Witam wszystkich,
czytalam sporo postow o klamstwie w zwiazku, ale mimo wszystko chcialam wam przedstawic moj problem i prosic o obiektywna ocene/ rady itp. Ja jestem chyba juz zbyt zaslepiona, by trzezwo myslec?
Nasz zwiazek (4 lata) nalezalby do udanych, gdyby nie jego klamstwa, matactwa i zatajanie pewnych rzeczy, ktore prowadza do ciaglych klotni. Nie mowi mi wprost, co mysli/ robi tylko zataja to przede mna i probuje mna krecic. Klamie zarowno w blahych sprawach jak I tych powaznych. Ma tendencje do przesadnego ubarwiania rzeczywistosci (jak zacznie cos opowiadac to po prostu bajka!) Swoim rodzicom I znajomym tez wciska klamstwa bez mrugniecia okiem, by osiagnac zamierzona korzysc lub przedstawic siebie w bardzo dobrym swietle, np. Rodzicow klamie, ze samochod sie zepsul (zeby go podwozili) a kolegom wmawia, ze studiuje zaocznie (zeby zrobic na nich dobre wrazenie)
Ja rozumiem, ze kazdy z nas chce sie pokazac w dobrym swietle, ale on chyba przesadza?
Mnie tez oszukuje
Przyklad: planowalismy we wrzesniu slub i on sie spytal, co sadze o intercyzie. Powiedzialam, ze nie wyobrazam sobie czegos takiego, I spytalam, czy on by chcial intercyze spisac. On na to, ze nie, ze tak tylko pyta. Pozniej odkrylam, ze radzil sie znajomego prawnika, jak to jest z ta intercyza i jakby tu mnie ?podejsc?, zebym to podpisala!!!
Jak go z tym skonfrontowalam to naskoczyl na mnie, ze go szpieguje I odwrocil kota ogonem. Oczywiscie przyznal sie , ze jednak chce tej intercyzy?
Doszlo do tego, ze zaczelam go kontrolowac. Odkrylam m. in., ze ukrywa przede mna zaciagniety kredyt oraz pisuje potajemnie maile z kolezanka z pracy (czasem tez sie spotykaja) Klamie w prawie kazdej drobnej sprawie.
Caly czas mu mowie, ze jestesmy razem, mamy WSPOLNE zycie I musimy sobie o wszystkim mowic, nawet o rzeczach, ktorych sie byc moze wstydzimy (podejrzewam, ze ten kredyt zatail, zeby nie wyszlo, ze nie mial kasy I musial wziasc) Niestety poprawy brak, on woli klamac I budowac iluzje bajkowego zycia.
Zatail spotkania z kolezanka, bo nie chcial mnie niepokoic (oczywiscie to tylko kolezanka) Natomiast jego zdaniem kredyty , jego portfel to jego osobiste sprawy I ja nie mam nic do tego W ogole do spraw finansowych ma dziwne podejscie: osobne konta, rozliczanie z kazdego wydatku (np. Kto kiedy zaplacil w restauracji i czyja teraz kolej
) dla mnie malzenstwo to wspolnota, takze finansowa (dla informacji: zarabiamy po tyle samo) dla niego ?jak sie wyrazil ? kocha mnie,ale w sprawach finansowych nie ma milosci, tylko czyste rachuby
Nie rozumiem takiego myslenia I zachowania, kocham go, ale nie wiem, jak dlugo wytrzymam z jego klamstwami i takim podejsciem "kocham cie, ale to moje, tamto twoje"
tym bardziej, ze on ma taki zadufany charakter, ze predzej da sie pokroic niz przyznac do klamstwa czy bledu. Tak sobie teraz mysle i dochodze do wniosku, ze jeszcze nigdy nie uslyszalam od niego slowa "przepraszam", nawet jak mialam niezbite dowody na to, ze klamie
staje sie powoli psychicznym wrakiem: rozsadek mowi, ze taki zwiazek nie ma sensu, ale serce nie chce odejsc ![]()