Witam. Jestem tutaj nowa i chcę Was prosić o pomoc. To wszystko wyjdzie pewnie bardzo chaotycznie, bo mam mętlik w głowie. Otóż: Pod koniec tego roku skończę 18 lat, mam wspaniałego chłopaka, który rocznikowo jest w moim wieku, jest już pełnoletni. Jesteśmy razem 21 miesięcy, niedługo (mam nadzieję) będziemy świętować naszą drugą rocznicę. Mój chłopak jest osobą odpowiedzialną, dojrzałą. Jest to może spowodowane tym, iż ma ojca alkoholika, dlatego też wcześnie musiał dorosnąć. Jest mi bardzo bliski i zależy mi na nim. Problemem jest to, że moi rodzice nie do końca akceptują nasz związek. Szczególnie tata. Uważa, że stać mnie na kogoś 'lepszego', że mój chłopak na pewno będzie taki sam, jak jego ojciec, że będzie pił, bił mnie i nie będę miała z nim lekkiego życia. Kiedyś sama się tego bałam, ale teraz już coraz mniej. Mój chłopak jest dla mnie dobry, nie upija się, stara się. Wiem, że jest mu ciężko, kiedy ludzie oceniają go przez pryzmat uczynków jego taty. Mój ojciec często mi dogryza, wyśmiewa mojego chłopaka. Tyle dobrego, ze ostatnio zaczął odpowiadać mu 'dzień dobry'... Często chodzi na mnie obrażony, nie odzywa się do mnie, jeśli wyjdę z chłopakiem na spacer. Pomału mnie to wykańcza. Bo jak można tak żyć? Kocham moją rodzinę, ale kocham też mojego chłopaka. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Rozmowa z tatą nie wchodzi w grę, bo to nic nie da. Myślałam nawet, żeby napisać do niego list, ale nie wiem, czy to dobry pomysł.
Mimo tego, że niedługo będę pełnoletnia, nie wolno mi zbyt wiele. Kiedy gdziekolwiek chcę wyjść, są wielkie pretensje ze strony taty. On chce, żebym siedziała tylko w domu. A zwłaszcza chodzi mu o to, żebym nie wychodziła z moim chłopakiem. Kiedyś, 2, 3 lata temu, było mi wolno więcej. Mogłam chodzić na dyskoteki organizowane przez znajomych w budynku w naszej małej miejscowości, wracałam późno i nie było z tym problemu. Ale wtedy nie byłam jeszcze z moim chłopakiem.
Kiedy już gdzieś wyjdę z reguły nie bawię się dobrze, bo martwię się, jak to będzie, kiedy wrócę do domu. Wystarczy jedno spojrzenie ze strony taty, cisza kiedy o coś pytam, a ja już mam ogromne wyrzuty sumienia. Zawsze wszystko biorę do siebie. Co mogę z tym zrobić?
Innym moim problemem jest to, że chcę się zmienić. Jestem nieśmiała, małomówna, nadwrażliwa, często płaczę z powodu krytyki (szczególnie rodziców). Kiedyś byłam wesoła, otwarta, zwariowana, umiałam się bawić, miałam wielu znajomych. Taką właśnie poznał mnie mój obecny chłopak. Spodobałam mu się taka. a teraz jestem nudna i niespontaniczna. Boję się, że kiedyś będzie miał mnie dość takiej. Ale nie tylko z tego powodu chcę się zmienić. Nie mam przyjaciół (oprócz mojego chłopaka, bo on jest również dla mnie przyjacielem). Kiedyś miałam dwie przyjaciółki, przynajmniej tak mi się wydawało. Jedna z nich (S.) , kiedy znalazła sobie chłopaka (ok.3 lata temu) odsunęła się ode mnie. Nie miała dla mnie czasu, kiedy jej najbardziej potrzebowałam. Ciągle był tylko on i on. Z drugą dziewczyną (M.) również odsunęłyśmy się od siebie. Poszłyśmy do innych szkół, ona zmieniła nr, nie miałyśmy żadnego kontaktu. I nie dbałyśmy w ogóle o tę relację. Teraz obie są dla mnie dalszymi koleżankami. Z drugą z nich przez pewien czas miałyśmy jakiś kontakt telefoniczny, ale potem się urwał. Spytałam ją, dlaczego. Zaczęła mi zarzucać, że nie widzę świata poza moim chłopakiem, że tylko on się dla mnie liczy. Chodziło jej o to, że raz nie spotkałam się z nią, tamtą drugą byłą przyjaciółką i jeszcze jedną dziewczyną, na noc u jednej z nich . Wtedy akurat nie mogłam, cóż... mój tata... A ona nie znając sytuacji miała do mnie ogromne pretensje. Zresztą nawet nie wiedziała, że M. tam będzie. Wiedziałam tylko o tamtych dwóch dziewczynach - S. i innej koleżance. A z nimi akurat nie dogadywałam się najlepiej. (Chodzę z nimi do jednej klasy, nie w głowie im nauka, ja jestem im potrzebna tylko do spisywania zadań). Innym razem również się z nimi nie spotkałam, bardzo chciałam i myślę, że udałoby mi się to jakoś załatwić z tatą, ale akurat tego dnia miałam dość poważne problemy zdrowotne, Chyba nie uwierzyły, bo kiedy opowiadałam i m to jeszcze raz w szkole, wymieniły się znaczącymi uśmieszkami. Z M. mój kontakt całkowicie się urwał. Ona uważa, że przyjaźń czy nawet koleżeństwo to nie tylko pisanie smsów. Ma rację, ale nawet nie wie, jak mi jest ciężko utrzymywać z kimś kontakt. Ostatnio pisałam do niej, już nie odpisała. Jak mam nie być wpatrzona w mojego chłopaka, skoro właściwie tylko z nim bez problemu mogę o wszystkim porozmawiać? (czasem mam jeszcze pewne opory, jakbym się bała, co on sobie o mnie pomyśli:( ) Kiedyś byłam inna, bez problemu mogłam z kimś porozmawiać. Teraz mam wrażenie, że jestem jakby wyjęta ze społeczeństwa, szczególnie w szkole, że każdemu jestem obojętna, że jestem takim odludkiem. Nie wiem, jak to zmienić, jak otworzyć się na ludzi. Może i chciałabym odnowić kontakt z tamtymi dziewczynami, ale one teraz trzymają się we trzy, są jakieś inne niż wtedy, kiedy były mi bliższe. Boję się, co będzie, kiedy pójdę na studia. Czy będę umiała się z kimkolwiek porozumieć? ![]()
Bardzo lubię śpiewać. Jeszcze w gimnazjum robiłam to bez oporów, czułam się z tym świetnie. A teraz w liceum jest inaczej. Straciłam wiarę w siebie, uważam, że do niczego się nie nadaję.
Chciałabym się zmienić. Tęsknię za tym, kim kiedyś byłam. Tylko nie wiem, czy jest do tego jeszcze jakiś powrót.
Chłopak też kiedyś powiedział mi, że tęskni za dawną mną. Teraz już nie poruszamy tego tematu..
Czasem doszukuję się u siebie objawów jakiejś depresji. Jak to zmienić, żeby nie upaść całkowicie na dno? Proszę o pomoc ![]()
P.S. Przepraszam, ze napisałam tak dużo i tak chaotycznie. Mam nadzieję, że ktoś dotrwał.