Post powstał, ponieważ tyle czytam ostatnio postów, o nieszcześliwej miłości, że chciałbym poznać Waszą opinie na ten temat:) Czy nie lepiej juz być samotnym, niż przeżywać złe historie miłosne? Zapraszam do dyskusji:)
Czasami lepsza. Jest tylu idiotów (tyczy się też płci pięknej) że niektóre osoby powinny zawsze być same.
Czasami dobrze jest pobyć z samym sobą,ale tak na dłuższą metę to nie zdaje egzaminu. Oczywiście,że jeśli mamy się ranić nawzajem,lepiej jest być samemu.Ale nie wszyscy są Ci źli i be,czasami można spotkać tego dobrego o gołębim serduchu.Tylko musimy dobrze się rozglądać.A cuda się też czasami zdarzają.Pozdrowionka.
Przeżyłem nieszczęśliwe historie, teraz rozstaję się z żoną i mimo to uważam, że nie warto być samemu. Miałem takie okresy samotności w życiu i teraz też będę się musiał zmierzyć z samotnością po latach wspólnego życia. Ale staram się to traktować jako etap przygotowujący do kolejnego rozdziału życia z kimś innym. Wiele razy w chwilach zwątpienia myślałem, że nikogo już nie znajdę i lepiej mi będzie samemu, ale życie po czasie weryfikowało moje poglądy. Czy teraz tak się stanie? Nie wiem tego, bo wciąż kocham osobę, która nie chce już mnie w swoim życiu i skazuje mnie na samotność. Każdy ma swoją osobowość, ale życie dla kogoś jest bardziej satysfakcjonujące niż życie tylko dla siebie mimo okupienia tego cierpieniem po nieszczęśliwej miłości. I nie należy mylić życia dla kogoś z uzależnieniem od miłości lub też uzależnieniem od drugiego człowieka.
No tak, rozumiem. Jednak być samotnym to jednak, nieoszukuję siebie, że komuś na Mnie zależy, liczę tylko na własne siły. Sam teraz poznałem ciekawą kobietę, zawsze byłem na NIE uczuciom, bo lubię samotność i ciekawy jestem jaki wynik będzie. Boję się w sumie samotności, ale jeszcze bardziej być zranionym, No cóż czas pokaże, czy warto ufać kobiecie:)
MM powiedziała, że lepiej być nieszczęśliwą samotnie, niż nieszczęśliwą z kimś.
Ale szczęście jest TERAZ, nie wczoraj i nie jutro i kiedy trwamy w ciemnej przeszłości,
czy też pochłania nas troska o jutro, to przegapiamy właśnie to TERAZ.
Zatem Panowie, chyba nie warto zakładać, że będzie bolało i uciekać od życia,
warto celebrować chwile, właśnie te Chwile i cieszyć się nimi,
a kiedy zdarzy się upadek.... wstać, otrzepać kurz i krew, podnieść głowę
i uśmiechnąć się... bo słońce opromienia nas swoim blaskiem zupełnie za darmo
i nie warto tkwić w ciemności.
Według mnie lepiej jest być w związku,ale zdrowym.Wiadomo że lepiej rozwiazywac problemy we dwójke,mieć oparcie i pomagać sobie nawzajem w trudnych chwilach.Być samemu to nic przyjemnego,chociaż są i tego plusy-można zająć się swoimi upodobaniami,pogłębiać swoje talenty,choć na początku jest ciężko po rozstaniu dojść do siebie.I każdy na swój sposób to przeżywa,choć czasem to ukrywa.
Samotność jest STRASZNA ...
Oczywiście że najlepiej byłoby być w zdrowym, dobrym związku ale na taki związek zapewne mogą liczyć nieliczni.
Byłam w kilku związkach ale jak tak pomyślę chyba wszystkie były chore... z perspektywy czasu właśnie tak uważam.
Teraz jestem sama i samotna i jest mi z tym bardzo źle
ostatnio się z kimś rozstałam nie chciałam ale musiałam, to również była następna chora miłość. Facet który musiał mieć wszystko sobie podporządkowane to na dodatek facet któremu jedna kobieta nie wystarcza
rzecz jasna miałam wybór być z kims takim ( KOCHAŁAM CAŁYM SERCEM nadal kocham...) lub odejść i znów zostać sama sobie. Wybrałam to drugie dla własnego dobra i z szacunku do samej siebie
strasznie boli ta samotność szczególnie teraz tak boli że czasem nie mogę oddychać boże co ja bym dała by On był dobrym człowiekiem...wszystko bym oddała...
Oczywiście że najlepiej byłoby być w zdrowym, dobrym związku ale na taki związek zapewne mogą liczyć nieliczni.
Byłam w kilku związkach ale jak tak pomyślę chyba wszystkie były chore... z perspektywy czasu właśnie tak uważam.
Teraz jestem sama i samotna i jest mi z tym bardzo źle
ostatnio się z kimś rozstałam nie chciałam ale musiałam, to również była następna chora miłość. Facet który musiał mieć wszystko sobie podporządkowane to na dodatek facet któremu jedna kobieta nie wystarcza
rzecz jasna miałam wybór być z kims takim ( KOCHAŁAM CAŁYM SERCEM nadal kocham...) lub odejść i znów zostać sama sobie. Wybrałam to drugie dla własnego dobra i z szacunku do samej siebie
strasznie boli ta samotność szczególnie teraz tak boli że czasem nie mogę oddychać boże co ja bym dała by On był dobrym człowiekiem...wszystko bym oddała...
Wiesz ja też nie miałam lekko,byłam pare lat w związku,który myślałam że będzie już na całe życie,jednak po czasie okazało się że nie był ze mną szczery no i z czasem przestaliśmy ze sobą przebywać,tzn.razem ale jakby osobno.Strasznie mnie to niepokoiło i rozmawialam z nim o tym,ale to nic nie dało.Ja miałam już dość i zerwałam.Ale teraz znalazłam się w toksycznym związku,on też chce mnie podporządkować sobie,ale nie to jest najgorsze...Najgorsze jest to że na początku był do rany przyłóż,a teraz mnie obraża i nie zdaje se sprawy z tego że robi źle.Nie wiem co robić ,bo długo tego nie zniose,a i samotności się boję.Wiem że można skorzystać z psychologa,ale on nie chce o nim słyszeć.Mam doła bo wiem że to może zniszczyć mnie....Gratuluje odwagi -ja tak nie umiem.
Samotnosc niestety zabija,jakos tak zostalismy stworzeni w zyciu w partnerstwie,mysle ze nawet moze byc to tak nie do konca zbyt wyrafinowany uczuciowo zwiazek,ale pozostaje przywiazanie,przyzwyczajenie.Napisze wprost ja po prostu nie umiem wracac z pracy do 4 scian pomimo ze mam w nich wszystko,lacznie z metrazem,po co mi to wszystko,brak kompletny sensu powrotu,nikt nie czeka,na nikogo tez sie nie czeka kompletna beznadziejnosc,nic nie cieszy.
Niedoceniona
Nie daj sie obrażać bo z całą pewnością nie zasłuzyłaś sobie na takie traktowanie.
Z jednej strony piszesz że dłużej tego nie zniesiesz a z drugiej że nie chcesz zostać sama i boisz sie samotności. Ale sama musisz wybrać sama zdecydować co bedzie lepsze dla Ciebie czy znoszenie ciągłych upokorzeń tylko dlatego bo nie chcesz zostać sama? Wiem, ze to nie jest łatwy wybór bo mimo tego że ktoś w jakiś sposób nas krzywdzi nadal kochamy...
odnośnie gratulacji to naprawdę nie ma czego gratulować bo to nawet nie była z mojej strony odwaga ja po prostu nie miałam innego wyjscia...mnie nikt nie obrażał nie ubliżał chodź może wolałabym o to rozejść sie z partnerem aniżeli z powodu kłamstw i zdrady. Jestem kobietą po 30 chcę założyć rodzinę mieć dzieci stworzyć prawdziwy dom to są moje niespełnione marzenia...
Minęły dopiero dwa tygodnie straszny czas i każdego dnia rozpamiętuję wszystko i nie mam już sił...chciałabym pobiec do Niego i powiedzieć mu jak mi źle ale wiem że to byłoby na nic. Bo ja sama mimo że nadal kocham nie umiałabym już z Nim być nie umiałabym juz zaufać cos we mnie pękło i nie da sie juz tego naprawić i mam tego swiadomośc a skoro to wiem to sama siebie nie rozumiem dlaczego nie mogę tego człowieka wymazać z pamięci, zamknąć tych drzwi i powiedzieć koniec. Męczę sie sama z sobą....
Zastanów sie nad swoim związkiem, nad swoim zyciem czy naprawdę dobrze Ci w tym związku czy relacje jakie sa miedzy Wami Cie satysfakcjonują i w końcu najważniejsze pytanie czy Jesteś w tym związku naprawdę szczęsliwa?
Czy tkwisz w nim z obawy przed samotnością?
Żyj tak byś była naprawdę szczęśliwa
mayk222
doskonale wiem o czym piszesz...masz rację samotnośc zabija.
Mam trzydzieści parę lat i jestem sama nie z wyboru tak mi sie zycie ułozyło a raczej nie ułozyło i wiem co to znaczy wracać do pustego domu w którym nikt na nas nie czeka
nie wiem co zrobić by było inaczej by było dobrze ja chciałabym mieć kogoś dobrego kogoś na kim bedzie mozna polegać kogoś kto nie zdradzi i nie oszuka...tylko tyle ale w dzisiejszych czasach to może az tyle...
Moze zbyt wiele oczekuje od zycia sama juz nie wiem. Nie jestem szczęsliwa i równiez nic mnie ie cieszy. Mimo tego wszystkiego ciągle wierzę że są na tym wiecie dobrzy ludzie tylko strasznie cięzko na nich trafic ale wiem że gdzieś są....
Witam jestem nowa Mam 41 lat i wlasciwie zawsze bylam sama Nie uwazam ze wina zawsze lezy po stronie kobiety Jak ktos kiedys pieknie powiedzial,zwiazek to symbioza potrzeba dwojga zeby sie udalo i dwojga zeby rozpadlo Samotnosc jest zla jezeli sie przed nia ucieka,slowa ks.Twardowskiego Jezeli nie odnajdziemy radosci w sobie to nie bedziemy szczesliwi z nikim Mysle ze czasami naprawde lepiej jest byc sama niz tkwic w chorym zwiazku,pelnym podejrzen i nieuzasadnionej zazdrosci Bo mezczyznom wszystko wypada A kobieta ma pokornie czekac na swojego ,,pana i wladce,,Jakby tego bylo malo,to jeszcze znosic jego chumory Litosci Dlaczego kobiety tak czesto zastanawiaja sie co robia zle...Dlaczego nie patrzymy obiektywnie na naszych panow? Wiem ze to trudne ale moze warto sprobowac? W niejednym wypadku bylby to szok Facet bez aureolki.Tyklo my kobiety nie chcemy tego widziec Bo prawda daje wolnosc ale niekoniecznie szczescie.
W zależności jak a to patrzeć mnie po rozstaniu z panna rozpierała energia bo znów jestem wolnym człowiekiem(dziewczyna mnie zdradzała) i na razie cieszę się z tego że taki stan się utrzymuje ale każdy z nas wie że długo nie wytrzyma bo wiadomo bliskość, spotkania, pocałunki i wszystko inne co wiążę się ze stanem miłości ale niekiedy szukamy na silę byleby po prostu mieć dziewczynę co na dłuższą metę doprowadzi do rozpadu bo jedna z osób mimo iż zapewniała że jest gotowa tak naprawdę sama siebie oszukuję. Niech każdy się zastanowi czy po prostu jest gotów na to aby po prostu wyjść z tego stanu wolnego i wejść w związek świadomie i z korzyścią dla obu stron:)
Samotnie spędzony czas ucieka z naszego życia bezpowrotnie, niemalże nie zostawia śladu w pamięci, żadnych emocji. Nawet jeśli realizujemy swoje pasje, hobby i kariery, ryzykujemy czasem zbyt wiele dla adrenaliny - to nie zastąpi to uczuć jakie wywołuje wspólne życie z ukochaną osobą. Myślę tak pomimo różnych związków - lepszych i gorszych, błogich i ryjących psychikę. Każdy człowiek potrzebuje kochać i być kochany.
Nie kazdy jest stworzony do tzw.milosci Gdzie podziewa sie ta wasza ,,milosc,,kiedy spadaja rozowe okulary? Co sie dzieje kiedy inna gwiazda na niebie juz swieci...To jest milosc? to ja dziekuje,wysiadam Jak to mowia;samochody i chlopy,to same klopoty.
Dlaczego tak dlugo podnosimy sie po rozstaniu,w moim przypadku trwa to juz 6 lat i szczerze mowiac nie wiem czy jeszcze sie pozbieram Moze dlatego ze uczucia nie maja daty waznosci.
Ze strachem obserwuje ze ten stan coraz mniej mi dokucza, zloszcze sie gdy widze pary, ktos mi dokucza czy wolny czasem musze sam sobie organizowac i nikt mi go nie zajmie:( Przyzwyczajenia staja sie wazne, rozne codzienne rytualy, sila rzeczy cieszy sie z teog co sprawia choc mala przyjemnosc i tak mija dzien za dniem, wstaje sie ale nie z mysla ze dzis nastanie przelom tylko ze trzeba isc i zarobic na swoj maly kacik, smutno w nim i pustawo ale co poradzic jesli nie mialo farta poznac we wlasciwym czasie tego Kogos. Dzis ludzie tak nieufni, nie wiem co im dolega bo jestem towarzyski, wazne jednak jak nas odbieraja, kazdemu mozna odebrac entuzjazm kpinami czy obojetnoscia a to tez niejeden przezyl w wiekszym gronie, to zniecheca do "blyszczenia" i siedzi sie w kacie swiadom swoich wad, zalujac ze nie urodzilo sie postawnym, przystojnym.
Takich od malego inni cenia "wynoszac" go w gore hierarchii ze gdzie nie pojawi sie staje liderem a kobiety do niego lgna..
Ta samotność mi dokucza. Niby wszystko jest Ok, mam kontakt z dziewczyna, ale czasem mam wrażenie, że to jednak nie to. Czuje sie opuszczony i taki jakiś obcy dla otoczenia. Czuje ze wiele jej daje siebie, żeby miała, czuła że jestem. Zarazem jednak coraz bardziej się od niej oddalam, coraz czesciej chodze smutny, zamyslony. Może za dużo chcę, ale myślałem, że jakoś tak po ludzku będzie mnie doceniać. Czuję się zNią nieszcześliwy, w sumie jej pomagam, ale to jednak nie to.
Witaj,Arnold.Mysle,ze nie mozna tego porownywac.Co jest lepsze?Kazdy z nas potrzebuje byc kochany,jednak nie moze tego wyegzekwowac na sile od losu-i wtedy jestesmy sami i czekamy...Czasem zwiazek jest cudowny,ekscytujacy,udany -i wtedy przezywamy cudowne chwile,chcemy zeby sie one nigdy nie konczyly.A co zrobic gdy zwiazek z cudownego przemienia sie w koszmarny?Wtedy niestety trzeba odejsc-wowczas cierpimy,bo smutek zal,tesknota etc.Wazne jest zagadnienie bycia soba-jezeli bedac w zwiazku nie mozemy byc soba,bo partner nie szanuje,jest toksyczny-wtedy rozsadniej jest wybrac samotnosc.
Przeżyłem nieszczęśliwe historie, teraz rozstaję się z żoną i mimo to uważam, że nie warto być samemu. Miałem takie okresy samotności w życiu i teraz też będę się musiał zmierzyć z samotnością po latach wspólnego życia. Ale staram się to traktować jako etap przygotowujący do kolejnego rozdziału życia z kimś innym. Wiele razy w chwilach zwątpienia myślałem, że nikogo już nie znajdę i lepiej mi będzie samemu, ale życie po czasie weryfikowało moje poglądy. Czy teraz tak się stanie? Nie wiem tego, bo wciąż kocham osobę, która nie chce już mnie w swoim życiu i skazuje mnie na samotność. Każdy ma swoją osobowość, ale życie dla kogoś jest bardziej satysfakcjonujące niż życie tylko dla siebie mimo okupienia tego cierpieniem po nieszczęśliwej miłości. I nie należy mylić życia dla kogoś z uzależnieniem od miłości lub też uzależnieniem od drugiego człowieka.
Świetnie to wszystko ująłeś. Podpisuję się, bo przeżywając coś podobnego, wyciągnęłam te same wnioski. Można poczuć się jak na jakiejś sinusoidzie - raz ma się wszystkiego dość i łatwo wpaść w przekonanie, że najlepiej poddać się samotności i o nic już nigdy nie walczyć... ale to tylko złudzenie, bo potem to co tak naprawdę siedzi w środku, czyli potrzeba kochania i bycia kochaną jest zbyt naturalna i zbyt trwała, żeby wmówić sobie, że samotność też jest w porządku. Nie jest. Moim zdaniem bycie samej/samemu to stan wymuszony "czynnikami zewnętrznymi". Na pewno są tacy, którzy dobrze się czują ze swoją samotnością i nawet świadomie ją wybierają, ale śmiem wątpić, że to liczna grupa.
Kiedy jest się bezsilnym wobec kogoś, kto jednostronnie stwierdza, że to koniec związku, a był naszym "światełkiem", wtedy najtrudniej pogodzić się z tym, że tak miało być i najtrudniej ciągle mieć nadzieję, że najlepsze dopiero przyjdzie. Jeszcze w pełni nie odzyskałam tej nadziei. Samotność mnie przeraża, choć przekonuję sama siebie, że wcale się jej nie boję i będzie jak będzie. Ale bardzo chcę wierzyć, że będzie jeszcze dobrze. Życie dla kogoś jest nie tylko bardziej satysfakcjonujące, ale po prostu pełniejsze. Chyba najlepiej potwierdza to przyjaźń. Szczęśliwi ci, których związki zbudowane są na prawdziwej przyjaźni.
Czasami lepsza. Jest tylu idiotów (tyczy się też płci pięknej) że niektóre osoby powinny zawsze być same.
to prawda co napisałaś ale pytanie czy lepiej jest być samym jest chore. Ludzka natura jest tak skonstruowana,że samotność dobija psychicznie.
fluffy napisał/a:Przeżyłem nieszczęśliwe historie, teraz rozstaję się z żoną i mimo to uważam, że nie warto być samemu. Miałem takie okresy samotności w życiu i teraz też będę się musiał zmierzyć z samotnością po latach wspólnego życia. Ale staram się to traktować jako etap przygotowujący do kolejnego rozdziału życia z kimś innym. Wiele razy w chwilach zwątpienia myślałem, że nikogo już nie znajdę i lepiej mi będzie samemu, ale życie po czasie weryfikowało moje poglądy. Czy teraz tak się stanie? Nie wiem tego, bo wciąż kocham osobę, która nie chce już mnie w swoim życiu i skazuje mnie na samotność. Każdy ma swoją osobowość, ale życie dla kogoś jest bardziej satysfakcjonujące niż życie tylko dla siebie mimo okupienia tego cierpieniem po nieszczęśliwej miłości. I nie należy mylić życia dla kogoś z uzależnieniem od miłości lub też uzależnieniem od drugiego człowieka.
Świetnie to wszystko ująłeś. Podpisuję się, bo przeżywając coś podobnego, wyciągnęłam te same wnioski. Można poczuć się jak na jakiejś sinusoidzie - raz ma się wszystkiego dość i łatwo wpaść w przekonanie, że najlepiej poddać się samotności i o nic już nigdy nie walczyć... ale to tylko złudzenie, bo potem to co tak naprawdę siedzi w środku, czyli potrzeba kochania i bycia kochaną jest zbyt naturalna i zbyt trwała, żeby wmówić sobie, że samotność też jest w porządku. Nie jest. Moim zdaniem bycie samej/samemu to stan wymuszony "czynnikami zewnętrznymi". Na pewno są tacy, którzy dobrze się czują ze swoją samotnością i nawet świadomie ją wybierają, ale śmiem wątpić, że to liczna grupa.
Kiedy jest się bezsilnym wobec kogoś, kto jednostronnie stwierdza, że to koniec związku, a był naszym "światełkiem", wtedy najtrudniej pogodzić się z tym, że tak miało być i najtrudniej ciągle mieć nadzieję, że najlepsze dopiero przyjdzie. Jeszcze w pełni nie odzyskałam tej nadziei. Samotność mnie przeraża, choć przekonuję sama siebie, że wcale się jej nie boję i będzie jak będzie. Ale bardzo chcę wierzyć, że będzie jeszcze dobrze. Życie dla kogoś jest nie tylko bardziej satysfakcjonujące, ale po prostu pełniejsze. Chyba najlepiej potwierdza to przyjaźń. Szczęśliwi ci, których związki zbudowane są na prawdziwej przyjaźni.
Dzięki za miłe słowa. Ta bezsilność jest właśnie najgorsza. Coś co niedawno było codziennością nagle staje się nieosiągalne i sprawia niewyobrażalny ból. Totalne zagubienie. Chce się wierzyć w to, że będzie dobrze, ale tak naprawdę nie ma wiary, tylko odrzucanie faktów i ściskanie w żołądku. Poczucie porażki, straconego czasu i wysiłku, nawał wspomnień i utraconych marzeń. Tak po prostu...
Post powstał, ponieważ tyle czytam ostatnio postów, o nieszcześliwej miłości, że chciałbym poznać Waszą opinie na ten temat:) Czy nie lepiej juz być samotnym, niż przeżywać złe historie miłosne? Zapraszam do dyskusji:)
Co to w ogóle za pytanie? Samotność " zabija " psychicznie.
a mnie sie wydaje, ze takie 'zle' historie milosne czegos jednak ucza.. chociaz tez krzywdza i doluja na dluzsza mete ;/
Tak lepiej byc samemu, czasem jakas przygoda i inne sposoby na zabicie poczucia ze jest sie nikomu niepotrzebnym i juz, tego dzis ucza media by robic, rodzina jest niemodna, do zwiazku nie ma dojrzalych wiec co robic? Liczyc ze ktos pojawi co naprawde pokocha zamiast oszukiwac za wygodne zycie? Jak dobrze zaplacisz kazda zagra slodka i dobra a potem powrot do nedznego zycia pelnego problemow i glupoty...
nie uogólniaj
nie każda. Wkurza mnie właśnie to myślenie większości ..
Szukalem wszedzie ale nie natknalem na taka ktora by ze wzajemnoscia spojrzala na mnie, stracilem pare lat z zycia na zastanawianie sie co robic, sprawdzanie mozliwosci spotkania z duza iloscia kobiet by wybrac, przy okazji poznalem najgorsze przypadki ktore nie poprawily mojej opinii na ich temat:(
Takie forum czy inne lub portal randkowy, co za roznica? Kazda mowi ze jest inna a jak poznac blizej tym samym sie kieruje co reszta o ktorej mowie...
moze i masz racje.. teraz jest coraz wiecej dziwnych ludzi, ale wydaje mi sie ze to dlatego bo wlasnie wszedzie jest naglosnianie takich spraw jak 'fajny dom' 'fajne zycie' 'fajne auta' itp.. i jednak podswiadomie kazdy/kazda by tak chciala..
glupie to wszystko, i tyle
Czy nie lepiej juz być samotnym, niż przeżywać złe historie miłosne?
Wyznaję zasadę, że lepiej nic niż byle co.
A samotność traktuję jak pewien czas w moim życiu, tak samo jak czas, kiedy dziecko jest małe, albo jest nastolatkiem. Taki czas, który ma swoje dobre i złe strony.
Skupiam się na tych lepszych stronach.
Nie czuję przymusu zmiany tego stanu, ale dopuszczam taką możliwość ![]()
Dzięki za miłe słowa. Ta bezsilność jest właśnie najgorsza. Coś co niedawno było codziennością nagle staje się nieosiągalne i sprawia niewyobrażalny ból. Totalne zagubienie. Chce się wierzyć w to, że będzie dobrze, ale tak naprawdę nie ma wiary, tylko odrzucanie faktów i ściskanie w żołądku. Poczucie porażki, straconego czasu i wysiłku, nawał wspomnień i utraconych marzeń. Tak po prostu...
Dokładnie. W takiej sytuacji słyszy się, że to musi potrwać, trzeba to przetrawić, bo życie trwa dalej i czegoś możemy się nauczyć, wyciągnąć wnioski z tego, że nic nie dzieje się przypadkiem i że tak miało być... Jak łatwo zdać sobie z tego sprawę, ale już dużo trudniej oderwać się od przeszłości. Wciąż nie umiem tego zrobić. Ciągle rozpamiętuję, mam przed oczami najlepsze wspomnienia i wyobrażenia tego, jak jeszcze mogłoby być. A potem to wszystko nagle się rozpada. Wraca rzeczywistość... Takie błędne koło. Nie ma dobrej recepty, żeby poradzić sobie z tą bezsilnością. Chyba sama musi minąć. Tylko dlaczego to ciągle jest takie dotkliwe.
fluffy napisał/a:Dzięki za miłe słowa. Ta bezsilność jest właśnie najgorsza. Coś co niedawno było codziennością nagle staje się nieosiągalne i sprawia niewyobrażalny ból. Totalne zagubienie. Chce się wierzyć w to, że będzie dobrze, ale tak naprawdę nie ma wiary, tylko odrzucanie faktów i ściskanie w żołądku. Poczucie porażki, straconego czasu i wysiłku, nawał wspomnień i utraconych marzeń. Tak po prostu...
Dokładnie. W takiej sytuacji słyszy się, że to musi potrwać, trzeba to przetrawić, bo życie trwa dalej i czegoś możemy się nauczyć, wyciągnąć wnioski z tego, że nic nie dzieje się przypadkiem i że tak miało być... Jak łatwo zdać sobie z tego sprawę, ale już dużo trudniej oderwać się od przeszłości. Wciąż nie umiem tego zrobić. Ciągle rozpamiętuję, mam przed oczami najlepsze wspomnienia i wyobrażenia tego, jak jeszcze mogłoby być. A potem to wszystko nagle się rozpada. Wraca rzeczywistość... Takie błędne koło. Nie ma dobrej recepty, żeby poradzić sobie z tą bezsilnością. Chyba sama musi minąć. Tylko dlaczego to ciągle jest takie dotkliwe.
No tak, czas leczy rany, sama walczę z przeszłością, zatem wiem jak jest ciężko. Jednak myślę, że czas to nie wszystko. Mimo tego paskudnego poczucia bezsilności i beznadziejności trzeba szukać inspiracji, tych drobnych radości dnia codziennego. Odkąd jestem sama czuję jakbym otworzyła oczy po długim śnie, nagle dotarło do mnie, że obok świata jaki tworzyłam z człowiekiem z którym byłam, istnieje też inny świat - im więcej daję swojego zainteresowania i pomocy innym ludziom, tym lepiej się czuję. Widzę, że jestem potrzeba. Także kochane, to Wy teraz jesteście na piedestale i tylko Wy się liczycie, zmobilizujmy się i nauczmy cieszyć życiem same, bo to jest możliwe i na swój sposób piękne. Kochałyśmy, więc cierpimy, takie ryzyko niesie ze sobą miłość.
To ja chyba będę w mniejszości... jestem sama i trochę samotna ( podkreślam trochę - brakuje mi bliskości z drugą osobą ). Mimo wszystko uważam, że lepiej być samej / samym niż z kimś kto nas unieszczęśliwia lub nie spełnia naszych oczekiwań. Mam 21 lat a nigdy nie byłam w związku, oczywiście spotykałam się z kimś czasami ale nigdy nie nawiązałam bliskiej relacji. Może jestem feralnym egzemplarzem... Mój brat i siostra też są w takiej samej sytuacji - może nasza niechęć do bycia z kimś wynika z tego, że obserwujemy związek naszych rodziców i dostaliśmy jakiejś awersji
sama nie wiem... jednak lepsza jest samotność niż bycie z kimś kogo się nie kocha ( to jest teza bo nie sprawdziłam obu opcji) . ale przyznaję, że bycie samym jest trudne. Ja nie dopisuję sobie ideologii, że jestem singlem z wyboru ( bo nie dokonałam wyboru i nie podjęłam takiej decyzji, że chcę być sama ) itd. niestety nie znam żadnego faceta z którym mogłabym być.
Nie ma ludzi szczęśliwych w samotności,są tylko tacy co się oszukują.Niektórzy nawet tak perfekcyjnie to robią,ze uwierzyli we własne kłamstwa.
34 2012-07-26 02:15:10 Ostatnio edytowany przez Sun on cloudless sky (2012-07-26 02:15:46)
Tak lepiej byc samemu, czasem jakas przygoda i inne sposoby na zabicie poczucia ze jest sie nikomu niepotrzebnym i juz, tego dzis ucza media by robic, rodzina jest niemodna, do zwiazku nie ma dojrzalych wiec co robic? .
To nie rodzina jest nie modna ,tylko obie płcie mają wobec siebie na wzajem zwiększone wymagania.Co skutkuje wzrostem liczby osob samotnych.Z tą niedojrzałościa ,to ok,tylko to przywara całego narodu a nie kobiet czy mężczyzn.
35 2012-07-26 09:44:47 Ostatnio edytowany przez peeter (2012-07-26 09:47:31)
To ja chyba będę w mniejszości... jestem sama i trochę samotna ( podkreślam trochę - brakuje mi bliskości z drugą osobą ). Mimo wszystko uważam, że lepiej być samej / samym niż z kimś kto nas unieszczęśliwia lub nie spełnia naszych oczekiwań. Mam 21 lat a nigdy nie byłam w związku, oczywiście spotykałam się z kimś czasami ale nigdy nie nawiązałam bliskiej relacji. Może jestem feralnym egzemplarzem... Mój brat i siostra też są w takiej samej sytuacji - może nasza niechęć do bycia z kimś wynika z tego, że obserwujemy związek naszych rodziców i dostaliśmy jakiejś awersji
sama nie wiem... jednak lepsza jest samotność niż bycie z kimś kogo się nie kocha ( to jest teza bo nie sprawdziłam obu opcji) . ale przyznaję, że bycie samym jest trudne. Ja nie dopisuję sobie ideologii, że jestem singlem z wyboru ( bo nie dokonałam wyboru i nie podjęłam takiej decyzji, że chcę być sama ) itd. niestety nie znam żadnego faceta z którym mogłabym być.
To inni dorabiaja nam gebe, inni nas akceptuja lub odrzucaja, nie od nas zalezy nasza przyszlosc i co sie oszukiwac tworzac regulki zycia tak jak wiekszosc sie w tym lubuje a cokolwiek powiesz przeciw czy nim samym to rzucaja sie na kogos jak wsciekle psy:/.
Jak nie ma tego kogos to zyje sie marzeniami i tylko sie pocieszasz ze umiesz a nawet lubisz takie 'zycie'..
Patrze na dziwne pary czy rodzicow a mimo ze sporo lat wytrzymali ze soba (duzo jak na dzisiejsze czasy rozpieszczonych wygodami ludzi) to nie zazdroszcze im, dawno juz sa ze soba z przyzwyczajenia wiec dla wielu wielbicieli 'slodkiego, milego zycia' - jak polecaja media i kultura to jest nie do przyjecia.
Polubili swoje nudne teksty, gesty i gadanie a mnie przez kontrast denerwuje to jak i ich inne nawyki. Ludzie stali sie dzis znow samotnikami mimo ze jest tyle mozliwosci poznania sie to nie wykorzystuja ich albo tylko do pokazania swej sytuacji jak na tym forum i znikniecia, slusznie bo po co byc dluzej jesli po to spierac sie z 'betonami' co nie chca niczego zmienic??
Dzis nie potrzeba integrowac sie tak z innymi by przezyc a poza towarzystwem (bez ktorego da sie zyc) wszystko mozna dostac przez tel czy siec. Niektorzy wola brak drugiej osoby niz docieranie sie z nia i liczenie z tym ze kiedys oszuka, zdradzi a szukanie kolejnej - 'pasujacej' moze potrwac zbyt dlugo, do tego zycie jest zlosliwe i im dluzej szukasz tym masz mniejsze szanse ze to cos da:(
Nie zgodzę się, że sieć czy nowoczesne media są w stanie zapełnić nasze życie towarzyskie - to tylko namiastka drugiego człowieka. Nawet jeśli po drugiej stronie klawiatury siedzi człowiek i napisze mi słowa otuchy to znaczy to mniej niż uścisk dłoni w realu.
Masz rację z tymi związkami z przyzwyczajenia - wypalone związki w których ludzie wykonują codziennie te same mechaniczne czynności, totalna rutyna i wypalenie.
Pocieszam się, że może jeszcze nikogo nie poznałam ( a też nie mam wielu okazji aby poznać kogoś spełniającego moje oczekiwania - a wcale nie są wybujałe...), mam 21 lat i wszystko przede mną ale powoli dochodzę do wniosku, że to ze mną jest coś nie tak. To ja nie potrafię wejść w związek i zaakceptować faceta z jego wszystkimi wadami.
Samotność jest lepsza jeśli nam nie uwiera ten stan i dobrze się w nim czujemy.
gosia_91 napisał/a:To ja chyba będę w mniejszości... jestem sama i trochę samotna ( podkreślam trochę - brakuje mi bliskości z drugą osobą ). Mimo wszystko uważam, że lepiej być samej / samym niż z kimś kto nas unieszczęśliwia lub nie spełnia naszych oczekiwań. Mam 21 lat a nigdy nie byłam w związku, oczywiście spotykałam się z kimś czasami ale nigdy nie nawiązałam bliskiej relacji. Może jestem feralnym egzemplarzem... Mój brat i siostra też są w takiej samej sytuacji - może nasza niechęć do bycia z kimś wynika z tego, że obserwujemy związek naszych rodziców i dostaliśmy jakiejś awersji
sama nie wiem... jednak lepsza jest samotność niż bycie z kimś kogo się nie kocha ( to jest teza bo nie sprawdziłam obu opcji) . ale przyznaję, że bycie samym jest trudne. Ja nie dopisuję sobie ideologii, że jestem singlem z wyboru ( bo nie dokonałam wyboru i nie podjęłam takiej decyzji, że chcę być sama ) itd. niestety nie znam żadnego faceta z którym mogłabym być.
To inni dorabiaja nam gebe, inni nas akceptuja lub odrzucaja, nie od nas zalezy nasza przyszlosc i co sie oszukiwac tworzac regulki zycia tak jak wiekszosc sie w tym lubuje a cokolwiek powiesz przeciw czy nim samym to rzucaja sie na kogos jak wsciekle psy:/.
Jak nie ma tego kogos to zyje sie marzeniami i tylko sie pocieszasz ze umiesz a nawet lubisz takie 'zycie'..
Patrze na dziwne pary czy rodzicow a mimo ze sporo lat wytrzymali ze soba (duzo jak na dzisiejsze czasy rozpieszczonych wygodami ludzi) to nie zazdroszcze im, dawno juz sa ze soba z przyzwyczajenia wiec dla wielu wielbicieli 'slodkiego, milego zycia' - jak polecaja media i kultura to jest nie do przyjecia.
Polubili swoje nudne teksty, gesty i gadanie a mnie przez kontrast denerwuje to jak i ich inne nawyki. Ludzie stali sie dzis znow samotnikami mimo ze jest tyle mozliwosci poznania sie to nie wykorzystuja ich albo tylko do pokazania swej sytuacji jak na tym forum i znikniecia, slusznie bo po co byc dluzej jesli po to spierac sie z 'betonami' co nie chca niczego zmienic??
Dzis nie potrzeba integrowac sie tak z innymi by przezyc a poza towarzystwem (bez ktorego da sie zyc) wszystko mozna dostac przez tel czy siec. Niektorzy wola brak drugiej osoby niz docieranie sie z nia i liczenie z tym ze kiedys oszuka, zdradzi a szukanie kolejnej - 'pasujacej' moze potrwac zbyt dlugo, do tego zycie jest zlosliwe i im dluzej szukasz tym masz mniejsze szanse ze to cos da:(
gosia_91 napisał/a:To ja chyba będę w mniejszości... jestem sama i trochę samotna ( podkreślam trochę - brakuje mi bliskości z drugą osobą ). Mimo wszystko uważam, że lepiej być samej / samym niż z kimś kto nas unieszczęśliwia lub nie spełnia naszych oczekiwań. Mam 21 lat a nigdy nie byłam w związku, oczywiście spotykałam się z kimś czasami ale nigdy nie nawiązałam bliskiej relacji. Może jestem feralnym egzemplarzem... Mój brat i siostra też są w takiej samej sytuacji - może nasza niechęć do bycia z kimś wynika z tego, że obserwujemy związek naszych rodziców i dostaliśmy jakiejś awersji
sama nie wiem... jednak lepsza jest samotność niż bycie z kimś kogo się nie kocha ( to jest teza bo nie sprawdziłam obu opcji) . ale przyznaję, że bycie samym jest trudne. Ja nie dopisuję sobie ideologii, że jestem singlem z wyboru ( bo nie dokonałam wyboru i nie podjęłam takiej decyzji, że chcę być sama ) itd. niestety nie znam żadnego faceta z którym mogłabym być.
Jak nie ma tego kogos to zyje sie marzeniami i tylko sie pocieszasz ze umiesz a nawet lubisz takie 'zycie'..
Marzyciel oszukujący sam siebie ,to podpada pod zaburzenia.Na moim wątku już wiele osób to spostrzegło.
nie pocieszam sie tak jak opisani samotni klamcy nieokreslona plciowo osobo:/
nie pocieszam sie tak jak opisani samotni klamcy nieokreslona plciowo osobo:/
piłeś coś ."Net-facet" to nie określona płciowo osoba?
nie pocieszam sie tak jak opisani samotni klamcy nieokreslona plciowo osobo:/
Ty jesteś cioteczka dobra rada? ![]()
nie pocieszam sie tak jak opisani samotni klamcy nieokreslona plciowo osobo:/
Samotni kłamcy? trochę przesadzone. są różne typy samotności
jeśli jesteś sceptykiem to powiesz, że praca lub hobby stanowi dla nas sublimację popędu płciowego itd. możemy się tak przerzucać argumentami. będąc samym ( czytaj : nie w związku ) pewne potrzeby mogą być zaspokojone
Rozmawiamy o ludziach, którzy nie są w związkach a nie o ludziach którzy izolują się od społeczeństwa. Samotność to często stan przejściowy.
42 2012-07-26 22:08:19 Ostatnio edytowany przez Jodyna (2012-07-26 22:08:43)
Dołączę sie do dyskusji...
Mam 40 lat, 6 lat temu odeszłam od męża. Wiele się zmianiło przez ten czas... Dzieci mieszkają ze mną.
Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale tak sobie myślę , że tyle lat być samemu to już przesada
ktoś tam się pojawił, ale okazało się że rodzina w domu, a on odskoczni sobie szukał, więc dość szybko pogoniłam typa..
Mam dużo znajomych, dużo współpracowników/klientów. Prowadzę własną firmę. Pracuję społecznie. Podobno jestem kontaktowa, miła, otwarta itp...
Ale brakuje mi tej najbliższej osoby, do rozmów, do intymności, dla siebie... Nieraz się łapię na tym, że może już nigdy nikogo nie znajdę. Nie potrafię tak jak niektórzy umawiać się na "szybki seks" na portalach internetowych. Nie ma już normalnych facetów w moim wieku? W gronie znajomych bawimy się razem i nie jest to wielka przeszkoda że jestem bez partnera. Ale coraz boleśniej to odczuwam, coraz częściej mi smutno, przykro...
Zawsze pozostaje nadzieja, a jak wiadomo nadzieja matką.....
ps. tylko nie myślcie sobie młodzi, że jestem już jakąś babcią ![]()
Jodyna - czasami dobrze jest pobyć z samym sobą, ale na dłuższą metę oczywiście taka sytuacja wydaje się nie do zniesienia. Dobrze, że jesteś aktywna, masz kontakt z ludźmi ,to już coś, no tak w dzień, a co kiedy nadchodzi wieczór ?
Rozumiem Twoje rozterki i Twój dylemat, ale jeśli miałabyś spotkać na swojej drodze jakiegoś drania,który "uprzyjemniał" by Tobie życie? to co wówczas? pragnęłabyś się i pozbyć go ( jak to już zrobiłaś wcześniej) i mieć wreszcie święty spokój,
i doceniłabyś to, że nikt ci za uszami nie brzęczy, ani nie marudzi. Chociaż nieraz niektóre wybierają takie życie bojąc się samotności. Ale ile przy tym można stracić nerwów i zdrowia? A przecież w życiu nie tylko ważny jest facet i forsa, ale przede wszystkim nasze zdrowie, bo ma się go tylko jedno, na nowszy model zamienić się go niestety nie da. Pewnie jeszcze spotkasz kogoś wartościowego, miłość o wiek nie pyta, czasami przychodzi do nas niespodziewanie. Czasami wystarczy taka miłość "dochodząca" bez większych zobowiązań. I to byłoby też okey. Trzymaj się. Pa. ![]()