Lęk przed pracą - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Lęk przed pracą

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Lęk przed pracą

Witam serdecznie wszystkich na forum. Jestem tu nowa.
Pozwólcie, że wkleję to, co kiedyś pisałam na pewnym forum. Dużo tego, ale i problem pewnie większy...

"Przeczytałam właśnie topic o "bojących się chodzenia do pracy".
Jeśli chodzi o mnie to nie boję się kontaktów z ludźmi w pracy, rozmawiania z nimi itp.
Ja przeżywam najgorsze lęki w niedziele... Nienawidzę niedziel, niedzielne wieczory są dla mnie najgorsze. W sumie sama nie wiem czego się tak naprawdę boję. Co niedzielę odczuwam ten sam lęk, gdy kiedyś bałam się matematyki i przed każdą tą lekcją miałam ból brzucha i paniczny lęk oraz chęć ucieczki nie wiadomo dokąd...
Ale może od początku:
wykonuje taki zawod, o ktorym marzylam, odczuwam satysfakcje z pracy - no moze nie zawsze, ale wiadomo - sa lepsze i gorsze dni. Z zarobkow tez jestem zadowolona.
To jest moja 2ga praca w zyciu. Od razu w 1szej pracy pracowalam w swoim zawodzie, ale te swoje leki tlumaczylam sobie tym, ze to nowa praca, nowe obowiazki, duzo sie musze nauczyc. Jednak z czasem, po 2 latach wcale syt. sie nie poprawila.
Poprawila sie wtedy, gdy postanowilam odejsc z powodu marnej placy i gdy podjelam te decyzje i bylam na 2tyg. wypowiedzeniu wszystko stalo sie prostsze i wrecz z usmiechem na twarzy szlam w niedziele spac. Jednak do czasu, gdy znalazlam nowa prace. Ciagle ta sama plyta: w niedziele tak od poludnia zaczynam o tym myslec - co bedzie w tygodniu, czy podolam, czy dam rade. Zazwyczaj daje sobie rade i co najsmieszniejsze... w srodku tygodnia juz sie przyzwyczajam i sadze, ze to juz taka ostatnia niedziela byla, ale gdzie tam... w niedziele zaczyna sie wszystko od poczatku... Od godzin popoludniowych w robocie jest waleriana, melissa. Czasami tez lykam fenactil, ale staram sie rzadko to robic, gdyz ten kompletnie oglupia, ale fakt faktem sprawia, ze czuje sie calkiem tak, jakbym nie miala zadnych problemow... ale pigula przeciez przestaje dzialac i nie mozna sie tak meczyc... W dodatku moj chlopak juz ma dosc tych wszystkcih niedzielnych placzy. Tak tak, bo czesto wtedy placze. Placze, bo jest we mnie jakis lek i nie umiem go teraz nazwac. Czasami ten lek jest dodatkowo podsycony tesknota za rodzina (nie mieszkam w rodzinnym miescie od czasow studiow).
Nakreslilam Wam tu jako taki obraz tego mojego leku. Nie wiem czy moze nie jest to zbyt chaotyczny zarys, ale licze, ze ktos mnie zrozumie...
Oczywiscie mamie wspominalam o tym - wiem, ze dobrze mi radzi, zeby isc i sie nie przejmowac pie***oami, bo zycie jest za krotkie, ale ja wciaz nie moge zrozumiec czego tak naprawde sie boje??? Dlaczego np. ten lek nie powtarza sie codziennie w tygodniu, a tylkko w nd? (owszem, tez czasami czuje jakas obawe w tygodniu - we wt, sr, ale nie jest to tak ogromny ciezar jaki czuje przed zblizajacym sie tygodniem).
Noce z nd na pn tez spedzam niespokojnie... Probowalam juz roznych sposobow; wstawalam np. wczesnie rano w nd, chodzilam na spacery, zakupy, sprzatanie, zajmowalam sie wlasnym hobby zeby sie wiecie, tak zmeczyc zwyczajnie i chodzilam spac pozniej, ok 23ciej, ale to nic nie daje - z zasnieciem nie ma problemow - potrafie za to obudzic sie 3, 4 x w ciagu nocy i sprawdzac na budziku "ile mi jeszcze czasu zostalo" do porannej pobudki. Wstawanie przed budzikiem, 20, pol h to juz u mnie norma. Zwlaszcza w poniedzialki... Dodam, ze najgorzej to przezywam zima, gdy wstac musze, gdy jest calkiem ciemno.
Naprawde, cos ze mna jest nie tak i nie potrafie juz sobie pomoc. Mecze sie tak juz 3ci rok, to nie jest normalne
Dodam tez jeszcze, ze jak pomysle sobie, ze np. siedze w domu na polrocznym zwolnieniu to... mysle, ze wtedy bylabym szczesliwsza, mimo ze nie jestem typem kury domowej. Jednak na razie nie moge liczyc na takie zwolnienie, zreszta nie chce uciekac od tego problemu, bo wrocic do pracy kiedys bedzie trzeba.... Aaaa... jeszcze cos: im dluzszy mam urlop tym gorzej przezywam powrot do pracy, wtedy w niedziele mam ochote uciec do rodzinnego domu i ukryc sie pod koldra (jak juz ktos tu pisal na forum)..."

2 lata póżniej dopisałam:
"Duzo sie dzialo u mnie od napisania ostatniego postu tutaj, dopiero dzis mnie cos natchnelo...
Moze postaram sie w skrocie: w ostatnim poscie pisalam, ze mam 10 grudnia (a to byl chyba 2009 rok) wiz. u psychologa. Bylam. Bylam na 3 wizytach. Potem w mojej pracy zrobilo sie strasznie... szef zalegal mi 3 pensje, jedna z pracownic zostala naszym szefem (tzn. zespolu) i wraz z kolega pilismy melise, lykalismy persen. Zaczelo mnie to wszystko straszliwie meczyc.... bylam cieniem czlowieka. Moj chlopak w tym czasie wyjechal na 4 mies. za granice do pracy... Zostalam z tym wszystkim sama. Z moimi lekami, niezaplaconymi rachunkami, pusta prawie lodowka... zalamalam sie i choc wszyscy wkolo mowili zeby sie nie zwalniac z pracy to ja sei zwolnilam Zamiast glupia pojsc na zwolnienie to nie.. ja musialam sobie w leb strzelic... Musialam zrezygnowac z rozpoczetego kursu prawa jazdy, kursu angielskiego w swietnej szkole... i psychologa.w sumie ze wszystkiego. Szef nigdy nie zaplacil mi tej pensji (wiecej niz polowe dostawalam na czarno hmm)... szukalam intensywnie pracy. Mimo swoich lekow, bo przeciez chcialam wrocic do psychologa, prawa jazdy i angielskiego!!! To bylo straszne... 9 miesiecy bez pracy. Czasami prace zlecone - tak latalam dziury i jakos z pomoca mamy udalo mi sie na biezaco placic rachunki (sama mieszkalam w wynajetym mieszkaniu). W koncu zaczepilam sie w pewnym miejscu, ale oni juz upadali i pracowalam tam tylko 3 mies. na czarno (leki juz nie byly takie duze - choc zle sypialam z nd na pn, ale wiedzialam, ze to sie wszystko im zawali i znowu bede bez pracy...), potem od razu znalazlam prace w kolejnej robocie, tyle ze tam pracowalam miesiac, bo podziekowali mi po okresie probnym. Tam juz moje leki wrocily znowu, nic sie nie zmienilo... Zaczal sie 2010 rok i znalazlam kolejna prace, w super firmie, cieszylam sie z niej, bo zarobki ok, ludzie swietni... jednak ogromnymi krokami zblizal sie kryzys.... w tej nowej pracy, na tym stannowisku pracowala jeszcze jedna dziewczyna no i kto polecial po okresie probnym... ja, bo ona tam juz 2 lata pracowala... to bylo w maju 2011 r. i od tamtej pory nie pracowalam... w miedzyczasie rozstalam sie z moim chlopakiem, bardzo to przezylam, ale pracy szukalam dalej. Potem jednak postanowilam wrocic do domu rodzinnego - szkoda mi bylo juz czasu i nerwow i pieniedzy na samotne wynajmowanie kawalerki - co zarobilam na zleceniach - ladowalam w rachunki za wode i prad.... schudlam chyba wtedy z 10 kg. Dlugo rozmawialam na ten temat z moja ukochana ciocia, ktora zawsze mnie wspierala, doradzala. Mama zreszta tez, ale ze ciocia na czasie, mlodsza to na gg i na skype dlugo rozmawialysmy... To ona sprawila, ze zaczelam rozsadnie myslec i stwierdzilam,z e skoro nic juz mnie nie trzyma w tamtym miescie to dlaczego by nie zaczac od poczatku w nowym miejscu.. no i wrocilam.... no i... za miesiac moja ciocia umarla...... Okazalo sie, ze miala tetniaka w mozgu, o ktorym sama nie wiedziala... kolejny cios..... w pare chwil odeszla.. niespodziewanie.. szok... dalej niedowierzanie.. od tamtej pory (sierpien) nie szukam w ogole pracy. Mam zlecenia. NIe mam teraz noza na gardle zeby szukac pracy.. ktos powie, ze tak wygodniej, u rodzicow.. ale ja tesknie za wlasnym katem, za praca, za ludzmi.. wiem to bez sensu.. boje sie pracy i tesknie za nia? Ale tak wlasnie jset.... Co do psychologa to potem wrocilam do niej, bylam na 2 wizytach wiec w sumie na 5, ale niewiele mi to dalo.... Tutaj nie mam znajomych, tesknie za miastem w ktorym przezylam 8 lat. Dni przeciekaja przez palce... mam mieszkanie po cioci, ale ja tak strasznie za nia teksnie.. nie chce tego mieszkania... chce moja A. kochana.... nie wiem co bedzie.... szykuje sie do poszukiwan, ale ze teraz mam to zlecenie, to znowu moje opszukiwania sie oddalily w czasie... ale boje sie nachodzacych niedziel jak bede juz pracowac..... to jest jakies zamkniete kolo.. Pozdrawiam Was wszystkich cieplo! Bedę tu zagladac."

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Lęk przed pracą

Witaj Ifob!Czytalam jakis czas temu twoj post z 2009 bo podobnych rzeczy poszukiwalam lub raczej informacji na ten temat.Mialam/mam podobny problem.Napisz prosze do mnie na e-mail jesli oczywiscie chcesz.Pozdrawiam Cie serdecznie:)

3

Odp: Lęk przed pracą

Wiesz, rozumiem takie lęki w nowej pracy przez pierwszy najtrudniejsze tygodnie, sama przez to przeszłam, ale u Ciebie naprawdę trwa to długo. Próbowałaś nie myśleć o tym? Nic ci to przecież nie zmieni to martwienie. Nie pozbawi Cię trudnych sytuacji, a i nawet może je utrudnić bardziej. Może wizyta u psychologa by pomogła?

Z drugiej strony uważam, że jesteś bardzo silna skoro wytrzymałaś to przez tak długi okres. Mnie zwykle trzyma przez pierwszy tydzień do miesiąca i jest to dla mnie najgorszy okres, czasem nachodzą też częste myśli, że się nie nadaje, po czym zawsze sobie mówię: "g**no prawda, wszystkiego się można nauczyć!";) Pozdrawiam!

4 Ostatnio edytowany przez Ifob (2012-03-08 11:31:06)

Odp: Lęk przed pracą

Nonii - napisze do Ciebie, jutro moze? smile

Sama duzo o tym myslalam, skad to sie bierze... W zasadzie od dziecka mam te leki - najpierw zaczelo sie od zlobka, potem przedszkola, zerowka. Z tego co sobie przypominam to te same lub podobne leki oduczwalam w dni po weekendzie.... Potem wszystko sie jakos normowalo - tak jak w pracy, pod koniec tygodnia...
Jestem DDA- sadze,z e moze to z tego sie wzielo - po prostu nie znosze NIEPEWNOSCI w moim zyciu. Lubie wszystko miec zapalnowane, poukladane, no a specyfika mojej pracy na to nie pozwala - nigdy nie wiem co bede robic danego dnia, jaki projekt... Zdarza sie czasami, ze cos tam wiem i wtedy wracam z pracy do domu i staram sie cos wymyslic na spokojnie w domu, zeby w pracy tylko kontynuowac dany projekt juz bez tego oddechu szefa lub klienta na plecach, rozumiecie?

smutna123 - oczywiscie, ze o tym nie myslalam, tzn. staralam sie. U psychologa bylam (opisane sa te moje wizyty...). Nic nie pomoglo... To jest po prostu silniejsze ode mnie.....
Pozniej cos moze dopisze, teraz musze zmykac. Dziekuje za slowa otuchy smile

5

Odp: Lęk przed pracą

Ifob bardzo mnie zainteresowała Twoja historia, i bardzo chciałabym poznać rozwiązanie tego problemu mianowicie dlatego, że mój narzeczony (były narzeczony - rozstaliśmy się tydzień temu) ma ten sam problem co TY, aż mi się wierzyć nie chce bo opisujesz to dokładnie tak jak on, te niedziele, ten lęk przed pracą.. ciężko było mi to zrozumieć, sądziłam, że po prostu jest bardzo wygodny dlatego prawie od roku nie ma pracy, rezygnuje z każdej oferty, woli siedzieć w domu i pracować dorywczo, załatwia sobie zlecenia i wykonuje je w czasie, który sobie sam narzuca. Często dochodziło do kłótni, ponieważ ja nie lubie swojej pracy a jedna chodzę i robie swoje, a on.. jak miałam zaplanować z nim życie, zamieszkać skoro nie miał żadnej stabilizacji, jest bardzo zdolny i wszystko potrafi zrobić ale bał się chyba odpowiedzialności, bał się obowiązków, sama nie wiem.. ale opisuje to tak jak Ty.. też musi mieć wszystko zaplanowane i poukładane.. może to ta presja, ten perfekcjonizm tak Was wykańcza, że zniechęca do pracy, za dużo siebie w to wkładacie i tracicie zapał, siły psychiczne.. sama nie wiem.. ale teraz zaczynam rozumieć, że to nie lenistwo tylko poważny problem. Pozdrawiam.

6

Odp: Lęk przed pracą

Skomplikowana, przepraszam ze zapytam, ale to wazne w tej kwestii. Czy Twoj narzeczony jest DDA (ktores z rodzicow jest/bylo alkoholikiem)?

7

Odp: Lęk przed pracą

Nie jest.. wiem, że dziadek był alkoholikiem, który z nimi mieszkał.. a teraz wujek, mieszkają w domu dwurodzinnym razem, ale bezpośrednio go to nie dotyczy, więc wątpie żeby to było z tego powodu..

8

Odp: Lęk przed pracą
nonii napisał/a:

Witaj Ifob!Czytalam jakis czas temu twoj post z 2009 bo podobnych rzeczy poszukiwalam lub raczej informacji na ten temat.Mialam/mam podobny problem.Napisz prosze do mnie na e-mail jesli oczywiscie chcesz.Pozdrawiam Cie serdecznie:)

Nonii, chciałam dziś do Ciebie napisać, ale nie widzę Twojego maila w profilu...
Może mogłabyś Ty do mnie napisać na Priva? Chciałabym się nieco więcej dowiedzieć o Twoim problemie, który chyba rozwiązałas?
Pozdrawiam!

9

Odp: Lęk przed pracą

Zaczęłam wysyłać CV.... Muszę mieć pracę. Chcę kupić autko!
Pomyslalam sobie: nie po to wyjechalam z rodzinnego miasta na studia (wymarzone w dodatku!), nie po to rodzina tyle pieniedzy na mnie wydala zebym mogla te studia skonczyc, nie po to studiowalam zeby teraz siedziec jak krolik w norze.... Jak znajde prace moze poznam wiecej ludzi, zmienie otoczenie (pracy szukam 60 km od swego rodzinnego domu), moze stane w koncu na wlasnych nogach..
Ale strach pozostaje...
Jak widze w ogloszeniu - szukamy profesjonalisty, specjalisty.... to nie ja...  ja nie umiem tego, tamtego i jeszcze owego... Kolega dobrze mi napisal: nie tylko orly lataja..... I to zdanie mowi wszystko, ale.....

10

Odp: Lęk przed pracą

Witam!
Jak tam Ifob? Ktoś coś wie? Twoja historia też jakoś tak mnie ruszyła..i nie doczytałam nic o szczęśliwym zakończeniu. Ja mam tak samo, niedziele są tragiczne i ostatnio zaczęło się to też wieczorami jak kładę się spać. Ciągle boję się pracy, płakać mi się chce. Praca jest dość specyficzna..laboratorium z ciężkim sprzętem, gazami, palnikami. Nie pracuje tam wyjątkowo długo (rok czasu). Jakoś sobie radzę, skoro zostawili mnie po stażu, ale wiecznie czuje się jak idiotka, otaczają mnie kierownicy z 30 letnim doświadczeniem i doktorzy nauk hab., już samo to mnie przytłacza. Moje szkolenie było żadne, do wszystkiego dochodziłam sama, do tej pory nie wiem czy dobrze wykonuję swoja pracę, bo jakoś nikomu nie przyszło do głowy, żeby mnie nadzorować, a jak próbowałam coś pytać to było "tam są książki doczytaj", "to pani tego nie wie?" hmm to moja pierwsza taka poważna praca i nie wiem czy tak wygląda wszędzie? Ma się być z góry wszechwiedzącym, nie mylącym się i potrafiącym wszystkich zastąpić? Nie dość, że się boję to jeszcze odczuwam to jakoś dziwnie fizycznie (wkręcam sobie choroby?) Potrafię wstać rano chora (jakby z gorączką, a na fajrant poczuć się lepiej..i tak do następnego dnia). Nienawidzę tej pracy, za całe 1400 zł na rękę. Nie wiem jak to ugryźć, żeby się aż tak bardzo nie przejmować?

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Lęk przed pracą

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024