gdzie jest granica>? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » gdzie jest granica>?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 103 ]

Temat: gdzie jest granica>?

Witam Wos;)
Słuchajcie, jest rozkmina ma tutej=D Mianowicie chodzi o relacje damsko- męską (ach!=D), CZYLI gdzie- Waszym zdaniem jest granica fizycznej relacji w związku dwojga młodych ierzących ludzi przed ślubem? Czy Wy uważacie, że mebel zwany łózkiem jednoznacznie musi się rówać seks i 'apage satanum' dla takich ludzi juz, czy po prostu- jeśli ludziki potrafią się powstrzymać to mogą sobie spokojnie spać razem w jednym łóżku i normalnie potem chodzić do Komunii itd? Mówcie, mówcie!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: gdzie jest granica>?

Yyy... a wierzysz w to, że leżąc razem w jednym łóżku dacie radę się powstrzymać? big_smile bo ja nie smile

3

Odp: gdzie jest granica>?

a wierzę=D, trza dużo silnej woli i wgl=D

4

Odp: gdzie jest granica>?

Skoro wierzysz to idźcie ładnie spać, tylko Ty mu nie podglądaj ptaszka, a on Tobie pasma górskiego <lol> Teoretycznie jest to możliwe, ale...

5 Ostatnio edytowany przez kowaledlo (2012-06-25 20:52:55)

Odp: gdzie jest granica>?

Heh, ja też czekam z moją panną do nocy poślubnej:) Jestem osobą wierzącą (i praktykującą) choć nie tak bardzo jak moja N (oazy, pielgrzymki itp.). Niemniej jednak mi też zależy na "wytrzymaniu", głównie przez to co widzę wśród rodziny, znajomych, którym sypią się związki skonsumowane "przed". Nasza decyzja to takie dmuchanie na zimno, bo zależy nam na zbudowaniu czegoś do tej "grobowej deski" (wiem, wiem znam to, że to nic nie gwarantuje itd., ale tak postanowiliśmy wspólnie i jest git). Jesteśmy ze sobą 4 lata, od pół roku zaręczeni, jestem starszy od niej rocznikowo o 4 i choć nie mieszkamy razem na stałe, to zdarzały się i zdarzają całe tygodnie wspólnego pomieszkiwania. No i tak, spaliśmy i sypiamy razem:D Nie powiem, coraz częściej dobieram się jej do majtek:D, ale nawet na lekkim gazie w porę się opamiętuje albo jestem hamowany;P (z raz, czy dwa razy to nawet ja ją stopowałem:O) O ile mi wiadomo, to wg KK nawet mieszkać nie można w jednym mieszkaniu przed ślubem, nie mówiąc o wspólnym pokoju i łóżku... Własne ciała też znamy:) choć na petting się nie zdecydowaliśmy. Mam karteczki sticky notes na ścianie nad łóżkiem z tą gorszą (dalszą) wersją daty naszego ślubu i malejąca liczba dni [ponad 400:(] trzyma mnie przy zdrowiu psychicznym... bo zarówno ja jak i moja N mamy baaardzo gorące temperamenty i hmm boskie ciała:) Przyznam też, że na początku buntowałem się i próbowałem coś ugrać, ale teraz ta walka z pokusą na wyciągnięcie ręki (i nie tylko ręki:D) ma swój urok:) Trzymam ją za słowo, że wynagrodzi mi moją cierpliwość, zresztą ja jej też;) To, że sypiamy razem (no i przy tym wiadomo, całusy, pieszczoty i takie tam;) to myślę, że podtrzymuje "ogień" między nami i nie będzie dziko i dziwnie jak już będziemy mogli przekroczyć wszelkie "granice":)
Oczywiście chodzimy normalnie do Komunii.

6

Odp: gdzie jest granica>?

Ja bym się powstrzymać nie umiała na pewno, wiem z doświadczenia, że jak się kogoś kocha a zatem pragnie to ciężko, szczególnie jak jest się w piżamkach, tuż po kąpieli... tongue
Zresztą to jest jakby taki wystawianie się na pokusy, a więc powinno się tego unikać, bo jesteśmy tylko ludźmi. Samo mieszkanie przed ślubem we dwoje to już jednak taki przedsionek małżeństwa, coś bardzo intymnego. Możliwe, że osoby o niesamowicie mocnych charakterach, żyjąc w różnych pokojach mogą wytrwać w tzw. czystości, jednakże osobiście w to na dłuższą metę nie wierze. Może jakiś krótszy czas to tak.
Nawet namiętne pocałunki na łóżku mogą doprowadzić obie strony do rozkosznego stanu wink Dlatego trzeba we własnym sumieniu, w rozmowach ze spowiednikami, ocenić co w danym związku jest ok a co już jest pójściem za daleko. Zależy to od wrażliwości na bodźce. I oczywiście naszej relacji z Bogiem, wtedy to się ,,wyczuwa'' po prostu co jest ok a co nie, sumienie podpowiada.   

A dla osób chcących poznać więcej szczegółów odsyłam do zapoznania się z moją sygnaturą smile

7

Odp: gdzie jest granica>?
kowaledlo napisał/a:

Heh, ja też czekam z moją panną do nocy poślubnej:) Jestem osobą wierzącą (i praktykującą) choć nie tak bardzo jak moja N (oazy, pielgrzymki itp.). Niemniej jednak mi też zależy na "wytrzymaniu", głównie przez to co widzę wśród rodziny, znajomych, którym sypią się związki skonsumowane "przed". Nasza decyzja to takie dmuchanie na zimno, bo zależy nam na zbudowaniu czegoś do tej "grobowej deski" (wiem, wiem znam to, że to nic nie gwarantuje itd., ale tak postanowiliśmy wspólnie i jest git). Jesteśmy ze sobą 4 lata, od pół roku zaręczeni, jestem starszy od niej rocznikowo o 4 i choć nie mieszkamy razem na stałe, to zdarzały się i zdarzają całe tygodnie wspólnego pomieszkiwania. No i tak, spaliśmy i sypiamy razem:D Nie powiem, coraz częściej dobieram się jej do majtek:D, ale nawet na lekkim gazie w porę się opamiętuje albo jestem hamowany;P (z raz, czy dwa razy to nawet ja ją stopowałem:O) O ile mi wiadomo, to wg KK nawet mieszkać nie można w jednym mieszkaniu przed ślubem, nie mówiąc o wspólnym pokoju i łóżku... Własne ciała też znamy:) choć na petting się nie zdecydowaliśmy. Mam karteczki sticky notes na ścianie nad łóżkiem z tą gorszą (dalszą) wersją daty naszego ślubu i malejąca liczba dni [ponad 400:(] trzyma mnie przy zdrowiu psychicznym... bo zarówno ja jak i moja N mamy baaardzo gorące temperamenty i hmm boskie ciała:) Przyznam też, że na początku buntowałem się i próbowałem coś ugrać, ale teraz ta walka z pokusą na wyciągnięcie ręki (i nie tylko ręki:D) ma swój urok:) Trzymam ją za słowo, że wynagrodzi mi moją cierpliwość, zresztą ja jej też;) To, że sypiamy razem (no i przy tym wiadomo, całusy, pieszczoty i takie tam;) to myślę, że podtrzymuje "ogień" między nami i nie będzie dziko i dziwnie jak już będziemy mogli przekroczyć wszelkie "granice":)
Oczywiście chodzimy normalnie do Komunii.

A jak u Was z samozaspokajaniem się? Jeśli to nie tajemnica oczywiście.

8

Odp: gdzie jest granica>?

Takie tematy są już na forum. Używaj wyszukiwarki i zapoznaj się z regulaminem.

9

Odp: gdzie jest granica>?

Kowaledlo-uwierz,że to,że sie skonsumuje zwiazek ''przed'' nie ma nic wspólnego z tym,że sie potem sypie.
A co jeśli po ślubie Ty i Twoja wybranka okażecie się seksualnie niedopasowani?Twoja wiara pomoże Ci przetrwać?

P.S A czy w wierze katolickiej pieszczoty nie są grzechem?

10

Odp: gdzie jest granica>?
kowaledlo napisał/a:

Heh, ja też czekam z moją panną do nocy poślubnej:) Jestem osobą wierzącą (i praktykującą) choć nie tak bardzo jak moja N (oazy, pielgrzymki itp.). Niemniej jednak mi też zależy na "wytrzymaniu", głównie przez to co widzę wśród rodziny, znajomych, którym sypią się związki skonsumowane "przed". Nasza decyzja to takie dmuchanie na zimno, bo zależy nam na zbudowaniu czegoś do tej "grobowej deski" (wiem, wiem znam to, że to nic nie gwarantuje itd., ale tak postanowiliśmy wspólnie i jest git). Jesteśmy ze sobą 4 lata, od pół roku zaręczeni, jestem starszy od niej rocznikowo o 4 i choć nie mieszkamy razem na stałe, to zdarzały się i zdarzają całe tygodnie wspólnego pomieszkiwania. No i tak, spaliśmy i sypiamy razem:D Nie powiem, coraz częściej dobieram się jej do majtek:D, ale nawet na lekkim gazie w porę się opamiętuje albo jestem hamowany;P (z raz, czy dwa razy to nawet ja ją stopowałem:O) O ile mi wiadomo, to wg KK nawet mieszkać nie można w jednym mieszkaniu przed ślubem, nie mówiąc o wspólnym pokoju i łóżku... Własne ciała też znamy:) choć na petting się nie zdecydowaliśmy. Mam karteczki sticky notes na ścianie nad łóżkiem z tą gorszą (dalszą) wersją daty naszego ślubu i malejąca liczba dni [ponad 400:(] trzyma mnie przy zdrowiu psychicznym... bo zarówno ja jak i moja N mamy baaardzo gorące temperamenty i hmm boskie ciała:) Przyznam też, że na początku buntowałem się i próbowałem coś ugrać, ale teraz ta walka z pokusą na wyciągnięcie ręki (i nie tylko ręki:D) ma swój urok:) Trzymam ją za słowo, że wynagrodzi mi moją cierpliwość, zresztą ja jej też;) To, że sypiamy razem (no i przy tym wiadomo, całusy, pieszczoty i takie tam;) to myślę, że podtrzymuje "ogień" między nami i nie będzie dziko i dziwnie jak już będziemy mogli przekroczyć wszelkie "granice":)
Oczywiście chodzimy normalnie do Komunii.

lubię Cię=) Jesteś dla mnie dowodem, że mężczyzna też potrafi wytrzymać, jeśli kocha, ach, dzięki, dzięki, dzięki=)!!

11

Odp: gdzie jest granica>?

Pomijając moje zdanie na ten temat. Pytałam kiedyś księdza z mojej parafii o to tak z ciekawości. I dowiedziałam się, że jak ktoś chce i jest w stanie wytrwać, to może razem mieszkać i spać w jednym łóżku i kościół nie ma nic przeciwko temu. Ale tak sobie myślę, że wielu księży powie co innego.

12

Odp: gdzie jest granica>?

A jak ja sobie pomyśle ze wielu księży ma kochanki...(nie wiem czy to można zaliczyć do tematu,ale nie moglam sie powstrzymać)

13

Odp: gdzie jest granica>?

Powstrzymać się? ok tylko po co? Ja czekałam bardzo długo, na właściwego faceta, owszem doczekałam się tylko właśnie okazało się jako rzekła manda, że byliśmy niedopasowani łóżkowo. Bym się załamała jakby to wyszło na jaw po ślubie. Seks jest tak samo ważny jak inne aspekty. Nie ważniejszy, ale ważny.

14

Odp: gdzie jest granica>?

Ojciecpiotr
Samozaspokajanie... wyczuwam tu myślenie "ja kradnę, to na pewno wszyscy inni też kradną." Miłych robótek ręcznych;P
Tu uwaga! (dla chcących czegoś więcej) po tej ziemi stąpają jeszcze takie kobiety, których nawet namiętny i upojny pocałunek może zaspokoić (tak, tak!, realne kobiety, nie te ze ściągniętych filmów z internetu;P i moja N twierdzi, że tacy namiętni mężczyźni też istnieją;). Strach pomyśleć co będzie działo się dalej;)

manda26
"A co jeśli po ślubie Ty i Twoja wybranka okażecie się seksualnie niedopasowani?"
Co zrobię? Liczę na wielką kumulację szczęścia w moim życiu, że z jakiś 3.5 miliarda kobiet trafiłem na tą jedyną dla mnie (bo w końcu każda kobieta jest wyjątkowa, prawda?:) i że chociaż przez dwa lata będziemy "seksualnie dopasowani". Później zmienią mi się upodobania (bo komu się nie zmieniają przez całe życie!?), więc znowu licząc na szczęście znajdę sobie inną. Z tą inną może to jej szybciej po czasie zmienią się upodobania i to ona niechybnie mnie rzuci. No to znajdę sobie kolejną żonę z którą będę dopasowany. Kiedy znowu po czasie nie będziemy do siebie pasować to poszukam sobie kolejnej. I tak dalej.:]
Znajomi, którym sypią się związki (albo już je tylko wspominają...) też byli świetnie dopasowani przed, więc później już nie chciało im się starać jak coś się z czasem zmieniło. Zresztą po co się naginać i męczyć, skoro może następna partia będzie od razu lepiej "dopasowana seksualnie". I luv Hollywood.

Hehe, pieszczoty:) W jakiejś karykaturalnej wersji katolicyzmu może jest to zabronione, ale katolicyzm chyba umarłby śmiercią naturalną w I-szym wiek gdyby tak było. Sam bym się z moją panną dawno wypisał;D
Jak napisała allegra90, nauka KK + własne sumienie (to tak podsumowując odpowiedź na pytanie w temacie wątku).

promemoria
przecież i tak jest taki czas w trakcie małżeństwa (przed rozwiązaniem, jakiś czas po), że będzie dłuższa susza...:/ no więc takie zahartowanie teraz jest nawet dobre, ehhh... co ja piszę, sam siebie nie poznaję...
A dla kogoś kto myśli, że seks to nie 50%, ale 100% małżeństwa, wydaje mi się, że Kościół w ogóle jest niepotrzebny.

Uwaga! nie wchodzę w dalszą polemikę odnośnie poruszonych wyżej kwestii. Każdy kto ma już swoje wyrobione i przemyślane zdanie na ten temat, pewnie już go nie zmieni, a kto się waha, niech grzebie sobie w necie wszystkie za i przeciw i niech samemu krytycznie podejmuje decyzje - bez narzucania się innym.

Tyle tu po mnie - pozdrawiam wszystkich zakochanych:)

Swoją drogą, też z obserwacji, Ci co cierpliwie wyczekali, później folgują sobie jak te króliczki z reklamy baterii;P - starcza im chuci, energii, zapału i pomysłów do samej mety, a nie padają gdzieś w przedbiegach. Ciekaw też jestem jak wygląda ilościowo i jakościowo katolicka alkowa VS "the rest", bo porównanie z mojego różnorodnego środowiska napawa mnie znacznym optymizmem:)

15

Odp: gdzie jest granica>?

Pela masz rację. jest to tak normalny aspekt ludzkiego życia, że aż ważny. natomiast seks nie jest wcale najważniejszy w związku- i to o czym pisze tu kowaledlo czyli, że upodobania się zmieniają- tak jest. to, ze na początku związku nie wychodziło się z łóżka, nie znaczy że tak będzie do końca życia. a jeśli się zmieni po roku związku, co wtedy? .....
Z kolei hasło że związki nieskonsumowane rozpadają się częściej.... jakoś w obecnych latach rozpada się ponad 40% małżeństw i nie sądzę, by wszystkie te małżeństwa były mocno wierzącymi Katolikami.

Jeśli chodzi o mnie, związek bez seksu jednak to nie to- to również poznawanie się, podobnie jak mieszkanie ze sobą; wtedy człowiek dowiaduje się, czy nawyki, wychowanie partnera jest do "przejścia" skoro to ma być związek na całe życie. Podobnie seks-jest formą poznania, zaufania, budowania więzi- która i tak powinna mieć już fundamenty w miłości.

Kolejna strona medalu; wiem, co pcha wierzących ludzi ku takim decyzjom: własnie wiara ...w to, że Bóg przeznaczył nam tą drugą połówkę a skoro tak jest to musi byc dobrze. I ja to rozumiem, natomiast zaobserwowałam jedno: Bóg tylko daje tą połówkę- reszta należy do nas:)

Pozdrawiam!

16

Odp: gdzie jest granica>?
Pela napisał/a:

Powstrzymać się? ok tylko po co? Ja czekałam bardzo długo, na właściwego faceta, owszem doczekałam się tylko właśnie okazało się jako rzekła manda, że byliśmy niedopasowani łóżkowo. Bym się załamała jakby to wyszło na jaw po ślubie. Seks jest tak samo ważny jak inne aspekty. Nie ważniejszy, ale ważny.

Dla jednych seks jest najważniejszy, dla innych mniej. Tak samo z innymi aspektami wspólnego życia. Z mojego doświadczenia wynika, że najważniejsze w związku jest to czego nam najbardziej brakuje. Czasami seks czasami czułość, rozmowa albo pieniądze. Uczucie (miłość) do partnera pozwala jedynie krócej lub dłużej wytrzymywać brak elementów potrzebnych w związku. Wiem, że mocno spłycam ale w moim odczuciu wszystkimi ludźmi kieruje prawo popytu i podaży. Taką mamy psychikę.

17

Odp: gdzie jest granica>?
promemoria napisał/a:

Witam Wos;)
Słuchajcie, jest rozkmina ma tutej=D Mianowicie chodzi o relacje damsko- męską (ach!=D), CZYLI gdzie- Waszym zdaniem jest granica fizycznej relacji w związku dwojga młodych ierzących ludzi przed ślubem? Czy Wy uważacie, że mebel zwany łózkiem jednoznacznie musi się rówać seks i 'apage satanum' dla takich ludzi juz, czy po prostu- jeśli ludziki potrafią się powstrzymać to mogą sobie spokojnie spać razem w jednym łóżku i normalnie potem chodzić do Komunii itd? Mówcie, mówcie!

Nie wierzę, że ktokolwiek umie się powstrzymać.. Dla mnie byłoby wielką męczarnią i przykrością móc leżeć koło niego i nie móc go tulić i kochać big_smile A co do granic zależy od człowieka.. to tak samo jak ze zdradą.. dla niektórych jest to całus a dla niektórych więcej wink

Zresztą.. kto śpi z facetem w łóżku tylko żeby spać ;D ? xD ja nie.. ;]

18

Odp: gdzie jest granica>?

Nie wiem jak to jest w związkach, które nie czekają, ale myślę,że takie czekanie dobrze działa na związek. Szczególnie na panów wink Ja mam wrażenie, że w moim związku jest coraz lepiej, a kwestie potrzeb ,,po ślubie'' mamy obgadaną, choć wiadomo, że w praktyce może wyjść inaczej niż się mówi. Ale to nie byłby problem myślę smile

19

Odp: gdzie jest granica>?
allegra90 napisał/a:

Nie wiem jak to jest w związkach, które nie czekają, ale myślę,że takie czekanie dobrze działa na związek. Szczególnie na panów wink

Twoim zdaniem, zdaniem "panów" nie big_smile:D

20

Odp: gdzie jest granica>?
Catwoman napisał/a:
allegra90 napisał/a:

Nie wiem jak to jest w związkach, które nie czekają, ale myślę,że takie czekanie dobrze działa na związek. Szczególnie na panów wink

Twoim zdaniem, zdaniem "panów" nie big_smile:D

Może to zależy od panów tongue Mój osobisty sam mi to przyznał, po prostu to popiera. Choć wiadomo, że bywały chwile małego buntu, szczególnie na początku, ale nawet nie w sprawie seksu, bo tu była zgoda, ale innych namiętności. To była akurat moja wina, bo nie byłam w tym do końca konsekwentna wink ale z czasem zobaczyłam, że nie da się ,,trochę'' czekać a trochę nie.

21

Odp: gdzie jest granica>?

No ważne, żeby chcieć lub nie chcieć tego samego, po prostu.

22

Odp: gdzie jest granica>?
allegra90 napisał/a:
Catwoman napisał/a:
allegra90 napisał/a:

Nie wiem jak to jest w związkach, które nie czekają, ale myślę,że takie czekanie dobrze działa na związek. Szczególnie na panów wink

Twoim zdaniem, zdaniem "panów" nie big_smile:D

Może to zależy od panów tongue Mój osobisty sam mi to przyznał, po prostu to popiera. Choć wiadomo, że bywały chwile małego buntu, szczególnie na początku, ale nawet nie w sprawie seksu, bo tu była zgoda, ale innych namiętności. To była akurat moja wina, bo nie byłam w tym do końca konsekwentna wink ale z czasem zobaczyłam, że nie da się ,,trochę'' czekać a trochę nie.

Nie rozumiem. Dla mnie jest to pokazywanie jak bardzo go kocham.. tule do siebie i kocham czuć jego ciepło. On pokazuje mi, że jestem tylko jego, że mogę czuć bezpieczeństwo.. Związek bez sexu byłby dla mnie niekompletny. Kiedyś też marzyłam o pierwszym razie po ślubie.. jednak to tylko romantyczna historyjka, jak dla mnie daleka od rzeczywistości.

Jeśli chodzi o facetów.. na początku też chcieliśmy tego nie robić ;] Chciałam by to co między nami jest było wyjątkowe. On oczywiście się zgodził.. jednak.. wiedziałam, że do końca nie jest tego pewien. Że robi to dla mnie, a ja nie chciałam takiego poświęcenia. Nie mówię jednak, że tak jest u Cb smile może jednak! smile

23

Odp: gdzie jest granica>?

Każdy związek jest inny i nie ma jednej recepty na jego przetrwanie i szczęście. Wiem jednak, że może być dobrą rzeczą jeśli przed ślubem kobieta i mężczyzna mają doświadczenia z innymi partnerami. Pozwala to na porównanie i wybór tego najlepszego (najlepszej).
UWAGA: To nie jest porada dla wszystkich.

24

Odp: gdzie jest granica>?

Ojciecpiotr dobrze prawisz. Również jeśli chodzi o te sprawy w związku najważniejsze- to zastanawiające faktycznie, że najważniejsze jest to, czego nam najbardziej brakuje- gdzieś to już słyszałam, gdyby to rozkminić, prawdą jest, że można dojść do źródła smile

25

Odp: gdzie jest granica>?
Ojciecpiotr napisał/a:

Wiem jednak, że może być dobrą rzeczą jeśli przed ślubem kobieta i mężczyzna mają doświadczenia z innymi partnerami. Pozwala to na porównanie i wybór tego najlepszego (najlepszej).

Masz rację, coś w tym jest. Moja kumpela jest ze swoim pierwszym facetem i prawdopodobnie tak już zostanie. Może miała wielkie szczęście, że nie musiała szukać a może po prostu nie wie jak mogłoby być z kimś innym?
Sama nie chciałabym jednak się ocknąć po latach małżeństwa i zacząć marzyć jak to jest kochać się z innym.. smile

26 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-06-26 12:01:43)

Odp: gdzie jest granica>?

Najczęściej tak jest, że w którymś momencie zaczyna się chcieć "sprawdzić" jak to jest z innym, jak w ogóle inny człowiek na nas reaguje, jak nas odbiera, tylko, że gdy ma się 20 lat i jest się zakochanym, to mówi się "ja ? NIGDY...!! "  I ma się rację. Na jakiś czas smile

jak tu kolega napisał, to jednak nie jest dla wszystkich - dla mnie na pewno. Gdybym się nie przekonała jak jest z innym, w "stałym" związku bym zdradziła prędzej czy poźniej. Przekonałam się i już mnie kompletnie w ramiona innego nie ciągnie smile

27

Odp: gdzie jest granica>?
promemoria napisał/a:
kowaledlo napisał/a:

Heh, ja też czekam z moją panną do nocy poślubnej:) Jestem osobą wierzącą (i praktykującą) choć nie tak bardzo jak moja N (oazy, pielgrzymki itp.). Niemniej jednak mi też zależy na "wytrzymaniu", głównie przez to co widzę wśród rodziny, znajomych, którym sypią się związki skonsumowane "przed". Nasza decyzja to takie dmuchanie na zimno, bo zależy nam na zbudowaniu czegoś do tej "grobowej deski" (wiem, wiem znam to, że to nic nie gwarantuje itd., ale tak postanowiliśmy wspólnie i jest git). Jesteśmy ze sobą 4 lata, od pół roku zaręczeni, jestem starszy od niej rocznikowo o 4 i choć nie mieszkamy razem na stałe, to zdarzały się i zdarzają całe tygodnie wspólnego pomieszkiwania. No i tak, spaliśmy i sypiamy razem:D Nie powiem, coraz częściej dobieram się jej do majtek:D, ale nawet na lekkim gazie w porę się opamiętuje albo jestem hamowany;P (z raz, czy dwa razy to nawet ja ją stopowałem:O) O ile mi wiadomo, to wg KK nawet mieszkać nie można w jednym mieszkaniu przed ślubem, nie mówiąc o wspólnym pokoju i łóżku... Własne ciała też znamy:) choć na petting się nie zdecydowaliśmy. Mam karteczki sticky notes na ścianie nad łóżkiem z tą gorszą (dalszą) wersją daty naszego ślubu i malejąca liczba dni [ponad 400:(] trzyma mnie przy zdrowiu psychicznym... bo zarówno ja jak i moja N mamy baaardzo gorące temperamenty i hmm boskie ciała:) Przyznam też, że na początku buntowałem się i próbowałem coś ugrać, ale teraz ta walka z pokusą na wyciągnięcie ręki (i nie tylko ręki:D) ma swój urok:) Trzymam ją za słowo, że wynagrodzi mi moją cierpliwość, zresztą ja jej też;) To, że sypiamy razem (no i przy tym wiadomo, całusy, pieszczoty i takie tam;) to myślę, że podtrzymuje "ogień" między nami i nie będzie dziko i dziwnie jak już będziemy mogli przekroczyć wszelkie "granice":)
Oczywiście chodzimy normalnie do Komunii.

lubię Cię=) Jesteś dla mnie dowodem, że mężczyzna też potrafi wytrzymać, jeśli kocha, ach, dzięki, dzięki, dzięki=)!!

Nie mezczyzna tylko jakis cyborg.

28

Odp: gdzie jest granica>?
Mussuka napisał/a:

Nie mezczyzna tylko jakis cyborg.

Sugerujesz robota bez popędu seksualnego? wink
Mam nadzieję, że nikogo nie obrażam. Człowiek jest na tyle rozumny, że potrafi powstrzymać swoje popędy w imię idei. Tej cechy nie mają podobno zwierzęta ale tego nie udowodniono.
Czy jednak takie życie gdzie występuje sprzeczność miedzy ciałem i duchem jest zdrowe dla psychiki?

Dowodem może być analiza środowisk zamkniętych. W więzieniach, wojsku, seminariach, klasztorach popęd płciowy jest kierowany w innych kierunkach niż powinien.

29

Odp: gdzie jest granica>?
Ojciecpiotr napisał/a:

W więzieniach, wojsku, seminariach, klasztorach popęd płciowy jest kierowany w innych kierunkach niż powinien.

Jak kieruje się popęd w seminariach? Słyszałam, że wielu gdy zobaczyło jak wygląda to wszystko od "wewnątrz" odeszło z tej drogi.

30

Odp: gdzie jest granica>?

Odniosę się jeszcze do pokus o których pisała allegra90. No więc taka mała analogia do pokus dla alkoholika walczącego z nałogiem. Nie może się on zamknąć w domu i nic nie robić, nigdzie nie wychodzić - bo w spożywczaku sprzedają piwo, bo w gazecie czy telewizji reklama procentowych trunków. Z drugiej strony nie powinien też kupować sobie winiaczy, otwierać je i stawiać sobie pod nosem. Tak więc z moją panną nie śpimy nago czy w samej bieliźnie tylko w luźnych, odseksiających piżamkach:D - mamy bliskość, którą teraz możemy mieć i łatwiej nam skończyć tam gdzie powinniśmy (chcemy) na chwilę obecną. Najlepsze przed nami:)
Aha i mieszkamy razem też ze względów praktycznych - nasze domy rodzinne są kilka(naście) godzin jazdy pociągiem od nas.

Lusija Serio?, seks jedynym probierzem miłości? Czułbym się jak wibrator (mimo pewnej radości z używania;P)... i to znaczy, że w dni, czy całe dłuższe okresy kiedy nie byłoby zbliżeń (z różnych powodów), byłbym niekochany i  nie kochałbym jej? To dobry powód do zdrady...
Nie wiem też gdzie jest związek między jedynie współżyciem a bezpieczeństwem... przynajmniej dla mnie takowy nie istnieje (każda pani lekkich obyczajów jest bezpieczna??).
To że komuś nie udało się wytrzymać, to nie znaczy, że wszystkim się nie udaje. To czy się uda wytrzymać nie zależy od samej chemii, atrakcyjności partnerki i tego jak bardzo się kogoś pragnie. Jak macie silną wolę, to wspólnie wytrzymacie największą pokusę:) Czy to przypadkiem nie gwałciciele mają problem z kontrolowaniem swoich rządz...? Już wolę być tym "cyborgiem", który kilka lat żyje bez seksu:D
I mierzenie wszystkich swoją miarą nigdy nie jest dobre.

Widzę też, że tu niektórzy posunęli się daleko w swoich interpretacjach. Dla mnie małżeństwo bez seksu też jest niekompletne i nawet wg KK jest wtedy nieważne. No ale my jesteśmy jeszcze w narzeczeństwie i jak pisałem wyżej, po wspólnych przemyśleniach podjęliśmy decyzję o czekaniu:) Pięć lat poświęcenia dla całego wspólnego życia - stwierdziliśmy, że warto:) W noc poślubną będę mieć 25 lat, moją żona [:)] 21 lat, więc jeszcze starczy nam życia na nacieszenie się sobą:D

Catwoman Co do Boga, to ja postępuję wg tego zdania: "Módl się tak jakby wszystko zależało od Boga, a działaj tak, jakby wszystko zależało od Ciebie" Jakiś święty, czy inna tuza KK to powiedziała i mi ta myśl pasuje:)

A co do castingu na żonę, dobrowolnie z tego zrezygnowałem:) Każda kobieta jest wyjątkowa, więc nawet jakbym te 3.5 miliarda bez jednej przetestował i miał duuuże porównanie to ta ostatnia wciąż by była inna i wyjątkowa:). Do końca życia będę co jakiś czas poznawał piękne kobiety, ale dla mnie to żaden powód do zdobywania doświadczenia - co jaki czas miałbym weryfikować mój wybór? Ślub jest na całe życie, godzisz się z własnej woli będąc zdrowym na umyśle, że z tą jedną jedyną osobą chcesz spędzić całe swoje życie, a nie do poznania lepszej partii. Ja to tak widzę i jestem z kobietą, która podziela moje zdanie, a to jest dla mnie najważniejsze:)

31

Odp: gdzie jest granica>?
kowaledlo napisał/a:

Lusija Serio?, seks jedynym probierzem miłości? Czułbym się jak wibrator (mimo pewnej radości z używania;P)... i to znaczy, że w dni, czy całe dłuższe okresy kiedy nie byłoby zbliżeń (z różnych powodów), byłbym niekochany i  nie kochałbym jej? To dobry powód do zdrady...
Nie wiem też gdzie jest związek między jedynie współżyciem a bezpieczeństwem... przynajmniej dla mnie takowy nie istnieje (każda pani lekkich obyczajów jest bezpieczna??).
To że komuś nie udało się wytrzymać, to nie znaczy, że wszystkim się nie udaje. To czy się uda wytrzymać nie zależy od samej chemii, atrakcyjności partnerki i tego jak bardzo się kogoś pragnie. Jak macie silną wolę, to wspólnie wytrzymacie największą pokusę:) Czy to przypadkiem nie gwałciciele mają problem z kontrolowaniem swoich rządz...? Już wolę być tym "cyborgiem", który kilka lat żyje bez seksu:D
I mierzenie wszystkich swoją miarą nigdy nie jest dobre.

Nie pisałam, że jest jedynym pokazaniem miłości. Ale dla mnie ma wielkie znaczenie i dzięki niemu mogę pokazać mu ZNÓW jak bardzo go kocham. Nie tylko mówiąc, ale także sprawiając przyjemność. I nie pisałam, że wstrzemięźliwość się nie udaje, bo pewnie się udaje, lecz nie nam.

A współżycie i bezpieczeństwo? Nie czujesz, bo jesteś facetem - sorki wink Po skończonym sexie przytulam go mocno, czuje jego ciepło, pragnę by ta chwila trwała wiecznie. W jego mocnych ramionach czuję się bezpieczna, kochana i jedyna. Widzę wtedy jak na mnie patrzy, widzę w jego oczach troskę i miłość! Facet nigdy tego nie zrozumie, bo nie łączy sexu z jakimiś wielkimi uczuciami, ale ja właśnie tak to widzę i odczuwam.

32 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-06-26 12:30:12)

Odp: gdzie jest granica>?

No własnie dlatego, że z założenia ślub jest na całe życie smile
ALE jak napisał kolega wyżej i ja też dodam: ważne, ze 2 osoby się na coś godzą. Żadna decyzja nie jest zła, jeśli 2 osoby tego chca.

ja tu absolutnie nie potępiam seksu dopiero-po-slubie, tylko zastanawiam się, jaki jest tego sens? z ludzkiego punktu widzenia.

33 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-06-26 12:38:33)

Odp: gdzie jest granica>?
Ojciecpiotr napisał/a:

Dowodem może być analiza środowisk zamkniętych. W więzieniach, wojsku, seminariach, klasztorach popęd płciowy jest kierowany w innych kierunkach niż powinien.

Tatarata:) I stad mamy gwalty, akty homoseksualne (wymuszone, czyli tez gwalty), pedofilie i wiele innych "spolecznie ukierunkowanch" zjawisk w tych srodowiskach.
Walki z natura nikt nie wygra..chyba, ze cyborg albo kastrat.
Bardzo chwala sobie takie "przysiegi" przedmalzenskie niektore salony odnowy, alez im klientow przybywa:)

34

Odp: gdzie jest granica>?

Mussuka wydaje mi się, że o tym własnie Ojciecpiotr pisze;)

35

Odp: gdzie jest granica>?
Catwoman napisał/a:

Mussuka wydaje mi się, że o tym własnie Ojciecpiotr pisze;)

No to sie rozumiemy:) Bo podejrzewalam, ze mial na mysli takie ukierunkowanie jak "walka za ojczyzne, bohaterstwo, zycie w cnocie, oddanie sie sferom wyzszym, uduchowionym" i takie tam bzdety:)

A najsmieszniejsze jest to, ze tak i tak, lwia czesc tych "swietych" zwiazkow sie rozpada, rowniez na skutek zdrady. He, jest sie czemu poswiecac, rzeczywiscie.

36

Odp: gdzie jest granica>?

Ale każdy wierzy, że jego związek będzie uświęcony i dozgonny:) Oczywiście, wiele związków się rozpada, czy ludzi wierzących czy niewierzących i prawdą jest, że z powodu zdrady najcześciej ludzi wierzących. Przynajmniej każda "Boża" para jaką znam, rozpadła się z powodu zdrady jednego z nich. Ale to nie od razu, to po latach wyłazi, bo prawdą jest, że stały związek ma swoje prawidła, którymi się rządzi, niezależnie od wyznania czy intensywności wiary.

37

Odp: gdzie jest granica>?
Catwoman napisał/a:

Ale każdy wierzy, że jego związek będzie uświęcony i dozgonny:) Oczywiście, wiele związków się rozpada, czy ludzi wierzących czy niewierzących i prawdą jest, że z powodu zdrady najcześciej ludzi wierzących. Przynajmniej każda "Boża" para jaką znam, rozpadła się z powodu zdrady jednego z nich. Ale to nie od razu, to po latach wyłazi, bo prawdą jest, że stały związek ma swoje prawidła, którymi się rządzi, niezależnie od wyznania czy intensywności wiary.

Otoz to, do stworzenia stalego zwiazku potrzeba o wiele wiele wiecej niz wyrzeczenia sie diabla i poswiecenia sie woda swieta az do dnia slubu.
Tylko ja uwazam, ze aby miec podwaliny na staly zwiazek (choc gwarancji na taki nikt nikomu nie da) trzeba sie ociupinke przynajniej poznac i to najlepiej z kazdej mozliwej strony, rowniez te praktycznej, codziennej, nie tylko dierzac sie za lapki w parku czy w kinie.I dla mnie takie nieskonsumowane przed slubem malzenstwo to troche jak kupowanie kota w worku. Cacy cacy a potem jakies wylenialy szczur wyjdzie i co? Moze wyjsc nawet po paru miesiacach (ja ciagle glowa boli, on od razu zasypia a ja krece sie i wierce, on lubi tak od tylu a ja tego nie cierpie, ona nie lubi seksu oralnego, jak ja namowic...cala litanie mozna napisac).
Ano, masz swojego kocura to zyj z nim teraz do konca, skoro sie rzeklo A to i B trzeba. Ew. kota utop i wez drugiego (poki smierc nas nie rozlaczy:).
A mozna bylo te problemy kocie rozwiklac juz przed slubem, dojsc do konsensusu albo dac sobie spokoj, jesli stwarzalyby zbyt wielkie rozczarowania nawzajem. A nie potem skarzyc sie na forum albo rogi sobie przyprawiac nawzajem.

38

Odp: gdzie jest granica>?

Tylko zauważ, że lwia część tych no-sex-before-wedding entuzjastów pobiera się w dość młodym wieku (ciekawe czemu? ;p) a wtedy-wiem po sobie -myśli się, że dana osoba jest tą jedną jedyną wspaniałą i że tak już na zawsze zostanie, że związek będzie wyglądał jak pierwszego dnia. Ja wyszłam za mąż 2 lata temu czyli byłam pod 30tkę i stwierdzam, że gdybym wyszła za mąż w wieku 20-24 lat, albo byłabym już po rozwodzie, albo..... przeszłabym prawdziwą burzę z piorunami smile

39

Odp: gdzie jest granica>?
Catwoman napisał/a:

Tylko zauważ, że lwia część tych no-sex-before-wedding entuzjastów pobiera się w dość młodym wieku (ciekawe czemu? ;p) a wtedy-wiem po sobie -myśli się, że dana osoba jest tą jedną jedyną wspaniałą i że tak już na zawsze zostanie, że związek będzie wyglądał jak pierwszego dnia. Ja wyszłam za mąż 2 lata temu czyli byłam pod 30tkę i stwierdzam, że gdybym wyszła za mąż w wieku 20-24 lat, albo byłabym już po rozwodzie, albo..... przeszłabym prawdziwą burzę z piorunami smile

Mlode to glupie:) Tak sie mowi. A ponadto jakby tak zrobic statystyke geograficzno-demograficzno-socjologiczna to wyszloby, ze te lwie malzenswta to glownie z wsi i miasteczek niemielkich pochodza, gdzie pan (obecnie sedzia albo lekarz powatowy), wojt i pleban nadal rzadza plebsem a nacisk ciotek i swatek na szybkie zamazpojscie panien mlodocianych tez swoje robi.
No i kto by w wieku prawie 30 w celibacie dlugo "chodzil"?:) Ja na pewno nie:))

40

Odp: gdzie jest granica>?

Mussuka znam takie przypadki- to znaczy młodych ,bardzo młodych małżeństw, ale są to ludzie bardzo wierzący i praktykujący. No nie oszukujmy się, 3/4 z nich zaczekałaby ze ślubem jeszcze kilka lat, ale w wieku 18-20kilku lat libido aż wyje wink

41

Odp: gdzie jest granica>?

A ile rozpada się związków, w których jest seks przed ślubem?? Z tego na ile znam to forum, to skarżenie się jest dużo częstsze u pań żyjących według współczesnego schematu życia. I czy naprawdę sądzicie, że w takim związku nie zajmujemy się niczym innym tylko skupiamy na tym, żeby nie współżyć?? Przecież to staje się po pewnym czasie stanem naturalnym, że tak wygląda związek, gdy obie strony się na to godzą.

Mój chłopak sam nieraz mnie pytał : po co ludzie mieszkają ze sobą przed ślubem, uprawiają seks itp a chcą brać ślub kiedyś, przecież to bez sensu, skoro chcesz z kimś się wiązać to nie możesz go ,,wypróbowywać'', bo to znaczy, że wcale tej miłości pewnym nie jesteś. Dla mnie to oczywista oczywistość smile

I jeśli dla kogoś seks nie jest podstawą związku przed ślubem to i po ślubie z jego powodu człowiek się raczej nie załamie ;P I wyobraźcie sobie jestem w stanie porozmawiać z moim chłopakiem o tym czego oczekuje w łóżku a co mi się raczej podobać nie będzie. I on z taką świadomością mnie jakoś nie zostawił.

Ja chcę wyjść za mąż po studiach, jak znajdę prace. I wcale nie dlatego, że mam jakąś straszną spine na to, żeby jak najszybciej się kochać z moim chłopakiem, ale dlatego, że po ponad 4,5 roku chodzenia teraz, a pewnie 7 łącznie do ślubu chce wreszcie z nim całkowicie dzielić życie.

I człowiek potrafi panować nad swoimi pragnieniami. Chyba, że nie chce, jest nałogowcem bądź ma jakieś problemy.

42 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-06-26 14:34:47)

Odp: gdzie jest granica>?

allegra90 nikt nie sugeruje, że dla kogoś tu seks jest w związku najważniejszy- myślę, że jest tak samo ważny jak inne aspekty; wspólne spędzanie czasu, umiejętność szczerej rozmowy, te same lub podobne priorytety, miłość....

"Mój chłopak sam nieraz mnie pytał : po co ludzie mieszkają ze sobą przed ślubem, uprawiają seks itp a chcą brać ślub kiedyś, przecież to bez sensu, skoro chcesz z kimś się wiązać to nie możesz go ,,wypróbowywać'', bo to znaczy, że wcale tej miłości pewnym nie jesteś. Dla mnie to oczywista oczywistość smile "  Tu nie chodzi o testowanie produktu, ale nie oszukujmy się: sama miłość nie wystarczy by stworzyć szczęśliwy, trwały związek. Bynajmniej mało par rozwodzi się z powodu tego, że przestało się kochać, a znaczna większość z zupełnie innych przyczyn. Tak naprawdę można poznać kogoś dopiero z nim mieszkając- też mi sie wydawało kiedyś, a już na pewno w Twoim wieku, że nieee ,że znam swojego partnera na wylot, gadamy ze sobą szczerze i regularnie, wiemy czego chcemy, jesteśmy ze sobą już lata.... ale potem okazało się, że rozmawianie to jedno, a praktyka to drugie. I na etapie praktycznym jak np. wspólne dzielenie metrów kwadratowych gdzie nie masz szans 24h udawać i stale być usmiechniętym, przyjaźnie nastawionym, pomocnym, czułym itd., to wszystko co wydawało sie podwalinami związku, bierze w leb. Bo nie dość, że się na ten temat teoretyzuje, to jeszcze trzeba zdecydować, czy faktycznie chce się to zaakceptowac i akceptować to każdego dnia do smierci.
tak że życie ze sobą zanim się zapisze w urzędzie jako mąż i żona, jest kwestią poważnego podejścia do wspólnego związku. A nie: kochamy się, ufamy sobie a reszta się jakoś ułoży.

"A ile rozpada się związków, w których jest seks przed ślubem?? " myśle że identyczna ilość jak tych drugich:) w każdym razie obracając się w kręgach ateistów i ludzi baaardzo wierzących, nie zauważam różnicy.

tak że: masz prawo wierzyć w to co wierzysz i robic co tylko ci się spodoba, jednakże proponuję nieco więcej hm....pokory przed nieznanym. w wieku 22 lat pozjadało się wszystkie rozumy i wszystko jest czarne albo białe. a tymczasem tak nie jest wink (i chyba wlaśnie dlatego życie jest tak ciekawe)

43 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-06-26 14:53:04)

Odp: gdzie jest granica>?
allegra90 napisał/a:

Przecież to staje się po pewnym czasie stanem naturalnym, że tak wygląda związek, gdy obie strony się na to godzą.

chyba u tych ww. cyborgow:) naturalnie tak wlasnie wyglada udany zwiazek:)) oj poplakalm sie ze smiechu:)

allegra90 napisał/a:

Mój chłopak sam nieraz mnie pytał : po co ludzie mieszkają ze sobą przed ślubem, uprawiają seks itp a chcą brać ślub kiedyś, przecież to bez sensu, skoro chcesz z kimś się wiązać to nie możesz go ,,wypróbowywać'', bo to znaczy, że wcale tej miłości pewnym nie jesteś. Dla mnie to oczywista oczywistość smile

mozesz tez nie rozmawiac, nie spotykac sie..po co to "testowanie" mozesz wzorem Hindusow pozwolic aby tatus podpisal umowe kupna-sprzedazy corki z jakims nieznamym Ci tesciem i tez bedzie cacy.

allegra90 napisał/a:

I jeśli dla kogoś seks nie jest podstawą związku przed ślubem to i po ślubie z jego powodu człowiek się raczej nie załamie ;P I wyobraźcie sobie jestem w stanie porozmawiać z moim chłopakiem o tym czego oczekuje w łóżku a co mi się raczej podobać nie będzie. I on z taką świadomością mnie jakoś nie zostawił.

a skad Ty wiesz, co Ci sie bedzie podobalo a co nie?:) Mowisz wlasnie jak ksieza, slepy o kolorach:) eoretyzowac sobie mozesz, zycie Ci to wszystko blyskawicznie zweryfikuje. Dla mnie seks nie jest podstawa w zwiazku ale jest wazny i ciesze sie nim razem z moim partnerem. Znamy sie pod tym wzgegdem jak lyse konie a slub nie zajac:) Oby ten grzeszny temat i seks nie staly sie kiedys podstawa w Twoim zwiazku.

allegra90 napisał/a:

Ja chcę wyjść za mąż po studiach, jak znajdę prace. I wcale nie dlatego, że mam jakąś straszną spine na to, żeby jak najszybciej się kochać z moim chłopakiem, ale dlatego, że po ponad 4,5 roku chodzenia teraz, a pewnie 7 łącznie do ślubu chce wreszcie z nim całkowicie dzielić życie.

I jak on przez te 7 do obrazka sie modlic bedzie to mi jutro kaktus na dloni wyrosnie:)) Chyba, ze mu brom podajesz.

allegra90 napisał/a:

I człowiek potrafi panować nad swoimi pragnieniami. Chyba, że nie chce, jest nałogowcem bądź ma jakieś problemy.

moze tez zyc bez jedzenia, picia, ubrania..tylko jak dlugo? 7 lat??? No to problemy beda jak nic:)

44

Odp: gdzie jest granica>?

ja tylko usiłuję znaleźć odp. na pyt:  PO CO? jaki jest sens w unikaniu seksu, powstrzymywaniu się ?

45

Odp: gdzie jest granica>?

Różni ludzie mają różne systemy wartości. Dla jednych najważniejsza jest czystość przed ślubem a dla innych może być seks. Jeżeli ich partnerzy podzielają ich zdanie to tylko się cieszyć bo im więcej elementów spójnych tym lepiej. Gorzej jeśli tylko jedna strona ma aspiracje do dotrwania z seksem do ślubu a druga męczy się i codziennie walczy z tym tylko po to by było miło tej drugiej. Dlatego uważam, że decyzje rzutujące na życie obojga powinny być podejmowane wspólnie i szczerze. Bo có to za czystość jeśli chłopak swojej dziewczyny nie dotknie a w samotności bije konia w obecności internetowych panienek. I nie mówcie, że tak się nie dzieje.

46

Odp: gdzie jest granica>?

W moim otoczeniu mam przykład jednego rozwodu, pozostałe pary (mówię tu oczywiście o osobach 40+, które dobrze znam) są szczęśliwe, nie mieszkały ze sobą przed ślubem. Jak było z seksem to nie wiem oczywiście dokładnie, ale o części wiem, że czekały. Moja mama też często mi powtarza, że najważniejsze by znaleźć kogoś wartościowego, dobrego człowieka. Bo że uczucie ma być to chyba oczywiste tongue Mam fantastycznego tatę i ogólnie rodzinę, więc nie widzę powodów, by wątpić w ich wybory. Podsumowując, nie uważam, że pozjadałam wszystkie rozumy, przeciwnie moje zdanie opiera się o doświadczeniach osób sporo ode mnie starszych.   

Nie sądzę, żebym znała mojego chłopaka na wylot. Nawet jeśli mielibyśmy się  jakiegoś powodu rozstać, to na pewno nie będzie to spowodowane brakiem seksu ale jakimś niespodziewanym wydarzeniem, zmianą patrzenia na świat. Nie wiem w sumie przez co, skoro zdradę (emocjonalną, nie fizyczna) przetrwaliśmy.

Seks na pewno jest ważny w małżeństwie, chodziło mi o to, że jak coś jest w nim nie tak, to można jakoś się porozumieć, nie stanie się to podstawą do rozpadu skoro można było 7 lat tego nie robić ;P Btw, skoro 4,5 roku zleciało to 2,5 przejdzie, nie widzę problemu. big_smile

Wiecie, ale takie oderwanie tego tematu od wiary nie ma sensu. Jestem szczęśliwa żyjąc w czystości (zdarzały się odstępstwa, wtedy było gorzej), bo czuję siłę będąc w relacji z Bogiem tj. w stanie łaski uświęcającej. Nie umiem bez tego żyć i temu podporządkowuje swoje decyzje. Jeśli nie doświadczyłyście takiego pragnienia Komunii to ciężko mi będzie to wyjaśnić słowami dlaczego czekać do ślubu. To kolejna oczywistość mojego życia smile

47 Ostatnio edytowany przez kowaledlo (2012-06-26 15:33:13)

Odp: gdzie jest granica>?

Temat już bardzo zjechał na inne tory. To jedno. A drugie, to żadna dyskusja nie ma sensu kiedy ktoś próbuje reszcie narzucić swoje zdanie i przy tym ośmieszyć inne poglądy.

Pytanie autorki wątku dotyczy "związku dwojga młodych wierzących ludzi", więc idąc tokiem myślenia "co ma do powiedzenia ślepy o kolorach", to co niektórzy powinni wstrzymać się tu od pisania. Ponadto jakby przeczytać inne posty promemorii, to nie jest ona tylko ochrzczona, czy gra jakąś tam coniedzielną katoliczkę na pokaz, ale odebrałem wrażenie, że wiara jest dla niej ważna, że jest czymś więcej. A przy okazji pisze jak góralka;) (styl)


EDIT: W miedzyczasie napisała post allegra90, więc dopisuję, że ja mam być może jeszcze bardziej klarowne porównanie tych co mieli już wszystko przed slubem i tych co cierpliwie czekali. Z moich informacji to na dłuższy dystans pierwsza opcja nie sprawdziła się u nikogo, więc ja również biorę przykład ze starszych i mądrzejszych:)

48

Odp: gdzie jest granica>?

pozwólcie, ze zacytuję list do Rzymian (14,1-3):
"(1) A tego, który jest słaby w wierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się o poglądy. (2) Jeden jest zdania, że można jeść wszystko, drugi, słaby, jada tylko jarzyny. (3) Ten, kto jada [wszystko], niech nie pogardza tym, który nie [wszystko] jada, a ten, który nie jada, niech nie potępia tego, który jada; bo Bóg go łaskawie przygarnął."

i wszystko na temat:) Kto miałby z tego powodu upaść duchowo- potrzebuje celibatu, komu to niepotrzebne -nie potrzebuje. I koniec , właściwie smile

49

Odp: gdzie jest granica>?
Catwoman napisał/a:

pozwólcie, ze zacytuję list do Rzymian (14,1-3):
"(1) A tego, który jest słaby w wierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się o poglądy. (2) Jeden jest zdania, że można jeść wszystko, drugi, słaby, jada tylko jarzyny. (3) Ten, kto jada [wszystko], niech nie pogardza tym, który nie [wszystko] jada, a ten, który nie jada, niech nie potępia tego, który jada; bo Bóg go łaskawie przygarnął."

i wszystko na temat:) Kto miałby z tego powodu upaść duchowo- potrzebuje celibatu, komu to niepotrzebne -nie potrzebuje. I koniec , właściwie smile

smile tym bardziej, że kowaledlo nam przypomniał słusznie o zboczeniu z tematu smile

50

Odp: gdzie jest granica>?
Ojciecpiotr napisał/a:

Każdy związek jest inny i nie ma jednej recepty na jego przetrwanie i szczęście.

Otóż to. Dla jednej pary wspólne przeżywanie męczarni wstrzemięźliwości przedślubnej scementuje ich związek na wieki, a inna para pójdzie razem do łóżka na pierwszej randce i zakochają się w sobie bez pamięci, a ich namiętny związek będzie długi i szczęśliwy (znam taką jedną parę, których związek trwa już kilkanaście lat smile) . Jedynym prawdziwym wytłumaczeniem wstrzymania się z seksem do dnia ślubu jest powód religijny, tylko i wyłącznie. Nie ma co dorabiać innej ideologii, że to lepsze/gorsze dla związku, wzmacnia/osłabia wzajemne relacje, bo ile związków tyle modeli budowania tychże relacji.
Z pewnością zarówno Kościół Rzymsko - Katolicki jak i inne wyznania chrześcijańskie oraz nawet inne wielkie religie kładą nacisk na kwestię wstrzymywania się z seksem do ślubu. Czy obecnie, gdy małżeństwa zawiera się w coraz późniejszym wieku jest to realne oczekiwanie, wydaje mi się że nie.  Gdy kobiety wychodziły za mąż w wieku lat 18 lub 19 a mężczyźni niewiele później, zaś narzeczeństwo trwało pół roku i prawie się nie zdarzało mieszkanie wspólne przed ślubem było to bardziej możliwe do osiągnięcia. Jest to bardzo duże wyzwanie dla człowieka, chcącego żyć zgodnie z nauczaniem swojego Kościoła.

51

Odp: gdzie jest granica>?
Mussuka napisał/a:
promemoria napisał/a:
kowaledlo napisał/a:

Heh, ja też czekam z moją panną do nocy poślubnej:) Jestem osobą wierzącą (i praktykującą) choć nie tak bardzo jak moja N (oazy, pielgrzymki itp.). Niemniej jednak mi też zależy na "wytrzymaniu", głównie przez to co widzę wśród rodziny, znajomych, którym sypią się związki skonsumowane "przed". Nasza decyzja to takie dmuchanie na zimno, bo zależy nam na zbudowaniu czegoś do tej "grobowej deski" (wiem, wiem znam to, że to nic nie gwarantuje itd., ale tak postanowiliśmy wspólnie i jest git). Jesteśmy ze sobą 4 lata, od pół roku zaręczeni, jestem starszy od niej rocznikowo o 4 i choć nie mieszkamy razem na stałe, to zdarzały się i zdarzają całe tygodnie wspólnego pomieszkiwania. No i tak, spaliśmy i sypiamy razem:D Nie powiem, coraz częściej dobieram się jej do majtek:D, ale nawet na lekkim gazie w porę się opamiętuje albo jestem hamowany;P (z raz, czy dwa razy to nawet ja ją stopowałem:O) O ile mi wiadomo, to wg KK nawet mieszkać nie można w jednym mieszkaniu przed ślubem, nie mówiąc o wspólnym pokoju i łóżku... Własne ciała też znamy:) choć na petting się nie zdecydowaliśmy. Mam karteczki sticky notes na ścianie nad łóżkiem z tą gorszą (dalszą) wersją daty naszego ślubu i malejąca liczba dni [ponad 400:(] trzyma mnie przy zdrowiu psychicznym... bo zarówno ja jak i moja N mamy baaardzo gorące temperamenty i hmm boskie ciała:) Przyznam też, że na początku buntowałem się i próbowałem coś ugrać, ale teraz ta walka z pokusą na wyciągnięcie ręki (i nie tylko ręki:D) ma swój urok:) Trzymam ją za słowo, że wynagrodzi mi moją cierpliwość, zresztą ja jej też;) To, że sypiamy razem (no i przy tym wiadomo, całusy, pieszczoty i takie tam;) to myślę, że podtrzymuje "ogień" między nami i nie będzie dziko i dziwnie jak już będziemy mogli przekroczyć wszelkie "granice":)
Oczywiście chodzimy normalnie do Komunii.

lubię Cię=) Jesteś dla mnie dowodem, że mężczyzna też potrafi wytrzymać, jeśli kocha, ach, dzięki, dzięki, dzięki=)!!

Nie mezczyzna tylko jakis cyborg.

oj tam, oj tam. jak zwał tak zwał=p ważne ze potrafi wytrzymać

52

Odp: gdzie jest granica>?
Catwoman napisał/a:

Mussuka znam takie przypadki- to znaczy młodych ,bardzo młodych małżeństw, ale są to ludzie bardzo wierzący i praktykujący. No nie oszukujmy się, 3/4 z nich zaczekałaby ze ślubem jeszcze kilka lat, ale w wieku 18-20kilku lat libido aż wyje wink

w wieku 18-20kilku lat libido az wyje=D=D cytat dnia-D

53

Odp: gdzie jest granica>?
kowaledlo napisał/a:

Temat już bardzo zjechał na inne tory. To jedno. A drugie, to żadna dyskusja nie ma sensu kiedy ktoś próbuje reszcie narzucić swoje zdanie i przy tym ośmieszyć inne poglądy.

Pytanie autorki wątku dotyczy "związku dwojga młodych wierzących ludzi", więc idąc tokiem myślenia "co ma do powiedzenia ślepy o kolorach", to co niektórzy powinni wstrzymać się tu od pisania. Ponadto jakby przeczytać inne posty promemorii, to nie jest ona tylko ochrzczona, czy gra jakąś tam coniedzielną katoliczkę na pokaz, ale odebrałem wrażenie, że wiara jest dla niej ważna, że jest czymś więcej. A przy okazji pisze jak góralka;) (styl)


EDIT: W miedzyczasie napisała post allegra90, więc dopisuję, że ja mam być może jeszcze bardziej klarowne porównanie tych co mieli już wszystko przed slubem i tych co cierpliwie czekali. Z moich informacji to na dłuższy dystans pierwsza opcja nie sprawdziła się u nikogo, więc ja również biorę przykład ze starszych i mądrzejszych:)

kowaledlo- bardzo ważna jest dla mnie Twoja opinia na ten temat, ponieważ mówisz sensowne rzeczy, nieoderwane od rzeczywistości, tylko wypowiadasz się jako człowiek, który wie o co chodzi, poniewaz sam przeżywasz taką relację i rozumiesz to. Dzięki, żeś Ty się wypowiedział, bo ważne dla mnie jest zdanie męzczyzny, w sensie-  faceci mają inne podejście do zycia od kobiet. Dla mnie sa to sprawy w tym okresie mojego zycia ważne, bo to łatwo byc katolikiem jak się teoretyzuje, wszystko ładnie, pieknie, łatwo wierzyć, gdy nie bierzesz udziału w jakiejś sytuacji. A gdy przychodzi miłośc... nie- zakochanie, tylko prawdziwa miłośc, która czasmi boli, której się czasami nie chce, bo cos tam, bo po co, bo na co, ale nic nie można poradzic na nią, na to, że się kocha to już nie tak łatwo. Fajne jeszcze jest to, że jesteście w podobnym wieku jak ja i mój Ukochany, no=), i to mi daje nadzieję, że... jest dobrze, i wszystko ma się ku wielkiemu dobru, no=) PS- a góralką nie jestem, wręcz odwrotnie=D=D

54

Odp: gdzie jest granica>?

Oczywiscie rozumiem, ze kazdy ma swoje poglady religijne i ma do nich prawo, ale taka wstrzemiezliwosc wydaje mi sie zle ukierunkowana.

Raz bylam zareczona z gosciem ktory mi sie wydawal osmym cudem swiata jak go poznalam. Dopiero jak razem zamieszkalismy i zaczelismy uprawiac seks (bo on byl z takich czekalskich tez-nic nie za szybko, a najlepiej po slubie) to sie okazalo, ze on ma milion dewiacji sadomasochistycznych (nic w tym zlego ale nie w moim guscie) i ze jest agresywnym, paranoicznym alkoholikiem z mentalnymi problemami. Dlugo to nie potrwalo. Zanim zaczelismy wspolzyc i mieszkac razem ja go przez rok znalam, co widocznie nie pomoglo mi wcale go naprawde poznac. Szydlo wylazlo z worka, a tak wlasnie, "w praniu". Gdybym ja tak dzielnie czekala na poslubna konsumacje i kohabitacje to albo bym byla w malzenstwie z piekla albo BARDZO szybko po rozwodzie.

Nie chce nikogo urazac. Jak powiedzialam, kazdy ma prawo do opinii. Wydaje mi sie to tylko bardzo niewskazane by na slepo wstepowac w, co bylo nie bylo, jest podpisaniem prawnie zobowiazujacego dokumentu.

55

Odp: gdzie jest granica>?
kowaledlo napisał/a:

Pytanie autorki wątku dotyczy "związku dwojga młodych wierzących ludzi", więc idąc tokiem myślenia "co ma do powiedzenia ślepy o kolorach", to co niektórzy powinni wstrzymać się tu od pisania.

Myślałem, że autorka wątku chce poznać zdanie wielu osób. Skoro jednak na wypowiadanie się w tej kwestii mają pozwolenie jedynie osoby wierzące to ja milknę. Czy to już dyskryminacja światopoglądowa?

56

Odp: gdzie jest granica>?

ano chyba że Autorka wyraźnie zaznaczy, że chce wypowiedzi tylko osób wierzących i to Katolików smile I ogólnie, że sprawa wstrzemięźliwości ma podłoże czysto religijne.

57

Odp: gdzie jest granica>?
Ojciecpiotr napisał/a:
kowaledlo napisał/a:

Pytanie autorki wątku dotyczy "związku dwojga młodych wierzących ludzi", więc idąc tokiem myślenia "co ma do powiedzenia ślepy o kolorach", to co niektórzy powinni wstrzymać się tu od pisania.

Myślałem, że autorka wątku chce poznać zdanie wielu osób. Skoro jednak na wypowiadanie się w tej kwestii mają pozwolenie jedynie osoby wierzące to ja milknę. Czy to już dyskryminacja światopoglądowa?

ależ wypowiadajcie się wszyscy! Po prostu opinia kowaledla spodobała mi się, co nie znaczy, że będę zaraz krytykować inne opinie i poglądy- każdy ma proawo do własnej i zapraszam do wy[powiedzi=). Jeśli wcześniejszy mój post wskazuje na co innego, to było to niechcący.

58

Odp: gdzie jest granica>?

no to ja ostatecznie powtórzę co o tym myślę smile

pozwólcie, ze zacytuję list do Rzymian (14,1-3):
"(1) A tego, który jest słaby w wierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się o poglądy. (2) Jeden jest zdania, że można jeść wszystko, drugi, słaby, jada tylko jarzyny. (3) Ten, kto jada [wszystko], niech nie pogardza tym, który nie [wszystko] jada, a ten, który nie jada, niech nie potępia tego, który jada; bo Bóg go łaskawie przygarnął."

i wszystko na temat:) Kto miałby z tego powodu upaść duchowo- potrzebuje celibatu, komu to niepotrzebne -nie potrzebuje. I koniec , właściwie smile

59 Ostatnio edytowany przez kowaledlo (2012-06-26 18:25:09)

Odp: gdzie jest granica>?

hello Ojciecpiotr i Catwoman
to "ślepy o kolorach" napisała Mussaka, co obróciło się przeciwko niej, więc to do niej z tym dylematem:D

Kizia75
Do mnie właśnie argumenty religijne za bardzo, a na początku w ogóle nie trafiały. Grunt, że się przekonałem i teraz sam świadomie tego chce:) Przyznam, że wciąż mi trudno bronić religijnych podstaw takiej decyzji - łatwiej mi po prostu stwierdzić, że jest to ważne dla osoby, którą kocham najbardziej na świecie i tu się temat kończy. Co do nie-religijnej motywacji, to już się wyżej wypowiedziałem i naprawdę w necie można doszukać się wielu dyskusji na te tematy - Google nie gryzie:).

Hejjj i w ogóle miło, że tak nam współczujecie te "męczarnie wstrzemięźliwości";P Choć nie wiem skąd się to współczucie bierze skoro tego nie przechodziliście;D Podziw za empatię:D
Seks to nie jest jedyny temat życia (choc jak pisałem dla nas to połowa sukcesu udanego małżeństwa), a może gdyby tak wszyscy okres narzeczeństwa poświecali na dogłębne poznanie się [(wszystkich swoich wad, bo ja jednak chciałbym miło zaskakiwać i być zaskakiwanym do końca życia:)], to by nie byłoby tylu rozczarowań po ślubie i łatwych wymówek odnośnie charakteru żony/męża, typu "a bo on(a) zmienił(a) się po ślubie":O

Kurcze, kota w worku też bym nigdy nie chciał kupować i nie zamierzam, więc sam też zachęcam wszystkich do efektywnego wykorzystania narzeczeństwa, to naprawdę fajny ale i ważny okres:)

Aha, i ja nie muszę przespać się z moją panną, żeby sprawdzić czy jest alkoholiczką:O, albo czy ma jakieś odchyły psychiczne... No ale nie wiem, może tylko my tak mamy;P

60

Odp: gdzie jest granica>?

kowaledlo na pewno plus, że mieszkacie razem- to pozwoli sie wam poznać dobrze.

61

Odp: gdzie jest granica>?
mar_fil napisał/a:

Yyy... a wierzysz w to, że leżąc razem w jednym łóżku dacie radę się powstrzymać? big_smile bo ja nie smile

Ha ha ha , ja też nie big_smile:D:D
Po co aż tak ćwiczyć silną wolę ??? Nie lepiej pójść spać osobno, do innego domu, do innego miasta....idz precz....:D, ale ok każdy ma jakieś tam swoje "widzimisię "........

62

Odp: gdzie jest granica>?

kiedyś, parę lat do tyłu jak zamieszkalam z facetem, spytałam znajomego księdza jak to jest jesli chodzi o grzeszenie, tak być razem, spać itp, ale bez seksu, no więc ksiądz mi wyjaśnił, że juz samo pożądanie tego kogoś obok to grzech, no ale jak nie pożądać ukochanego mężczyzny? więc skoro już grzeszyć to do końca wink

63

Odp: gdzie jest granica>?
she-wolf napisał/a:

kiedyś, parę lat do tyłu jak zamieszkalam z facetem, spytałam znajomego księdza jak to jest jesli chodzi o grzeszenie, tak być razem, spać itp, ale bez seksu, no więc ksiądz mi wyjaśnił, że juz samo pożądanie tego kogoś obok to grzech, no ale jak nie pożądać ukochanego mężczyzny? więc skoro już grzeszyć to do końca wink

No ale hola, hola! Jak np nic nie poradzisz na pożądanie, co nie? No bo jak poradzić na cos, czego Ty nie wywołujesz, tylko to czujesz... No nic nie poradzisz, że to czujesz, a uczucia nie są grzechem. OK, jak tam sobie wyobraża się, że niewiadomo (wiadomo=p) co robi się z tym mężczyzną obok, to ok- to wtedy grzech, przyznam. Ale jakiś taki pociąg fizyczny do mężczyzny, pociąg, z którym nic nie robisz- tylko go czujesz- to w czym tu jest grzech. Czy to nazywamy pożądaniem?

64 Ostatnio edytowany przez Kizia75 (2012-06-27 10:24:52)

Odp: gdzie jest granica>?
kowaledlo napisał/a:

Hejjj i w ogóle miło, że tak nam współczujecie te "męczarnie wstrzemięźliwości";P Choć nie wiem skąd się to współczucie bierze skoro tego nie przechodziliście;D Podziw za empatię:D

A skąd ty wiesz czy nie przechodziliśmy? 
Napisałam "męczarnie wstrzemięźliwości", bo przechodziłam onegdaj taki okres (nawet parę razy):) a i czytałam wypowiedzi par, które męczarnie wstrzemięźliwości przeżywają co miesiąc w imię tzw. naturalnego planowania rodziny smile. Dla normalnego, zdrowego człowieka, zwłaszcza młodego, nie jest łatwe, mając na wyciągnięcie ręki swego jak to pięknie w Biblii nazwano - oblubieńca, zachować wstrzemięźliwość. Oczywiście siła woli może wiele, ale nie zmienia to faktu, że czasem bywa ciężko (na prawdę znam to z własnego doświadczenia, nie ty jeden taki dzielny jesteś).

65 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-06-27 11:01:23)

Odp: gdzie jest granica>?
kowaledlo napisał/a:

to "ślepy o kolorach" napisała Mussaka, co obróciło się przeciwko niej, więc to do niej z tym dylematem:D

A niby gdzie i co sie obrocilo przeciw mnie?W dalszym ciagu podtrzymuje swoa opinie, ze akurat sprawy alkowy to zwykle najciekawszy temat ksiezy. Poza polityka i oplatami na parafie. Ze tez tak wiele energii nie poswieca sprawom ducha, pomaganiu bliznim ile temu co i komu z kim i kiedy wolno. A ze sami guzik o tym wiedza, bo im nie wolno (teoretycznie), to dla mnie jest to wlasnie gadanie slepego o kolorach.



kowaledlo napisał/a:

Hejjj i w ogóle miło, że tak nam współczujecie te "męczarnie wstrzemięźliwości";P Choć nie wiem skąd się to współczucie bierze skoro tego nie przechodziliście;

ano wlasnie z tego sie to bierze, ze my wiemy juz cos, o czym ty bladego pojecia nie masz;) Wiemy co tracisz:))

kowaledlo napisał/a:

Seks to nie jest jedyny temat życia (choc jak pisałem dla nas to połowa sukcesu udanego małżeństwa), a może gdyby tak wszyscy okres narzeczeństwa poświecali na dogłębne poznanie się [(wszystkich swoich wad, bo ja jednak chciałbym miło zaskakiwać i być zaskakiwanym do końca życia:)], to by nie byłoby tylu rozczarowań po ślubie i łatwych wymówek odnośnie charakteru żony/męża, typu "a bo on(a) zmienił(a) się po ślubie":O

A co ma piernik do wiatraka? Sypiajac z kims przed slubem nie jestes w stanie poznac go doglebnie rowniez w innych sferach?


kowaledlo napisał/a:

Aha, i ja nie muszę przespać się z moją panną, żeby sprawdzić czy jest alkoholiczką:O,

Ale powinienes sie z nia napic, bo tylko wtedy to wyjdzie. Wiec jak chcesz wiedziec czy nie okaze sie w przyszlosci oziebla lala albo nimfomanka z dewiacjami to w tym z kolei wypicie kilku flaszek tez Ci nie pomoze.

Moje motto to Bogu co boskie a Czlowiekowi co ludzkie. I skoro Bog nas w narzady rozrodcze wyposazyl to nie po to by gnusnialy bezuzytecznie. Wszystko co temu dopisano pozniej i jaka otoczke brzydoty temu nadano, zrobili sami ludzie, nie Bog.

Posty [ 1 do 65 z 103 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » gdzie jest granica>?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024