Witam wszystkich po raz pierwszy jestem na forum zatem proszę o wyrozumiałość.
Opiszę sytuację, w której znalazłam się z dnia na dzień.Od pół roku nie układało nam się z mężem- brak wspólnych tematów, kredytu [wynajmowane mieszkanie], brak dzieci, trochę rozbieżności.
Po ślubie 9 lat łącznie mieszkaliśmy razem 12 lat. Poznaliśmy się telefonicznie najpierw przegadaliśmy kilka nocy dni miesięcy aż się spotkaliśmy. Moja pierwsza i jedyna prawdziwa miłość.
Byliśmy przyjaciółmi zawsze razem idealna para. Znajomi, rodzina stawiała nas sobie za wzór.
Mogłabym opisywać ... ale nie o to w tym chodzi. Nauczyłam go wszystkiego pomogłam znaleźć pracę, później namówiłam na założenie własnej działalności. Wspierałam jak mogłam a on jak kończyłam studia uzupełniające magisterskie - patrząc z perspektywy czasu miał to gdzieś.
Jego teksty typu "po co ci te studia i tak więcej od ciebie zarabiam" - nie brałam do siebie.
Od około września 2009 r, zaczął pisać z kobietą na: gg, prywatna poczta, nk. Trwało to do lutego 2010. Zorientowałam się jak zaczął zachowywał się nerwowo i cały czas przesiadywał przy komputerze. Nakryłam jak pisał na gg w rodzaju żeńskim z zapisanym mężczyzną. Przeczesałam wszystko co się dało. Zaoszczędzę Wam Kochani szczegółów - straszne. Znalazłam ją okazało się, że ma męża i zajmuje się małym synkiem [siedzi w domu]. Szalałam zadzwoniłam do niej nastraszyłam, że wszystko przekażę [dowody] mężowi itp.
Ja wtedy zdesperowana nie miałam pracy szukałam kilka miesięcy a mąż tak mnie potraktował gdyby nie koleżanki to pewnie rzuciłabym się z mostu. Błagał płakał żebym mu wybaczyła.
Było ciężko ale dałam mu szansę. Nie było warto!!!!!!
W styczniu tego roku była u nas teściowa [ przyjechała na święta i została do 10 stycznia].
Najgorsze święta w moim życiu, płakałam po nocach, słyszał ale zachowywał się głaz zero przytulenia, zero rozmów tylko formalne. W wigilię upewniłam się tylko, że znowu z kimś pisze.
Przez kilka miesięcy wstecz czułam, że coś się dzieje, Nie chciał pójść ze mną do kina, na zakupy spożywcze [męczarnia], Tylko pił piwo przy laptopie i coraz więcej palił. Wyszczuplał i kupował nowe modne ubrania a nie jak wcześniej gdzie nie przywiązywał do tego uwagi.
Ja głupia widząc to wszystko co się dzieje łudziłam się, że jak będę chodziła na siłownie, basen itp. to będę jeszcze fajniej wyglądała. Nic błędnego dawałam mu więcej wolnego czasu.
Wracając do czasu ostatniego jak jeszcze była teściowa w styczniu wyszliśmy na spacer i rozmawialiśmy o tym, że mieszkamy razem ale tak jakbyśmy żyli osobno.
Zadałam mu pytanie czy ma jakiś pomysł na to. Wtedy byłam twarda a on .... stwierdził że potrzeba nam czasu musimy pobyć osobno bo się sobą zmęczyliśmy i że jak odwiezie mamę to poszuka sobie mieszkania i się wyprowadzi.
Wróciliśmy jeszcze kilka razy do tematu powiedziałam, że nie chce żeby się wyprowadzał, że go kocham a on wtedy "chyba żartujesz ja cię nie kocham od pół roku i co mam być z Tobą z litości tego chce nie chce cię okłamywać dalej" - łaskawca się znalazł. Jeszcze się miotał jak przypomniałam jak on płakał i czas tyle wspólnych lat gdzie było dobrze.
Powiedział że mnie na prawdę kochał ale się wypaliło. Opowiadał, że będziemy się spotykać itp. makaron na uszy a ja głupia uwierzyłam.
Teściową odwiózł do domu 10 stycznia a 13 stycznia w piątek jak wróciłam do domu zastałam kartę a jednak się wyprowadziłem.
Zaczął się koszmar w moim życiu, najpierw wspólna kawka normalna rozmowa nawet się śmialiśmy z rzeczy, które wzajemnie nas w sobie denerwowały. Jak zaczęłam dopytywać, ile to ma trwać miesiąc dwa , bo pól roku nie zamierzam czekać. To mówił pisał nie męcz mnie po prostu żyj nie czekaj na mnie.
Mąż cały czas pisze na gg z kimś po kilka godzin wiem czuje to i sprawdziłam. Teraz nie mam nad nim kontroli.
Od miesiąca ryczę, mam huśtawkę emocjonalną, on się odzywa tylko formalnie kupi zgrzewkę wody czy jedzenie dla kota.
Bardzo Was proszę nie wiem co ma robić ja go na prawdę bardzo kocham a on mnie nie.
Ostatnia rozmowa jak przyjechał widziałam, że nawet nie patrzy mi w oczy tylko na boki przyjechał z szarlotką bo chciał o ironio żebym na siebie punkty karne wzięła z fotoradaru.
Byłam mocną ładną kobietą a teraz znikam w oczach.
Gdyby nie moja przyjaciółka, która codziennie mnie pilnuje smsy, gg, telefony to bym zrobiła coś głupiego. [W pracy muszę być na wysokich obrotach - tylko to mi się udaje].
Jak mam dalej żyć czy powinnam walczyć ale o co ..... małżeństwo .... o męża, którego nie ma.