Serdecznie witam!
Jestem z chłopakiem od ponad pół roku. Świetnie się dogadujemy, miło spędzamy razem czas. Bardzo zależy mi na nim i widzę, że jemu na mnie także. Jednak mimo wszystko chciałabym Waszej rady.W głębi serca czuję, że się zakochałam. Darzymy siebie " Uczuciem", jednak jeszcze nie nazwaliśmy tego miłością. Jeśli chodzi o mnie to jestem pewna, tego co czuję - Kocham Go, ale... Obawiam się, jego reakcji, jeśli mu to pierwsza powiem. Widzę, że on szaleje na moim punkcie, ale mimo wszystko boję się, że nie odwzajemnia tego co ja albo, że wystraszy się i ucieknie ode mnie
Może i głupio piszę, jednak mój poprzedni partner bardzo mnie skrzywdził. Długo dochodziłam do siebie i nagle poznałam mojego obecnego chłopaka. Bardzo mi zależy na nim i nie chciałabym go stracić czy coś. Ale często ściska mnie w gardle i chciiałabym aż krzyknąć że go kocham! POMÓŻCIE!
no to mu nie mow ze go kochasz. po co ci to? naprawde musisz miec wszystko powiedziane. skoro wiesz ze chlopak za toba szaleje, ty go kochasz i niech tak zostanie. ale nie wszystko musi byc nazwane.
3 2012-05-22 12:30:11 Ostatnio edytowany przez modzia7 (2012-05-22 12:32:02)
ja się nie zgadzam z przedmówczynią...takie rzeczy się mówi, nie dusi w sobie.
Trzeba mówić o swoich potrzebach, pragnieniach i uczuciach, dlaczego? bo inaczej będziesz nieszczęśliwa i zmęczona.
Jego reakcja? jeśli ucieknie to masz sprawę jasną...
Twoja sytuacja jest podobna do mojej... więc opiszę jak to było u mnie.
W sumie było podobnie jak u Ciebie.
Koniec związku jednego, za jakiś czas początek drugiego... i w pewnym momencie już nie mogłam wytrzymać i musiałam mu to powiedzieć mimo że miałam takie same wątpliwości jak i Ty. Byłam odważna chociaż nie potoczyło się po mojej myśli... nie odwzajemnił słów... ale mocno przytulił, powiedział kilka miłych słów... ja się popłakałam oczywiście jak to ja...ale on powiedział "chyba nie chcesz żebym Cie okłamał?" po jakimś czasie sam mi to powiedział i wiedziałam, że jest pewny tego co mówi a nie wymuszone pod wpływem chwili.
i tak się skończy dobrze, dlaczego?
1 albo Ci odpowie tym samym i będziesz szczęśliwa
2 albo zaskoczy Cię jego dojrzałość i najpierw to przemyśli
3 albo ucieknie i zobaczysz jaki to dupek
Jego reakcja będzie wiele o nim mówić...więc przyobserwuj. ![]()
pół roku to taki czas, że albo jest juz uczucie albo go nie ma... już wypadałoby coś poczuć... że tak to ujmę
Jego reakcja? jeśli ucieknie to masz sprawę jasną...
Jak odwzajemni to też problem, bo skoro poprzedni partner ją skrzywdził, to za chwilę zaczną się domysły, wątpliwości itp.
2 albo zaskoczy Cię jego dojrzałość i najpierw to przemyśli
A co tu jest do przemyślenia? Miłość to nie kupno nowych butów, ani wzięcie kredytu, gdzie faktycznie trzeba przemyśleć to i owo. Miłość to nie jest logiczna decyzja. Miłość....to miłość. Albo się ją czuje albo nie. Jeśli wyznanie miłości osoby, z którą jest się bardzo blisko, spotyka się, rozmawia, spędza wspólnie czas itp, nie zdejmuje klapek z oczu no to marne szanse na szczere uczucie. To raczej gra na czas, przyjaźń połączona z seksem i w zasadzie niewiele więcej.
A co tu jest do przemyślenia? Miłość to nie kupno nowych butów, ani wzięcie kredytu, gdzie faktycznie trzeba przemyśleć to i owo. Miłość to nie jest logiczna decyzja. Miłość....to miłość. Albo się ją czuje albo nie. Jeśli wyznanie miłości osoby, z którą jest się bardzo blisko, spotyka się, rozmawia, spędza wspólnie czas itp, nie zdejmuje klapek z oczu no to marne szanse na szczere uczucie. To raczej gra na czas, przyjaźń połączona z seksem i w zasadzie niewiele więcej.
Może nie koniecznie o głębokie przemyślenia chodzi, ale przecież nie muszą być w tym samym miejscu w tym samym czasie - ważne że obydwoje idą w tym samym kierunku - jedno szybciej może uznać, że to miłość, a drugie potrzebować czasu by tak na to spojrzeć. Miałam dokładnie taką sytuację jak modzia - z tym, że to ja nie byłam gotowa odpowiedzieć tym samym - wiedziałam, że jest mi z nim dobrze, że coś się we mnie rozwija, ale nie mam w zwyczaju wyrażać uczuć, których nie odczuwam. Aż przyszedł ten dzień i mogłam powiedzieć to szczerze.
wiedziałam, że jest mi z nim dobrze, że coś się we mnie rozwija, ale nie mam w zwyczaju wyrażać uczuć, których nie odczuwam
No właśnie - czyli nie kochałaś w danym momencie. Grałaś na czas, aż i u ciebie zaiskrzyło. Ale spotykałaś się w tym czasie dalej ze swoim lubym, uprawiałaś seks itp? Jeśli tak....to co by było, gdybyś jednak nie pokochała?
Jeśli nic nie było i po prostu uczucie się w tobie rozwijało, no to ok. Ale to rodzi dziwną dość sytuację według mnie. Jedna osoba kocha, mówi i okazuje to drugiej osobie. Żyje nadzieją. A druga ani nie daje kosza, ani nie zobowiązuje się do niczego. Tylko też ile czasu taki układ może trwać?
zgadzam się z przedmówcą.nie rozumiem również takiego czegoś ,ukrywania uczuć,wiem jednak jedno ,że jeśli ktoś na prawdę to czuję to nie wytrzyma i powie ,przecież nie umrze od takiego słowa jak "kocham Cię "
wiedziałam, że jest mi z nim dobrze, że coś się we mnie rozwija, ale nie mam w zwyczaju wyrażać uczuć, których nie odczuwam
No właśnie - czyli nie kochałaś w danym momencie. Grałaś na czas, aż i u ciebie zaiskrzyło. Ale spotykałaś się w tym czasie dalej ze swoim lubym, uprawiałaś seks itp? Jeśli tak....to co by było, gdybyś jednak nie pokochała?
Jeśli nic nie było i po prostu uczucie się w tobie rozwijało, no to ok. Ale to rodzi dziwną dość sytuację według mnie. Jedna osoba kocha, mówi i okazuje to drugiej osobie. Żyje nadzieją. A druga ani nie daje kosza, ani nie zobowiązuje się do niczego. Tylko też ile czasu taki układ może trwać?
tak długo aż ta "chłodna" strona nagle nie rzuci. I jeszcze będzie uważać, że jest w porządku, bo przecież nic nie mówiła, niczego nie obiecywała.
tykająca bomba...wiem coś o tym bo tkwię w takim "nie pewnym związku " i czekam gdy już się doczekałam znowu coś się zepsuło i od nowa i co to jest wlaściwie nie wiem
Miłość to piękna rzecz. Warto o nią dbać i ją pielęgnować. Ale trzeba być jej pewnym. Tutaj nie ma "chyba", "nie wiem", "zastanowię się". Skoro ktoś ma takie myśli, no to nie jest to miłość, a mieszanka przyjaźni z pożądaniem. Ciężko to rozróżnić - zwłaszcza jeśli ma się szczere intencje wobec drugiej osoby. Ale z czasem to zacznie wychodzić i zacznie się psuć...
Miłość to piękna rzecz. Warto o nią dbać i ją pielęgnować.
Prawda.
Ale trzeba być jej pewnym. Tutaj nie ma "chyba", "nie wiem", "zastanowię się". Skoro ktoś ma takie myśli, no to nie jest to miłość, a mieszanka przyjaźni z pożądaniem. Ciężko to rozróżnić - zwłaszcza jeśli ma się szczere intencje wobec drugiej osoby. Ale z czasem to zacznie wychodzić i zacznie się psuć...
Moje zdanie jest takie, że w związku do miłości dojrzewa się w swoim tempie. Nic w tym więc dziwnego, jak jeden z partnerów powie "kocham" jako pierwszy, a druga osoba trochę się w tym temacie opóźni.
Poza tym, każdy z nas ma trochę inną definicję miłości, bo mamy różne doświadczenie, sposób pojmowania uczuć czy choćby temperament.
Autorka jest już na etapie kochania wedle swojej definicji, a jej partner jeszcze nie. I być może on ją już kocha wedle tej jej definicji, ale musi wypełnić swoją, by móc jej to szczerze zakomunikować ![]()
Ja tam wolałam dłużej czekać, by mieć pewność, że ta miłość mi wyznawana jest sensowna, a nie że to tylko słówko, które na wczesnym etapie związku raczej sugeruje, że chodzi tu bardziej o fascynację i zauroczenie niż o prawdziwą miłość.
Moje zdanie jest takie, że w związku do miłości dojrzewa się w swoim tempie. Nic w tym więc dziwnego, jak jeden z partnerów powie "kocham" jako pierwszy, a druga osoba trochę się w tym temacie opóźni.
Poza tym, każdy z nas ma trochę inną definicję miłości, bo mamy różne doświadczenie, sposób pojmowania uczuć czy choćby temperament.
Autorka jest już na etapie kochania wedle swojej definicji, a jej partner jeszcze nie. I być może on ją już kocha wedle tej jej definicji, ale musi wypełnić swoją, by móc jej to szczerze zakomunikować
Ja tam wolałam dłużej czekać, by mieć pewność, że ta miłość mi wyznawana jest sensowna, a nie że to tylko słówko, które na wczesnym etapie związku raczej sugeruje, że chodzi tu bardziej o fascynację i zauroczenie niż o prawdziwą miłość.
Tylko to trwa półroku i ile jeszcze ma trwać. Bo póki co to oboje się boją i czekają
To już nie zauroczenie, dochodzą do momentu gdzie coś powinno się stabilizować. Jak przegapią, to jedno z nich może pęknąć i się skończy. Bo ile faktycznie można czekać ? Ty czekałaś, ale piszesz że "miłość mi wyznawana jest sensowna", czyli znałaś to słówko z drugiej strony i tylko na zimno rozpatrywałaś ze swojej: warto czy nie. Obawiam się, że gdybyś uznała że nie, to być go spłukała w wc ? Tylko co on by myślał o Tobie ?
Może masz rację z tym graniem na zwłokę, ale to chyba doświadczenia z poprzednich związków pokierowały mną. Z drugiej strony może to była też specyfika relacji w jakiej się znajdowałam z partnerem - świeża znajomość, mnóstwo emocji, bardzo dobry seks, wzajemne zrozumienie i dopasowanie w zasadzie we wszystkich dziedzinach życia, czasu i przestrzeni, i to pierwsze "wyznanie miłości" było raczej wymsknięte pod wpływem chwili. Jak na mój stopień zaangażowania nieco za wcześnie. Moim zdaniem miłość to nie jest "decyzja tak lub nie", ani też nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, która trafia w dwie osoby jednocześnie, może i się tak zdarza - tylko pozazdrościć.
Tylko to trwa półroku i ile jeszcze ma trwać. Bo póki co to oboje się boją i czekają
To już nie zauroczenie, dochodzą do momentu gdzie coś powinno się stabilizować. Jak przegapią, to jedno z nich może pęknąć i się skończy. Bo ile faktycznie można czekać ?
6 mies. 6 mies. nierówne. Wszystko zależy od tego, ile mają lat, czy razem mieszkają, jak często się spotykają.
Nie rozumiem tylko jednego, czy tak na prawdę jeśli póki co wszystko jest super, to nie można po prostu się tym cieszyć. Czego się bać w związku, w którym dobrze się dzieje? Są długoletnie patologiczne związki, gdzie niby jest miłość (bo się ją deklaruje), ale jest kłamstwo, nielojalność i jeszcze gorsze rzeczy.
Czy związek udany to tylko taki, w którym jak najszybciej trzeba sobie wyrecytować "kocham"?
Ty czekałaś, ale piszesz że "miłość mi wyznawana jest sensowna", czyli znałaś to słówko z drugiej strony i tylko na zimno rozpatrywałaś ze swojej: warto czy nie. Obawiam się, że gdybyś uznała że nie, to być go spłukała w wc ? Tylko co on by myślał o Tobie ?
Faktycznie moja historia była taka, że to facet w moim ostatnim związku pierwszy powiedział, że mnie kocha. Nie, nie rozpatrywałam na zimno niczego, by najzwyczajniej w świecie było mi z nim bardzo dobrze, szanowałam go i ceniłam. Na moje odwzajemnienie musiał jednak chwilkę poczekać. Gdyby jednak moje uczucie zamiast rosnąć topniało, szybko by się o tym dowiedział.
Nigdy nie spłukiwałam facetów w klozecie. Wymagałam od nich szacunku do siebie i tym samym się im odwdzięczałam.
Tak jak pisałam, doświadczenie często weryfikuję, czym ta miłość dla nas jest. Ja miałam w tamtej sytuacji bardzo marne poprzednie doświadczenie, czyli związek kilkuletni z facetem pełny miłości słownej. On mi i ja jemu bardzo szybko miłość wyznaliśmy. Miało być tak pięknie. I co? No facet mnie zdradził.
Dlatego kolejnym razem, moje uczucie potrzebowało więcej czasu na rozruch ![]()
Btw, ten drugi mężczyzna, który na swoje "kocham" nie usłyszał od razu odwzajemnienia, jest teraz moim mężem. Teraz, gdy jestem już bardzo pewna tego uczucia, powtarzam mu te słówko tak często, jak przyjdzie mi na to ochota ![]()
dorota.f a ile to jest "trochę czasu" ?
dorota.f a ile to jest "trochę czasu" ?
Uczuć nie mierzy się miarką. Tak samo jak ciężko podać ich konkretną definicję.
Nie mogę Ci precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, bo moim zdaniem tu nie ma jednej trafnej odpowiedzi.Wszystko zależy od konkretnej sytuacji, na która wpływa wiele czynników (tak jak pisałam: wcześniejsze doświadczenia, oczekiwania, wiek partnerów, intensywność związku).
Trochę czasu to moim zdaniem w tym przypadku synonim zwrotu "w odpowiednim czasie". No nie da się tego doprecyzować. Ja wiem, że umysły ścisłe będą się buntować, bo wszystko musi być policzalne, ale w tym przypadku się nie da ![]()
Myślę, że można by było zaryzykować wyznaczenia ewentualnych ram odnośnie optimum i maximum, ale ja się chyba nie podejmę dokładniejszego stwierdzenia niż to, że nie może się to ciągnąć latami. A doświadczenie podpowiada mi, że raczej powinno to nastąpić w pierwszym roku związku, ale to też zależy od czynników wymienionych wyżej.
Generalnie dla mnie najważniejszy jest mój odbiór faceta/związku. No super, że mi ktoś miłość wyznaje, jak widzę, że mu się chyba definicję pokitoliły, bo czyny słów absolutnie nie potwierdzają.
I choć raczej jestem próżną kobietką i mam duży apetyt na miłe słówka, to i tak lepiej na mnie działa to, co facet robi niż mówi ![]()
Raczej chodziło mi o to ile to czasu było w twoim wypadku.
18 2012-05-22 20:15:55 Ostatnio edytowany przez Kasiaaa93 (2012-05-22 20:18:38)
Wiesz, ja na przykład mam problem z wyrażanie uczuć. Nie łatwo jest mi powiedzieć, że kogoś kocham, że mi zależy itp. Twój chłopak może, i raczej na pewno, ma z tym też problem. Bo skoro czyny pokazują, że mu zależy to jakże mogłoby być inaczej. Sama mówisz, że szaleje za Tobą i uważam, że chłopak, który by się nie zakochał tego by nie robił. Zresztą faceci zwykle mają z tym problem, więc nie przejmuj się, bo wszystko podąża w dobrym kierunku. Ponadto, nie wiem dlaczego tak Ci zależy na tym żeby powiedział te dwa słowa: "Kocham Cię". To są tylko słowa, ja mogę wyjść na ulicę i każdemu powiedzieć, że go kocham. Przynajmniej dla mnie liczą się bardziej czyny, niż tylko puste, wyklepane formułki. A po zachowaniu widać, że Cię kocha więc możesz być pewna jego uczuć. W końcu Ci to powie, bo na każdego przychodzi czas, ale to będzie tylko i wyłączenie dopełnienie jego stosunku do Ciebie. I w dodatku uprawiacie jakąś głupia gierkę, który pierwszy powie. A może to on czeka na Twoją reakcje, Ty czekasz na jego i się nigdy nie dogadacie. Pierwsza się wysuń jeżeli Cie to dręczy. Zobaczysz wtedy jak on się zachowa. ![]()
19 2012-05-22 20:33:26 Ostatnio edytowany przez Koliber (2012-05-22 20:59:14)
ehh to rozumowe podejście zawsze przeszkadza uczuciom...
ja myślę że warto mówić to co sie czuje ale tak bez oczekiwań że ta druga osoba zareaguje tak jak my tego chcemy...a tak w ogóle prawidłowo to powinno być tak że nie rozmyśla sie nad uczuciami i swoimi gestami względem kogoś tylko to naturalnie wychodzi...
Moje zdanie jest takie, że w związku do miłości dojrzewa się w swoim tempie. Nic w tym więc dziwnego, jak jeden z partnerów powie "kocham" jako pierwszy, a druga osoba trochę się w tym temacie opóźni.
hmm...niby tak ale to zależy jaki czas kryje się za tym opóźnieniem, bo jak faktycznie trafiły na siebie osoby które sie sobą zauroczyły, zakochały itp. to nawet gdy jedno powie pierwsze kocham to drugie nie będzie chciało długo czekać tak po prostu...
a ja myśle że jesli faktycznie sa aż jakieś takie długie odstępy czasowe to może być spowodowane np.logicznym podejsciem albo lękiem przed uczuciami spowodowany wcześniejszymi przeżyciami...
a tak w ogóle prawidłowo to powinno być tak że nie rozmyśla sie nad uczuciami i swoimi gestami względem kogoś tylko to naturalnie wychodzi...
Innymi słowy mówiąc mniej myślenia, a więcej działania. Bo kiedyś przychodzi taka chwila, że człowiek zastanawia się, myśli, gryzie się wewnętrznie......a w tym czasie czar pryska i nastrój się ulatnia. Więc zamiast kombinować jak koń pod górę to trzeba przyciągnąć do siebie i pocałować. A co! ![]()
he no jasne yoghurt
prawda jest taka ze o miłosci nie da sie zbyt wiele powiedzieć..a im bardziej sie o niej dywaguje to tym bardziej zaczyna przywoływać sie jakieś Wielkie Wartości,że miłosć to powinna być takaaa.... i tu się zaczyna filozofia, nie wiem czemu...a ona dla mnie ukryta jest w tych gestach dnia codziennego, w tym wyczuciu chwili, w tej codziennej uważnosci do siebie wzajemnie:)
No, ale też nie ma co z drugiej strony popadać w skrajności i o swoich uczuciach nie mówić wcale, bo to przecież nie o to chodzi. A tymczasem tak to wygląda u autorki wątku - a przynajmniej ja takie odnoszę wrażenie.
a się yoghurt rozpisał
no więc... ja też nie odpowiedziałam zaraz po tym jak mój pierwszy chłopak mi to powiedział. Odpowiedziałam po czasie bo nie byłam pewna. Yoghurt jest taki pewny zawsze swoich uczuć?
Ludzie mają wątpliwości nawet przed samym ślubem, po kilku latach po ślubie... tego się nie wie, to się czuje, czasem można to pomylić np z pożądaniem na początku, z przyjaźnią albo czymś...
tego nigdy się nie jest do końca pewnym... jak bym sobie dała uciąć rękę po byłym i co? i to nie była miłość? pewnie była ale wygasła.
24 2012-05-22 22:57:56 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-05-22 22:59:14)
Yoghurt jest taki pewny zawsze swoich uczuć?
Raczej tak. Chwilowo jakieś zawirowania mogą być - wiadomo. Czasem się czuje taką mieszankę, że ciężko owe uczucia określić. Niemniej jednak to nie trwa miesiącami, ani choćby tygodniami....
25 2012-05-22 23:04:56 Ostatnio edytowany przez modzia7 (2012-05-22 23:07:38)
według mnie takie "kocham" wypowiedziane bez przemyslenia to kiepsko wróży.
Ona przemyslala, chce i potrzebuje o tym powiedzieć...a on moze byc w jakis sposob zaskoczony i jak chce np przemyslec to nie uwazam tego za problem
Jak ktoś rzuca tym słowem na prawo i lewo, to faktycznie źle to wróży. Ale jeśli autorka wątku pisze "Jestem z chłopakiem od ponad pół roku." a mimo wszystko kisi się, aby mu o powiedzieć o swoim uczuciu, bo nie jest pewna tego jak jej towarzysz zareaguje, no to coś jest nie tak.
Jak można być zaskoczonym wyznaniem miłości jeśli jest się z kimś w związku, darzy uczuciem i szaleje na punkcie osoby owo uczucie wyznającej? Jak można być zaskoczonym wyznaniem miłości po przeszło pół roku, jeśli spędza się wspólnie niemal każdą wolną chwilę, rozmawia o wszystkim i o niczym, przytula, całuje, żartuje, wygłupia czy również uprawia seks/pieści wzajemnie ? Ja rozumiem, że można być zaskoczonym takim pospiesznym wyznaniem po kilku spotkaniach czy po kilku tygodniach, ale po pół roku związku?
Raczej chodziło mi o to ile to czasu było w twoim wypadku.
Sorki, ale nie doprecyzowałeś i błędnie odczytałam, o co pytasz.
Mój mąż powiedział kocham, po prawie 4 miesiącach związku. Ja odwzajemniłam słowem jakoś chyba po tygodniu, może 2 od jego wyznania. Bardziej generalnie pamiętam nasze wspólne wypady, sposoby spędzania czasu, bliskość niż konkretne kalendarium wypowiedzianych słów.
Tak jak wspomniałam, etapy w związku i jego intensywność oraz to, czy dzieje się w nim dobrze, czy źle oceniam po czynach. Słowa mają dla mnie ważną, ale drugorzędną wartość.
prawda jest taka ze o miłosci nie da sie zbyt wiele powiedzieć..a im bardziej sie o niej dywaguje to tym bardziej zaczyna przywoływać sie jakieś Wielkie Wartości,że miłosć to powinna być takaaa.... i tu się zaczyna filozofia, nie wiem czemu...a ona dla mnie ukryta jest w tych gestach dnia codziennego, w tym wyczuciu chwili, w tej codziennej uważnosci do siebie wzajemnie:)
Święta prawda!
W dodatku takie fokusowanie się, na tym czy i ile razy już to usłyszeliśmy, a czy to nie za późno a może trochę za wcześnie, odfiltrowuje uczucie od najważniejszych rzeczy: spontaniczności, prawdziwości chwili.
Bardzo łatwo wbić się wtedy w kanał kalkulowania i mierzenia własnego uczucia miarką innych par czy osób, a przecież każdy ma inne tempo i każda para ma inny tryb wkręcania się na obroty kochania ![]()
28 2012-05-23 17:59:40 Ostatnio edytowany przez modzia7 (2012-05-23 18:00:07)
ona się stresuje, ja ją rozumiem bo też się stresowałam
Skoro są od pół roku to ona sama się zastanawia dlaczego on jej jeszcze nie powiedział, skoro ona już nie wytrzymuje i najchętniej by mu to wykrzyczała.
Może i on się stresuje jakoś.
Za mało informacji nam autorka dała i możemy sobie tak gdybać dalej
Nie bój się mówić o tym co czujesz jesli go kochasz to powiedz mu to pinnaś zawsze być z nim szczera. On zapewne czuje to samo jak mówisz że szaleje na twoim punkcie... Może on właśnie czeka na to abyś mu o tym powiedziała, może nie jest pewny czy czujesz to samo co on do Ciebie. ;D przecież on się stara jak tylko może, to za mało twoim zdaniem?
....
Jak można być zaskoczonym wyznaniem miłości jeśli jest się z kimś w związku, darzy uczuciem i szaleje na punkcie osoby owo uczucie wyznającej? Jak można być zaskoczonym wyznaniem miłości po przeszło pół roku, jeśli spędza się wspólnie niemal każdą wolną chwilę, rozmawia o wszystkim i o niczym, przytula, całuje, żartuje, wygłupia czy również uprawia seks/pieści wzajemnie ? Ja rozumiem, że można być zaskoczonym takim pospiesznym wyznaniem po kilku spotkaniach czy po kilku tygodniach, ale po pół roku związku?
pięknie napisałeś....
mój przypadek to taki spotykamy się od ponad miesiąca co drugi dzień tak mniej więcej i spędzamy ze sobą całe dnie, robimy dokładnie to co wymieniłeś wyżej, mamy swój bagaż życiowy, swoje lata, wiec wiemy co to miłość, a co nienawiść...
ja powiedziałam pierwsza ze go kocham po miesiącu i tygodniu bycia razem, on zapytał czy naprawdę go kocham, jak potwierdziłam, to odpowiedział tylko, ze zaczyna tez coś czuć do mnie coraz bardziej...
szczerze to nie spodziewałam się takiej odpowiedzi, sama nie wiem czego się spodziewałam, powiedziałam to tak spontanicznie ze sama byłam zaskoczona swoim wyznaniem...
mam tylko nadzieję, ze nie będę musiała na jego magiczne słowa czekać w nieskończoność.. bo inaczej będę miała podejrzenia ze mnie wykorzystuje..
31 2014-07-26 22:38:47 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-26 22:48:13)
Dla mnie to takie na wyrost. Nigdy nie powiem komukolwiek, że go kocham po miesiącu. To brednie.
Chyba ze ma to za zadanie wzmocnienie emocji u drugiej strony ktora juz jest zakochana, ale to znowu manipulacja by była. Kochać kogoś wg mnie mozna tylko jak sie za WSZYSTKIE WADY i jest sie przygotowanym na jeszcze gorsze.