Mój chłopak we wrześniu na stałe przeprowadza się prawie 300 km ode mnie. Jesteśmy ze sobą ponad 3 lata i zaczęliśmy już rozmawiać o małżeństwie. Niestety ja nie mogę z nim pojechać ( ponieważ muszę najpierw skończyć studia ), a on nie może zostać i ta sytuacja nie zmieni się przez co najmniej 2 lata. Do tej pory ze względów na nasze zajęcia spotykaliśmy się tylko w soboty. On obiecuje, że to się nie zmieni, ze będzie przyjeżdżał, ale boję się, że tak będzie tylko na początku. Obawiam się, że z biegiem czasu będzie miał coraz częściej jakieś "powody", żeby nie jechać 5 godzin w jedną stronę. Poza tym miałam nadzieję, że skoro rozmawiamy o formalizowaniu naszego związku będziemy widywać się coraz częściej, a nie coraz rzadziej.
Bardzo go kocham i wiem, że on kocha mnie, ale cały czas mam w głowie powtarzane przez wiele osób zdanie, że "związki na odległość nie mają sensu, nigdy się nie udają". Dodatkowo sama znam kilka par, które rozeszły się w takiej sytuacji. Nawet nie chodziło o zdradę, czy coś w tym stylu. po prostu bliskość wygasła. Nie znam natomiast nikogo, kto wytrwał by w takim związku.
Proszę podpowiedzcie mi jak się do tego psychicznie przygotować tak, żebym przestała panikować. Może ktoś z was sam był w takiej sytuacji i mógł by podzielić się doświadczeniem?
Takie związki też potrafią przetrwać, spokojnie:)
W tej chwili martwisz się na zapas i to Cię zżera od środka, a do niczego dobrego to nie prowadzi.
To tylko pewien etap w życiu.
A jak się potoczy? To już zależy od Was. Każdy związek ma swoją własną drogę bo każdy jest inny.
Dokładnie jak wyżej- nie martw się na zapas. 300km to nie jest wielka tragedia, ludzie są ze sobą pomimo większych odległości i rzadszych spotkań. Bądź dobrej myśli i starajcie się utrzymać dobre relacje. A nawet jeśli zobaczycie się rzadziej niż raz w tygodniu, to przecież są telefony, skype. Jak on nie będzie mógł przyjechać, to Ty pojedziesz. Jeśli się kochacie, to Wam się uda:)
Dziękuje za słowa otuchy! Wiem, że pewnie przesadzam i wszystko się jakoś ułoży, ale nie tak łatwo się tego trzymać kiedy wszyscy w moim otoczeniu uprawiają czarnowidztwo. Moja mama wszystkie moje próby rozmowy kwituje prostym "widziały gały, co brały" i koniec rozmowy. Koleżanki reagują: "Chyba żartujesz! Jakby mój wyjeżdżał beze mnie to bym w 5 minut rzuciła!" A ja taka głupia i rzucać nie chcę. I tak, wiedziałam na co się decyduje, ale to nie zmienia tego, że się martwię. Widziałam, że on będzie musiał wyjechać, ale zawsze jakoś myślałam, że pojedziemy razem. Niestety wyszło inaczej.
Dziękuje za słowa otuchy! Wiem, że pewnie przesadzam i wszystko się jakoś ułoży, ale nie tak łatwo się tego trzymać kiedy wszyscy w moim otoczeniu uprawiają czarnowidztwo. Moja mama wszystkie moje próby rozmowy kwituje prostym "widziały gały, co brały" i koniec rozmowy. Koleżanki reagują: "Chyba żartujesz! Jakby mój wyjeżdżał beze mnie to bym w 5 minut rzuciła!" A ja taka głupia i rzucać nie chcę. I tak, wiedziałam na co się decyduje, ale to nie zmienia tego, że się martwię. Widziałam, że on będzie musiał wyjechać, ale zawsze jakoś myślałam, że pojedziemy razem. Niestety wyszło inaczej.
Wszystko zalezy od Was. Reguły na udany związek nie ma...nawet jeżeli ludzie sa obok siebie.
Pozdrawiam:)
bedzie dobrze, sa wakacje mozesz wyjechac do niego, sa urlopy w pracy.
dacie rade przez 2 lata ![]()
Pff... 300 km tez mi doleglosc... Ja trwam w takim związku już prawie rok i żyję, a dzieli mnie nie 300 a kilka tysięcy kilometrów i jeszcze tak bedzie przez jeden rok minimum.
Bliskość wygasa jak to nie jest TO. A kolezanek nie sluchaj bo widac ze glupie...
Bliskość wygasa jak to nie jest TO.
Faktycznie...
Czyli u mnie to też TO bo jednak mimo km bliskość nie wygasa ![]()