Witajcie,
na to forum sprowadziła mnie chęć opisania swojej sytuacji i chęc poznania ocen osob obiektywnych. Mam nadzieję, że będziecie w stanie mi pomóc.
Jestem młodą osobą, ale już "po przejściach". Chłopak, który był moja pierwszą wielką miłością, któremu bezgranicznie ufałam i w związek z którym zaangażowałam się całkowicie, okłamywał mnie...i zdradzał. Było morze łez, jego wypieranie się, prośby, groźby (groził, że popełni samobójstwo) i z pewnością wielu z Was, którzy przechodzili to samo, domyśla się przez co przeszłam i jaką traumę to na mnie pozostawiło.
Od tamtego czasu mineło kilka lat, spotykałam się z innymi chłopakami, ale nigdy nic z tego nie wyszło, nie chciałam.
Nie potrafiłam zaufac, nawet nie chciałam ufać, żeby znów nie przeżywać tego samego, bo tak naprawdę ledwo stanełam na nogi, dochodziłam do siebie długo.
Aż w końcu poznałam kogoś, zupełnie innego niż mój ex i większość znanych mi chłopaków. Bardzo inteligentnego, z podobnymi poglądami do moich, doceniającego przede wszystkim mój intelekt i rozległe zainteresowania, a nie fizyczność. Zaczeliśmy się spotykać, wydawało mi się, że jest właśnie takim typem chłopaka, jakiego zawsze chciałam "mieć". Z rozmów wynikało, że mamy podobny system wartości, że tylko monogamia, żadnych zdrad itd.
Idylla nie trwała jednak długo, nie wiem czy sumienie go ruszyło, czy bał się, że dowiem się z innych źródeł (co byłoby cięzkie, gdyż nie mamy wspólnych znajomych)...przyznał mi się do czynów, które zmieniły nagle moje pojmowanie jego osoby o 180 stopni.
W skrócie: zdrada w przeszłości, później jednorazowe przygody, których sam usilnie poszukiwał przez internet m.in., a także...skorzystanie z usług pań profesjonalistek, wiadomo o co chodzi.
Załamałam się. Jak to wyglda obiektywnie? A jak dodatkowo w oczach osoby, która była zdradzana? Wiele nieprzespanych nocy zajeło mi podjęcie decyzji, że dam mu szansę, w końcu sam się przyznał, założyłam, że ma dobre intencje. Kontakty między nami znacznie się ochłodziły, rozmawiałam z nim bardzo oficjalnie, nie potrafiłam powiedzieć nic miłego, miałam masę niewypowiedzianych pretensji, o to, że w ogole mógł robić takie rzeczy będąc tak inteligentnym człowiekiem, że mógł wcześniej w rozmowach ze mną twierdzić zupełnie co innego... teraz wiem, że mówił tak, bo jeszcze słabo się znaliśmy, a ja opowiedziałam mu o przejściach z byłym.
Dałam szansę, ale byłam czujna, znalazłam jego profile na kilku portalach, powiedzmy, randkowych (o których, podkreślam, sam mi powiedział). Obserowałam je, zalogował się raz, miesiąc spokoju, zalogował się ponowanie, nie wytrzymałam, przyznałam, że wiem, ze dla mnie to wyglada jednoznacznie, że to koniec. On przekonywał, że nic złego nie zrobił, ze wszedł na te konta ot tak, z ciekawości, z głupoty, ale ze nie mial zamiaru mnie zdradzac i nie zrobil tego.
Wałkowaliśmy temat jeszcze kilka następnych dni, wziełam go w krzyzowy ogien pytan, zaczął się lekko plątać w zeznaniach, zmieniał wersję na temat znajomości z dziewczyną poznaną za pomocą tych portali (historia bezposrednio sprzed naszego poznania sie) której zresztą o mnie nie powiedział, ponoc po prostu zerwał kontakt, a ona i tak wydzwaniała. "Nie chciał jej krzywdzić".
Decyzji nie zmieniłam, mimo że serce mi się krajało, bo dogadywalismy się świetnie, a czas płynął nam błyskawicznie w swoim towarzystwie. Ale doszłam do wniosku, ze najprawdopodobniej mamy zupelnie inne systemy wartości i prędzej czy pozniej ta relacja się rozpadnie, a ja do tego czasu zamęcze się psychicznie zastanawiając się czy jest mi wierny.
Myslę, że postąpiłam słusznie. Jak uważacie?
Dzięki dla wszystkich, którzy zdołali przez to przebrnąć.