mój ojciec jest na dnie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

Temat: mój ojciec jest na dnie

Witam,
jestem nowa na forum i nigdy nie przypuszczałam, że w takim miejscu będę szukać pomocy. Zrobiłam już tak wiele i chyba niestety skończyły mi się pomysły, albo powoli brakuje sił... Byłabym wdzięczna za jakąkolwiek wskazówkę, może znajdzie się tutaj ktoś, kto byłby w stanie podpowiedzieć co jeszcze mogłabym zrobić, żeby ojcu pomóc.

Ojciec jest alkoholikiem. Pije odkąd pamiętam- przez całe moje dzieciństwo, szkolę, dorastanie, nie przestał aż do teraz, kiedy już jestem dorosła i samodzielna.
Kiedy byłam dzieckiem, ojca najczęściej w ogóle nie było w domu. Tylko moja mama wychowywała mnie i siostrę, tylko ona martwiła się o pieniądze, dwoiła się i troiła, żeby niczego nam nie brakowało. Ojciec pracował, ale praktycznie całą wypłatę przepijał, nie dawał mamie żadnych pieniędzy na nas. Mama też pracowała i tylko dzięki temu jakoś dawałyśmy radę...
To wszystko trwało latami, wielokrotnie mama za namową siostry (jest starsza o 5 lat, więcej rozumiała, ja często stawałam w obronie ojca, zawsze było mi go żal) próbowała to przerwać, ale niestety nie miałyśmy gdzie pójść, więc trwałyśmy tak dalej.
Kiedy miałam 19 lat mama postanowiła rozwieść się z ojcem. Zrezygnowała z orzekania o winie, nie chciała ciągnąć tego w nieskończoność. Może nie do końca była to dobra decyzja, bo niczego to nie zmieniło. Mieszkali nadal razem, okazało się, że nie ma możliwości eksmisji ojca z mieszkania, które jest jego (po rodzicach).
Miliony razy rozwiałyśmy z ojcem, prosiłyśmy, płakałyśmy, namawiałyśmy, żeby się leczył, kilka razy chciałam iść z nim do poradni, ale zawsze mnie wystawiał. Nikogo nie słuchał, uważał, że nie ma problemu. Po rozwodzie wpadł w jakiś dołek, zniknął na kilka dni i nocy, zgłaszałyśmy nawet zaginięcie na policji. Potem wrócił i twierdził, że kocha mamę i zrobi wszystko, żeby dała mu jeszcze szansę. Mama powiedziała, ze sprawę przemyśli, jeśli zacznie się leczyć, ale na tym się skończyło. Leczyć się nie poszedł, problem zapił kolejny raz.
Wraz z mamą byłyśmy w poradni dla rodzin alkoholików. Powiedziano nam, że my niczego nie zdziałamy, że na nic nasze starania. To ojciec musi chcieć, nie my. I choćbyśmy stanęły na rzęsach, niczego nie wskóramy. Wtedy mamie zabrakło już sił i cierpliwości, żeby nadal w tym trwać, postawiła sprawę na ostrzu noża. Wyprowadziła się do babci. Ja zdecydowałam zostać z ojcem (byłam dorosła- mama nie pochwalała mojej decyzji, ale nie zaakceptowała ją). Miałam nadzieję, ze może to otworzy ojcu oczy, ale nie. Kolejne naiwne nadzieje, które musiałam szybko pogrzebać.
Któregoś dnia zorientowałam się, że z domu zginęło złoto. Cała biżuteria, którą dostałyśmy z siostrą przez całe życie, do tego część biżuterii mamy, łącznie z obrączką ślubną, zniknęły. Ojciec nie miał już pracy, ledwo stać go było na jedzenie, a co dopiero na alkohol, więc było jasne co się z tym stało... Kiedy o to zapytałam, oczywiście się wyparł i stwierdził, że gdzieś zgubiłam...
Wtedy poszłam do poradni kolejny raz, już sama. Opowiedziałam o wszystkim, zapytałam, co robić, jak mu pomóc. Specjalista powiedział, że ostatnią szansą na ratunek i opamiętanie ojca to... zostawienie go samego. Wyprowadzić się, ograniczyć kontakt, nie pomagać w żaden sposób, a już tym bardziej finansowo. Istniała szansa, że to go otrzeźwi.

I tak minęły już prawie dwa lata. Ojciec miał wzloty i upadki. A właściwie to jeden wzlot (nie pił 4 tyg, to był prawdziwy sukces) i całą masą upadków. Niczego nie zrozumiał na dzień dzisiejszy, nie chce się leczyć, a może i chce, ale mam wrażenie, że chciałby, żeby to samo przyszło, tak po prostu, bez jego większego udziału... Bez przerwy nachodzi mamę, chce pieniędzy, pożycza od wszystkim możliwych znajomych, od całej rodziny. Wiem, ze nie pracuje i jest mu ciężko, nie chcę finansować jego nałogu, nie powinnam nawet, wielokrotnie proponowałam inną pomoc- że zrobię mu większe zakupy spożywcze, opłacę jakieś rachunki itd. Pomoc przyjmował- owszem, ale wydawał się być "urażony", że pieniędzy nie chcę mu dać, chociaż je mam.

Powoli już opadam z sił. Zrobiłam tak dużo i zarazem nic, bo w żaden sposób nie pomogłam. Mieszkam aktualnie za granicą, nie widuje go na co dzień. Ojciec spadł na samo dno. Doszło do tego, że pije codziennie, nie mam pojęcia skąd bierze na to pieniądze, zaczyna już od rana. Jest wrakiem człowieka. 2 lata temu robił jakieś badania w szpitalu, lekarz powiedział, że do marskości wątroby pozostał malutki krok. Widziałam go latem- schudł potwornie, praktycznie o połowę masy ciała, oczy zapite, nieobecne, szara twarz... Teraz podobno jest jeszcze gorzej, rodzina, która go widuje mówi, że jeżeli nadal będzie tak postępował, to nie zobaczę go, kiedy w listopadzie przyjadę do Polski...

Jestem załamana. Nie wiem, co robić, czy w ogóle jest jeszcze jakiś sens w tym wszystkim. Nie mam możliwości powrotu do Polski, wiąże mnie kontrakt w pracy, ale zastanawiam się nad zerwaniem go (oczywiście będzie się to równało dyscyplinarnym zwolnieniem). Mama mówi, że nie powinnam tego robić, siostra też, a ja czuje się strasznie. Nie chcę marnować mojej szansy, całe życie na nią pracowałam, to spełnienie moich marzeń, ale nie mogę też siedzieć tutaj i realizować siebie, bez przerwy myśląc o tym, ze skazuje ojca na śmierć... Wiem też, że nawet gdybym przyjechała na jakiś urlop, to i tak nie jestem w stanie, nawet będąc na miejscu, niczego dla niego zrobić... Bo on nie chce pomocy, a właściwie to może chce, kiedyś powiedział mi po pijaku, że pomocy chce, "ale nie takiej, jaką wszyscy chcą mu dawać"...

Wiem, że ciężko jest doradzać komuś w takiej sytuacji. Nie oczekuję cudów. Może po prostu myślę o jakiejś decyzji i szukam potwierdzenia słuszności moich myśli...
Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby ktoś poświęcił swój czas, przeczytał to wszystko i chociażby spróbwał zastanowić się, co zrobiłby na moim miejscu. Z góry dziękuję za każdą, najmniejszą nawet radę, czy wskazówkę, o ile można tutaj mówić o czymś takim... Po prostu proszę chociaż o jakikolwiek komentarz...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: mój ojciec jest na dnie

Wiesz doskonale, że jedyną osobą, która ma głos decydujący w sprawie podjęcia terapii jest sam alkoholik, czyli Twój ojciec.
Wiesz, że jakiekolwiek próby perswazji, gróźb nie przynoszą żadnego oczekiwanego przez Ciebie efektu.

Zrobiłaś bardzo dużo, by pomóc ojcu podjąć leczenie. Twój ojciec, dorosły człowiek, jednak nie chce się leczyć, chce pić. Nie masz w tej sprawie już nic do roboty.
Najwyższa pora byś uwolniła się od niego, od zajmowania się nim, od myślenia o nim.

Dlaczego (odpowiedz sobie sama) tak trudno przyznać Ci, że nie jesteś w tej sprawie osoba decyzyjną, wszechwładną?

Pomóc można tylko tej osobie, która tej pomocy oczekuje.

3

Odp: mój ojciec jest na dnie
Wielokropek napisał/a:

Wiesz doskonale, że jedyną osobą, która ma głos decydujący w sprawie podjęcia terapii jest sam alkoholik, czyli Twój ojciec.
Wiesz, że jakiekolwiek próby perswazji, gróźb nie przynoszą żadnego oczekiwanego przez Ciebie efektu.

Zrobiłaś bardzo dużo, by pomóc ojcu podjąć leczenie. Twój ojciec, dorosły człowiek, jednak nie chce się leczyć, chce pić. Nie masz w tej sprawie już nic do roboty.
Najwyższa pora byś uwolniła się od niego, od zajmowania się nim, od myślenia o nim.

Dlaczego (odpowiedz sobie sama) tak trudno przyznać Ci, że nie jesteś w tej sprawie osoba decyzyjną, wszechwładną?

Pomóc można tylko tej osobie, która tej pomocy oczekuje.

mogę się tylko podpisać pod tym co napisała Wielokropek
i dodam, ze jesteś osobą mocno wspóluzaleznioną, to Tobie teraz potrzebna jest terapia.
Poszukaj Al -anon , może terapii dla DDA, czyli dorosłych dzieci alkoholika
http://www.al-anon.org.pl/ i tu http://piekniezyc.republika.pl/

4 Ostatnio edytowany przez NateVenus88 (2012-03-28 23:39:39)

Odp: mój ojciec jest na dnie

Ja tez mysle, ze powinnas przestac o tym juz myslec. Zrobilas wszystko, co moglas i nie powinnas miec sobie nic do zarzucenia.
Zycze sily, to najwazniejsze. Rozwniez jestem corka alkoholika.

5

Odp: mój ojciec jest na dnie

Wielokropku, dziękuję.
Masz rację, ciężko przychodzi mi pogodzenie się z tym, że w tej walce poniosłam klęskę. Tyle trudu, gadania, radzenia się specjalistów, tyle kłopotów i w końcu straconego czasu, tyle wszystkiego na nic, jak grochem o ścianę... Nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem dlaczego ojciec wybrał taką drogę, która nie była dobra ani dla niego, ani dla nas. Tak wybrał, cały czas po niej kroczy i nie zamierza zejść, bo... Właśnie bo co? Bo nie? Bo tak mu jest dobrze? Nie wierzę, nie chcę wierzyć.
Czuję się trochę tak, jakbym przegrała walkę o coś bardzo ważnego, nie mając pewności, że dałam z siebie wszystko...
To jest już chyba jest ten czas, żeby pozostawić pewne rzeczy za sobą, odciąć się od nich...
Jeszcze raz  Ci dziękuję, Wielokropku.

Podziwiam teraz moją mamę i siostrę, bo były na tyle silne, żeby powiedzieć "dość". Walczyły długo, ale w porę zrozumiały, że taka walka jest skazana na porażkę. Potrafiły pewnego dnia powiedzieć "koniec" i konsekwentnie się tego trzymać. Wiem, że dzięki temu żyją teraz normalnie, że jest im łatwiej.

Gdzieś tam, kiedyś, ojciec przekroczył granicę, za którą przestaje już się wybaczać. Wiem o tym i tak czuję. Nie wiem, czy kiedyś pozbędę się myślenia, że przez Jego nałóg, ja jestem taką a nie inną osobą (niezupełnie taką, jaką chciałbym być).

Alonka, nie wiem, czy jestem współuzależniona, ale DDA na pewno. Borykam się z tym już od kilku lat, byłam na paru spotkaniach. Pomóc chyba pomogło, ale zrozumieć sytuację, a nie pogodzić się z nią. Może jeszcze kiedyś będę szukała pomocy, kiedy uznam, że jej potrzebuję. Na chwilę obecną chciałabym spróbować sama się z nią uporać, tak wiem, to cecha typowo "po tacie", zdaję sobie sprawę, że jako DDA odziedziczyłam niektóre cechy ojca. I niestety też predyspozycje. Cóż, mam nadzieję, że w przyszłości będę silniejsza psychicznie od ojca. Grunt to zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa...

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024