Witam. Jestem nowa na tym forum, nie mam pojęcia czy taki wątek się juz pojawiał, ale starłam się szukać podobnego przypadku do mojego i nigdzie takiego nie znalazłam... Nie wiem, czy to jest aż tak chore, czy aż tak normalne żeby o tym nie pisać. Otóż od 1,5 roku spotykam się z Panem X. Pan X był przez 3 lata liceum moim dobrym kolegą, rozumieliśmy się, rozmawialiśmy dużo, można nawet nazwać to przyjaźnią. No i pod koniec liceum zaczęliśmy się spotykać. Najpierw dyskretnie, każdy widział, że coś między nami iskrzy, że coś jest na rzeczy... I koniec. Na tym etapie nasza znajomość stanęła. Były kłotnie, raz poważne, bo po 2 miesiącach tego spotykania, bez nadal zadnej reakcji z jego strony, na imprezie klasowej zwracał uwagę na wszystkie inne dziewczyny, tylko nie na mnie, tłumacząc, że chcę z wszystkimi posiedzieć. z Tym,że mnie ostetntacyjnie olewał... No ale było minęło, to było ponad rok temu, nie spotykaliśmy się wtedy jakiś miesiac i zaczęliśmy znowu rok temu. I wtedy było już na maksa - studiujemy razem w jednym mieście, u Pana X spię średnio 2 noce w tygodniu, jeździmy do siebie w weekendy, piszemy prawie codziennie, on ciągle chce się spotykać (nie to, że ja namawiam, on ciągle by chciał, jak gdzieś idę i go zostawiam to ma żal), on ma dużo nauk, bo jest na studiach technicznych, więc pomagam mu, zrobię czAasem obiad i nie to, że ja jestem mu jakoś oddana, stawiam się i dlatego są często kłótnie, bo do tego wszystkiego trzeba dodać, że on jest strasznie wybuchowy i newrowy. No i już raz chciałam to zakończyć, bo w jego oczach jestem jego koleżanką, nie chcę poznać mojej rodziny, nie chce przyjeżdżać na 'niedzielne obiadki', słowem - związek bez zobowiązań - no z jednym, bardzo ważnym - nie spotykamy się z nikim innym. Jesli zaczniemy, koniec. Ale kurcze, czemu on nie chce poważnych deklaracji? czemu ja musze mowic wszystkim w okolo, że chłopak u którego śpię co drugi dzień to mój kolega? No i wracając do tego co wcześniej napisałam - raz juz zaczelo mi to przeszkadzac, zakonczyłam to. Nie chciałam z nim byc, nie spotykalismy sie, pisalismy o powrocie, ale ja wtedy tego nie potrzebowalam, tym bardziej, ze kazdy mi mowil - olej go, nie jest tego wart. Poznalam innego chlopaka, calowalismy sie. Ale po tym wszystkim zrozumialam, ze tesknie za Panem X i wrocilam do niego, powiedzialam mu o tamtym, teraz ciagle mi to wypomina, tym bardziej, ze bardzo tego zalowalam, dlugo musialam sie godzic z tym, ze zachowalam sie jak latwa dziewczyna, mimo, ze tamten chcial powaznego zwiazku i zakochal sie... Wiem, ta historia jest pelna zagmatwania i chaosu, ale ten brak stabilizacji, ten sliski grunt przeszkadza mi... Co zrobic zeby chcial byc ze mna na 100%,a nie na 70%? Oboje mamy po 20 lat...
Tak naprawdę nic nie możesz zrobić żeby on chciał być z Tobą na 100% a nie na 70%. No okej, możesz czekać w nieskończoność aż mu się odmieni. 20 lat to tak naprawdę jeszcze głupiutki wiek (zwłaszcza dla większości Panów) - mój facet ma 22 lat i czuję, że zaczynam mu się nudzić po prawie 5 latach.
Moim zdaniem, powinnaś go raz a dobrze zostawić. Zerwać kontakt. Wiem, że to będzie bolesne, ale dziewczyno nie możesz być na każde jego zawołanie!!! Zobacz, inny chłopak chciał Ci dać swoją miłość, a Ty ją olałaś dla tego niedojrzałego pana. I chcesz dalej się tak męczyć? Niestety, nikogo na siłę do deklaracji/związku nie zmusisz.
Jeśli macie być razem to i nawet po 20 latach na końcu świata się odnajdziecie.
Dokładnie jak wyżej- nie zmusisz go, żeby chciał się zaangażować, jemu jest dobrze tak, jak jest- ma dziewczynę, która zaspokaja jego potrzeby i nic więcej mu nie trzeba. I dopóki dalej będzie dostawał to, czego chce na pewno nie zmieni podejścia. Zostaw go, to może coś przemyśli. Tylko bądź twarda i nie wracaj do niego znowu na zawołanie.
Jesteś tylko jego "koleżanką". Nie wiadomo czy kiedykolwiek będziesz właśnie tą dziewczyna na 100%.
Powinnaś go zostawić. Może wtedy zrozumie albo i nie.
kochana...jeśli ciągle będzie dostawał to czego chce od 'koleżanki' to wiecznie będziesz tylko koleżanką...więc zachowuj się jak znajoma jeśli On Cię tak nazywa.. tak Cię nazywa , a traktuje zupełnie inaczej, boi się zobowiązań i robi co chce.. Postaw się Mu
jeśli nazywa Cię koleżanką to traktuj Go jak koleżanka . Może coś do Niego dotrze.
Nie wiem czego Ty jeszcze oczekujesz, skoro widzisz , że temu panu absolutnie na związku nie zależy. Spróbuj go potraktować tak jak byś tą koleżanką faktycznie była, a nie dawaj się wykorzystywać. Choć jak dla mnie to i tak nie ma większego sensu i lepiej zerwać z nim kontakt i poznać jakiegoś normalnego chłopaka. Widzisz ja miałam przez 7 lat przyjaciela takiego na dobre i złe, zawsze razem wszędzie itp. Raz było lepiej raz gorzej. Ale kiedy jednak padły deklaracje że jednak nam nie wystarcza sama przyjaźń i zbyt nas do siebie "ciągnie" to nie ma zmiłuj. Nie ma koleżeństwa tylko normalny związek.
A może to jego sposób okazywania miłości ? Wiesz faceci, ale nie tylko, tak mają. Pełno tutaj wątków o słowie "kocham". I co ciekawe to dziewczyny w nich najczęściej opóźniają się z tą deklaracją, bo chcą mieć pewność.
Z drugiej strony trochę to już trwa i mógłby się bardziej zadeklarować. Ale to rozstanie, potem powrót to chyba dość jasny punkt waszego układu.
A w ogóle to albo rybka albo .... Albo związek albo dziwadło.
Pogoń go trochę, bo może czuje coś do ciebie więcej niż tylko ..... ale tak jest mu fajno, dostaje co trzeba i spoko luzik, więc za ciężko
mu wykrztusić właściwe słowa dla ciebie.
I jak jest nerwowy to nie ciosaj mu kołków na głowie, bo nawet zakochany facet będzie w końcu miał dość. Nawet jeśli racja jest po twojej stronie.