Witajcie Dziewczyny! Chcę się Wam zwierzyć, zasiegnać porady u osób, które widzą mój problem z innej strony.
Mianowicie jestem z moim chłopakiem prawie 2 lata. Nie mieszkamy w Polsce, lecz za granicą. Mieszkają tu takze brat (ze swoją rodziną) oraz rodzice mojego chłopaka (są Polakami). Niestety mój partner nie miał szczęsliwego dzieciństwa, które wynikało z alkoholowego nałogu rodziców. Sam opiekował się rodziną i mając 18 lat musiał zacząć żyć na własny rachunek.
Przede mną miał kobietę, która (jak sie potem okazało) nie akceptowała jego rodziny. Teraz wiem czemu. Problem przeniósł się także do naszego związku. Mój chłopak nad wyraz pomaga swojej rodzinie. A szczególnie bratu, który jest mężem i ojcem. My nie mamy dzieci. Załatwił mu mieszkanie, wszelkie sprawy papierowe i załatwia wszelkie formalnosci w banku. Jego brat jest zagranicą 2 lata i kompletnie nie rwie sie do nauki języka. Do tego jeszcze sprowadził tu dziecko i swoją zonę.
Dziewczyny, mam tego dość... Ostatnie miesiace kręcą się tylko w okół ich spraw..załatwiania mieszkania, kredytu, wizyt w banku. To samo jest z jego rodzicami, za których robi wszystko. Nie da sobie nic powiedziec na rodzinę i to ja stałam się wrogiem od pewnego czasu.
Mam tego powoli dość. Nie, nie jestem zazdrosna. Wiem,że rodzinie trzeba pomagać, ale nie zgadzam się na wyręczanie kogoś w bieżących sprawach! Myslę,że ta 'pomoc' ma podłoze patologiczne. Co o tym myslicie? Tysiace rozmów nic nie dały...jest jeszcze gorzej, gdyż mnie okłamuje i nie mówi wszystkiego.
Nie wiem,czy mam trwać w takim zwiazku. Chce czuć,że mu zależy na NASZYM domu, na NASZYM życiu, a nie na życiu innej rodziny... Boję się,że gdy zdecydujemy się na dziecko, to ono będzie dla niego mniej ważne niż dziecko brata...