trafiłam tu zupełnie przypadkiem, ucieszyłam się , piszę z nadzieją,że ktoś zrozumie moje historię..
to był wrzesień, ciepły wieczór. sobota. pamiętam to jak dziś..
weekend , który miał pozwolić się zapomnieć, przypadkowi ludzie, przypadkowe miejsce....i nieprzypadkowy człowiek, który stanął przede mną ,zaprosił do zabawy...przetańczyliśmy całą noc, choć rozstaliśmy się w tłumie, bez słowa, bez kontaktu ... już wtedy wiedziałam,że nie zapomnę...znałam tylko jego imię i wiedziałam skąd pochodzi..to niewiarygodne -odnaleźliśmy się po dwóch tygodniach przez stary jak świat portal "nasza-klasa.pl" od razu więc umówiliśmy się na spotkanie !
umówionego wieczoru pojawił się..w moim życiu kolejny raz-i został w nim do dziś..
obydwoje mieliśmy wrażenie,że znamy się od zawsze, od razu znaleźliśmy wspólny język, łączyło nas mnóstwo spraw i zainteresowań..
z czasem nasze spotkania odbywały się częściej,wszystkie mogłyby trwać bez końca..
wiem,że byliśmy szczęśliwi.
Pomimo swoich prywatnych zajęć i codziennych obowiązków każde z nas miało energie żeby po całym tygodniu pracy spotkać się na ulubionej ławce w parku i przegadać noc..
to była taka młodzieńcza, cudowna miłość.. teraz z perspektywy czasu wiem,jak pięknie jest żyć chwilą..
kochałam jego dużo czarne oczy,jego dotyk który powodował dreszcze ,czułam jak bez końca zatracam się w tej miłości...
...pokochałam go za to,że jest nam ze sobą tak dobrze,że najprostsze czynności wykonywane razem mają sens...
z jednej strony wiedziałam,że jesteśmy dorośli ,że moje uczucie jest tak poważne , a z drugiej strony przy nim czułam się taką małą kochaną dziewczynką o którą tak dbał..
byłam dumna z tego,że jest obok mnie.
może to było dla nas za dużo ?
dobrze pamiętam dzień,kiedy poczułam jak zwalam się z nóg, a powiedzenie "serce pęka na pół " nabrało dosłownego znaczenia..
Facet, którego kochałam ponad wszystko oznajmił mi z dnia na dzień ,że nie jest pewny swoich uczuć, szybko jednak poprawił się i stwierdził,że długo nad tym myślał naprawde próbował mnie pokochać, ale nie potrafi... lubi mnie i szanuje ,ale nie kocha.
pamiętam jak bardzo zabolały mnie te słowa. co czułam ?nie potrafię, naprawdę nie potrafię opisać. czułam się tak jakbym miała w środku bombę, która za chwilę wybuchnie, czułam strach,odrzucenie, ogromny lęk....
człowiek , który był częścią mnie nagle zapomniał o naszych planach ,nic nie znaczyły dla niego długie noce razem , wspólne wyjazdy, słowa i wszystkie obietnice..
wtedy-tamtego wieczoru...chciałam znikąć..
dławiąc się płaczem wbrew sobie wyznałam mu,że uszanuje jego decyzje,że dam sobie radę ,że wszystko będzie jak wcześniej , tylko niech powie mi....dlaczego....?
kłamałam. nic nie było takie jak wcześniej. samotne noce nie były już takie jak kiedyś, telefon był obcy wciąż milczał...ile razy ściskałam go prosząc żeby się odezwał... nigdy nie dowiedziałam się dlaczego nagle doszedł do takiego wniosku..
najwięcej bólu sprawiały mi miejsca w których byliśmy razem..
człowiek, który był dla mnie wszystkim - zapomniał o mnie.
wierzę,że na początku swej decyzji miał wyrzuty sumienia.. myślę jednak,że one zniknęły...
minęło pół roku od czasu, gdy widziałam go wtedy ostatni raz, nie mam z nim normalnego kontaktu..
raz odezwał się z pytaniem jak poszły mi egzaminy.. obiecał wtedy koncząc rozmowe ,że będzie pamiętał,że będzie się odzywał. milczy . minęło dwa miesiące.
pewnego wieczoru nie wytrzymałam, poprosiłam żeby zadzwonił -rozmawialiśmy jak wcześniej , świetnie się dogadywaliśmy , straciliśmy poczucie czasu..
to się jednak więcej nie powtórzyło...tak jakby od razu zapominał o wszystkich dobrych rzeczach między nami..
...nie umiem tak żyć, dałam mu wolność ale tylko dlatego,że tak bardzo go kocham ...
za każdym razem kiedy nie mogę usnąć myślę o tym, czy może akurat tej nocy on też nie może zasnąć..
pragnę zadzwonić, usłyszeć go..ale tak bardzo się boję.. boję się odrzucenia...
boję się zapytać czy kogoś ma..
...wszystko co robię wciąż robię dla niego...maluje paznokcie, zmieniam meble , chodzę na zakupy i każdej tej czynności towarzyszy myśl "on mnie zobaczy , ciekawe czy mu się spodoba" "chciałabym mu to pokazać "...
wciąż łudzę się,że przyjdzie dzien, kiedy wróci..
właściwie to chyba nawet nie dopuszczam myśli,że może być inaczej...
czasami jednak brakuje mi już cierpliwości i zaczynam nienawidzić siebie za to co się stało, dostrzegam w sobie mnóstwo wad...
...z kolei za chwilę chce się zmieniać, chce wyglądać lepiej -bo przecież on kiedyś mnie zobaczy...
każde niepowodzenie kończy się na tym,że wraca do mnie ta myśl,że przecież i tak już straciłam wszystko co kocham...
wiem, co można w takiej sytuacji zrobić- zapomnieć. iść do przodu , żyć dla siebie..
nie potrafię...
...jak się z tym pogodzić...??