witam wszystkie NETKOBIETY ![]()
nie wiem od czego zacząć po prostu napiszę co mnie dręczy od dłuższego czasu...
więc tak od ponad 2 miesięcy jestem szczęśliwą mamą, mam kochającego męża i spory problem ze sobą:/
zawsze byłam nieśmiała tzn. jak poznaję nowych ludzi to na początku zwykle nie jestem wygadana i długo się aklimatyzuję wszyscy którzy mnie znają dłużej mogą przyznać, że dopiero po czasie się otwieram na świat no ale nic do rzeczy, od 2 lat nie pracuję i od ponad roku jestem mężatką, z mężem układa nam się dobrze znamy się już 6lat nie ma na co narzekać choć wiadomo na początku było znacznie więcej tych romantycznych chwil aż miło powspominać;)teraz mi tego czasem brakuje:( przez te 2 lata siedzenia w domu się tak zasiedziałam, że czuję się mało atrakcyjna i mało wartościowa muszę teraz znaleźć pracę bo wzięliśmy kredyt na mieszkanie i nie damy rady z jednej pensji z małym dzieckiem i wielką ratą, do pracy chcę pójść tylko może to dziwnie zabrzmi przez te 2 lata siedzenia w domu ciężko mi wyjść do ludzi, zawsze byłam nieśmiała ale jak człowiek między ludźmi przebywał to jakoś to było na studiach moja samoocena w skali od 1 do dziesięciu była gdzieś na 6 teraz jest na 1:( nie czuję się wartościowa i myślę że to widać że przyszły pracodawca to od razu wyłapie i gdzie ja wśród takiej konkurencji zdobędę pracę . Z mężem jest ok nie należy do romantyków ale sie do tego przyzwyczaiłam a mimo wszystko czasem stać go na jakiś gest, wiem że mnie kocha choć chyba nie jestem dla niego tak atrakcyjna jak kiedyś a może jestem tylko to we mnie jest problem bo sama się czuję beznadziejna i robię sobie wyrzuty ciągle bo wiem że muszę teraz znaleźć pracę jakąkolwiek bo nie damy rady muszę to zrobić dla dziecka dla męza bo jak nie będzie starczało od 1-go do 1-go to będą jeszcze większe problemy i między nami też się zacznie psuć ale uwierzcie mi tak mi z tym ciężko przełamać sie i wyjść z domu zawalczyć o tą pracę pokazać ze jestem coś warta czuję sie jak taka szara myszka wiem że częsciowo ze swojej winy bo kiedyś bardziej zadbałam o siebie ubrałam się jakoślepiej a teraz siedzę w domu najczęściej w dresach i tu gotowanie obiadki itd wiadomo jak jakieś wyjście się zdarzy to się ogarnę i wyglądam nawet całkiem całkiem ale na codzień to jest szara rzeczywistość...nawet jak się czasem spotkam z koleżankami jeszcze ze studiów i się nasłucham ta taka praca tamta taka to czuję sie jak nieudacznik, nie mogę narzekać jestem bardzo szcześliwa mam zdrowe piekne dzieciątko,rodzinę kochającego meża z którym tylko trochę wstydzę się porozmawiać że tak się zasiedziałam w tym domu że najnormalniej w świecie boję się wyjść do ludzi bo myślę że wszyscy widzą że ja jestem taka nieśmiała i wiecznie zestresowana, wiem że np na wyglad nie mam co narzekać z figurą jest ok już wróciłam do wagi sprzed ciąży jak się ogarnę to wyglądam nawet dobrze, zachować i wysłowić też się potrafię ale tak mi cieżko bo nie wieżę w siebie w swoje możliwości że jestem coś warta... ojjjj ale się opisałam mało składnie to wyszło ale pisałam po prostu co leży mi na sercu i cieszę się ze to z siebie wyrzuciłam:)
przez te 2 lata siedzenia w domu się tak zasiedziałam, że czuję się mało atrakcyjna i mało wartościowa muszę teraz znaleźć pracę bo wzięliśmy kredyt na mieszkanie i nie damy rady z jednej pensji z małym dzieckiem i wielką ratą, do pracy chcę pójść tylko może to dziwnie zabrzmi przez te 2 lata siedzenia w domu ciężko mi wyjść do ludzi, zawsze byłam nieśmiała ale jak człowiek między ludźmi przebywał to jakoś to było na studiach moja samoocena w skali od 1 do dziesięciu była gdzieś na 6 teraz jest na 1:(
Najtrudniejszy będzie pierwszy krok, a jak już go zrobisz i znowu zaczniesz przebywać wśród ludzi, samoocena wzrośnie do 6 pkt.
A od 6 pkt do 10 pkt droga już bardzo krótka ![]()
kiedyś bardziej zadbałam o siebie ubrałam się jakoślepiej a teraz siedzę w domu najczęściej w dresach i tu gotowanie obiadki itd wiadomo jak jakieś wyjście się zdarzy to się ogarnę i wyglądam nawet całkiem całkiem ale na codzień to jest szara rzeczywistość...
Na spotkanie w sprawie pracy, a potem do pracy będziesz się ubierać tak, jak do tej pory na jakieś wyjście.
Nie będzie dresów. Będzie fajny ciuch, makijaż. Będzie dobrze i rzeczywistość stanie się kolorowa.
kochającego meża z którym tylko trochę wstydzę się porozmawiać że tak się zasiedziałam w tym domu że najnormalniej w świecie boję się wyjść do ludzi bo myślę że wszyscy widzą że ja jestem taka nieśmiała i wiecznie zestresowana, wiem że np na wyglad nie mam co narzekać z figurą jest ok już wróciłam do wagi sprzed ciąży jak się ogarnę to wyglądam nawet dobrze, zachować i wysłowić też się potrafię ale tak mi cieżko bo nie wieżę w siebie w swoje możliwości że jestem coś warta...
Po pierwsze należy pogadać z mężem. To najbliższa Ci osoba. Jak możesz się wstydzić rozmowy z nim?
Po drugie przestać myśleć, co ludzie będą sobie myśleć.
Po trzecie skupić się na swoim wyglądzie. Skoro masz świadomość, że dobrze wyglądasz, to powtarzaj to sobie!
dzięki Dorota za słowa wsparcia:) ale czuje że sporo pracy przede mną, tak jak piszesz mąż jest najbliższą mi osobą ale jakoś mi wstyd nawet przed samą sobą że boje się wyjść do ludzi teraz jeszcze to szukanie pracy wiem wiem najtrudniejszy pierwszy krok ale jak sobie pomyślę że mam zadzwonić pod jakiś nr z ogłoszenia to czuję dużego stresa masakra... przed 2 laty jak pracowałam w pewnej firmie ponad rok to też na początku był to koszmar zanim się otworzyłam na ludzi - a trwało to miesiąc!!! później było naprawdę fajnie i miło wspominam tamte czasy jak się później rozmawiało z ludźmi z pracy to mi mówili że na początku myśleli że dziwna jestem bo praktycznie się nie odzywałam zawsze w nowym towarzystwie mam taką blokadę i wiem ze teraz jak uda mi się gdzieś znaleźć tą pracę będzie to samo...przeraża mnie to! a do pracy bym chciała pójść tylko najgorsze się przełamać choć takie siedzenie w domu to też nic fajnego czuję się źle że tylko mąż zarabia a ja siedzę jak darmozjad kiedyś mu o tym powiedziałam to próbował mi to wybić z głowy ale ja tam to gdzieś w sobie duszę nadal mimo że się przyzwyczaiłam przez te 2 lata niestety:( w ogóle jakoś tak czuje się niedowartościowana jestem szczęśliwa bo mam kochającego meża teraz nasze maleństwo to naprawdę ogromne szczęście ale jakoś w środku coś mnie dobija a ja jak mam doła to nie chce mi się ani ładnie ubrac ani zadbac bardziej o siebie czasem jak widzę jakąś ładnie ubraną dziewczynę i mówię meżowi że fajnie wygłada to on "no rzeczywiście ty też byś tak mogła" i ja wiem że on ma racje a robi mi się przykro i sama się gorzej tym dołuję czuję ze mniej mu się podobam choć zapewnia mnie że tak nie jest i widzę że mnie kocha i że mówi szczerze ale ja mam jakieś chore kompleksy których nie mogę sie pozbyć, nie wiem co jest ze mną nie tak:/
Myślę, że powinnaś zacząć szukać u siebie tych dobrych stron, znam mnóstwo osób które są bardzo podobne do ciebie i muszą mieć dużo czasu, by z kimś tak na ludzie porozmawiać, by się otworzyć, wiesz... znaleźć w sobie kompleks to żaden problem! każdy je ma, jednak powinniśmy zaakceptować taką jaką jesteśmy a każda kobieta jest piękna i ma w sobie coś niebywałego, oryginalnego, stań przed lustrem i powiedz jaka jesteś śliczna, piękna na zewnątrz i wewnątrz wszystko masz w sam raz, nic ci nie brakuje, powtarzaj to sobie kilka razy dziennie a zobaczysz że pomoże ![]()
Dom, mąż, dziecko, obiadki- a możne zanim zaczniesz szukać pracy to zrób coś dla siebie. Może zapomniałaś o sobie w natłoku obowiązków? Zrób coś inaczej i tylko dla siebie to, co lubisz najbardziej, od razu lepiej się poczujesz. Może za poważnie do wszystkiego podchodzisz. Zaskocz siebie i męża, życie to nie tylko problemy ale i dobra zabawa.:)
Hej, ja myślę, że to, co czujesz, czuje minimum 90% młodych mam. Siedzenie w domu tak zazwyczaj działa. Ja, podobnie jak Ty przez rok podchowywałam swoją małą, po czym - tak jak sobie umyśliłam- po roku rozpoczęłam starania o pracę. Udało się, a reszta sama się układa. Ja nigdy nie byłam dobra w kwestiach towarzyskich, zapewne przez nieśmiałość i brak wiary w siebie, ale powiem Ci, że jakoś leci:). I Tobie tez się uda. Jak się zajmuje małym dzieckiem nie sposób ubrać się jak celebrytka, bo wiadomo, nawet szkoda ciuchów. Ale jak już coś włożysz, a włożysz - idąc na rozmowę, czy do pracy- od razu poczujesz się inaczej. A do rozmowy przygotuj się. Przećwicz z mężem. Przyznam, że wszędzie padają podobne pytania..czyli trochę wysiłku i poczujesz się pewniej.
Z tymi kompleksami, hmmm to chyba tez troszeczkę kwestia charakteru. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Może warto zacząć wyznaczać sobie jakieś konkretne cele i je osiągać? Żeby poczuć się spełnionym i nie myśleć o pierdołach typu- nie mam makijażu, więc nie jestem zadbana, nie mam takiej sukienki, więc jestem passe de moda...mi się zdaje, że my - kobiety za bardzo skupiamy się na tym, co w gruncie rzeczy jest mało istotne. Media nakręcają sprawę, niektórzy faceci to potwierdzają i ulegamy wpływom. Ale czy tędy droga- nie wiem. Powodzenia w szukaniu pracy. 'Pierwsze koty za płoty',a potem z górki już będzie.
Przechodziłam dokładnie to samo. W pewnej chwili człowiek zaczyna się przyzwyczajać do życia w czterech ścianach i tak biegnie dzień za dniem. Ale z doświadczenia wiem, ze w dluzszej perspektywie to bardzo demotywuje, niszczy pewnosc siebie, poczucie wlasnej wartosci. Rozumiem Cie doskonale.
po pierwsze uważam że nie powinnaś zwracać uwagi na inne kobiety i pokazywać ich mężowi, jaki masz w tym cel? aby zwracał większą na nie uwagę? bo ja tylko taki widzę. a chyba tego nie chcesz?
może na początek umów się z koleżanką na kawę , o taki mały wypadzik poza dom, przy czym ubierz się ładnie, tak dla własnego lepszego samopoczucia i myśl cały czas o pozytywach jakie Cię otaczają, czyli zdrowy dzieciak, kochający mąż, dom, wiązanie końca z końcem, to baaardzo dużo
zrób coś dla siebie, zaczynając właśnie od takich drobnych a później po kilku razach łatwiej Ci będzie wdrażać sie na nowo w kolejne życiowe dziedziny jak np praca.
wszystko powoli i po kolei , naprawdę, nie wszystko od razu i na raz. spokojnie ![]()
wsparcie mąż na pewno Ci ofiaruje, tylko Ty mu nawet nie powiedziałaś że go potrzebujesz, a rozmowa, i jego podej ście może Ci także pomóc.
powodzenia.
daj znać czy coś działasz.
Dziękuję Wam bardzo za słowa wsparcia i motywację do działania przyznam, że pomogło:) czuję się lepiej nie ma rewelacji ale wzięłam się troszkę za siebie i tak jak piszecie najgorsze się przełamać więc się przełamałam powysyłałam cv - narazie nic zero odzewu, raz też zadzwoniłam (serce waliło mi strasznie)ale warto było poszłam na rozmowę i z 6 kandydatek wybrano 2 w tym MNIE! byłam na dniu próbnym fakt sama zrezygnowałam bo praca kompletnie nie dla mnie to był jak to mój mąż ujął "krzyk rozpaczy" ale cieszę się bo zdobyłam nowe doświadczenie i wyszłam z domu co najważniejsze teraz nadal sprawdzam oferty i jak coś znajdę wysyłam cv może w końcu się uda... z samooceną nadal jest kiepsko ale lepiej się czuje że coś robię i nie siedzę i się nie użalam nad sobą muszę jedynie bardziej zadbać o siebie w sensie wizualnym bo czasem jak tak popatrzę w lustro to się załamuję no nic mam nadzieję że tak jak piszecie powoli się wszystko ułoży i jakoś będzie ja postaram się nie zniechęcać i myśleć pozytywnie choć zwykle jestem pesymistką i jak tu któraś z Was napisała za bardzo biorę wszystko do siebie oj z tym to mam problem no ale małymi kroczkami może się powoli zmienię na optymistkę choć troszkę;)
i jak leci ? pozdrawiam