Mam problem z chłopakiem.
Poznaliśmy się na portalu randkowym, zaczepił mnie w walentynki, pisaliśmy sms?y, na gg, umówiliśmy się, raz, 2gi,3ci i później coraz częściej i więcej spotkań, rozmów itd, no i od maja zaczęliśmy być razem. Było fantastycznie, on się cieszył jak dziecko gdy się widzieliśmy, a ja chodziłam jak na skrzydłach ? wszystko jak w bajce,jak zawsze na początku związku ![]()
Okazało sie, że musi jechać na szkolenie do Wa-wy, 6miesięczne, powiedziałam, że dam radę, że jakoś wytrzymam. No i pojechał na miesiąc, wrócił stęskniony na maxa, ja również ledwo co wysiedziałam bez niego..Wiadomo jak to jest gdy się kogoś nie widzi. Później miał praktyki na miejscu więc mogliśmy się częściej widzieć, ale coś zaczęłam marudzić, bo zaczęłam go naciskać żeby powiedział co czuje ? ubzdurałam sobie coś, a jego to wkurzało.. Ale ogólnie dalej było super
Pojechał kolejny raz, nie mógł przyjeżdżać, bo to za dużo km, ale nie dał rady i po 2 tyg zrobił ? wagary -dosłownie, bo nie poszedł na zajęcia, a zrobił to dla mnie. Wtedy jego mama jeszcze dobrze się czuła, wiedziałam, ze ma raka, ale była w dobrej formie i on przyjechał tyle km i tyle h dla mnie, byłam szczęśliwa na maxa. Później znów pojechał, ciągle pisaliśmy, dzwonił kiedy mógł, pisał, że się zakochuje.. Ja nie wierzyłam, bo to troche za wcześnie było, ale z 2 str zaczęłam później go naciskać ? miałam gorsze dni w pracy, stresy itd. Miałam inne tabletki, dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że źle na mnie działają, bo ryczałam z byle powodu, robiłam mu akcje, ze zadzwonił o 18.45 zamiast o 18.30 ;/ pewnie też go to rozdrażniło.. Wrócił z tej Wa-wy już całkiem, było ok
Ja zmieniłam tabsy i lepiej było ze mną, ale straciłam pracę, tak nagle,z dnia na dzień, a jego mama w tym samym dniu wylądowała w szpitalu, bo miała operację ? to rak mózgu więc strasznie trudna operacja. Przeżyła, guz wycięli, ale on ciągle do niej jeździł, ja się denerwowałam, bo chciałam by był też ze mną, bo było mi ciężki gdy mnie zwolnili, w dodatku 2 dni przed zwolnieniem przeniosłam się do innego mieszkania, na które nie było mnie stać? No i było ciężko, nie mogliśmy się dogadać, ja nie rozumiałam tego, ze on musi być przy mamie tylko czasem fochy robiłam.. Teraz już wiem, ze to jego mama, i jest ona najważniejsza na świecie -zwłaszcza teraz, gdy umiera?
Ale było źle, na święta ja pojechałam w góry -zarobić trochę, on nie chciał żebym jechała, bo nie chciał zostać sam, ale to kilka dni więc pojechałam, miał dojechać na sylwka do mnie. No i jak pojechałam to nie pisał, nie dzwonił, pytałam co jest grane to mówił, ze mu ciężko przez mamę, ale później się okazało, że nie tylko o to chodziło, bo chodziło też o nas -nie wiedział co dalej robić.nie chciał przyjechać?. Wkurzyłam się i postawiłam go pod ścianą ? albo przyjeżdża i jest ze mną dalej albo kończy to [przez tel nawet] i tyle. Zastanawiał sie chwilę i powiedział, ze przyjedzie, bo nie chce żałować później, że odszedł. Przyjechał, jak mnie zobaczył to był taki radosny, ze aż w szoku byłam. Ciągle się uśmiechał, patrzył na mnie -byłam w pracy więc nie mogłam z nim siedzieć. Poszliśmy do pokoju, a on pow.że tęsknił za mną, ze przeprasza, ze zwątpił, że jak mnie zobaczył to sie zajebiście poczuł, że nie wiedział co robić, ale że sie cieszy, ze do mnie przyjechał i ciągle mnie tulił. Było tak zajebiście jak kiedyś
no i 2 dni super spędziliśmy, bo albo szykowaliśmy coś razem w tym barze gdzie pracowałam albo gdzieś chodziliśmy, na narty np
zapomniał całkiem o złej sytuacji w domu, odstresował się. Wróciliśmy ? on ciągle pisał i dzwonił ? znów mnie zadziwiał ;p bo nie lubi pisać sms?ów, a robił to, zabierał mnie do siebie na kilka dni i było naprawdę dobrze.
Ale.. później jego mama miała wracać do domu ze szpitala ? była ciagle na rehabilitacji ? i on znów się odsunął.. bo się bał co będzie gdy ona wróci, czy dadzą radę itd.. Ja już miałam maxa, ale się zabujałam i stwierdziłam, ze dam mu czas -nie wiem ile, czy kilka tygodni czy miesiecy, ale nie mogę go zostawić, za bardzo mi zależy ? jakoś podświadomie wierzę w to, że on zobaczy jak się staram dla niego i poczuje coś większego do mnie, jak i ja do niego.
Czy to możliwe?
On ma po prostu takie fazy przejściowe, było ok, ok, a później znów sprawa z mamą się pojawiła i znów się odsunął, przepraszał mnie ostatnio ? że już ma dość po prostu, ze mu coś na głowę odwala przez to wszystko,że jest mu źle, ale że brakuje mu mnie, ja to rozumiem, teraz już naprawdę to rozumiem, ale nie chcę by to się skończyło.. ![]()
Wczoraj rozmawiałam z nim trochę na temat uczuć.
Powiedział, ze nie umie powiedzieć 'kocham' i nie wie czy bedzie umiał, że nikt go nie nauczył mówić o uczuciach, okazywać je. Że kiedyś to powiedział jak by w związku -4letnim - ale rozstali się w złości, nerwach i że niepotrzebnie te słowa wypowiedział, bo się spieprzyło. Ja go zapewniłam, że nie chcę go zranić, że chcę jego szczęścia, ale wiem,że dalej się obawia.
2 tygodnie temu powiedziałam mu to. Że go kocham. Nie wiedziałam jak to zrobić, kręciłam, zaczynałam i nie kończyłam, on sie wystraszył, że coś złego się stało, że kogoś poznałam [tak mi później powiedział], aż to wydusiłam z siebie. No i zaczęłam płakać ;p i chciałam wyjść z pokoju. Jak dzieciak ;/ A on mnie zatrzymał, przytulał, ucieszył się, ale mówił też, że jest w szoku trochę. Powiedziałam,że nie musi mi teraz mówić, ze też to czuje, ze chcę aby on po prostu wiedział co ja czuję, bo dłużej tego nie mogę ukrywać. On powiedział, że czuje coś do mnie,ale nie potrafi tego tak nazwać jak ja, ze potrzebuje czasu.
Powiedziałam, że nie będę naciskała, że dam mu ten czas.
Moja koleżanka twierdzi, że to dziwne, że po takim czasie powinien wiedzieć co i jak. Ale każdy jest inny, prawda? Jednym łatwiej to przychodzi, innym trudniej.
Co o tym myślicie?