Czesc dziewczyny:). Od czego, by tu zaczac... wiec jestem w zwiazku juz prawie 4 lata. Z pewnoscia jestesmy szczesliwa para, kochamy sie, wspieramy uwielbiamy spedzac ze soba czas i wogole nie wyobrazam sobie zycia bez tego mojego kochanego. Jednak czasami brakuje mi odrobiny wolnosci i nie chodzi mi o wypad z kolezankami na piwo, bo on mnie nie ogranicza( sama staram sie nie przekraczac pewnych granic), ale zastanawiam sie jak by to bylo gdybym byla sama. Brakuje mi troche takiego zwariowanego zycia bez zobowiazan, randkowania i poznawania, flirtowania. To taka tesknota za wolnoscia, ale jednoczesnie nie wyobrazam sobie zycia bez mojego chlopaka, bo go naprawde kocham i planujemy wspolna przyszlosc, malzenstwo i te sprawy. Wiem, ze moze byc to troche niedojrzale, ale moze po 4 latach to normalne, ze nachodza takie mysli?:). Powiedzcie czy mialyscie podobnie i co o tym myslicie?
a to Twój pierwszy chłopak??? Bo jeśli tak to zrozumiała jest chęć flirtowania moim zdaniem.
Moim zdaniem po kilku latach (i przy odpowiednim temperamencie) to normalne tęsknoty. Niestetety trzeba je zdusić, czymś skompensować. Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka...
4 2012-02-06 22:57:25 Ostatnio edytowany przez marzycielka4 (2012-02-06 22:59:57)
Wlasciwie to on jest pierwszym powaznym chlopakiem, przed nim to tylko byly krotkie i niezobowiazujace znajomosci. Wiem, ze nie da sie miec tego i tego. A zdusic chec flirtowania moze moglabym jakims ciekawym ozywieniem naszego zwiazku, bo ostatnio to tylko praca, studia, praca studia i moze dlatego brakuje mi odrobiny szalenstwa.
JA TEGO NIE ROZUMIEM;P jak mozna kochać jdnego faceta ale chciec flirtować z innymi;pja tez mam jednego faceta od 3,5 roku i to też mój pierwszy poważny zwiazek i szaleje ale to nie oznacza odrazu bycie wobec niego ok
No widzisz, bo to chodzi o ten dreszczyk emocji:). Wiem, ze moze to byc troche dziwne, ale na szczescie to tylko mysli, bo jestem lojalna. Moze odpedze te mysli jak bedziemy mieli wiecej czasu dla siebie, bo teraz jest do niewiele i przez to wkradla sie mala rutyna.
7 2012-02-07 00:02:32 Ostatnio edytowany przez Manotka (2012-02-07 00:03:57)
Ja tez jetem z facetem już trochę czasu - 3,5 roku.
To jest mój pierwszy poważny związek.
Początki były bardzo szczeniackie i dziecinne ze wzgledu na nasz dość młody wiek, teraz z biegiem czasu się to zmieniło i mamy inne potrzeby.
Powiem Ci marzycielka4, że też mi brakuje tej odrobiny "wolności", kocham swojego faceta i również nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Ostatnio byliśmy na dużej imprezie, poznałam wielu facetów z którymi bardzo miło mi się rozmawiało i tańczyło, ale w głebi duszy czułam, że nie powinnam tego robić.
Tzn, wiem, że to nie było nic złego, ale nie chciałam, aby coś dalej mogło się potoczyć...
Widziałam to perfidnie, że wielu facetom się podobałam(nie chce przychelbiać sobie, nie o to mi chodzi) i ubiegali o mnie, jeden pytał się o numer, wręcz się prosił. To było bardzo miłe i imponowało mi to, ale nie potrafiłam się "poddać", wiedziałam, że mam coś więcej do stracenia niż jakiś pijany koleś, któremu się spodobałam a na następny dzień nie pamiętał o mnie.
Wiem, ze nie da sie miec tego i tego. A zdusic chec flirtowania moze moglabym jakims ciekawym ozywieniem naszego zwiazku, bo ostatnio to tylko praca, studia, praca studia i moze dlatego brakuje mi odrobiny szalenstwa.
No to sama sobie odpowiedziałaś
ps.ile masz lat?
Mam 20 lat:). Mam to samo co Manotka. Mam ochote zaszalec, a nie potrafilabym mu tego zrobic i nigdy nie korzystam z okazji. Moze jestem zbyt przykladna, moze gdybym dala troche na luz (oczywiscie nie mam na mysli zdrady) to bym nie miala takich mysli. Ja nawet nie zatanczylabym z obcym chlopakiem, wiec troche sama sie ograniczam:).
Wg mnie zwyczajnie się nie wyszalałaś.. nie zdążyłaś zaznać życia po 20stce- to wg mnie najlepsze czasu. Masa moich kolezanek, które za szybko weszły w poważny związek, po 4-5 latach z nich pouciekały, bo zaczęły poważne związku właśnie w wieku 16-17 lat.
Uważam, że to nie jest dobre.
Mimo udanych związków, czegoś tam im brakowało..
Podczas kiedy one były zaangazowane w swoje związki, ja nie miałam faceta na stałe- były wycieczki, znajomi, wypady wszędzie, masa wyjazdów ze znajomymi, ciągle nowi ludzie i flirty flirty flirty.. Teraz jak one powoli kolejno zaczynają zdradzać swoich facetów i się z nimi rozstawać ( bo się nie wyszalały- one wtedy siedziały w domach) teraz ja znalazłam faceta, z którym planuję przyszłość bo z ręką na sercu już mówię- wolność jest piękna, wykorzystałam ją na maksa a teraz chcę mieć partnera na resztę życia, z kim będę spełniać marzenia skoro już wiem czego chce od życia ![]()
Podsumowując- Twoja sytuacja nie jest ani dziwna ani normalna- bynajmniej za szybko to wszystko i potrzebujesz przerwy..
Osobiście uważam że odpowiedzialny człowiek nie robi przerw i jak już coś zaczął to niestety powinien w t5ym trwać ;-)
Może przeczekaj chwile zwątpienia a wszystko się ułoży. I nic wbrew sobie ![]()
podzielam zdanie StarX -lepiej wyszaleć sie teraz, niż po slubie....
Nic w tym złego. Tym bardziej że jesteś tego świadoma.
Masz prawo tęsknić za 'wolnością' co wcale nie oznacza że będziesz oszukiwać swojego faceta.
Zupełnie normalne masz tesknoty i kazdy je posiada nawet po wielu latach małżeństwa, pocieszę Cię że jeszcze nieraz zamarzy Ci się wolnośc, chęć flirtowania, pogadania z tym czy innym, po prostu dbaj o swoją przestrzeń życiową żeby nikt Ci jej nie zakłócał i nieograniczał.
Szczescie i nieszczescie, ze tak szybko znalazlam swojaj zyciowa milosc. Bede musiala jakos sobie z tym poradzic, bo wiem, ze bez niego bylabym nieszczesliwa. Macie racje z tym, ze za szybko weszlam w powazny zwiazek, na ironie losu poznalam go w momencie kiedy dopiero zaczynalam sie swietnie bawic i wariowac z kumpelami, teraz do mnie to dotarlo i zaczelam tesknic. Poznalam go w czasie kiedy ciagle wszystkim powtarzalam, ze chce byc na razie sama. To jest najlepsze, ze on sie pojawil i nawet nie wiem kiedy i jak zaczelismy sie spotykac. Teraz on coraz czesciej wspomina o wspolnym mieszkaniu, slubie. Taki facet to skarb, a ja po prostu grzesze tymi myslami. Kurcze szkoda, ze nie poznalam go kilka lat pozniej...
Nie wiem dziewczyny co Wam doradzic, bo osobiscie takiego problemu nie mam ale jak sie nie wybawicie to pozniej Wam tego bedzie bardzo brakowac. Na imprezy zawsze mozecie pojsc z kolezankami, ale jak widze Wam o flirt chodzi i chec poznawania nowych ludzi itd.. Ja to jak najbardziej rozumiem. Macie pozadnych chlopakow ( takich ze swieca szukac!) a jednak brakuje Wam troche szalenstwa... Trudna sprawa generalnie. Wiem, ze duzo nie wnioslam do postu, ale chcialabym Wam zyczyc abyscie byly spelnione, i podjely dobra decyzje, a jaka? to same musicie zdecydowac. Pozdrawiam
16 2012-02-07 23:23:58 Ostatnio edytowany przez Grudka (2012-02-07 23:24:39)
Szczescie i nieszczescie, ze tak szybko znalazlam swojaj zyciowa milosc. Bede musiala jakos sobie z tym poradzic, bo wiem, ze bez niego bylabym nieszczesliwa. Macie racje z tym, ze za szybko weszlam w powazny zwiazek, na ironie losu poznalam go w momencie kiedy dopiero zaczynalam sie swietnie bawic i wariowac z kumpelami, teraz do mnie to dotarlo i zaczelam tesknic. Poznalam go w czasie kiedy ciagle wszystkim powtarzalam, ze chce byc na razie sama. To jest najlepsze, ze on sie pojawil i nawet nie wiem kiedy i jak zaczelismy sie spotykac. Teraz on coraz czesciej wspomina o wspolnym mieszkaniu, slubie. Taki facet to skarb, a ja po prostu grzesze tymi myslami. Kurcze szkoda, ze nie poznalam go kilka lat pozniej...
Marzycielko gdy miałam 16 lat byłam 2 lata z fantastycznym chłopakiem. Zerwałam z Nim w wieku 18 lat-zaczynałam studia chciałam się wyszaleć. Teraz mam 22 lata wyszalałam się i co ? Zmieniałam facetów jak rękawiczki i żałuje, że olałam tak wartościowego człowieka. Nie mogę być z kimś dłużej niż pare miesięscy. Więc przestań szukać problemu tam gdzie go nie ma. Jeśli chcesz się wyszaleć to szalej, ale pamiętaj o konsekwencjach.
Pewna jestem tego, ze z nim nie zerwe, mimo wszystko to zbyt banalny powod. Postaram sie zyc tak zebym czula sie spelniona i nie krzywdzila przy tym nikogo, a na pewno nie mojego chopaka. Pozostane przy tym, ze czasem mozna sobie pomarzyc:). Coz chyba kazdy ma prawo do chwili zwatpienia...
Znalazłam kogoś, kto myśli podobnie. Jestem w podobnym wieku, pierwszy naprawdę poważny związek. Myślę, że to miłość, wiecie, taka prawdziwa, bo prawie rok 'czekaliśmy', żeby być razem (byliśmy w innych związkach, które się same rozpadły, mocno nas do siebie ciągnęło i w końcu się udało mimo moich wątpliwości tekstów 'nie wiem, nie jestem pewna czy to dobry czas') i jestem baaaaardzo szczęśliwa, że Go mam. Tylko niestety jak wyjdę gdzieś z koleżankami na kawę/piwo/imprezę to czasem troszkę żałuję (i głupio mi z tego powodu, bo nie wiem czy takie zachowanie jest normalne;)), że nie mogę wziąć od fajnego faceta numeru czy muszę odmówić spotkania. Mój facet mnie nie ogranicza i chcę być w porządku, ale czasem żal, tym bardziej, że widzę jak reszta znajomych szaleje...;]
Myślę, że to nie jest kwestia "niewyszalenia się", tylko takiego a nie innego temperamentu, charakteru. Według mnie nie można się wyszaleć na zapas, bo to tak, jakby przez miesiąc codziennie jeść po trzy tabliczki czekolady po to, żeby potem już do końca życia nie mieć na nią ochoty i ułatwić sobie trzymanie figury
Wiadomo, że tak "na zapas" się nie da.
Ja sama mam podobnie, związałam się z moim facetem będąc bardzo młoda - miałam dopiero 16 lat. Wtedy zupełnie nie myślałam o związku, ale się zakochałam. Po pięciu latach związku rozstaliśmy się. Wtedy mogłam sobie "poszaleć" i skorzystałam - umawiałam się z facetami, chodziłam na imprezy ze znajomymi zadowolona, że nie muszę się nikomu tłumaczyć z tego o której wróciłam do domu i ile wypiłam. Nie brakowało mi stałego partnera - nie jestem chyba typem, który potrzebuje faceta, ślubu i dzieci żeby być szczęśliwą, jestem samowystarczalna. Niemniej, stało się tak, że wróciliśmy do siebie z byłym. Owszem, jestem z nim szczęśliwa i nie chcę się rozstawać, ale wciąż czuję, że czegoś mi jednak trochę brakuje - tej wolności, braku konieczności tłumaczenia się, co, z kim, jak długo i dlaczego, możliwości nieodmawiania zainteresowanym, którzy także mnie interesują
Ale nie oznacza to, że zdradzę czy odejdę, jestem daleka od tego. Muszę chyba tylko przestawić myślenie na inne tory i przestać utożsamiać małżeństwo z kajdanami...
Pierwszy związek skończył mi się po 5-latach jak miałam 21 lat. Wtedy zaczęłam chodzić z dziewczynami na imprezy, poznawać ludzi, bawić się.
Z perspektywy czasu uważam ,że dziewczyna powinna mieć więcej niż jednego chłopaka, ponieważ człowiek na przestrzeni lat się zmienia(oczywiście są wyjątki).
Miałam to szczęście ,że w obu moich związkach nie byłam ograniczana i miałam niezależność więc poznawałam ludzi, co sprawiało ,że obserwowałam swój związek i mojego partnera.
Ale prawda jest też taka ,że flirtowanie trochę podbudowuje kobiety tzn, ,że ktoś inny niż partner uważa nas za atrakcyjne ![]()
Tylko oczywiście trzeba mieć granice.
"Według mnie nie można się wyszaleć na zapas, bo to tak, jakby przez miesiąc codziennie jeść po trzy tabliczki czekolady po to, żeby potem już do końca życia nie mieć na nią ochoty" -Anemone, to nie to. To "wyszalenie się" o którym tu mowa, to chęć zdobywania doświadczeń, sprawdzenie się/spojrzenie na siebie z innej perspektywy, u boku kogoś innego. To poznanie świata męzczyzn tak naprawdę. Ja będąc w wieloletnim niegdyś związku, zostałam tego pozbawiona. Gdy się rozstaliśmy, musiałam dopiero dowiedzieć się jacy INNI mężczyźni są, bo wcześniej myslałam że tacy jak mój ówczesny chłopak.
Ale poznanie innych mężczyzn i sprawdzenie, jak to z nimi jest, nie oznacza że potem nie będziemy już mieć na tych innych ochoty. Może się nawet zdarzyć przeciwnie - kiedy zobaczymy już, jak to jest z innymi, może nam tej inności właśnie brakować, kiedy będziemy w stałym związku. Dlatego właśnie określenie "wyszaleć się" rozumiem jako robienie różnych rzeczy na zapas, żeby później nam już tego nie brakowało. W praktyce to może wyglądać zupełnie inaczej - mianowicie kiedy już czegoś spróbujemy, może być nam trudniej z tego zrezygnować niż wtedy, kiedy nie wiedzieliśmy w ogóle, jak to smakuje.
e, tak chyba rzadko kiedy jest
człowiek to ciekawskie stworzenie
...ale nic dziwnego: tak poznaje świat i siebie.
jeżeli to pocieszy autorkę to też kiedyś miałam takie myśli jak Ty... ale to chyba samo mija, może to kwestia dojrzałości? ja tak właśnie myślę.
czasem mija, mozna je w sobie zdusić, czasem trzeba im po prostu dac upust
każdy jest inny
Zgadzam sie z stweirdzeniem, ze flirtowanie podbudowuje kobiety. Prawda jest taka, ze bedac w zwiazku tyle czasu jest sie troche na smyczy. Niby moge isc z kolezankami na piwo, czy na impreze, ale co z tego jak i tak trzeba sie pilnowac:). Sama chce postepowac fair, wiec nie bawie sie z innymi facetami, nie flirtuje, bo zaraz sobie mysle, jak bym ja sie czula gdyby tak postepowal moj facet. Prawda jest tez taka, ze nie mozna sie wyszalec na zapas, ale warto zasmakowac zycia za mlodu:). Ja uwielbiam sie bawic i robic szalone rzeczy, on bardziej juz mysli o malzenstwie i tych sprawach. Ja za to czuje sie jeszcze kompletnie niegotowa, zeby nawet o tym myslec. Dlatego czesto mu mowie, zebysmy sie nie spieszyli. Bede chciala wyjsc za maz w przyszlosci i miec dzieci, ale na pewno minie jeszcze dobrych kilka lat zanim bede gotowa na ten krok. Kurcze co ja poradze, ze az mnie energia rozpiera:). A po pracy i po studiach w wolnych chwilach mam ochote pobyc jeszcze taka 17-sto latka, ktora zyje na calego:).
W całej rozciągłości zgadzam się z Anemonne. To nie zależy od tego, czy ktoś się zdążył wyszaleć czy nie - zależy wyłącznie od osobowości człowieka. Niektórzy takiej potrzeby nie posiadają wcale, u innych jest bardzo silna. Owo "wyszalenie" niesie za sobą różne skutki, nie zawsze pozytywne. Niektórym wystarczy kilka doświadczeń, żeby uznać, że "swoje przeżyli", dla innych będzie to zaledwie przedsmak czegoś, za czym nigdy nie przestaną tęsknić.
Dojrzałość polega na umiejętności świadomego wyboru. Świadomie wybieram związek lub świadomie wybieram życie singla. Jeśli wybrało się związek - nie warto tęsknić za tym bliżej nieokreślonym szaleństwem. "Wyszalenie" nie zawsze powoduje uczucie spełnienia - czasem powoduje jeszcze dotkliwsze uczucie straty czegoś w momencie, kiedy się wstępuje w związek.
hmmm ja zostanę przy swoim.. Każda z nas "wyszalenie się" definiuje inaczej. Nie uważam, że skoro już się wyszalałam i czuję, że dobrze zrobiłam wiążąc się po 20stce na stałe z facetem, to nie zachce mi się kiedyś tam jakiejś odskoczni.. nie mam pojęcia czy tak będzie czy też nie. Ale mam świadomość jak wygląda wolne i niezależne życie- bo znam je z autopsji. Dzieczyny, które się nie "wyszalały" chcą to robić bo nie wiedzą jak to jest i np mając jednego faceta w łózku zawsze będą się zastanawiać jak to jest z innymi- czy inaczej, czy lepiej, czy gorzej.. taka ludzka ciekawość. Nie mówię, że trzeba przetestować pół miasta ani nie uważam że bycie z jednym facetem jest czymś z.łym- to jest piękne, bo nalezy się w jakiś sposób do jednej osoby ale na uwadze tu miałam tę ludzką ciekawość, ten zakazany owoc, który tak kusi.. Owoc, za który czasami poświęcamy tak ważne rzeczy a potem okazuje się że nie było warto.. ( zapytajcie Adama i Ewe czy warto było jeść owoc, za kt.óry wygnani z raju zostali hehe).. No na tym polega życie że z każdej strony pojawiają się jacyś kusiciele i sztuką jest wytrwać bez chwili zwątpienia, a że jesteśmy tylko ludźmi, normalną rzeczą jest uleganie słabością ..
W tym wszystkim nawet nie chodzilo mi o seks, bo oczywiscie jest ta mala ciekawosc jak to jest z kims innym, ale nie ciekawi mnie to na tyle zeby zerwa lub zdradzic i sprobowac z kims drugim. W tej kwestii akurat jestem dumna i szczesliwa, ze zrobilam to z jednym jedynym i wylacznie z milosci. Zreszta on rez zrobil to ze mna pierwszy raz, wiec wiadomo. Poza tym przygodny seks nigdy mnie nie interesowal, to dla mnie niemal cos swietego (nie wiem jak inaczej to okreslic). Bardziej ciagnie mnie do takiej 'swobody ducha', ale w gruncie rzeczy wiem, ze mam na tyle oleju w glowie, ze pozostawie ten zwiazek takim jaki jest, bo mimo wszystko milosc jest na pierwszym miejsu. Wiec jak vinnga napisala, ze dojrzalosc to umiejetnosc swiadomego wyboru to ja juz wybralam:). Ta rozmowa z Wami pomogla mi to sobie uswiadomic. Moral z tego taki, ze warto w granicach rozsadku szalec, choc nie da sie zrobic tego na zapas, ale warto przynajmniej dla wspomniem i nie warto zaprzepascic milosci tylko po to, by bawic sie bedac singlem.
"W tej kwestii akurat jestem dumna i szczesliwa, ze zrobilam to z jednym jedynym i wylacznie z milosci. "- nie ma być z czego dumnym, kiedyś PO PROSTU przezywa sie ten pierwszy raz.
"Wiec jak vinnga napisala, ze dojrzalosc to umiejetnosc swiadomego wyboru to ja juz wybralam:). -Powiedziałabym >na razie<.Też tak to sobie tłumaczyłam, przez lata. w końcu uznałam, że jak nie teraz to nigdy. i poszłam w tango.
Catwoman - to zależy od człowieka. Ja zawsze byłam dość niepokorną duszą, ale w moim pierwszym związku jakoś specjalnie nie brakowało mi tego, że się "nie wyszalałam". Czasem przebiegała przez głowę myśl "to ja tak już zawsze z jednym?", ale to był taki mało napastliwy, delikatniutki, sporadyczny przebłysk. Związek się zakończył (wcale nie z mojej potrzeby "poszalenia") i wtedy mogłam się wyszaleć, z czego w całej rozciągłości tego słowa skorzystałam. I teraz czasem czuję, że moja przeszłość jest przeszkodą...
Z kolei uważam, że osoby, które się "nie wyszalały" często mają przesadzone wyobrażenie o tym "wyszaleniu się". Ludzie są różni i nikt nie zagwarantuje, że osoba, która czuję potrzebę "wyszalenia się" będzie zadowolona, kiedy to już zrobi. Skutki mogą być różne - poczynając od rozczarowania na wielkim niesmaku do siebie kończąc. To tak jak w powiedzeniu, że za płotem trawa jest zawsze bardziej zielona. Może i jest bardziej zielona, ale kiedy już na tej trawie będziemy może się okazać, że jest pełna psich odchodów...
"osoby, które się "nie wyszalały" często mają przesadzone wyobrażenie o tym "wyszaleniu się""- tak to prawda, ale czasem trzeba sie samemu przekonać:) Moje "wyszalenie się" a oznaczało to zdradę, też nie było takie, jak to sobie wyobrazałam, choć musze przyznać , bardzo pozytywnie wpłynęło na mój ówczesny związek, wrecz go wzmocniło. że sie rozpadł i tak, to już inna kwestia
Oczywiście, że wszystko zalezy od osoby, aczkolwiek będę się tu upierać, żeby w młodości za bardzo nie tłumić w sobie tych pragnień, które nie dają spać [jeśli mamy TAKI charakter] bo lepiej w młodości, która wszystko wybaczy, niż w małżeństwie, które akurat uważam, za ostateczny związek i zdrada powoduje tylko komplikacje, dramaty..
"W tej kwestii akurat jestem dumna i szczesliwa, ze zrobilam to z jednym jedynym i wylacznie z milosci. "- nie ma być z czego dumnym, kiedyś PO PROSTU przezywa sie ten pierwszy raz.
Jest z czego byc dumnym, bo zrobilam to z jednym facetem z milosci, a nie z kilkoma w ramach przygody. Nie potepiam nikogo kto tak robi, po prostu kazdy zyje wedlug wlasnego sumienia, ja wiem, ze nie czulabym sie z tym dobrze.
marzycielko znam ten ból, oj jak go dobrze znam
Człowiek z jednej strony chce żeby było tak jak jest a z drugiej chciałby zaszaleć... ![]()
z Kilkoma nie da się przezyc pierwszego razu ![]()
z Kilkoma nie da się przezyc pierwszego razu
A tam nie co szukac drugiego dna co do tego pierwszego razu:). Wiadomo o co chodzi.
UWAGA NA KOLCE! Ja się mocno nacięłam, a właściwie rozczarowałam swoim facetem na maxa, jak beztrosko prowadził swój zmysłowy 10-minutowy flirt NA MOICH OCZACH, po 3 latach małżeństwa (5 latach związku). Dbałam o nasz związek jak mogłam, i mimo, że nie zawsze jest kolorowo i mnie nieraz czegoś w tym związku brakowało nie uciekałam się do jawnego flirtu, przy którym oczywiste jest, że druga osoba czuje się podle.
Potraktował mnie jak ścianę, a może trampolinę już nie pierwszy raz: w czasie narzeczeństwa nawet zdradził, rzuciłam go, ale zabiegał tak długo i wytrwale, że wróciłam do niego. Jednak w swojej naiwności wierzyłam, że zrozumie mój ból i uszanuje pewne granice, zwłaszcza gdy założymy razem rodzinę - myliłam się strasznie i teraz myślę na przemian o zdradzie i o rozwodzie, bo nie chcę byc z taką osobą, brzydzę się nim i czuję zdradzona.
Sama nieraz prowadziłam lekki flirt by poczuc, że się komuś podobam, ale będąc przy nim zawsze dawałam mu do zrozumienia, że jest dla mnie najważniejszy, dbałam przede wszystkim o jego dobre samopoczucie i NASZĄ dobrą zabawę, a on mnie tak łatwo olał, flirtował na poziomie takim jak ze mną przed pierwszymi zabawami w łóżku.
Ogromnie żałuję, że zawarłam poważny związek z takim lekkoduchem i egoistą.
Napisałam ten post, żebyście zastanowiły się nad tym jak się z tym czuje druga osoba. Znam dobrze parę dziewczyn, które łatwo flirtują i może one nie czułyby się tak zle przy takim mężu jak mój, choc żadna z nich nie jest jeszcze mężatką. Najważniejsze to szanowac drugą połowę, także chyba najlepiej jak ludzie mają podobną wrażliwośc.
hybryda Dzieki za Twoj post, ja juz wiem co powinnam zrobic mimo, ze mialam takie watpliwosci albo raczej pokusy to wiem, ze nie warto robic nic co mogloby zniszczyc moj zwiazek. Ciesze sie z jednego, ze zanim zrobilam cos glupiego to sie dobrze zastanowilam. Swoja energie chce dobrze spozytkowac i nie ranic ukochanej osoby.
Jesli chodzi o to co Ty napisalas to wydaje mi sie, ze zdrada z Twojej strony, zeby sobie ''odbic'' nie sprawi, ze poczujesz sie lepiej. Chyba lepiej sie rozstac, jezeli jestes nieszczesliwa, a Twoj maz jest tak nielojalny wobec Ciebie.