Mam depresje i nerwice i wychowuje rowniez dwoje malych dzieci,samotnie...mam dosyc codziennosci i wymuszonego usmiechu...potrzeba mi oczyszczenie z tego calego bagna...
śmiało możesz się oczyścić tutaj przynajmniej poporzez wyrzucenie z siebie tego co Cię męczy - pomaga
napisz jak sobie radzisz i co jest dla Ciebie najtrudniejsze. Chętnie forumowiczki wspomogą radą albo dobrym słowem ![]()
Jak sobie radze...staram sie wierzyc w lebsze jutro,niestety mam na razie maly wplyw na moja sytuacje[nie mam nikogo do dzieci]a przydaloby mi sie czasem wyjsc z domu,do kina czy kawiarni...trzymam sie nadziei ze moj synek w tym roku rowniez dostanie sie do przedszkola,bedzie luzniej.Cwiczylam joge,rano staram sie zrobic chociaz kilka cwiczen,ale jest mi ciezko,nie mam na nic sily,po prostu zamknelabym sie w szafie i siedziala tam.Probuje cos robic,ale nie czyje sily,mocy,nie wierze w siebie.Mam wspaniala pania psycholog.
A rodzina nie może Ci pomóc?
5 2009-03-12 12:12:05 Ostatnio edytowany przez wczesajka (2009-03-12 12:33:20)
zyj tak jakby jutra mialo nie byc.
wierz w siebie- czas w cos uwierzyc.
USMIECHU zycze ![]()
Nie mam rodziny,urodzilam sie wsrod obcych ludzi.Tylko wiara daje mi sile.
a masz sile?
Więc walcz o siebie. Życie masz tylko jedno i w dużej mierze od Ciebie zależy jakie ono będzie. Nie poddawaj się.
Jesli teraz potrafie sie usmiechnac i przez chwile zobaczyc zycie,naprawde takim ,jakie jest...
To super że się nie poddajesz
ćwiczenie rano jest świetnym pomysłem nawet jeżeli na nic nie masz ochoty no i jest ktoś kto Ci pomaga przez to przejść, więc małymi kroczkami do przodu a wszystko z czasem zacznie bardziej cieszyć ;]
11 2009-03-12 14:34:26 Ostatnio edytowany przez Bożena (2009-03-12 19:52:39)
Mam nadzieje,ze zycie zacznie mnie w koncu cieszyc.Czuje sie jakbym siedziala w wiezieniu.Mam zdrowe dzieci,ja jestem zdrowa,czyli najwazniejsze mamy oprocz siebie.Ale ja nie umiem...To naprawde brak pokory z mojej strony...Pewnych rzeczy nie da sie przeskoczyc,nie moge sie na sile uszczesliwiac,ale bardzo bym chciala moc sie cieszyc,czuc pasje,zycie...
Caly czas pracuje nad soba...mam nadzieje ze poczuje kiedys radosc z samego faktu,ze zyje.....................
Przepraszam , że pytam, ale co z ojcem dzieci ?
nie interesuja go dzieci.
To przykre, że się nie interesuje. Nie rozumiem takich ludzi, którym brakuje odpowiedzialności za swoje własne dzieci. Na siłę rzeczywiście się nie uszczęśliwisz, ale spróbuj małymi krokami dojść do stabilizacji. I znajdź swoją radość w życiu. Bo jeśli Ty nie będziesz szczęśliwa, to dzieci też nie będą.
Witajcie:-] Od jakiegos pol roku,od kiedy moje zycie troche sie ustabilizowalo,ujawnila sie moja nerwica.Poczatek to byly prawie zaslabniecia,znalazlam sie w szpitalu,tam zrobiono mi wszystkie badania i...wszystko ok.pielegniarki sie smialy ze z takimi badaniami moglabym isc do wojska,sa tak idealne.Tomograf glowy tez w porzadku.Po prostu nerwica.Teraz umiem ja juz troche kontrolowac,ale schorzenie jest trudne i skomplikowane.Atakuje w raczej spokojnych momentach,dzisiaj np.bedac w markecie[tam czesto sie to zdarza]zaczelo mi sie robic slabo.Zaczynam mowic do siebie wtedy ze nic sie nie dzieje bo odczuwam przy tym wielki lek,ze zaraz zemdleje.Zaczynam glebiej oddychac,to nie przechodzi od razu,ale powoli mija.Musze w tym momencie na zimno do siebie podchodzic,a to sie udaje tylko wtedy kiedy zna sie swoje cialo i umie sie je kontrolowac w pewien sposob.Ale nie zycze nikomu.Fajnie jakby odezwalyby sie do mnie osoby,ktore maja podobne problemy.Pozdrawiam