To straszne, moje życie jest pozbawione sensu...zwłaszcza w weekendu. W tygodniu jeszcze w pracy się umęczę i w domu zjechana padam na kanapę. Ale dziś myślałam, że targnę się na życie z nudów. Co ma robić podstarzała samotna kobita czyli ja w taki dzień? Wczoraj byłam w kinie, na strasznej miernocie zresztą... Przeciez codziennie chodzić tam nie będę, zwłaszcza jak nic fajnego nie grają... Byłam na spacerze z psami, ale ileż można... Na życie targnąć się już chciałam, ale nie mam zastępstwa w robocie i szkoda mi się pracodawczyni zrobiło, toteż się powstrzymałam... Ale czy dam radę za tydzień? Heh,...
Trochę czytam Twoje odpowiedzi w różnych tu wątkach i w oczy się rzuca, że masz kiepską energię. Wszędzie widzisz czarną stronę spraw, rozsiewasz wręcz coś dziwnego ... wybacz, takie jest moje wrażenie.
I wiesz ... nie obrażaj się, że nie mogę traktować takiego posta poważnie ... szczególnie ten powód nietargnięcia się na życie rozwalił mnie na łopatki.
Dla mnie nuda to stan umysłu. Zajmij czymś umysł, np. jakimś hobby. Poszukaj czegoś, co polubisz. Poza tym nie wierzę, że jakbyś się uparła to być nie znalazła czegoś do roboty. Ja tam zawsze znajduje. Wystarczy mocno chcieć i poszukać;)
4 2012-06-17 19:45:02 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-06-17 19:51:49)
Trochę czytam Twoje odpowiedzi w różnych tu wątkach i w oczy się rzuca, że masz kiepską energię. Wszędzie widzisz czarną stronę spraw, rozsiewasz wręcz coś dziwnego ... wybacz, takie jest moje wrażenie.
I wiesz ... nie obrażaj się, że nie mogę traktować takiego posta poważnie ... szczególnie ten powód nietargnięcia się na życie rozwalił mnie na łopatki.
Masz rację, jestem cyniczną, neurotyczną pesymistką, ale czy tacy ludzie jak ja nie mają prawa do istnienia? Absolutnie się na Ciebie nie gniewam, to co piszesz jest w 100 procentach prawdą, powiem więcej mam złą, to mało powiedziane mam wredną energię, a do tego bywam złośliwa ...
Dla mnie nuda to stan umysłu. Zajmij czymś umysł, np. jakimś hobby. Poszukaj czegoś, co polubisz. Poza tym nie wierzę, że jakbyś się uparła to być nie znalazła czegoś do roboty. Ja tam zawsze znajduje. Wystarczy mocno chcieć i poszukać;)
Ależ mam kilka zainteresowań, ale one szybko mi się nudzą i mój nastrój spada w skali od 1 do 10 - do 1.
sierpniowa napisał/a:Trochę czytam Twoje odpowiedzi w różnych tu wątkach i w oczy się rzuca, że masz kiepską energię. Wszędzie widzisz czarną stronę spraw, rozsiewasz wręcz coś dziwnego ... wybacz, takie jest moje wrażenie.
I wiesz ... nie obrażaj się, że nie mogę traktować takiego posta poważnie ... szczególnie ten powód nietargnięcia się na życie rozwalił mnie na łopatki.
Masz rację, jestem cyniczną, neurotyczną pesymistką, ale czy tacy ludzie jak ja nie mają prawa do istnienia?
Moja babcia powiedziałaby na to słowa, których zacytować tu nie przystoi, a które moim zdaniem dość trafnie sytuację opisują ;-)
No pewnie, że cyniczne, neurotyczne pesymistki mają prawo istnienia, niestety jednak ich istnienie dość skutecznie "kwasi" istnienia innych.
Jest coś co miałabyś ochotę zrobić? (oprócz strzelenie sobie w łeb ;-))
7 2012-06-17 19:53:04 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-06-17 19:55:04)
missnowegojorku napisał/a:sierpniowa napisał/a:Trochę czytam Twoje odpowiedzi w różnych tu wątkach i w oczy się rzuca, że masz kiepską energię. Wszędzie widzisz czarną stronę spraw, rozsiewasz wręcz coś dziwnego ... wybacz, takie jest moje wrażenie.
I wiesz ... nie obrażaj się, że nie mogę traktować takiego posta poważnie ... szczególnie ten powód nietargnięcia się na życie rozwalił mnie na łopatki.
Masz rację, jestem cyniczną, neurotyczną pesymistką, ale czy tacy ludzie jak ja nie mają prawa do istnienia?
Moja babcia powiedziałaby na to słowa, których zacytować tu nie przystoi, a które moim zdaniem dość trafnie sytuację opisują ;-)
No pewnie, że cyniczne, neurotyczne pesymistki mają prawo istnienia, niestety jednak ich istnienie dość skutecznie "kwasi" istnienia innych.
Jest coś co miałabyś ochotę zrobić? (oprócz strzelenie sobie w łeb ;-))
Hmmm, niech pomyślę - najadłabym się słodyczy, ale się odchudzam...
Tak, dlatego nie ma przyjaciół i znajomych, ponieważ odstraszam ich swoim użalaniem sie i labilnością nastrojów. Dlatego piszę na tym forum, tu nikt nie może mnie wyrzucić, no ew. mogę być zbanowana przez admina, ale nie będę zachowywac się nieprzystojnie.
Tak, dlatego nie ma przyjaciół i znajomych, ponieważ odstraszam ich swoim użalaniem sie i labilnością nastrojów.
To i tak połowa sukcesu, że wiesz jaki jest powód. Ale moim zdaniem to jesteś zwyczajnie leniwa żeby to zmienić :-) albo zwyczajnie nikogo nie potrzebujesz do szczęścia ;-)
missnowegojorku napisał/a:Tak, dlatego nie ma przyjaciół i znajomych, ponieważ odstraszam ich swoim użalaniem sie i labilnością nastrojów.
To i tak połowa sukcesu, że wiesz jaki jest powód. Ale moim zdaniem to jesteś zwyczajnie leniwa żeby to zmienić :-) albo zwyczajnie nikogo nie potrzebujesz do szczęścia ;-)
To prawda, nie chce mi się zmieniać. Czasem nawet próbuję, ale tylko przez godzinę.
Dziś czuję się lepiej, cały dzień miałam intensywnie wypełniony praca i jest ok. Czyli depresja u mnie beirze się z nudów.
To straszne, moje życie jest pozbawione sensu...zwłaszcza w weekendu. W tygodniu jeszcze w pracy się umęczę i w domu zjechana padam na kanapę. Ale dziś myślałam, że targnę się na życie z nudów. Co ma robić podstarzała samotna kobita czyli ja w taki dzień? Wczoraj byłam w kinie, na strasznej miernocie zresztą... Przeciez codziennie chodzić tam nie będę, zwłaszcza jak nic fajnego nie grają... Byłam na spacerze z psami, ale ileż można... Na życie targnąć się już chciałam, ale nie mam zastępstwa w robocie i szkoda mi się pracodawczyni zrobiło, toteż się powstrzymałam... Ale czy dam radę za tydzień? Heh,...
O! I to jest idealny przykład na to, że jak człowiek się nudzi to wymyśla głupoty! Nawet sama Autorka to potwierdza ![]()
Terapia z powodzeniem stosowana na psach. Aktywnosc fizyczna skutecznie wywala w glowy glupoty!!
Jak czlowiek sie zmeczy to tez nie miewa takich wlasnie odchylow
ja mam na to zawsze jedną teorię, która się sama przykładami potwierdza:D :
"Nudzą się tylko ludzie z ubogim życiem wewnętrznym" ![]()
ja mam na to zawsze jedną teorię, która się sama przykładami potwierdza:D :
"Nudzą się tylko ludzie z ubogim życiem wewnętrznym"
A ja zawsze powtarzam, że "inteligentni ludzie się nie nudzą".
No właśnie- popieram dwie ostatnie wypowiedzi.Jesteś chyba niegłupia więc skąd ta nuda?Piszesz,że masz zainteresowania,ale one szybko Ci się nudzą.Hmm,może zajmij się czymś co by Cię nie nudziło.Pisałaś o filmie, na którym ostatnio byłaś.No tak to jest,że są filmy świetne ale są też gnioty.Dlaczego masz wybierać gnioty?
Co do nudy- na pewno coś ciekawego w Twoim mieście się dzieje tylko się tym zainteresuj.Ja nie mieszkam w dużym mieście ale u mnie o tej porze roku zawsze jest coś ciekawego,jakieś kino letnie czy lato teatralne.
16 2012-06-24 16:18:36 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-06-24 16:20:35)
No właśnie- popieram dwie ostatnie wypowiedzi.Jesteś chyba niegłupia więc skąd ta nuda?Piszesz,że masz zainteresowania,ale one szybko Ci się nudzą.Hmm,może zajmij się czymś co by Cię nie nudziło.Pisałaś o filmie, na którym ostatnio byłaś.No tak to jest,że są filmy świetne ale są też gnioty.Dlaczego masz wybierać gnioty?
Co do nudy- na pewno coś ciekawego w Twoim mieście się dzieje tylko się tym zainteresuj.Ja nie mieszkam w dużym mieście ale u mnie o tej porze roku zawsze jest coś ciekawego,jakieś kino letnie czy lato teatralne.
Z tych mądrych myśli wyniaka, iż jestem płytka i mało inteligentna, skoro się nudzę.
Pewnie tak jest...Tak, mieszkam w Gdańsku i chadzam na spotkania z różnymi ciekawymi ludżmi (Longin Pastysiak, radek Bińczak), dużo czytam, pisuję blogi, pielęgnuję swe psy, opiekuję sie starszymi rodzicami, czasem spotykam się z koleżankami, ale i tak wszystko mnie tak znudzi, że mam małe załamania nerwowe z braku bodźców pobudzających mnie do życia.
Często odzcuwam psutkę i bezsens istnienia. Tylko proszę nie kieroewać mnie do kościoła. Odpada.
no ja tam ciebie rozumiem, tez mam taki okres grobowy, to znaczy wszystko szybko mi sie nudzi, cholera zawsze tak było u mnie
...zastanawiam się co jest przyczyną, chyba się zagubiłam na drodze rozwoju, nie wiem co chce robić, w która stronę iść....
szczerze mnie rozbawił twój nick-missnowegojorku no ba:)
no ja tam ciebie rozumiem, tez mam taki okres grobowy, to znaczy wszystko szybko mi sie nudzi, cholera zawsze tak było u mnie
...zastanawiam się co jest przyczyną, chyba się zagubiłam na drodze rozwoju, nie wiem co chce robić, w która stronę iść....
szczerze mnie rozbawił twój nick-missnowegojorku no ba:)
dzieki
A co do Miss (trzeba sie dowartościowac chociaz tak
) a NowymYroku nikt nie sprawdzi....hehe
Ja mam taka nerwicę, że wiecznie boję się, że umrę, tak mnie te nerwy wykończają:(:(Biorę pramolan, ale średnio mi on pomaga niestety, teraz będę brała Stresstop dla kobiet, brała z was któraś to??Czy te lęki przed śmiercią też miałyście??Wiem, że też sobie nakręcam jakieś wizje:(
Ja mam taka nerwicę, że wiecznie boję się, że umrę, tak mnie te nerwy wykończają:(:(Biorę pramolan, ale średnio mi on pomaga niestety, teraz będę brała Stresstop dla kobiet, brała z was któraś to??Czy te lęki przed śmiercią też miałyście??Wiem, że też sobie nakręcam jakieś wizje:(
a co to bedzie jak naprawdę umrzesz! ![]()
Miss:), skoro nie praca, nie spacery i te inne dyrdymały to może mężczyzny ci potrzeba, co by cię tulił jak po pracy przychodzisz:)?
Luska, moze to jakieś natręctwo, i nie wiem czy takimi lekami z apteki sobie z tym poradzisz(no chyba że ci je lekarz przepisał)...ktoś mi opowiadał o dziewczynie co miała nerwice natręctw, myła ręce po 50 razy, co chwilę sprawdzała kurki od gazu i to samo z kurkami przy kranie i tak to robiła do 2 a nawet 3 nad ranem-zawsze przed snem i ledwo wstawała do pracy...wiem ze to nie to samo co ty ale natrętne myśli tez potrafi być uciążliwe...
22 2012-06-27 09:29:12 Ostatnio edytowany przez newlife (2012-06-27 09:30:01)
Miss - nie sadze, ze to nuda - tak naprawde to jak nie jestes zajeta to jestes skazana na wlasne mysli i emocje - i nie lubisz tego co sie z ciebie wydostaje.
Moze napisz o tym? To pomaga.
Miss - nie sadze, ze to nuda - tak naprawde to jak nie jestes zajeta to jestes skazana na wlasne mysli i emocje - i nie lubisz tego co sie z ciebie wydostaje.
Moze napisz o tym? To pomaga.
Bardzo Ci dziękuję. jakie to miłe, że wykazałaś zainteresowanie moimi myślami. Naprawdę. Nie lubię tego co się wydostaje, bo to bardzo wredne informacje z mego wnętrza płynące są. Co racja, to racja. Najgorsze jest to, że nie znoszę słuchać tego krytyka wewnętrznego, a każda dyskusja głosu rozsądku z tym "brzydkim głosem" i tak kończy się wygraną krytyka i cynicznego pesymisty. Nie pomaga terapia, nie pomagają leki, ani "tzw. praca nad sobą". Jestem naładowana wiedzą teoretyczną, kótrej nijak nie mogę przekuć w praktykę i zmianę swego jestestwa, a ni zaakceptowanie istniejącego.
Co do "chłopów", taki co mi się widział, wytrzymać ze mną nijak nie umiał, a taki, co ja mu się podobałam, w żaden sposób moim spostać wymogom nie potrafił. A teraz, po moim burzliwym życiu, to i chłopa mi się odechciało.
To do "kompulsów", to mam ich sporo: uporczywe myśli, że coś mi zginęło (rozumem to ogarniam, ale nijak nie umiem zaprzestać), prowadzące do wyrwania klamki, sprawdzanie czy zamknięte sa drzwi do mieszkania, chorobliwe obżeranie się i kupowanie ubrań, ponad miarę potrzeb i finansów. I gwarantuję Wam, że osoba postronna, nie znająca mnie bliżej, nie będzie wiedziała, że jestem "taka zaburzona". Moja fasada mówi wszystkim postronnym ludziom, a to taka normalna, kumata babka, może trochę zbyt poważna, zbyt serio i mało wytrzymała na stres.
Miss - gratuluje poziomu inteligencji (bez ironii) - malo kto potrafi robic takie analizy - ten twoj komputer dany od Boga (mozg) masz niezle rozwiniety, niestety wkradlo sie tam pare wirusow a bez instrukcji (niestety nikt z nas jej nie ma) trudno sobie poradzic.
NB. Jest bardzo interesujaca terapia gdzie uzywa sie maski (teoretycznej) - wywarla na mnie duze wrazenie i spowodowala dosc duza zmiane w moim zachowaniu. Zdalam sobie sprawe ze pewne maski ktore nosilam sprawialy mi duzy bol - wiec je odrzucilam; oj nie spodobalo sie to poniektorym...... Ale to juz inna historia.
Miss - gratuluje poziomu inteligencji (bez ironii) - malo kto potrafi robic takie analizy - ten twoj komputer dany od Boga (mozg) masz niezle rozwiniety, niestety wkradlo sie tam pare wirusow a bez instrukcji (niestety nikt z nas jej nie ma) trudno sobie poradzic.
NB. Jest bardzo interesujaca terapia gdzie uzywa sie maski (teoretycznej) - wywarla na mnie duze wrazenie i spowodowala dosc duza zmiane w moim zachowaniu. Zdalam sobie sprawe ze pewne maski ktore nosilam sprawialy mi duzy bol - wiec je odrzucilam; oj nie spodobalo sie to poniektorym...... Ale to juz inna historia.
Teraz to mnie naprawdę już nieźle skomplementowałaś
Przeczytałam sobie Twoje posty i jeden z nim szczególnie utkwił mi w pamięcie, dotyczący wzorców z dzieciństwa, które to powielamy w okresie dorosłości, a także konieczności wzięcia odpowiedzialności za swoje życie, kiedy już sami jestesmy panami siebie. Zgadzam się z tym oczywiście.
Teoretycznie wiem , że to słuszne twierdzenie, chodzę od roku na terapię indywidualną i dała mi ona to, ze umiem świadomie (no w miarę świadomie, bo nieraz nastepują subiektywizacje i przekłamania)
zanalizować swoje odczucia, lecz nadal pozostaje dla mnie tajemnicą jak je zmienić, żebym odczuwała moją wymarzoną pogodę ducha. Heh...
Co do masek, jest we mnie ogromna złość do ich zakładania... Stałam się przez to osobą cyniczną, czującą złość do siebie, losu i świata i nie czuję się z tym dobrze. Nie wiem czy jasno się wyrażam. Chyba trochę zbyt abstrakcyjnie. Nie wiadomo co "autor miał na myśli". ![]()
26 2012-06-27 13:30:31 Ostatnio edytowany przez newlife (2012-06-27 18:02:49)
Masz tylko 42 lata. Duzo zycia przed toba.
A "psychiczne" programy da sie zmienic - troche jak w komputerze. Niektore sie zmieniaja w ciagu kilku sekund, inne dluzej; tyle ze tego "psychicznego gowna" strasznie duzo w sobie nosimy.
Maski sa czasem konieczne - np. wychodzac do pracy zakladasz maske pracownika; maske petenta idac do urzedu itp - jedne maski sa sztywne, inne elastyczne i moga wyrazac emocje.
Sa tez maski typu - jestem szczesliwa i usmiechnieta (a srodku to az mi sie gotuje - ale tego nie pokaze), maski cierpietnicy,czy tez maski typu - ja jestem wielkim biznesmenem i wszyscy powinnini mi sie klaniac. Oj duzo tych masek - zycie to jak bal maskowy; tylko niemowleta ich nie nosza, ale szybko dorastaja i sie ucza ich przydatnosci.
Rozumiem ze szukasz rozwiazan - mnie to zajelo ponad 20 lat. Literatura, ktora moge poradzic jest tylko jak na razie po angielsku; podawac metody w krotkim opisie jest trudno, jako ze czasami jest wymagane podejscie indywidualne.
Jesli osoba robiaca terapie nie ma odpowiednich kwalifikacji, lub robimy to sami i nie do konca wiemy jakie beda efekty moze dojsc do tzw. re-traumatyzacji - powiekszenia traumy i problemow z nia zwiazanych.
Bylam sama tego swiadkiem na seminarium organizowanym przez "niedouczonego" guru - Amerykanke - bylo to straszne.
Ja nawet mialam zamiar w Polsce organizowac szkolenia i seminaria, by ludzi ukierunkowac i troche pomoc ale moje zycie poszlo w innym kierunku.....
Ja chodzę na taką terapinę na NFZ, do osoby majacej uprawnienia zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. Nie wiem czy jest ona cenioną terapeutką czy nie, myślę, że przeciętną i taką jak wielu w naszych codziennych realiach. Jest to osoba niepełnosprawna, ale aktywna życiowo i promieniująca przepiękną aurą. Jako człwoeika darzę ją podziwem i sympatią, być może ja jestem jakimś dziwacznym, odpornym na terapię przypadkiem.
Odporna na terapie nie jestes - sadze ze jestes traktowana metoda tradycyja - taka terapia na wiele osob nie dziala i omawianie problemow czasem powoduje ich zaostrzenie. Wiadomo Amerykanie cale zycie chodza do psychologa lub terapeuty.
Znaczna czesc moich nauczycieli (nawet lekarzy) nazywala terapie tradycyjna metoda z epoki kamienia lupanego - niestety tradycyjne metody terapii nie biora pod uwage nowych osiagniec w tej dziedzinie.
Rozmawialam kilka miesiecy temu z pania ktora jest magistrem psychologii po studiach w Warszawie. Zaczelam ja przepytywac o pewne metody terapii - dla nas podstawowe - ona sie przyznala ze o nich nic nie wie, a jak wyrazilam zdziwienie to powiedziala ze to chyba jest na studiach podyplomowych.
Napisz jak przebiega twoja typowa sesja terapii.
Osoby niepelnosprawne czesto tryskaja zyczliwoscia i akceptacja swojej sytuacji. Tak jakby Bog dajac im te niepelnosprawnosc jednoczesnie dodal im extra sile charakteru. Sama znam taka osobe.
Jak przebiega sesja? No trudno mi to scharakteryzować. Rozmawiamy na tematy bieżące w moim życiu codziennym i przeszłym. Trudno mi podać jakiś wzorzec. Raczej przypomina to rozmowę, ze skłonnością do moich monologów.
30 2012-06-28 11:04:18 Ostatnio edytowany przez newlife (2012-06-28 12:07:45)
Dobrze ze masz osobe gdzie w atmosferze bezpieczenstwa mozesz sie wygadac; sadze ze przynosi ci to pewna ulge, natomiast na dluzsza mete nie zmieni bardzo twoich odczuc i emocji.
Dobry terapeuta potrafi pomoc w tym sensie, ze jestes w stanie calkowicie pozbyc sie negatywnego ladunku emocjonalnego zwiazanego z wydarzeniami w twojej przeszlosci.
Przeszlosci nie jestesmy w stanie zmienic, natomiast mozemy zmienic nasze odczucia wobec przezytych bolesnych i traumatycznych wydarzen i nie pozwolic by obciazaly one terazniejszosc.
Podam przyklad - wczesniej gdy opowiadalam o moim dziecinstwie i biciu oraz wyzwiskach ojca - z frustracji, ze mu sie urodzila kolejna corka a on chcial syna- to drzal mi glos i pojawialy sie lzy w oczach - mialam juz wtedy wlasna firme i zatrudnialam wiele osob, mialam tez wiele osiagniec na swoim koncie.
Jednak w tym momencie, kiedy wspominalam dziecinstwo zamienialam sie w ta mala odrzucona dziewczynke, ktorej nikt nie chcial. Duza czesc swojego zycia spedzilam starajac sie udowodnic ojcu ze moge osiagnac tak wiele jak potencjalny syn - lub wiecej; wszystko na darmo, on nigdy sie w stosunku do mnie nie zmienil. Reszta rodziny tez byla po jego stronie.
W dysfunkcyjnej rodzinie pozycja czlonka rodziny sie nigdy nie zmieni. Dzieci dysfunkcyjnych rodzin sa tez zawsze dysfunkcyjne. Ja sama taka bylam przez wiele lat. Na zewnatrz praca ponad sily (pracoholizm), sukcesy a w srodku bol, ciagla krytyka samej siebie i negatywne emocje.
Wyrzucilam to emocjonalne "gowno" i teraz jak o tym wszystkim opowiadam to juz bez emocji.
Przeszlosci swojej nie zmienie - ale teraz juz mnie ona nie boli, jak rowniez nie wplywa na moje postepowanie i emocje.
Nie jest to latwe ale jest mozliwe. Moje decyzje w zyciu teraz nie sa motywowane potrzeba akceptacji oraz udowodnienia innym ze moge cos w zyciu osiagnac- sa one motywowane potrzebami moich dzieci, moimi i mojego meza. Potrzeba pomocy innym, ktorzy sa w gorszej ode mnie sytuacji - natomiast nie daje sie juz wykorzystywac (w przeszlosci bylo to na porzadku dziennym).
Moje zycie jest oparte na zdrowych zasadach. Zaluje straconych lat ale rowniez dziekuje Bogu ze dal mi szanse zmiany i normalnego zycia.
Zazdroszczę Ci takiej terapii ![]()
Miss - nabierz otuchy - odnajdziesz swoja droge....
A jak nie zjadę, to i tak musze żyć na rozdożu do śmierci
Miss - czy to co opisywalas w innym poscie to o tobie? Bardzo wspolczuje.
Ja sama sobie teraz zaczelam przypominac rozne choroby jako 20+ latka. Strasznie sie balam ze utrace wzrok- oczy mi spuchly tak ze nie moglam ich otworzyc. Rozne inne bole i nieustanne choroby. Bylo to wszystko na tle psychosomatycznym ale o tym wtedy nie mialam pojecia.
Teraz to czytajac te posty tutaj to sie czuje nawet troche winna. Przeczytalam ponad 1000 ksiazek o rozwoju osobistym - po polsku, po angielsku, przeszlam przez wiele szkolen, kursow i seminariow -chodzilam po ogniu i lamalam deski technika karate.
Moglabym wielu osobom pomoc bo znam rozne techniki i mam duza wiedze na ten temat, ale pomoc na odleglosc jest praktycznie niemozliwa. Nie chce tez sie stylowac na guru i mowic ze mam specjane sily bo to mnie jako naukowca nie rajcuje.
Moge podac kilka prostych rad one moga tylko troche pomoc.
Wiekszosc potrzebuje by wyrzucic z siebie te obciazajace negatywne i traumatyczne emocje. Niestety tradycyjna psychoterapia sobie z tym nie radzi. Dlatego cos co mozna zrobic w miare krotkim czasie trwa latami i nie zawsze jest skuteczne.
35 2012-06-30 11:54:19 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-06-30 11:58:50)
Miss - czy to co opisywalas w innym poscie to o tobie? Bardzo wspolczuje.
Ja sama sobie teraz zaczelam przypominac rozne choroby jako 20+ latka. Strasznie sie balam ze utrace wzrok- oczy mi spuchly tak ze nie moglam ich otworzyc. Rozne inne bole i nieustanne choroby. Bylo to wszystko na tle psychosomatycznym ale o tym wtedy nie mialam pojecia.
Teraz to czytajac te posty tutaj to sie czuje nawet troche winna. Przeczytalam ponad 1000 ksiazek o rozwoju osobistym - po polsku, po angielsku, przeszlam przez wiele szkolen, kursow i seminariow -chodzilam po ogniu i lamalam deski technika karate.
Moglabym wielu osobom pomoc bo znam rozne techniki i mam duza wiedze na ten temat, ale pomoc na odleglosc jest praktycznie niemozliwa. Nie chce tez sie stylowac na guru i mowic ze mam specjane sily bo to mnie jako naukowca nie rajcuje.
Moge podac kilka prostych rad one moga tylko troche pomoc.
Wiekszosc potrzebuje by wyrzucic z siebie te obciazajace negatywne i traumatyczne emocje. Niestety tradycyjna psychoterapia sobie z tym nie radzi. Dlatego cos co mozna zrobic w miare krotkim czasie trwa latami i nie zawsze jest skuteczne.
Tak, to niestety o mnie. Ja też chodziałam po ogniu, byłam na pewnych kusrach, czytam wiele na temat rozwoju i nic nie działa.
Cały czas staram sie rozszyfrować moje mini załamania nerwowe. Występują one prawie co drugi dzień. To się chyba nazywa labilność nastroju, jednego dnia tańczę, śpiewam, recytyję, a tu nagle dostaję obuchem w łeb i wyrywam sobie włosy z głowy.
36 2012-07-01 18:37:22 Ostatnio edytowany przez newlife (2012-07-01 18:46:27)
Miss - postaram sie wytlumaczyc dlaczego nachodza nas te nastroje, ktore czasam przeradzaja sie w prawdziwe choroby.
Postaram sie wytlumaczyc na przykladzie komputera. Moglabym sie starac przy uzyciu fizyki kwantowej , szamanow czy kahunow ale sadze ze to z komuterem jest najprotsze, bo komputer prawie kazdy ma.
Wyobrazmy sobie ze nasz mozg jest komputerem posiada olbrzymia moc i zakres pamieci. Uczucia, odczucia i emocje to sa programy komputerowe.
Jak sie rodzimy komputer ma juz pewne programy na twardym dysku takie, ktore zapewnia nam zycie i przezycie wyrazamy radosc jak nas spotka cas dobrego (mama przytuli), bol gdy nas ktos uderzy, placzemy gdy chcemy jesc lub czegos potrzebujemy.
Ogolnie jak sie rodzimy to komputer nowka, w swietnym stanie ale programow to jeszcze ma malo i duzo na nim sie nie da przeprowadzic.
Zakladam ze w ciazy bylo normalnie jak nie bylo to komputer juz po przyjsciu na swiat uszkodzony.
W ten nasz komputer po urodzeniu (a nawet jeszcze przed) inni ludzie i okolicznosci zaczynaja wkladac nowe programy. My sie rozwijamy i nasz komputer tez. Nikt ani my ani nasi rodzice czy tez nauczyciele nie maja do niego instrukcji robia co moga, ale nawet nie wiedza ze ten nasz komputer programuja nazywaja to wychowaniem.
Jak w rodzinie, szkole, pracy , czy zwiazku z partnerem dzieje sie dobrze to programy sa OK, zyje sie miare normalnie i jest dobrze; ale jak sa klotnie, przemoc, choroby itp to programy tez sie koduja tyle ze nie beda korzystnie na nas wplywaly.
Im wiecej w zyciu doswiadczen tym wiecej programow zaladowanych w nasz komputer.
Sa osoby, ktore sa jakby bardziej komputerowo uzdolnione i sobie poradza nawet jak programy nie najlepsze cos tam pomajstruja, poracuja nad nimi (czasem trwa to latami) i potrafia je zmienic ze zlych na dobre lub nieszkodliwe.
As sa tez osoby co pojecia nie maja odnosnie tego co sie z ich komputerkiem dzieje i jak czuja ze praca jego jest zaburzona, to tak sie zamartwiaja ze program zamartwiania jeszcze im sie bardziej doladowuje. Wyobrazaja sobie rozne choroby podlaczaja sie do internetu hop nowy programik zaladowany - czasami w sekundach.
Trauma, negatywne przezycia, nawet nasze wyobrazenia i mysli to te zle programy, ktore uposledzaja funcjonowanie naszego komputerka.
Tak samo jak z prawdziwym komputerem, jesli nie ma dobrych programow lub sa wirusy to nic dobrze nie bedzie pracowalo.
I wtedy pojawia sie tzw. GIGO efekt garbage in garbage out smieci wlozone smeci wychodza.
Np wczoraj nasz komputerek pracowal w miare sprawnie a dzisiaj juz rano przycisnelismy jakis klawisz (nawet nie wiadomo jaki bo i skad - ciagle brak jest instrukcji) i sie wywala cale g.... emocjonalne jestesmy w depresji, myslimy o chrobach, zaczynamy chorowac.
Jestesmy tez polaczeniem psychiki z cialem fizycznym, tak ze jak umysl prawidlowo nie funkjconuje to i cialo nawala. Robia sie nowe programiki i tak w kolko, jedno sie nawarstwia na drugie i pewne rzeczy sie poteguja; az sie zyc odechciewa.
Schemat ten jest baaaaardzo uproszczony mozna by do niego dolozyc jeszcze bardzo wiele- pominelam tez aspekt duchowy, wplyw religii itp. mam jednak nadzieje ze choc troche pomoze pewnym osoba, ktore zamiast obwiniac siebie zdadza sobie sprawe ze tak naprawde to sa ofiara swoich doswiadczen , procesow myslowych i emocjonalnych.
Czasami mozna proces myslowy przerwac; przeprogramowac emocje, wyrzucic obciazajace programy. I wtedy jest lepiej, zaczynamy lepiej funkcjonowac lepiej sie czujemy, mozemy nawet wlaczyc sobie program szczescia i milosci.
Oczywiscie wszystko to tylko bardzo uproszczona przymiarka do objasnienia dlaczego to nam sie przydarza wiele negatywnych rzeczy w zyciu sami przyciagamy coz takie programowanie.
Ja np. bylam kompulsywnym dawca typu zgwalci a da wiekszosc ludzi, ktorzy sie kolo mnie pojawiali to byli kompulsywni biorcy - tylko bierze bo mu sie nalezy i jeszcze laske robi. Wliczajac w to mojego bylego meza.
Zdawalam sobie z tego sprawe i staralam sie to zmienic, ale przez wiele lat mi sie nie udawalo- sadzilam ze to cecha mojego "glupiego" charakteru.
Jak ja sie wreszcie zmienilam (przeprogramowalam) ci ludzie odeszli z wielkim krzykiem o mojej niesprawiedliwosci i byciu zlym czlowiekiem (bez podania wytlumaczenia dlaczego jestem taka zla o pieniadzach sie przeciez nie mowi) a ja odetchnelam.....
No, ale jak tu się przeprogramowac? ![]()
newlife napisał/a:Miss - nie sadze, ze to nuda - tak naprawde to jak nie jestes zajeta to jestes skazana na wlasne mysli i emocje - i nie lubisz tego co sie z ciebie wydostaje.
Moze napisz o tym? To pomaga.Bardzo Ci dziękuję. jakie to miłe, że wykazałaś zainteresowanie moimi myślami. Naprawdę. Nie lubię tego co się wydostaje, bo to bardzo wredne informacje z mego wnętrza płynące są. Co racja, to racja. Najgorsze jest to, że nie znoszę słuchać tego krytyka wewnętrznego, a każda dyskusja głosu rozsądku z tym "brzydkim głosem" i tak kończy się wygraną krytyka i cynicznego pesymisty. Nie pomaga terapia, nie pomagają leki, ani "tzw. praca nad sobą". Jestem naładowana wiedzą teoretyczną, kótrej nijak nie mogę przekuć w praktykę i zmianę swego jestestwa, a ni zaakceptowanie istniejącego.
Co do "chłopów", taki co mi się widział, wytrzymać ze mną nijak nie umiał, a taki, co ja mu się podobałam, w żaden sposób moim spostać wymogom nie potrafił. A teraz, po moim burzliwym życiu, to i chłopa mi się odechciało.
właśnie, tak sie to teraz ładnie nazywa "praca nad sobą", dla mnie to abstrakcyjne bardzo, mam jedną książkę o rozwoju duchowym ale kurzem oblazła, żadna książka nie oddaje prawdy, no może czyjaś tam prawdę oddaje ale na pewno nie moją...
no to ty wymagająca kobitka jesteś,ale w końcu Miss:).... trzeba trochę tej poprzeczki obniżyć, pokochać zalety a wady przełknąć, ale ty pewnie taka wymagająca bo i względem siebie bardzo krytyczna, no cóż musisz się jakoś rozwieść z tym "brzydkim głosem" bo on ci kandydatów potencialnych odgania:)
missnowegojorku napisał/a:newlife napisał/a:Miss - nie sadze, ze to nuda - tak naprawde to jak nie jestes zajeta to jestes skazana na wlasne mysli i emocje - i nie lubisz tego co sie z ciebie wydostaje.
Moze napisz o tym? To pomaga.Bardzo Ci dziękuję. jakie to miłe, że wykazałaś zainteresowanie moimi myślami. Naprawdę. Nie lubię tego co się wydostaje, bo to bardzo wredne informacje z mego wnętrza płynące są. Co racja, to racja. Najgorsze jest to, że nie znoszę słuchać tego krytyka wewnętrznego, a każda dyskusja głosu rozsądku z tym "brzydkim głosem" i tak kończy się wygraną krytyka i cynicznego pesymisty. Nie pomaga terapia, nie pomagają leki, ani "tzw. praca nad sobą". Jestem naładowana wiedzą teoretyczną, kótrej nijak nie mogę przekuć w praktykę i zmianę swego jestestwa, a ni zaakceptowanie istniejącego.
Co do "chłopów", taki co mi się widział, wytrzymać ze mną nijak nie umiał, a taki, co ja mu się podobałam, w żaden sposób moim spostać wymogom nie potrafił. A teraz, po moim burzliwym życiu, to i chłopa mi się odechciało.właśnie, tak sie to teraz ładnie nazywa "praca nad sobą", dla mnie to abstrakcyjne bardzo, mam jedną książkę o rozwoju duchowym ale kurzem oblazła, żadna książka nie oddaje prawdy, no może czyjaś tam prawdę oddaje ale na pewno nie moją...
no to ty wymagająca kobitka jesteś,ale w końcu Miss:).... trzeba trochę tej poprzeczki obniżyć, pokochać zalety a wady przełknąć, ale ty pewnie taka wymagająca bo i względem siebie bardzo krytyczna, no cóż musisz się jakoś rozwieść z tym "brzydkim głosem" bo on ci kandydatów potencialnych odgania:)
Rozwód? To jest to... Biegnę do sądu złożyć pozew ![]()
Koliber napisał/a:missnowegojorku napisał/a:Bardzo Ci dziękuję. jakie to miłe, że wykazałaś zainteresowanie moimi myślami. Naprawdę. Nie lubię tego co się wydostaje, bo to bardzo wredne informacje z mego wnętrza płynące są. Co racja, to racja. Najgorsze jest to, że nie znoszę słuchać tego krytyka wewnętrznego, a każda dyskusja głosu rozsądku z tym "brzydkim głosem" i tak kończy się wygraną krytyka i cynicznego pesymisty. Nie pomaga terapia, nie pomagają leki, ani "tzw. praca nad sobą". Jestem naładowana wiedzą teoretyczną, kótrej nijak nie mogę przekuć w praktykę i zmianę swego jestestwa, a ni zaakceptowanie istniejącego.
Co do "chłopów", taki co mi się widział, wytrzymać ze mną nijak nie umiał, a taki, co ja mu się podobałam, w żaden sposób moim spostać wymogom nie potrafił. A teraz, po moim burzliwym życiu, to i chłopa mi się odechciało.właśnie, tak sie to teraz ładnie nazywa "praca nad sobą", dla mnie to abstrakcyjne bardzo, mam jedną książkę o rozwoju duchowym ale kurzem oblazła, żadna książka nie oddaje prawdy, no może czyjaś tam prawdę oddaje ale na pewno nie moją...
no to ty wymagająca kobitka jesteś,ale w końcu Miss:).... trzeba trochę tej poprzeczki obniżyć, pokochać zalety a wady przełknąć, ale ty pewnie taka wymagająca bo i względem siebie bardzo krytyczna, no cóż musisz się jakoś rozwieść z tym "brzydkim głosem" bo on ci kandydatów potencialnych odgania:)
Rozwód? To jest to... Biegnę do sądu złożyć pozew
Ale żadnego "dziada" pod jednym dachem już nie zdzierżę ![]()
W niedzielę byłam naprawdę aktywna. Dzień spędziałam z moim 4letnim chrzesniakiem, jeżdżąc zabytkowym tramwajem i zwiedzając latarnię morską. Strasznie sie umęczyłam, jeszcze taki upał... Ffffff.... Dziś znowu czuję pustkę i bezsesns mego życia. Zastanawiam się dlaczego inni umieją jakoś czuć się szczęślwi... Ja nie umeim...Główny bohater filmu SŁODKICH SNÓW mówi, iż urodził się z takim upośledzeniem, jedni są głusi, drudzy ślepi, a on nieszczęśliwy. Ja mam podobnie jak on.
a broń boże dziada:)
...a ja swoją niedzielę spędziłam w domu, kaca miałam strasznego po imieninach mojego brata, także snułam się jak cień po mieszkaniu, za to dziś sobie wyszłam, poszłam do sex shopu żeby kupić jakiś gadżet na panieński dla przyjaciółki, wybrałam gadającego penisa i biały piuropusz na szyję, myślałam żeby jej stringi z jakimś pomponikiem kupić co by je można podczas baletów na głowę założyć albo na uchu powiesić;)
...hmm dla każdego człowieka co innego jest szczęściem, jak mnie się coś tam w życiu waliło np.ostatnio straciłam pracę, to zaangażowałam się w pilnowanie swojej chrześnicy, miałam też więcej czasu na życie osobiste i takie swoje zwyczajne małe rzeczy, i to dawało mi szczęście...:)
ale nie zawsze jestem szczęśliwa, czasami mam ochotę być nieszczęśliwsza, tak jakoś mam, chociaż neee to chyba nie jest związane z nieszczęściem, bardziej z tym że właśnie chce się poczuć słabsza, a nie że ciągle mam mieć cele i zajęcia i stawać na wysokości zadania, no coś takiego prędzej:)
43 2012-07-03 11:55:38 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-07-03 11:56:18)
To bedzie zabawa.... Ja byłam na ostatnim panieńskim 6 lat temu... u mojej siostry, zamówiłyśmy jej striptizera, wtedy to było COS... Teraz nie mam już żadnych panien w najbliższym gronie, prędzej wdowy...
Miss zapytalas jak sie przeprogramowac?. Odwieczne pytanie. Dawniej (a gdzieniegdzie to i dzisiaj) wypedzali demony, robili exorcyzmy.
Dzis przesyla sie energie, odblokowuje czakry, robi rebirthing, propaguje rozwoj osobisty.
Te metody pomagaja ale nie do konca....
Zapytalas sie jak wypedzic diabla. Ano prosto powiedziec wychodz diable.
-A jak diabel bedzie sie opieral????
Metoda porownania ludzkiego mozgu do komputera jest bardzo uproszczona chcialam odpowiedziec na pytanie dlaczego czujemy sie tak a nie inaczej.
Metody przeprogramowania z reguly sa proste i wiekszosci osob pomagaja ale ze jestesmy indywidualistami to co pomaga jednej osobie moze nie pomoc innej; trzeba wtedy zastosowac inna metode.
Praca na programach emocjonalnych moze byc tez na tyle skomplikowana, ze mozna powiekszyc problem jesli sie nie ma odpowiednich kwalifikacji tzw. re-traumatyzacja. Sama bylam tego wielokrotnie swiadkiem na seminariach z tzw. Guru, ktorzy proklamowali, ze maja specjalne sily czy tez metody.
Zasada lekarza jak i dobrego terapety powinno byc przede wszystkim nie szkodzic. Dlatego nie jestem w stanie podac krotkiego opisu przeprogramowania jako ze moze to wiecej zaszkodzic nic pomoc.
45 2012-07-14 21:03:00 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2012-07-14 21:05:16)
nadaj mu sama sens.
Skoro nudzi/boli Cię własne życie - zacznij pomagać innym. Jest wiele wolontariatów.. tylko wybierać ![]()
Zabic sie z nudow-nie skomentuje ![]()
Tu chyba nie tyle chodzi o nude,tylko o to,czego Pani/Ci brakuje ![]()
Tu chyba nie tyle chodzi o nude,tylko o to,czego Pani/Ci brakuje
To chyba jest właściwie postawione pytanie.
Sama sobie odpowiedz na pytanie czego właściwie chcesz? Jeśli już to wiesz (choć wygląda na to, że nie) to trzeba iść w tym kierunku. Jeśli nie znajdujesz odpowiedzi na takie pytanie to chyba bez dobrej terapii się nie obejdzie. Ale to chyba powinna być indywidualna terapia bo jak widać na grupową chodzisz i nic to nie daje. Jesteś zdecydowanie inteligentną osobą, z dużą dawką autoironii to i znależć terapeutę musisz na swoim poziomie.
48 2013-06-30 02:09:43 Ostatnio edytowany przez Tomek87 (2013-06-30 02:22:23)
Ja tak sobie czytam ten temat i się zastanawiam... MissNY... Ty jesteś chyba strasznie niezadowolona z życia i strasznie nieszczęsliwa. Mam wrażenie jakbyś miała mega wymagania i nie potrafiła iść na kompromis i to chyba spowodowało, że się zawiodłaś na facetach i życiu. Masz wymagania ktorym ktoś nie sprostał i za nic w swiecie nie pójdziesz na kompromis. Twoje podejscie to "wszystko albo nic", a czasami trzeba odpuścić i wziąć to, co jest po środku.
Wydajesz się być strasznie zgnuśniała, sfrustrowana, zniechęcona do wszystkiego i zrezygnowana. Odnosze wrażenie, że nic ci nie sprawia przyjemnosci i robisz wszystko by zabić czas.
I im będziesz starsza tym będzie gorzej. Swoim zachowaniem będziesz odstraszać dalej ludzi i potencjalnych kandydatów na faceta - chociaż twierdzisz, że go nie potrzebujesz, to ja myślę, że w głęboko w środku gdzies jest taka mała, smutna dziewczynka pragnąca ciepła i miłości, kogoś do kogo można by się przytulić, wyzalic.
Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Mogę się oczywiście mylić.
Powiedz... Czego ty tak na prawdę chcesz od życia? Nawet jeśli jest to nie realne i nie ma mozliwosci by się to spełniło. Co to jest?
ps. tez nie mam zadnych przyjaciol i wiem jak to jest. Prawie nikt mnie nie lubi i jest tak od lat az do dzisiaj, ludzi nic nie obchodzę, nikt do mnie nie pisze by pogadac, męczę tylko ludzi swoimi problemami, jestem nieciekawy i chyba nudny. nikt mnie nawet nie chce za faceta do związku. siedze caly czas w domu i prawie nigdzie nie wychodze. czasem tylko z psem na krotki, bardzo krótki spacer. mam juz tego dosc i często tez myślę o samobójstwie, bo juz nie mogę, a mam dopiero 26 lat i wrazenie ze nikt mnie nie zechce, zostanę sam do konca zycia. taka wizja strasznie odstrasza od zycia i odbiera wszelkie checi by egzystowac na tym swiecie. zyje jakąs glupią i chora nadzieją na to, ze w koncu sie to zmieni, ze jutro ebdzie lepiej, a w cale nie jest lepiej ;/
49 2013-06-30 03:20:40 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-06-30 14:17:54)
Tak wiem, temat trochę stary ale skoro wypłynął, to... ![]()
newlife Normalnie to bym zapuściła jakiegoś antywirusa, potem PC Doctora, potem zrobiła defragmentacje, a w ostateczności przeinstalowała Windowsa.
Zycie nie daje nam takich narzędzi. Przerabiałam afirmacje, teorie przyciągania we wszechświecie i programowania umysłu też. Juz jako 12 latka zaczytywałam się w "Potędze podświadomości" Murphy' ego. I wiesz co Ci powiem... dzięki temu jeszcze tu jestem. Ale są pewne rzeczy, których wydaje się nie przeskoczysz. A jakieś dziwne afirmacje na zasadzie budowania nowych wzorców w umyśle, to na dłuższa metę tylko oszukiwanie siebie. To już nawet z definicji tego słowa wynika
(łac. affirmare, potwierdzać, zapewniać, takie utwierdzanie się w przekonaniu). Ja wiem, Ty piszesz pewnie o bardziej skomplikowanych i wyszukanych technikach programowania. Ja niestety innych języków po za VBA nie ogarniam
.
Szambo i tak wybija co jakiś czas (w tej samej albo innej formie).
Problem w tym, ze NORMALNI LUDZIE (czytaj po prostu większość) idą przez życie trybem rodem z moich wykładów z psychologii rozwojowej
. W skrócie:
- rodzisz się
- uczysz się
- podejmujesz prace
- zakładasz rodzinę
- wychowujesz dzieci
- a jak trzeba to i wnuki
- umierasz
Powyższe samo w sobie stawia człowiekowi cele życiowe, które nadają sens istnieniu. Ktoś kto omija któryś z etapów, ma przechlapane. Powody omijania to jedno (traumatyczne przeżycia z reguły), a życie tu i teraz to drugie. Nie realizując powyższych etapów, które nadają cel w życiu, musisz szukać tego celu na własną rękę. Godząc się z tym, że będzie on często dziwny, możne nawet źle postrzegany przez innych bo niestandardowy ( bo nie ma go na powyższej liście ;P). Musisz również liczyć się z tym, że na pewnym etapie życia pomysły Ci się skończą, kreatywność wymięknie i zadasz sobie pytanie " Jak żyć panie premierze?".
W realu mam bardzo dobrych przyjaciół. Nie jestem sama. A oni znają historie mojego życia i wiedzą o mnie wszystko. Nie ma problemu, jak chce się poużalać, ponarzekać, wypłakać w rękaw, wyjechać na wakacje ( oni z rodzinka, ja z nimi
), pozwiedzać trochę świata, wyjść do kina czy zrobić wypad na zakupy.
Pomimo tego, cały czas wiem, że coś jest nie tak, że dobrze nie jest i że cały czas będę musiała walczyć o siebie, bo niestety nie będę miała o kogo
. No chyba, że zostanę matka Teresą. Ale na to się nie zanosi
.
Wielokrotnie słyszę " Boże mam już dość, chciałabym umrzeć, nie wstać następnego poranka" i tym podobne pitolenie:). A zaraz potem " No ale przecież mam męża, rodzinę. Dzieci przecież nie zostawię".
A nasza MISS OF NEW YORK jak sama mówi miała / ma życie które można ocenić jako udane. Ale paliwo się kiedyś kończy. A, że kilka etapów w życiu ominęła, to jest jak jest. Ona ( sorry miss możne się mylę), porostu czuje , ze nie ma już po co żyć, bo nic jej tu nie trzyma. Pustka i beznadzieja dnia co dziennego.
...
A nasza MISS OF NEW YORK jak sama mówi miała / ma życie które można ocenić jako udane. Ale paliwo się kiedyś kończy. A, że kilka etapów w życiu ominęła, to jest jak jest. Ona ( sorry miss możne się mylę), porostu czuje , ze nie ma już po co żyć, bo nic jej tu nie trzyma. Pustka i beznadzieja dnia co dziennego.
Celne spostrzeżenie ![]()
Całkiem jak przed II WŚ...
takie znudzone panie dyrektorowe, prezesowe czy ministrowe TEŻ leczyły się chronicznie i bez końca na MELANCHOLIĘ.
"Ból istnienia" (w takim wydaniu) może funkcjonować wyłącznie wtedy, gdy człowiek się NUDZI... albo nie ma wciągających "po uszy" zainteresowań.
Gdy walczy się codziennie o "przetrwanie" w trudnej rzeczywistości, to nie ma czasu na takie dyrdymały...
51 2013-06-30 14:14:14 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-06-30 14:20:08)
Całkiem jak przed II WŚ...
takie znudzone panie dyrektorowe, prezesowe czy ministrowe TEŻ leczyły się chronicznie i bez końca na MELANCHOLIĘ.
Teraz to się depresją zowie:)
Tylko widzisz, nie wiem jak to w Miss przypadku jest, ale u mnie to mniej więcej wygląda tak.
Pozwól, że wrócę do teorii programowania, która jest bezskuteczna w związku z poniższym
.
Tracisz rękę. Wiesz, że jej nie masz bo widzisz, ale często się zapominasz bo ją czujesz. Reka Ci nie odrośnie. Możesz tylko udawać, że ja masz nosząc protezę. Ale proteza to nie prawdziwa ręka.
Ja to co mnie spotkało traktuje w kategoriach czegoś co upośledziło mnie na całe życie. I jakich bym zabiegów nie stosowała. Ręka już nigdy się nie pojawi na swoim miejscu. Muszę się nauczyć żyć bez niej. Ale jak widać na przykładzie Miss, jest ciężko.
Ja tak sobie czytam ten temat i się zastanawiam... MissNY... Ty jesteś chyba strasznie niezadowolona z życia i strasznie nieszczęsliwa. Mam wrażenie jakbyś miała mega wymagania i nie potrafiła iść na kompromis i to chyba spowodowało, że się zawiodłaś na facetach i życiu. Masz wymagania ktorym ktoś nie sprostał i za nic w swiecie nie pójdziesz na kompromis. Twoje podejscie to "wszystko albo nic", a czasami trzeba odpuścić i wziąć to, co jest po środku.
Wydajesz się być strasznie zgnuśniała, sfrustrowana, zniechęcona do wszystkiego i zrezygnowana. Odnosze wrażenie, że nic ci nie sprawia przyjemnosci i robisz wszystko by zabić czas.I im będziesz starsza tym będzie gorzej. Swoim zachowaniem będziesz odstraszać dalej ludzi i potencjalnych kandydatów na faceta - chociaż twierdzisz, że go nie potrzebujesz, to ja myślę, że w głęboko w środku gdzies jest taka mała, smutna dziewczynka pragnąca ciepła i miłości, kogoś do kogo można by się przytulić, wyzalic.
Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Mogę się oczywiście mylić.
Powiedz... Czego ty tak na prawdę chcesz od życia? Nawet jeśli jest to nie realne i nie ma mozliwosci by się to spełniło. Co to jest?
ps. tez nie mam zadnych przyjaciol i wiem jak to jest. Prawie nikt mnie nie lubi i jest tak od lat az do dzisiaj, ludzi nic nie obchodzę, nikt do mnie nie pisze by pogadac, męczę tylko ludzi swoimi problemami, jestem nieciekawy i chyba nudny. nikt mnie nawet nie chce za faceta do związku. siedze caly czas w domu i prawie nigdzie nie wychodze. czasem tylko z psem na krotki, bardzo krótki spacer. mam juz tego dosc i często tez myślę o samobójstwie, bo juz nie mogę, a mam dopiero 26 lat i wrazenie ze nikt mnie nie zechce, zostanę sam do konca zycia. taka wizja strasznie odstrasza od zycia i odbiera wszelkie checi by egzystowac na tym swiecie. zyje jakąs glupią i chora nadzieją na to, ze w koncu sie to zmieni, ze jutro ebdzie lepiej, a w cale nie jest lepiej ;/
Tomku jakoś dziwnie wzruszyłam się (?), kiedy po zalogowaniu się przed chwilą na forum, zobaczyłam, że został odgrzebany mój watek sprzed roku. Tak, masz rację jestem przez większość czasu nieszczęsliwa. Chociaż nie cały czas, podejmuję bowiem próby bycia zadowoloną i czasem się udaje. Dziś mam dobry nastrój w odróżnieniu od wczorajszego. Poszłam sobie do kina na film postapokaliptyczny, a takie pasjami uwielbiam. Lubię to forum, gdzie dorobiłam się już starych znajomych. Lubię moje psy, moich siostrzeńców i inne rzeczy jeszcze. Co do potencjalnych kandydatów na partnerów nie mam aż tak wielkich wymagań jak piszesz. Takie normalne raczej, ludzkie. Żeby to był drugi człowiek. Naprawdę nie uganiam się za jakimiś niedoścignionymi ideałami. To, że moim podstawowym problemem jest nuda to fakt. Wydaje mi się, że ona większość rodzaju ludzkiego sprowadza na manowce, nie tylko mnie.
A tak abstrahując od moich niedoli, bardzo mi Ciebie szkoda, jakoś rozumiem jak ktoś czuje się źle psychicznie, to dla mnie norma bowiem. Jakie są przyczyny Twego złego mniemania o sobie?
Tak wiem, temat trochę stary ale skoro wypłynął, to...
newlife Normalnie to bym zapuściła jakiegoś antywirusa, potem PC Doctora, potem zrobiła defragmentacje, a w ostateczności przeinstalowała Windowsa.
Zycie nie daje nam takich narzędzi. Przerabiałam afirmacje, teorie przyciągania we wszechświecie i programowania umysłu też. Juz jako 12 latka zaczytywałam się w "Potędze podświadomości" Murphy' ego. I wiesz co Ci powiem... dzięki temu jeszcze tu jestem. Ale są pewne rzeczy, których wydaje się nie przeskoczysz. A jakieś dziwne afirmacje na zasadzie budowania nowych wzorców w umyśle, to na dłuższa metę tylko oszukiwanie siebie. To już nawet z definicji tego słowa wynika
(łac. affirmare, potwierdzać, zapewniać, takie utwierdzanie się w przekonaniu). Ja wiem, Ty piszesz pewnie o bardziej skomplikowanych i wyszukanych technikach programowania. Ja niestety innych języków po za VBA nie ogarniam
.
Szambo i tak wybija co jakiś czas (w tej samej albo innej formie).
Problem w tym, ze NORMALNI LUDZIE (czytaj po prostu większość) idą przez życie trybem rodem z moich wykładów z psychologii rozwojowej
. W skrócie:
- rodzisz się
- uczysz się
- podejmujesz prace
- zakładasz rodzinę
- wychowujesz dzieci
- a jak trzeba to i wnuki
- umieraszPowyższe samo w sobie stawia człowiekowi cele życiowe, które nadają sens istnieniu. Ktoś kto omija któryś z etapów, ma przechlapane. Powody omijania to jedno (traumatyczne przeżycia z reguły), a życie tu i teraz to drugie. Nie realizując powyższych etapów, które nadają cel w życiu, musisz szukać tego celu na własną rękę. Godząc się z tym, że będzie on często dziwny, możne nawet źle postrzegany przez innych bo niestandardowy ( bo nie ma go na powyższej liście ;P). Musisz również liczyć się z tym, że na pewnym etapie życia pomysły Ci się skończą, kreatywność wymięknie i zadasz sobie pytanie " Jak żyć panie premierze?".
W realu mam bardzo dobrych przyjaciół. Nie jestem sama. A oni znają historie mojego życia i wiedzą o mnie wszystko. Nie ma problemu, jak chce się poużalać, ponarzekać, wypłakać w rękaw, wyjechać na wakacje ( oni z rodzinka, ja z nimi
), pozwiedzać trochę świata, wyjść do kina czy zrobić wypad na zakupy.
Pomimo tego, cały czas wiem, że coś jest nie tak, że dobrze nie jest i że cały czas będę musiała walczyć o siebie, bo niestety nie będę miała o kogo
. No chyba, że zostanę matka Teresą. Ale na to się nie zanosi
.
Wielokrotnie słyszę " Boże mam już dość, chciałabym umrzeć, nie wstać następnego poranka" i tym podobne pitolenie:). A zaraz potem " No ale przecież mam męża, rodzinę. Dzieci przecież nie zostawię".
A nasza MISS OF NEW YORK jak sama mówi miała / ma życie które można ocenić jako udane. Ale paliwo się kiedyś kończy. A, że kilka etapów w życiu ominęła, to jest jak jest. Ona ( sorry miss możne się mylę), porostu czuje , ze nie ma już po co żyć, bo nic jej tu nie trzyma. Pustka i beznadzieja dnia co dziennego.
Ja opuściłam 4 i 5 z podanych przez ciebie etapów.
Dzięki za zrozumienie.
Co do potencjalnych kandydatów na partnerów nie mam aż tak wielkich wymagań jak piszesz. Takie normalne raczej, ludzkie. Żeby to był drugi człowiek. Naprawdę nie uganiam się za jakimiś niedoścignionymi ideałami.
Nie wiem jakie masz wymagania, czego oczekujesz od drugiego człowieka, ale minęło sporo czasu i aż dziwne, że nikogo nie znalazłaś do tej pory. To też i smutne, bo pokazuje, że dzisiaj ciężko kogoś znaleźć nawet z normalnymi wymaganiami...
A tak abstrahując od moich niedoli, bardzo mi Ciebie szkoda, jakoś rozumiem jak ktoś czuje się źle psychicznie, to dla mnie norma bowiem. Jakie są przyczyny Twego złego mniemania o sobie?
To nie jest złe mniemanie o sobie tylko rzeczywistośc która mnie otacza. Widzę jak jest, jak mnie ludzie traktują, jak traktowali. Kiedys nie bylem taki jak teraz i w cale nie bylo lepiej. Nie bylo w moim zyciu dobrych znajomych, przyjaciół, ludzie się mną nie interesowali, nie lubili mnie. Bylem dla nich tylko piątym kolem u wozu gdziekolwiek bym się nie pojawił. To ciągnie się do tej pory.
Wszystkim wokół się udaje, mają jakieś tam sukcesy w zyciu, coś im wychodzi. Nie sa to w cale duze rzeczy, ale coś jednak im wychodzi, a ja ciagle siedze sam, nic mi prawie nie wychodzi, nikt mnie nie chce i zaczynam widzieć już tylko wizję tego, że nic sie nie zmieni.... Jakoś przestałem się odnajdywac w życiu. Wszystko zaczeło mnie przytłaczać, zacząłem sie czuć jakbym tu kompletnie nie pasował, bo to jaki jestem, co wiem, co widzę i jak to widzę skutecznie sprawia ze czuje się inny niż wszyscy wokół, wyróżniam się i nie pasuje do większości.
Coraz częsciej wolał bym byc tępakiem jak wiekszość, nie wiedziec tego co wiem, nie widziec tego co widze i czerpac z zycia garsciami nie przejmujac się zadnymi konsekwencjami, nie myslec o przyszlosci tylko zyc jak wiekszosc trzymając się maksymy CARPE DIEM! i uwazac ze zycie jest po to by sie bawic i z niego korzystać. Tacy ludzie przez większośc sa okreslani mianem ciekawych, towarzyskich i zyciowych, chętnie do nich ciągną, a ja za nieciekawego i nie wartego poznania, nudnego, bo przecież moje zycie nie jest takie jak innych, nie ma co opowiadać, nie jestem zabawny, towarzyski...
Probowalem to zmienic przez 4ry lata, bo widzialem, że wiele rzeczy jest złych i trzeba bylo je zmienic i zadnych zmian na plus nie bylo, a mam wrazenie ze sie jeszcze cofnąłem i jest gorzej
Nabawiłem się tylko sporej frustracji, niecheci i desperacji.
Mozna by o tym pisać długo, tylko po co? Wyrzucę z siebie co mnie boli, pare dni bedzie dobrze i znowu wroci szara, nudna, nieciekawa rzeczywistość w ktorej jestem sam, nielubiany, nie chciany, do ktorej nie pasuje...
Mój problem jest identyczny. Czuję się wszedzie nie na miejscu i ciągle gorsza, choć na rozum wiem, że to absurd. Wiesz, ja byłam w kilku związkach, ale one nie przetrwały. A obecnie, w wieku 43 lat, nie jest tak łatwo poznać kogoś nowego, faceta znaczy. W moim wieku ludzie są sparowani przeważnie, więc nie mam za bardzo okazji poznać ew, narzeczonego. A dlaczego jesteś nielubiany?
56 2013-06-30 21:12:29 Ostatnio edytowany przez Tomek87 (2013-06-30 21:13:24)
A dlaczego jesteś nielubiany?
A żebym ja to jeszcze wiedział... Może to przez to ze wyrozniam się i nie robie tego co wiekszość? Może przez to ze wyrozniam sie tym co mowie i jak widze swiat, a ludziom to po prostu nie pasuje. Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. To się ciągnie od dziecinstwa aż do teraz i nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Nielubiany jestem i tyle, do tego każda kobieta mnie odrzuca. Co zrobić... Nic na to nie poradzę. Myślalem pare lat temu jak trafilem na tematykę uwodzenia kobiet, że coś mi to pomoze i ze moze w koncu poznam kogoś, ale neistety. Nie udalo mi sie nikogo poznac stosując wszelkie rady jakie tam byly i nadal bylem i jestem odrzucany cokolwiek bym nie zrobił... Przez to wszytsko tylko wzrosła frustracja i desperacja.
missnowegojorku napisał/a:A dlaczego jesteś nielubiany?
A żebym ja to jeszcze wiedział... Może to przez to ze wyrozniam się i nie robie tego co wiekszość? Może przez to ze wyrozniam sie tym co mowie i jak widze swiat, a ludziom to po prostu nie pasuje. Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. To się ciągnie od dziecinstwa aż do teraz i nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Nielubiany jestem i tyle, do tego każda kobieta mnie odrzuca. Co zrobić... Nic na to nie poradzę. Myślalem pare lat temu jak trafilem na tematykę uwodzenia kobiet, że coś mi to pomoze i ze moze w koncu poznam kogoś, ale neistety. Nie udalo mi sie nikogo poznac stosując wszelkie rady jakie tam byly i nadal bylem i jestem odrzucany cokolwiek bym nie zrobił... Przez to wszytsko tylko wzrosła frustracja i desperacja.
Twoja wypowiedz rodzi moje kolejne pytania usprawiedliwione życzliwym zaciekaweniem: a czym się wyróżniasz? czego nie robisz, co robi większość? Co mówisz i jak wodzisz świat?
58 2013-06-30 22:28:48 Ostatnio edytowany przez Tomek87 (2013-06-30 22:31:10)
Tomek87 napisał/a:missnowegojorku napisał/a:A dlaczego jesteś nielubiany?
A żebym ja to jeszcze wiedział... Może to przez to ze wyrozniam się i nie robie tego co wiekszość? Może przez to ze wyrozniam sie tym co mowie i jak widze swiat, a ludziom to po prostu nie pasuje. Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. To się ciągnie od dziecinstwa aż do teraz i nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Nielubiany jestem i tyle, do tego każda kobieta mnie odrzuca. Co zrobić... Nic na to nie poradzę. Myślalem pare lat temu jak trafilem na tematykę uwodzenia kobiet, że coś mi to pomoze i ze moze w koncu poznam kogoś, ale neistety. Nie udalo mi sie nikogo poznac stosując wszelkie rady jakie tam byly i nadal bylem i jestem odrzucany cokolwiek bym nie zrobił... Przez to wszytsko tylko wzrosła frustracja i desperacja.Twoja wypowiedz rodzi moje kolejne pytania usprawiedliwione życzliwym zaciekaweniem: a czym się wyróżniasz? czego nie robisz, co robi większość? Co mówisz i jak wodzisz świat?
Nie mam pojęcia jak na to odpowiedzieć...
Czym się wyróżniam? Nie wiem, chyba niczym. Wmawiam sobie, że jestem inteligentny(chociaz nawet duzo osob mi to mowi), normalny, nie taki jak wszyscy, nie robie tego, co robi większosc (czyli to co pisze niżej). Nie wiem co tu jeszcze napisać. W sumie nic we mnie specjalnego...
Nie pije, nie upijam się na umór/do porzygu i nie wmawiam sobie i innym dookoła, że to jest dobra zabawa, ze to są i będą zajebiste wspomnienia, ktore każdy czlowiek powinien mieć. Nie ćpam, nie imprezuję, nie chodze na dyskoteki, do pubów, barów, nie dupcze jak wszyscy ktorych znam i nie robie z tego wielkiego halo łechtając sobie w ten sposob ego... Nie jestem towarzyski, zabawny, w żaden sposob ciekawy.
Przestałem mówić co mysle, wyrażać swoje poglądy na jakikolwiek temat i odzywac sie w towarzystwie (przynajmniej jak jeszcze mialem z kim wyjść) bo i tak nikt tego nie sluchał. Ciągle mialem wrazenie i widzialem ze mowie sam do siebie... Mowilem, a wszyscy w polowie albo chwile po tym jak zaczałem zaczeli sobie znajdywac nowe tematy do rozmowy i mnie ignorowali. W koncu uznalem ze nie ma po co sie odzywac bo i tak nikt tego nie bedzie sluchał.
Uczucie odrzucenia przez otaczajacych ludzi, kobiety skutecznie spowodowało że wycofałem się z życia ktore mnie otacza.
Siwat widze tylko taki ze do niego nie pasuje, czuje sie tu inny... Moje zycie stalo się nudne i nieciekawe, bezwartościowe... A może nawet nigdy wartosciowe i ciekawe nie było?
A czym się zajmujesz? Pracujesz? Uczysz się?
60 2013-06-30 22:44:18 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-06-30 22:44:43)
Przestałem mówić co mysle, wyrażać swoje poglądy na jakikolwiek temat i odzywac sie w towarzystwie (przynajmniej jak jeszcze mialem z kim wyjść) bo i tak nikt tego nie sluchał. Ciągle mialem wrazenie i widzialem ze mowie sam do siebie... Mowilem, a wszyscy w polowie albo chwile po tym jak zaczałem zaczeli sobie znajdywac nowe tematy do rozmowy i mnie ignorowali. W koncu uznalem ze nie ma po co sie odzywac bo i tak nikt tego nie bedzie sluchał.
Uczucie odrzucenia przez otaczajacych ludzi, kobiety skutecznie spowodowało że wycofałem się z życia ktore mnie otacza.
Może warto było im powiedzieć o swoich spostrzeżeniach. Powiedzieć, że nie życzysz sobie takiego zachowania i zapytać czemu tak robią. Wtedy byś się dowiedział o co kamon. teraz to możesz siedzieć i gdybac.
61 2013-06-30 23:14:56 Ostatnio edytowany przez Tomek87 (2013-06-30 23:17:47)
A czym się zajmujesz? Pracujesz? Uczysz się?
Studia rzuciłem dwa lata temu i pomijając to, że czasem bawie się w freelancera, to nie robię nic. Jako freelancer czasem robie za pieniądze (ale to rzadziej niż częściej chociaż zdarzają się fajne i intratne zlecenia to jednak rzadko), a czasem za darmo znajomym. Jakoś sobie żyję, ale na dłuższą metę tak się nie da więc, to tak jak bym w sumie nic nie robił.
Myślałem by wrócić na studia, ale nie wiem czy warto wpychać się na dzienne i udawać, że się uczę
Już wielu mi mowilo bym zamiast na studia szukał sobie pracy...
Tomek87 napisał/a:Przestałem mówić co mysle, wyrażać swoje poglądy na jakikolwiek temat i odzywac sie w towarzystwie (przynajmniej jak jeszcze mialem z kim wyjść) bo i tak nikt tego nie sluchał. Ciągle mialem wrazenie i widzialem ze mowie sam do siebie... Mowilem, a wszyscy w polowie albo chwile po tym jak zaczałem zaczeli sobie znajdywac nowe tematy do rozmowy i mnie ignorowali. W koncu uznalem ze nie ma po co sie odzywac bo i tak nikt tego nie bedzie sluchał.
Uczucie odrzucenia przez otaczajacych ludzi, kobiety skutecznie spowodowało że wycofałem się z życia ktore mnie otacza.Może warto było im powiedzieć o swoich spostrzeżeniach. Powiedzieć, że nie życzysz sobie takiego zachowania i zapytać czemu tak robią. Wtedy byś się dowiedział o co kamon. teraz to możesz siedzieć i gdybac.
Zdarza się takie coś nagminnie więc zwracanie każdemu z osobna uwagi mija się raczej z celem.
A nie chciałbyś studiować zaocznie?
63 2013-06-30 23:31:52 Ostatnio edytowany przez Tomek87 (2013-06-30 23:41:45)
A nie chciałbyś studiować zaocznie?
Myślałem o tym, ale nie wiem czy to dobre rozwiązanie. Patrzac na to jakie są zarobki u mnie w miescie (najnizsza krajowa) to wiekszosc kasy pochłaniały by mi studia... O ile udało by mi się znaleźć pracę, bo ostatnio szukałem długi czas i nic... Wysłałem mase CV i nawet pocałuj mnie w dupę w odpowiedzi nie było
Zacząłem odnosić wrażenie, że te ogloszenia są wystawiane tylko dla picu, a zatrudnia sie znajomych tych ktorzy wystawiają ogloszenia.
Nie wiem czy nie lepiej bylo by pójśc na dzienne ktore i tak opłaciła moja mama podatkami ![]()
Sam juz nie wiem co zrobic...