Szczegółów pisać nie będę, bo chyba musiałabym tutaj zrobić mały esej. Ale najkrócej rzecz ujmując koleżanka jest w toksycznym związku. Kiedyś pewna siebie, wspaniała kobieta, teraz stłamszona przez faceta, który albo jest super miły albo robi awanturę o niewyrzucone śmieci. Podniósł na nią rękę niby przypadkiem, ale ja nie wierzę w takie rzeczy... potrafi się drzeć z byle powodu, wyzwać ją, moim zdaniem w ogóle nie ma szacunku do kobiet- one powinny się podporządkować jego reżimowi. Potrafi się nagle o głupotę drzeć na środku ulicy przy wszystkich czy ona jakaś nienormalna jest. Czasami o byle czułości musi się dopraszać- wiecie takie inne niż mechaniczny seks.
Widzę jak niszczy ją ten związek ale jednocześnie nie potrafię do niej dotrzeć przekonać, aby zostawiła faceta. są razem ponad 2 lata więc wiem, ze to niełatwa decyzja, ale tkwienie w związku, w którym momentami jest się traktowanym gorzej niż pies jest paranoją!
Czy miałyście podobne przeżycia? Albo wasze koleżanki? Jak z nią rozmawiać?
Z góry dziękuję za pomoc.