Drogie Kobietki i Mężczyźni, co uważacie na temat związków, w których to jeden partner pochodzi ze wsi a drugi z miasta/ jeden jest wykształcony, drugi nie itp? Czy takie związki mają szansę przetrwać, nierzadko opieraj się na pożądaniu, które może z czasem minąć...czekam na odpowiedzi ![]()
Mądrości życiowej nie określam dyplomem i miejscem pochodzenia.
Często ludzie mający mniej wiedzy książkowej mają więcej mądrości życiowej..
Wieś i miasto - znam wieśniaków z miasta i wykształciuchów z wioski, więc co to w ogóle za pytanie?
Natomiast wykształcenie ma znaczenie, a nawet nie to, jak poziom inteligencji.
Nie wyobrażam sobie związku z kimś, z kim nie będę potrafiła normalnie porozmawiać, na jakimś tak adekwatnym poziomie.
Wieś i miasto - znam wieśniaków z miasta i wykształciuchów z wioski, więc co to w ogóle za pytanie?
Natomiast wykształcenie ma znaczenie, a nawet nie to, jak poziom inteligencji.
Nie wyobrażam sobie związku z kimś, z kim nie będę potrafiła normalnie porozmawiać, na jakimś tak adekwatnym poziomie.
Jest 8 rodzajów inteligencji...bardzo sie różnią.
Mówiąc ze wsi nie chodziło mi dosłownie o wieś, miałam na myśli pracującego fizycznie chłopaka, który nie przywiązuje większej wagi do wykształcenia i dziewczynę po studiach/studiującą, robiącą to z zaangażowaniem i pasją. Sama przeżywam konflikt tragiczny. Z jednej strony darzę sympatią mężczyzn oczytanych, z którymi można porozmawiać o literaturze, sztuce, z drugiej zaś imponują mi silni, zaradni mężczyźni.. Nie trafiłam jeszcze na intelektualistę, który nie byłby pierdołą życiową...
Ludzie powinni dobierać sie w tym przypadku na zasadzie podobieństwa.Jeżeli dwoje ludzi ma różne poziomy inteligencji,ciężko im będzie sie porozumieć.
Uwazam ze madrosc zyciowa to cos zupelnie innego niz papierek ,znam wielu ludzi ,ktorzy sa po zawodowkach a cechuja ich zasady ,wartosci ,znam i takich z dyploamai i magistrami ,ktorzy sa poprostu do dupy jako ludzie.
MOJ jm bez wyksztalcenia,rozwinol duza firme ,posiada niesamowita sile charakteru ,z czegos zawsze zrobi cos ,ja wyzsze .Nasz zwiazek nie rozpadl sie przez roznice wyksztalcenia,niejednokrotnie zaloje ze nieznajde takiego rozmowcy na ciekawe , dziwne ,tematy.
Mysle ze czasami madrzy fajni ludzi olewaja szkole jak sa mlodzi,zycie i tak pokazuje kto ile wart i kim jest.
Oczywiście, że takie związki mają szanse przetrwać. Nie rozumiem jak ludzi można szufladkować ze względu na wykształcenie. W życiu nie patrzyłam na nikogo przez pryzmat dyplomu. Poza tym nie oszukujmy się, teraz nie jest jakimś wielkim wyczynem zdobycie wyższego wykształcenia, nie trzeba być szalenie błyskotliwym i inteligentnym (oczywiście mam na myśli mniej ambitne uczelnie). Znam szczęśliwe małżeństwa, gdzie występują spore różnice między wykształceniem i w żaden sposób im to nie wadzi, dogadują się bez problemów.
10 2012-06-22 10:35:08 Ostatnio edytowany przez klarek (2012-06-22 10:36:27)
Nie mylić inteligencji z wykształceniem i posiadania dyplomy z bycia inteligentem, czyli sztucznie stworzoną warstwą społeczną dla podbudowania własnego samopoczucia. Pewnie że mogą przetrwać. Sam znam takie małżeństwo. On, mechanik samochodowy po zawodówce. Ona, pani doktor na jednej z uczelni. Fakt, że kolega jest naprawdę bardzo inteligentny, oczytany i ma dużą wiedzę ogólną. Tylko mu się nigdy nie chciało.
Nie mylić inteligencji z wykształceniem i posiadania dyplomy z bycia inteligentem, czyli sztucznie stworzoną warstwą społeczną dla podbudowania własnego samopoczucia. Pewnie że mogą przetrwać. Sam znam takie małżeństwo. On, mechanik samochodowy po zawodówce. Ona, pani doktor na jednej z uczelni. Fakt, że kolega jest naprawdę bardzo inteligentny, oczytany i ma dużą wiedzę ogólną. Tylko mu się nigdy nie chciało.
Oczywiscie, ze dyplomy czy tytuly nie maja znaczenia
, zgadzam sie z Klarek. Mozna zawodowke skonczyc i byc bardzo inteligentnym i dobrze oczytanym
Z drugiej strony wspolne zainteresowania i poziom inteligencji sa bardzo wazne. Ja probowalam zwiazkow z mezczyznami ktorzy byli mniej wyksztalceni ode mne i musze przyznac, ze ja sie po prostu nudzilam, poniewaz najbardziej podstawowe kwestie (polityka, historia, filozofia) musialam wyjasniac i czulam sie jak nauczycielka a nie partnerka. Ci mezczyzni byli fajnymi facetami ale sie po prostu nie moglismy dogadac. Wydaje mi sie wiec, ze lepiej jak sa partnerzy dobrani nie tylko pod wzgledem charakteru ale takze wyksztalcenia (chce tu podkreslic, ze samo-wyksztalcenie tez sie liczy a nie tylko papierki ).
Mój narzeczony jest mega zaradny. Wszystko zrobi sam. Po prostu extra. Studiował budownictwo, ale przerwał. Mam nadzieję, że kiedyś znów pójdzie na studia.
Dla mnie ideał. Do tańca i do różańca.;)
Mój narzeczony jest mega zaradny. Wszystko zrobi sam. Po prostu extra. Studiował budownictwo, ale przerwał. Mam nadzieję, że kiedyś znów pójdzie na studia.
Dla mnie ideał. Do tańca i do różańca.;)
rebel, a gdyby nie był? Też z nim byłabyś?
Nie chce offtopować, ale zastanawiam się co tak naprawde przeważa: uczucie i sentyment czy cechy odpowiadające naszym potrzebom...
Uczucia i sentymenty są dobre dla nastolatków, potem zaczyna się życie. Miłość jest ważna, ale zaradność życiowa ważniejsza.
Nie ważne kto jest skąd i jaką szkołę skonczył ważne co ma w głowie i jak sobie radzi w życiu.
A ja nie rozumiem, jak można zauroczyć się, czy zafascynować człowiekiem, którego cechy nam nie odpowiadają... Jeśli szukam - powiedzmy - zaradnego, mądrego człowieka, to nie zwrócę uwagi na bezrobotnego, który mówi "poszłem", a jego smsów nie da się odczytać z powodu licznych błędów ortograficznych. Szukam przystojnego, to mej uwagi nie przyciągnie mniej urodziwy mężczyzna. Chcę dobrego męża, to nie rozglądam się wśród alkoholików i kryminalistów. I tak dalej. A powiedzonko "serce nie sługa" to dla mnie bzdura.
Powyższe było skierowane do wypowiedzi fuorviatos, oczywiście. A na temat wątku - różnice intelektualne są, moim zdaniem, w związku nie do przeskoczenia. Ale nie mylę inteligencji z wykształceniem "papierkowym".
BabaOsiadla, dobrze powiedziane!
Ludzie musza do siebie pasowac, inaczej wczesniej czy pozniej zwiazki sie po prostu rozpadaja. Tu nie tylko chodzi o podobne charaktery, zainteresowania czy wyksztalcenie ale rowniez aspiracje i plany na przyszlosc. Jezeli ja nie chce na przyklad miec dzieci to po co mi sie wiazac z uwielbiaczem duzych rodzin? Albo on bedzie zawiedziony, albo ja, nawet jak zmienie dla niego zdanie, bede mu caly czas wypominac. Bezsensowne marnowanie czasu.
A co do sentymentow i "motylkow w brzuszku", to jest to rzeczywiscie sfera nastolatkow ![]()
Ja też uważam, że różnice w wykształceniu są często widocznie. Ja mam wyższe, robię podyplomówki, a mój M. po zawodówce. I w pewnym momencie mu powiedziałam, że tego nie zaakceptuje i albo pójdzie robić średnie, albo się rozstajemy:
* bo jestem ambitna i od niego też oczekuję inwestycji w siebie
* bo nikt z mojej rodziny nie ma wykształcenia zawodowego
* bo nie chcę, żeby nasze dzieci w przyszłości się wstydziły (sama pamiętam pytania nauczycieli: Jakie wykształcenia mają rodzice i jakie stanowiska zajmują i każdy po kolei mówił)
* a i on sam ma przed sobą wielkie możliwości zawodowe, po skończeniu szkoły
No i poszedł, jest w niebo wzięty, chce zdawać maturę i myśli o studiach a dyrektor w pracy mu powiedział, że tylko czeka aż skończy szkołę i na pewno nie pożałuje tej decyzji.
Dobrze zarabiał i mu się nie chciało, na szczęście go "przekonałam" ![]()
Czyli z twojego postu wynika, że ludzie po zawodówce są gorsi i nie ma co z nimi przebywać. BRAWO ! A i nikt w twojej rodzinnie nie ma wykształcenia zawodowego i facet byłby pierwszy?? Co by mamusia i tatuś powiedział. Jeżeli dziewczyno uważasz ze jeśli ma się wykształcenie zawodowe i to jest wstyd no to sorry. Szkoła nie jest odzwierciedleniem inteligencji.A jak kogoś nie było stać na studnia ??? Ale nie bo z zawodówką nie będę się zadawać bo co gorsi są??
A co do faceta rozstałabyś się z nim?? I to jest miłość?? Hahaha brawo kujony tak właśnie robią! Zastanów się czy możesz pisać tutaj na forum, może ktoś jest z zawodówki albo ma tylko szkolę podstawową. Możesz się (według Ciebie) zniżać do tego poziomu i tu pisać???
klarek napisał/a:Nie mylić inteligencji z wykształceniem i posiadania dyplomy z bycia inteligentem, czyli sztucznie stworzoną warstwą społeczną dla podbudowania własnego samopoczucia. Pewnie że mogą przetrwać. Sam znam takie małżeństwo. On, mechanik samochodowy po zawodówce. Ona, pani doktor na jednej z uczelni. Fakt, że kolega jest naprawdę bardzo inteligentny, oczytany i ma dużą wiedzę ogólną. Tylko mu się nigdy nie chciało.
Oczywiscie, ze dyplomy czy tytuly nie maja znaczenia
, zgadzam sie z Klarek. Mozna zawodowke skonczyc i byc bardzo inteligentnym i dobrze oczytanym
Z drugiej strony wspolne zainteresowania i poziom inteligencji sa bardzo wazne. Ja probowalam zwiazkow z mezczyznami ktorzy byli mniej wyksztalceni ode mne i musze przyznac, ze ja sie po prostu nudzilam, poniewaz najbardziej podstawowe kwestie (polityka, historia, filozofia) musialam wyjasniac i czulam sie jak nauczycielka a nie partnerka. Ci mezczyzni byli fajnymi facetami ale sie po prostu nie moglismy dogadac. Wydaje mi sie wiec, ze lepiej jak sa partnerzy dobrani nie tylko pod wzgledem charakteru ale takze wyksztalcenia (chce tu podkreslic, ze samo-wyksztalcenie tez sie liczy a nie tylko papierki ).
Pełna zgoda ![]()
Ja też uważam, że różnice w wykształceniu są często widocznie. Ja mam wyższe, robię podyplomówki, a mój M. po zawodówce. I w pewnym momencie mu powiedziałam, że tego nie zaakceptuje i albo pójdzie robić średnie, albo się rozstajemy:
* bo jestem ambitna i od niego też oczekuję inwestycji w siebie
* bo nikt z mojej rodziny nie ma wykształcenia zawodowego
* bo nie chcę, żeby nasze dzieci w przyszłości się wstydziły (sama pamiętam pytania nauczycieli: Jakie wykształcenia mają rodzice i jakie stanowiska zajmują i każdy po kolei mówił)
* a i on sam ma przed sobą wielkie możliwości zawodowe, po skończeniu szkoły
No i poszedł, jest w niebo wzięty, chce zdawać maturę i myśli o studiach a dyrektor w pracy mu powiedział, że tylko czeka aż skończy szkołę i na pewno nie pożałuje tej decyzji. Dobrze zarabiał i mu się nie chciało, na szczęście go "przekonałam"
No i fajno. Super że go zaszantażowałaś, chłopak kocha i poszedł dalej. I wcale nie ironizuję
Tylko co dalej ? Jakie kolejne kołki mu zaczniesz za chwilę na głowie ciosać ? I kiedy on będzie miał dość.
Kiepsko widzę waszą przyszłość. Banał: związek to WY a nie ty.
A co to za powód segregowania ludzi? że mezalians czy co? Sądze że chodzi o uczucie, intelekt, wspólną duchową płaszczyzne porozumienia. Nie widze przeciwskazań.
22 2012-06-25 12:38:35 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-06-25 12:53:10)
Nie o to chodzi, że osoba z wykształceniem zawodowym jest nic nie warta. Jakby nie była to bym się z moim prawie mężem nie związała. Tylko ja należę do osób ambitnych i tego samego oczekuje od MOJEGO mężczyzny.
Od 18 r.ż. jestem samodzielna, więc opinia rodziców mnie nie interesuje (a właściwie tylko matki). A z moim M. żyje już 7 lat, więc motylki z brzucha już daaaawno wyleciały i jest normalne życie.
Tym bardziej, że pracuję w branży związanej z rynkiem pracy i wiem jak ten świat potrafi być brutalny i brak papierka (który dla Ciebie nic nie znaczy) może przekreślić wszystko. Niestety taka jest rzeczywistość. Już nawet na sprzedawcę życzą sobie osoby z wykształceniem średnim.
Ale młoda jesteś i wiele jeszcze pewnie nie wiesz. Miłością się nie najesz
A poza tym wyraziłam SWOJE ZDANIE dotyczące SWOJEGO związku i tego czego oczekuję od SWOJEGO mężczyzny.
Na temat reszty osób się nie wypowiadam. Każdy żyje jak chce. Każdy ma swój rozum
A teraz, sorry ale mój mężczyzna jest wdzięczny, że go w porę zmobilizowałam, bo czeka go awans.
Mój post nie miał na celu obrażenie nikogo. Jeśli tak został odebrany to przepraszam.
Nikogo nie zamierzałam poniżać, nic z tych rzeczy. Jeśli komuś pasuje wykszt zawodowe, bo ma konkretny fach w ręku i prowadzi np. własną działalność i czuje się z tym dobrze to super. Ja wiem jak wygląda rynek pracy od środka, i jak się ma wyższe aspiracje (a mój M. ma tylko leniwy był), to trzeba włożyć trochę wysiłku.
A ja nawet jestem za robieniem zawodówek, bo specjalistów zaczyna brakować, ale nie można na tym poprzestać jeśli mierzy się wysoko. Ot moje zdanie
A że inteligencja nie ma nic wspólnego z wykształceniem to oczywiście wiem, i się zgadzam (gdyż studiowałam i wiem że można studiować na różne sposoby), ale tez wiem że niejednokrotnie widać różnice (oczywiście nie na pierwszy rzut oka) w wykształceniu (i znam takie przypadki).
Kiepsko widzę waszą przyszłość. Banał: związek to WY a nie ty.
Hmm. Jesteśmy już 7 lat razem i teraz planujemy ślub, a z resztą nie będę się rozpisywać, ale nasz związek był bardzo skomplikowany i ciężki, a to ja musiałam iść na ustępstwa, wiele wycierpiałam, nawet pisałam na tym forum.
Ale po tylu latach razem bardzo dojrzałam i nauczyłam się jednego: Nie można tylko dawać. Trzeba głośno mówić czego się chce. I od dłuższego czasu układa się coraz lepiej, mogłabym nawet powiedzieć, że tak dobrze to chyba nigdy nie było....
I tak jak ja nie potępiam nikogo za wybory życiowe to proszę też nie potępiać mojego zdania i moich opinii.
W czasach inflacji wykształcenia, ono przestało być aż takie ważne.
Jednak nie wrzucajmy do jednego worka wyższego z Wyższej Promocji Zdrowia i UW, jest kolosalna różnica ![]()
Wg mnie nie żyjemy z dyplomem, ale powinniśmy się dobierać podobnie ![]()
Jeśli owa pani jest lekarzem to niech szuka w kręgu ekonomistów(ale tych po sgh czy uw, a nie po wyższej... jakiejś tam co płacisz i masz) czy architektów ![]()
Zabawne są panie kończące marketing i na jakiejś szkole w 50 tys. mieście i roszczą sobie pretensje do milionera.
Ciekawy jest też przypadek tego, że głównie zwracają na to uwagę kobiety, panowie w dużo mniejszym stopniu ![]()
Ja pamiętam jak mnie podrywał pan nie wiem czy miał zawodowe czy podstawowe, w każdym razie bez większej erudycji. Sugerowałam mu, że my do siebie nie pasujemy bo ja ambitna takie studia, szkoły a on nic z tego, na co on, że jemu to nie przeszkadza że ja jestem wykształcona. To właśnie mówiło samo za siebie, dla niego nie liczyło się jutro tylko wygląd teraz.
Wg mnie ciężko będzie zbudować związek przy takiej różnicy, jednak nie klasyfikowałabym że mgr + mgr, ale raczej wartość tej wiedzy bym oceniała ![]()
Na koniec anty przykład, pan trener Smuda nie ma matury co wszyscy wiele razy podkreślali, a jego żona jest lekarzem ![]()
rebel napisał/a:Mój narzeczony jest mega zaradny. Wszystko zrobi sam. Po prostu extra. Studiował budownictwo, ale przerwał. Mam nadzieję, że kiedyś znów pójdzie na studia.
Dla mnie ideał. Do tańca i do różańca.;)rebel, a gdyby nie był? Też z nim byłabyś?
Nie chce offtopować, ale zastanawiam się co tak naprawde przeważa: uczucie i sentyment czy cechy odpowiadające naszym potrzebom...
i to ważne i to. Kocham go, ale dobrze, że trafił się taki zaradny facet.
Miłośc jest ważna, ale jak się chce miec dzieci, kupowac mieszkanie etc to facet musi byc rozgarnięty.
rebel, a gdyby nie był? Też z nim byłabyś?
Nie chce offtopować, ale zastanawiam się co tak naprawde przeważa: uczucie i sentyment czy cechy odpowiadające naszym potrzebom...
Może to dziwnie zabrzmi, ale gdyby nie był, to by nie był takim facetem, jakim jest. Byłby innym człowiekiem.
Papierek papierkiem, o niczym nie świadczy. Są osoby po studiach totalnie niezaradne życiowo i osoby z wykształceniem zawodowym bardzo ogarnięte.
Co do tematu: uważam, że ciężko przeskoczyć różnice intelektualne, bardzo ciężko. Ale z wykształceniem nie ma to nic wspólnego.