Witajcie
Od blisko dwóch miesięcy, spotykam się z G. Ja mam 18 lat, a G. 29 skończy za kilka miesięcy. Nasza relacja od samego początku przybrała błyskawiczne tempo i bardzo szybko zaczęliśmy traktować się tak, jakbyśmy byli parą. Jest u mnie niemal codziennie. Dba, aby niczego mi nie brakowało: czy to czegoś do zjedzenia, na co akurat mam ochotę, czy zwykłego przytulenia, kiedy jest mi źle. Mogę porozmawiać z nim na każdy temat - zawsze mnie wysłucha i doradzi rozwiązanie, które według niego jest najbardziej słuszne. Ja staram się pokazać mu swoim zachowaniem, że może na mnie liczyć w każdej sytuacji i nie ma problemu, którego byśmy we dwoje nie rozwiązali. Poznajemy się, docieramy. We wrześniu chcę wyprowadzić się od rodziców. Powiedziałam mu o swoich planach, na co on zasugerował, że chciałby zamieszkać razem ze mną. Początkowo nie zgodziłam się, bo najzwyczajniej w świecie nie czuję się jeszcze gotowa na taki przeskok, ale sztuką kompromisu doszliśmy do porozumienia, że od Nowego Roku zrobię mu miejsce w szafie.
Generalnie chłopak bardzo się zaangażował, ja podchodzę do całej znajomości z pewną dozą rezerwy. Wszystko jest na dobrej drodze, choć jak zwykle, nie może być za dobrze - przejdę do sedna problemu.
Kilka miesięcy wstecz, G. zakończył swój 3letni związek. Był zakochany w dziewczynie po uszy, zaangażował się w relację całym sobą, planował nawet się oświadczyć. Panna natomiast, w rewanżu zdradziła go i podczas skoku w bok, zaszła w ciążę. Ogólnie ten związek był symptomem masochizmu ze strony G., bo z tego co mi opowiadał, dziewczyna była totalnie nieodpowiedzialna, niepoważna, egoistyczna. Krnąbrna ignorantka. Na początku naszej znajomości, nagminnie o niej wspominał. Z początku olewałam to, ale potem zwyczajnie zaczęło mnie to irytować (szczególnie sytuacje, w których akurat musiał sobie o niej przypomnieć) i stoczyliśmy o te wspominki nie jedną walkę. Na dzień dzisiejszy, częstotliwość wspominania ex, uległa diametralnej redukcji - albo przynajmniej nie wspomina głośno.
Napomknie coś od czasu do czasu i pewnie będzie wzmiankował do momentu, w którym rozwiąże się ostatnia łącząca ich sprawa, (będąc z nią, G. pożerował dziewczynie kredyt. Jak łatwo się domyślić, nie spłacała rat i G. chce odzyskać pieniądze). Myślę, że w momencie, w którym ten wątek zostanie zamknięty, to nareszcie dopnie cały etap podpisany jej imieniem na ostatni guzik. Nie wiem czemu z nim jestem. Dlaczego postanowiłam wykorzystać pokłady cierpliwości i przy nim być. Przecież mogłam zakomunikować mu, że dorośli ludzie najpierw kończą jeden level, żeby przystąpić do drugiego i jak zechce, może odezwać się w momencie, gdy ogrodzi się drutem kolczastym od przeszłości... Ale nie zrobiłam tego i jestem zadowolona. Dziś rano powiedział mi, że gdyby mnie nie poznał, nie pozbierałby się, że daję mu siłę.
I teraz już naprawdę przechodzę do konkretów
W tym całym klopsie, są też jej rodzice, z którymi G. od początku ma rewelacyjny, przyjacielski kontakt. Matka tej dziewczyny, jest tylko 9 lat starsza od G, więc w sumie traktuje ją jak koleżankę. Czasem pojedzie z nią na zakupy, a niedoszłego teścia podwiezie np. do pracy... Oboje wiedzą, że G. kogoś ma i rzekomo cieszą się, że w końcu się otrząsnął, dlatego że od samego początku ostrzegali go, że ich córka nie jarzy na wszystkie świece. Chcieli mnie nawet poznać, ale razem z G. uznaliśmy, że to nie jest najlepszy pomysł. Żaden z moich poprzednich chłopaków, nie zafundował mi takiej atrakcji
i nie wiedziałabym jak się zachować. G. pracuje w okolicy gdzie mieszkają i praktycznie codziennie u nich jest. Mówi, że wpada tam tak często ze względu na córkę siostry swojej byłej. Tłumaczy się tym, że wiózł niedoszłą szwagierkę na porodówkę, widział tą małą od pierwszych chwil jej życia i traktuje ją prawie jak swoje, miło mu widzieć, jak rośnie, dokazuje... Ex ponoć nie widuje - unika go z powodu tego długu.
Kluczowe pytanie: Czy takie relacje są zdrowe? G. nie widzi w całej sytuacji nic złego, a mnie pomału to wszystko zaczyna zastanawiać
Czy nie jestem przewrażliwiona? Jak WY to widzicie?