Przeczytajcie i powiedzcie, co robić. Może sprawa trochę jak z gimnazjum, ale niestety jesteśmy dorośli.
Pod koniec listopada poznałem dziewczynę. Odważyłem się zagadać do niej w jej pracy, zostawiłem swój numer telefonu i odezwała się jeszcze tego samego dnia.
Od tamtej pory widzieliśmy się tylko dwa razy. Kontakt telefoniczny był bardzo częsty. Byliśmy dla siebie przemili, ona odzywała się często, ja chyba jeszcze częściej.
Niestety nasze ostatnie spotkanie wypadło gdzieś w styczniu. Ona dużo pracuje, do tego jeszcze studia zaoczne i stąd jej czas jest ograniczony. Ja twardo parłem do spotkania. Niestety zawsze coś stawało na drodze. Mieliśmy widzieć się tydzień temu, ale nagle okazało się, że musi iść do lekarza. Poza informacją, że nie możemy spotkać się z tego powodu, napisała mi w smsie, że nie wie, czy to wszystko ma sens, że ciągle coś wypada. Ja jej na to, że musi sama stwierdzić, czy rzeczywiście coś ciągle wypada, czy może nie ma ochoty. Dodałem jeszcze, że mi na niej zależy i dlatego nie chce odpuszczać. Ale jeśli stwierdzi, że nie ma ochoty, to niech powie szczerze i w cztery oczy. Ona na to nic?
W dzień kobiet złożyłem jej życzenia (oczywiście przez telefon
), była zadowolona, mówiła, że słodkie itp. Postanowiliśmy spróbować spotkać się w niedzielę. Powiedziałem jej, żeby dała mi wkrótce znać o której kończy zajęcia, to będę wiedział co i jak. Niestety telefon milczał. W sobotę zagaiłem coś smsem, ona odpisała, ale na moją kolejną wiadomość o godzinę, nic nie odpowiedziała. Kisiłem w sobie całą złość. W końcu wieczorem zadzwoniłem dwa razy (nie odbierała), aż wkurzony nie wytrzymałem i napisałem, że nie wiem, czemu mnie tak traktuje i że jeśli nie chce się spotykać, to niech szczerze powie. Na to ona szybko odpisała, że coś chrzani się jej z telefonem, że nie wie co i jak z godziną jeszcze, i że musi szczerze przyznać, że to wszystko podcina jej trochę skrzydła. Ja na to, że nie chce nic jej podcinać, tylko pragnę, żeby była ze mną szczera. Niestety odpowiedzi już nie było. Oczywiście w niedzielę do spotkania nie doszło, żadnych wyjaśnień też nie było. Za to dostałem mejla, z ponowną wiadomością, że telefon się jej chyba chrzani, i że następnego dnia możemy się zobaczyć, o ile się za bardzo nie zdenerwowałem. Odpowiedziałem, że Ok, tylko niech poda termin i miejsce. Próbowałem jeszcze na wszelki wypadek zadzwonić, ale jak zwykle wyszła kupa. A ona? Ona zwyczajnie mnie olała i nie odpowiedziała.
Teraz powiedzcie, mi o co w tym wszystkim chodzi? Czy ona próbuje mnie zniechęcić do siebie, bo nie umie powiedzieć ?nie?? Czy to może coś innego? Po cholerę proponuje spotkanie i nie odpowiada?
Pewnie zbytnio nadskakiwałem i wysypałem się ze wszystkim, ale nie lubię bawić się w żadne gierki, zresztą jej to nie przeszkadzało, że ją adoruję. Zdaję sobie sprawę, że gdyby naprawdę chciała się spotkać, to nic nie stanowiłoby dla niej przeszkody. Ale z drugiej strony, czemu prowadzi ze mną tak częste rozmowy? Przecież to nie ma sensu.
Pomóżcie. Czy jest jakaś szansa, żeby sprowadzić to na normalne tory? Odkręcić to zamieszanie i zacząć budowanie czegoś fajnego?