko co robię wciąż robię dla niego...maluje paznokcie, zmieniam meble , chodzę na zakupy i każdej tej czynności towarzyszy myśl "on mnie zobaczy , ciekawe czy mu się spodoba" "chciałabym mu to pokazać "...
wciąż łudzę się,że przyjdzie dzien, kiedy wróci..
właściwie to chyba nawet nie dopuszczam myśli,że może być inaczej...
czasami jednak brakuje mi już cierpliwości i zaczynam nienawidzić siebie za to co się stało, dostrzegam w sobie mnóstwo wad...
...z kolei za chwilę chce się zmieniać, chce wyglądać lepiej -bo przecież on kiedyś mnie zobaczy...
każde niepowodzenie kończy się na tym,że wraca do mnie ta myśl,że przecież i tak już straciłam wszystko co kocham...

wiem, co można w takiej sytuacji zrobić- zapomnieć. iść do przodu , żyć dla siebie..
nie potrafię... sad

...jak się z tym pogodzić...??

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Bardzo smutna, chociaż pięknie opisana historia!

Niestety, w życiu piękne są tylko chwile... W Twojej sytuacji niewiele można poradzić, bo nie da się nikogo zmusić do miłości. Czas leczy rany i ta miłość stopniowo będzie się stawać odległym wspomnieniem.

Głowa do góry, jesteś młoda i najlepsze jeszcze przed Tobą! A on? Po prostu nie jest Ciebie wart i tyle...

Sama wiesz co robić - idź do przodu! wink

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

bardzo dziękuję, takie słowa podnoszą mnie na duchu smile

wierzę,że masz rację i że naprawdę z czasem to wszystko stanie się odległym wspomnieniem,
czasem miewam dni kiedy żyję swoim życiem, czasem jednak dopadają mnie też te gorsze kiedy to wszystko wraca do mnie z podwojoną siłą...
Czasem ludzie mówią,że miłość zwycięży wszystko..
Czas pokaże,co dla nas ma..
dziękuję !

4 Ostatnio edytowany przez novika81 (2012-07-25 14:25:26)

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Jakbym czytała siebie przed 12 laty...:) To minie, zobaczysz. Nie-nie mówię, że minie to uczucie, bo jeszcze długo będzie Ci towarzyszyło, ale z czasem nabierze innego znaczenia. Będziesz wspominać dobre chwile z uśmiechem na twarzy i cieszyć się, że spotkało Cie to całe szczęście. O złych rzeczach zapomnisz, bo nie warto ich rozpamiętywać.( Bo po co pamiętać słowa "po prostu mi się znudziłaś, to tak jak z zbawką, gdy się nudzi..."?). Bolało, ale z perpspektywy czasu te wszystkie złe słowa nie mają znaczenia. Bądź sama dla siebie, maluj się dla siebie, śmiej się i żyj dalej. Wszystko się ułoży - uwierz:)

5

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Always Look On The Bright Side Of Life smile Postaraj się zapomnieć o miłości. Banał ale czas leczy rany. Daj sobie z nim spokój jako o swoim facecie. Nie warto rozpalać co chwila nadziei. Mnie rzuciła cudowna koleżanka-przyjaciółka na początku grudnia. "Byliśmy" razem przez 1,5 roku. Znamy się od prawie już 19. I wiem że gdybym do niej dzwonił, mało odwiedził, to byśmy się świetnie ze sobą czuli, rozmawiali. Ale jeszcze nie teraz. Więc jeśli myślisz o kontynuowaniu znajomości na stopie koleżeńskiej to na razie daj sobie spokój w kontaktach z nimi. Jak będziesz siebie pewna, że to nie będzie boleć, to wtedy spróbuj. A ze związkiem daj sobie spokój.

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

czasem zdarzają się takie przypadki,że ktoś kogoś zostawia, później tego żałuje....potrzeba czasu..
w moim przypadku to niemożliwe?


dziękuję za wsparcie, jesteście wielcy!

7

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Mój Boże jak Ty go kochasz.....
No nic dziewczyno, powtórzę to co powiedzieli inni. Idź do przodu, z czasem przestanie boleć.
A czy wróci? Myślę, że nie warto zaprzątać se głowę takimi pytaniami.

8

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

To jest niesamowite, jak skomplikowaną psychikę mają kobiety. Chciałbym Cię uświadomić, że faceci raczej nie postrzegają tych spraw tak, jak to opisałaś. Na przyszłość powiem Ci, że nie możesz udawać przed chłopakiem, że wszystko jest OK, robić dobrą minę do złej gry. Czekać aż pierwszy zadzwoni, jeżeli bardzo Ci na nim zależy.
Jeżeli spędziłaś z nim w związku dłuższy czas i widziałaś, jak się o Ciebie troszczy, że jest dobry, że się stara, to znaczy, że nie wszystko stracone. Niekiedy przychodzi kryzys i facet twierdzi, że nie kocha, ale kocha. Twierdzi, że już nie da rady, ale da radę. Jak Ci raz powie, że chce zakończyć związek, to potem może nawet i tego żałuje, to jak widzi, że Ty się z tym uporałaś, gdyż nie piszesz, nie dzwonisz, nigdy mu nie powiedziałaś, jak bardzo mu na Tobie zależy, itp, to on uważa, że wszystko jest OK i tak się stać musiało.
Ja miałem taką sytuację. Sam stwierdziłem, że związek należy zakończyć, nazbierało się w nim różnych rzeczy, były to totalne błahostki, nic zbyt ważnego, ale jakoś po połowie roku stwierdziłem, że to chyba nie to. Jednak moja dziewczyna nie dała mi odejść, dzwoniła cały czas i chciała się spotkać, porozmawiać, wyjaśnić. I dopiero, jak ona ochłonęła, ja ochłonąłem, i porozmawialiśmy poważnie, dużo łez się polało, zrozumiałem, że jestem nienormalny i jak mogłem tak łatwo próbować to zakończyć. Minął już prawie rok od tego i osobiście nie wyobrażam sobie życia bez swojej sympatii i jestem jej wdzięczny za to, że nie dała za wygraną. A sam nie potrafię zrozumieć swojego zachowania.

Jaki z tego morał? Faceci niestety nie myślą o tym wszystkim tak jak kobiety. Dlatego trzeba grać z nimi w otwarte karty. Nie możesz liczyć na to, że on się domyśli, albo, że on się opanuje sam. Koniec kropka.

Proponuję faceta zlokalizować na naszej-klasie (totez FB) i zobaczyć, czy ma jakąś dziewczynę. Możesz zawsze do niego zadzwonić, tak jak 2 miesiące temu. Jeżeli 2 miesiące temu nie oddzwoniłby do Ciebie, albo spławiłby Cię podczas rozmowy, to nie miałabyś co kombinować. Ale tak nie było. Jeżeli chcesz być spokojna, to się z nim skontaktuj i podziel się swymi najszczerszymi odczuciami, powiedz jak Ci było z nim dobrze. Faceci doceniają to, jak ktoś ich docenia. Porozmawiaj szczerze, nie wstydź się własnych uczuć. Jeżeli on szczerze Ci odpowie, że nie jest zainteresowany, to zapomnij o nim.

Napisałem tak, bo wydaje mi się, że masz jakieś wyrzuty sumienia, że to Twoja wina. Musisz z nim porozmawiać, będziesz wtedy miała czyste konto i będziesz wiedziała na 100% na czym stoisz.

9 Ostatnio edytowany przez teraźniejszość. (2012-07-25 18:48:52)

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Kochani! Po ostatniej odpowiedzi jaką dostałam....czyt. wyżej:)
bez chwili zawahania sięgnęłam po telefon i napisałam !!

Przełamałam na moment to ciężkie milczenie...
Napisałam,że  chce się spotkać bo brakuje mi jego obecności..
dostałam odpowiedź od razu, napisał,że ostatnio zastanawiał się czy do niego dzwoniłam czy tylko to mu się śniło:) napisał,że możemy się spotkać i że generalnie to zaskoczyłam go tym co napisałam,bo myślał,że już sobie darowałam...
odpowiedziałam,że nie darowałam i nie daruję..
na co on odpisał,że ok,jesteśmy umówieni,ale on raczej zdania i tak nie zmieni..
dodał,że jest na siłowni,więc zakończyłam rozmowę...



sad

przykre, jak ludzie nagle stają się sobie obcy..



będę cierpliwa..

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Powalcz, jesli nie o Was, to dla siebie.  Tak, abyś mogła powiedzieć, ze zrobiłaś wszystko co mogłaś aby to miało szanse. Powiedz wszystko co czujesz, dobrze Ci to zrobi- zobaczysz.
Najważniejsze, to wyrzucić z siebie cały ten zgiełk rozterek i wątpliwości- bo takie na pewno masz.

Dasz radę, wierze w Ciebie, piątka! smile

11

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

teraźniejszość. - koniecznie napisz jak sprawy sie toczą!

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Oczywiście,że napiszę ! Chętnie podzielę się z Wami tym co mnie spotka .. dziękuję wszystkim , bo to dzięki wam zrobiłam właśnie mały krok w jego stronę..
Spotkanie ustaliliśmy dopiero na 19 sierpnia, ponieważ wcześniej nie da rady..
ale uwierzcie Kochani,że już żyję tylko tym spotkaniem !!!
Idąc do pracy przeglądam się w szybach sklepów i myślę " niecały miesiąc , niecały miesiąc i ja będę w zasięgu Twojego wzroku , a Ty w zasięgu mojego.."  smile od razu jest mi lepiej...a jednocześnie boję się
nie wiem czego mogę się spodziewać, być może zwykłej koleżeńskiej rozmowy, a może odrzucenia...
...nie wiem jak się zachować...najprościej byłoby rzucić się na szyje i przytulać, przytulać bez końca... smile

czy powinnam trzymać dystans ?

13 Ostatnio edytowany przez firlifrancek (2012-07-26 12:05:16)

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...
teraźniejszość. napisał/a:

czy powinnam trzymać dystans ?

W Twoim przypadku to chyba niemożliwe, jesteś zakochana po uszy i tę ogromną miłość czuć nawet tutaj na forum wink

Chciałbym, żeby wszystko ułożyło się dla Ciebie dobrze, bo naprawdę na to zasługujesz.

Tak jak inni trzymam za Ciebie kciuki! cool

14

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

ja osobiście też trzymam kciuki smile

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

dziękuje Wam  naprawdę ,
strasznie się cieszę,że tu..w sieci można znaleźć osoby który potrafią podnieść na duchu:)

potrzebowałam was..i tej motywacji

zrobię wszystko żeby czuć się wtedy dobrze i wyglądać pięknie -stawie temu wszystkiemu czoło jeszcze raz!

napiszę do was przed spotkaniem:)mam nadzieję,że będziecie mnie pamiętać i nie pozwolicie mi się bać..

16

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Jaka piękna historia. Rzeczywiście zakochana to Ty jesteś po uszy! Trzymam w kciuki za spotkanie!:)

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Pisz koniecznie, służymy motywacją i dobrą energią!

Z takim nastawieniem to już musi Ci się udać wink

18

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Rozumiem, że ta nagła zmiana nastąpiła po moim poście?
Ale kochana, radzę Ci, tylko, żebyś nie nastawiała się tylko na sukces! Żebyś potem się nie załamała psychicznie!
Jednak jestem z Ciebie dumny, że mnie posłuchałaś i się wreszcie uzewnętrzniłaś! Wy - kobiety macie z tym ogromny problem. Faceci są prości, nieskomplikowani, jak się coś od nich chce, należy to im powiedzieć, a nie czekać na ich ruch smile

Dlatego jakkolwiek się to Wasze spotkanie nie zakończy, to i tak wygrałaś. Gdybyś się z nim nie spotkała, to byś to dusiła do końca życia. A tak funkcjonować się nie da. Wywal na tym spotkaniu wszystko co Ci na wątrobie leży. Nie wstydź się swoich uczuć. Tym bardziej, że opisywałaś, że on był w porządku w stosunku do Ciebie. Dlatego wszystko zapewne zrozumie. Jeżeli WRESZCIE porozmawiasz z nim szczerze, a on z Tobą, to powinnaś również zrozumieć jego zdanie. Jakkolwiek ono by nie było. Trzymam kciuki!
Aha i się ładnie ubierz na to spotkanie, faceci są wzrokowcami. I chociaż często zapominają powiedzieć swoim dziewczynom, że pieknie wyglądają, to dobrze to dostrzegają i o tym nigdy nie zapominają wink

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

asmodeus, dałeś mi wielkiego kopa do działania smile


wiem,że to wszystko może się potoczyć nie tak jakbym chciała.. wiem jak będzie mi ciężko jeśli kolejny raz mnie odepchnie na bok,wiem też wiele ryzykuję - stracę jakiś wewnętrzny spokój , jaki osiągnęłam w małym stopniu przez to,że tak długo się nie widzieliśmy, ochłonęłam , minął ten pierwszy szok po tym przykrym wyznaniu, ale nie zapomniałam, wciąż nie zmieniłam swoich priorytetów i marzeń związanych z tą osobą , zyskałam więcej nadziei na to,że to wszystko co było dobre  wróci ...


jeszcze bardziej czuję niepewny grunt po tym jak od razu przed spotkaniem w wiadomości zapowiedział ,że raczej i tak nie zmieni swojego zdania .


nie mogę chyba zrobić dla nas więcej niż tam pójść, porozmawiać, dalszy bieg wydarzeń zależy już tylko od tej osoby..
cokolwiek się wydarzy,poniosę wszelkie konsekwencję i odpowiedzialność za to, bo to żeby znów spotkać się twarzą w twarz -jest moim wyborem.

...oczywiście,że zrobię wszystko,żeby wyglądać ładnie, bo pamiętam  -zawsze kiedy wyglądałam 'dobrze' widziałam z jakim zachwytem i uśmiechem spoglądał na mnie:) . mówił mi,że jestem piękna..
czasem myślę,że to ,że było nam razem dobrze,że akceptowaliśmy siebie bez względu na to,ze czasem  przy sobie nie dbaliśmy już o wygląd (ja już nie martwiłam się tym czy widzi mnie niewyspaną, zapłakaną, nieuczesaną, nieumalowaną )- może to sprawiało,że dostrzegł więcej wad we mnie, może tym go odsunęłam?
w końcu faceci to wzrokowcy.
od czasu kiedy odszedł, walczyłam ze sobą, chciałam być lepsza, ładniejsza, bo chciałam mu kiedyś pokazać siebie -bardziej atrakcyjną .
w pewnym stopniu udało mi się to, czuję się lepiej sama ze sobą, podobam się sobie -tak łudzę się,że może on to zauważy i znów pomyśli o mnie jak o atrakcyjnej, fajnej kobietce...i zobaczy to co przyciągnęło go do mnie na samym początku.. ?

_____
wiecie co, czasem myślę,że ktoś musi go zranić,ktoś kogo pokocha .. może wtedy wróci chociażby myślami do mnie..

20

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

I jak tam ? Nic się nie zmieniło względem Waszego spotkania ? Smutna historia...

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

hej..niestety nie mam dobrych wieści....mój telefon cały czas milczy.........
...przez to boję się tego wszystkiego jeszcze bardziej:(
wiem.."jeśli facet nie dzwoni to dlatego,że nie chce " ...dlaczego nie może chcieć człowiek który ukradł mi kawałek mnie...

szukałam kontaktu, odezwałam się po tym jak ustaliliśmy spotkanie..dostałam odpowiedź owszem... tylko,że po 3 godzinach, zupełnie nie na temat...że własnie wrócił do domu i znalazł chwile ,żeby odpisać...
było późno w nocy,
...miałam ochote płakać i krzyczeć:( usnęłam...nie dałam już odpowiedzi..

a on tak jakby zapomniał o moim istnieniu..
czasem myślę,że popełniłam błąd, mogłam ratować nas na początku, a teraz chyba opadły emocje, jego uczucia całkiem odeszły i stałam się zupełnie obcą osobą:(:(

22 Ostatnio edytowany przez teraźniejszość. (2012-08-25 10:04:19)

Odp: ..wierzyć czy się poddać?...

Witajcie kochani, pisze i mam nadzieję,że ktoś jeszcze tu zajrzy i pamięta moją smutną historię..

opowiadałam wam,że mamy się spotkać 19 sierpnia. nie spotkaliśmy się.
przed spotkaniem była cisza, zero kontaktu z jego strony , postanowiłam się odezwać.. dziś zastanawiam się czy to był dobry pomysł..
Napisałam"zastanawiam się czy myślisz o mnie czasem.."
odpisał "Hmmm..może czasem. Nie spotkamy się,bo moja kol. ma o to pretensje,we wrześniu też nie dam rady bo mam wesela "
zwątpiłam..
odpowiedziałam,żeby powiedział wprost że kogoś ma i nie kazał mi czekać.
odpowiedzi nie dostałam..

od tamtej pory minął tydzień, tydzień ciszy oczywiście..
wczoraj pod wpływem chwili bedąc w złym nastroju wysłałam do niego link z piosenką.. taka która najbardziej kojarzy mi się z tym co było..
odpisał. napisał " co ja poradzę,że tak się stało..sam już nie wiem przez co to się skonczyło"
strasznie się zdenerwowałam, chyba spanikowałam, chciałam napisac tysiąc słów , rozmawiać i rozmawiać, ale chyba nie znalazłam odwagi.. nie wpadłam na lepszy pomysł niż to,żeby napisać " człowieku, tak bardzo mi Ciebie brakuje.. powiedz mi,że jeszcze kiedyś się zobaczymy i będzie wtedy dobrze" ...nadal milczy, nie dostałam odpowiedzi...zapewne nie dostane..
czuję się totalnie rozbita.. moje wszystkie nadzieje kolejny raz ktoś zgniótł i wyrzucił ;/
chciałam napisać mu,że nie umiem ogarnąć tego co się stało,chciałam spróbowac przypomnieć mu wszystkie nasze dobre momenty z nadzieją,ze to wzbudzi w nim jakieś dawne uczucia,że za czymś zatęskni??
powoli jednak tracę nadzieję na wszystko......
proszę, pokierujcie mnie..


gdybym wiedziała,że wszystko wróci mogłabym czekać wieczność sad

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » ..wierzyć czy się poddać?...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024