Witam wszystkich!
Mam nadzieję, że pomożecie mi zrozumieć i jakoś poradzić sobie z moim problemem.
Jestem mężatką od pół roku, mój mąż ma 26 lat, a zachowuje się jakby miał 15 albo i mniej. Przed ślubem był cudowny, zaskakiwał mnie na każdym kroku, był czuły, kochający, zrobiłby dla mnie wszystko. Teraz jest zupełnie inaczej. Nie potrafię się z nim jakkolwiek dogadać, a jego zachowanie mnie przerasta. Mieszkamy z teściami (300km od mojego domu rodzinnego), chcieliśmy mieć swój własny dom, wiele razy przed ślubem o tym rozmawialiśmy. Mąż obiecywał, że znajdzie pracę w moich okolicach (bardzo mi zależało, żeby mieszkać "u siebie"), że zaczniemy budować dom (mamy "u mnie" działkę), że zrobi to dla mnie, bo chce, żebym była szczęśliwa, a jemu jest obojętne gdzie będziemy mieszkać. Wiele mi obiecywał. A po ślubie "zmienił zdanie". A ja czuję się oszukana. Mąż nie chce już domu, mieszkania też nie, chce mieszkać ze swoimi rodzicami, bo tak mu wygodniej- nie płaci rachunków, nie kupuje jedzenia, nie musi utrzymywać własnego kąta. Dom moich teściów wymaga generalnego remontu. Ale mąż nie chce nic w tym kierunku zrobić, nie chce nawet kupić środków chemicznych, a co dopiero np. wyremontować łazienki. Wydaje pieniądze na głupoty i tylko na swoje potrzeby (ja dopiero szukam pracy), a jak ja coś chcę, to mówi, że go nie stać. Ja nie mam dostępu do jego konta, nie daje mi pieniędzy na nic. Jak wróci z pracy, siada przed komputerem i siedzi do wieczora. Jego dziecinność i bierność doprowadzają mnie do rozpaczy.
Ponadto, jestem jego żoną, a czuję się jak ktoś niepotrzebny, czasami nawet jak jego wróg. Najważniejsza dla niego jest jego rodzina- z nimi potrafi rozmawiać, przesiadywać godzinami. Ze mną nie. Jak go o cokolwiek pytam, odwraca się i wychodzi albo odpowiada "nie wiem". I nie obchodzi go to, że czuję się tutaj samotna.
Czułość w "wykonaniu" mojego męża polega na tym, że czasem mnie pocałuje (najpierw musi wypić lampkę wina), kiedy ja chcę go pocałować albo się przytulić, to odwraca głowę albo robi minę w stylu "Boże, znowu Ty?". Kiedy łapię go za rękę przy ludziach, to zaraz się wyrywa.
Problemem jest także fakt, iż mąż nie chce nigdzie ze mną wychodzić, woli siedzieć w domu przed komputerem albo spać. Kino, teatr, znajomi, kręgle, restauracja, kawiarnia, spacer... mogę o tym zapomnieć. I żyję jak pustelnik. Już tego nie wytrzymuję. Pytam go więc, dlaczego się ze mną ożenił, skoro nie chce rodziny i wiążących się z tymi konsekwencji. Odpowiedź jest krótka "nie wiem". Pytam, czy mnie jeszcze kocha. Odpowiedź brzmi "nie wiem". To tylko kilka z problemów i sytuacji, z którymi się zmagam. I jestem z tym sama, bo nikt z jego otoczenia nie widzi tego zachowania. Można tak żyć?
Jak długo?
(...)Można tak żyć?
Jak długo?
Można tak żyć. Do śmierci.
Pytanie, czy taką decyzję podejmujesz?
Jeśli nie odpowiada Tobie zachowanie męża, to kolejny krok jest do wykonania przez Ciebie.
Zastanów się, jak TY chcesz żyć, na co TY się decydujesz. To jest istotne.
Próbowałam z nim rozmawiać, jakoś mu uświadomić, że jego zachowanie jest niewłaściwe, że powinien się zmienić i zacząć zachowywać jak dorosły człowiek, ale nic z tego. ... Nie chcę być całe życie nieszczęśliwa. Nie mogę się każdego dnia zastanawiać, czy on się w końcu zmieni... ale nie chcę też rozwodu...
No i widzisz.
W tym problem.
Dla NIEGO jego zachowanie jest właściwe, ON nie ma powodu do zmiany swego zachowania. To TY oceniasz jego zachowanie za niewłaściwe, to TY chcesz, by on się zmienił. Możesz chcieć. I tyle.
On nie zmieni swego zachowania dopóty, dopóki nie zauważy w tym s w e g o interesu, nie Twojego.
Zastanów się nad tym, czy decydujesz się na życie z takim mężczyzną. I rozumiem, że nie chcesz rozwodu. Tutaj nie o chęciach mowa, tylko o decyzjach.
Jedynym co mogę stwierdzić w tej chwili jest to, że nie chcę żyć z takim mężczyzną. Ale boję się odejść...nie ze względu na siebie, na to, że nie będę umiała bez niego żyć itp. Bo już go nie kocham tak, jak kiedyś. Nie wiem, czy w ogóle potrafię go jeszcze kochać. Swoim zachowaniem oddalił mnie od siebie. Ale... Musiałabym wrócić do rodziców, wytłumaczyć im wszystko, a oni by nie zrozumieli... Są "tradycyjni", nie uznają rozwodów... Zapewne poradzili by mi, żebym wróciła i próbowała jakoś wpłynąć na jego zachowanie, bo ucieczka, to nie rozwiązanie...
6 2012-02-06 19:01:02 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-06 19:02:12)
Ile Ty masz lat, że o Twym życiu decyzje mają podejmować Twoi rodzice?
Oni nie muszą uznawać lub nie uznawać Twojego ewentualnego rozwodu. A rady są po to, by je rozważyć i podjąć swoją decyzję. Chyba, że dla Ciebie rada jest rozkazem, który Ty musisz wykonać.
Mając do wyboru życie z niekochanym i niekochającym człowiekiem i powrót do rodzinnego domu, co byś wybrała?
***
Rodzice mają rację, jeśli tu o racje chodzi, że przed podjęciem decyzji o rozwodzie dobrze jest wykorzystać inne metody.
Chyba wszystkie metody już wykorzystałam...zawsze kończy się tak samo. Teraz jesteśmy na etapie nie rozmawiania ze sobą. A właściwie unikania jakiegokolwiek kontaktu- coś na zasadzie- kiedy on wchodzi do kuchni, ja wychodzę...
*Oczywiście, że wybrałabym powrót do domu...*
Czy jest jakaś szansa, że on w końcu wszystko zrozumie i zacznie się zachowywać jak mąż i głowa rodziny? Jest jakiś sposób, żeby mu uświadomić, że może wszystko stracić? Mogę się jakoś przekonać, czy on jeszcze mnie kocha?
Nie znam Twojego męża, nie będę wróżyła z fusów.
Wiem jedno, straszenie przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.
Jeśli zdecydujesz się na danie mu do wyboru: "albo zmieniasz swoje zachowanie wobec mnie, albo wyprowadzam się", to bądź przygotowana na jego odpowiedź "tam są drzwi". Wówczas, po takim swoim tekście i po braku zmiany w jego zachowaniu, masz się wyprowadzić. Inaczej mąż Twój będzie już wiedział, że mówisz jedno, robisz drugie i nie warto przywiązywać się do Twych słów i gróźb.
a moze napisz list, w ktorym ujmiesz to wszytsko co cie boli, spokojnie wytlumaczysz ze czujesz si eoszukana i ze nic sie nie zmienia, napisz ze dluzej tak nie mozesz, ze chcesz aby sie nad tym zastanowil, ze ma na to 2tyg, przez ten czas bedziesz u rodzicow abys i ty mogla pomyslec co dalej, napisz ze jestes nieszczesliwa i spodziewalas sie czegos innego, ale bez jego pomocy nic sie nie zmieni.
dajcie sobie czas a wtedy podejmijcie decyzje
tylko powiedz mu ze slowa "nie wiem" nie uznajesz.
obawiam sie ze on zaluje slubu skoro jest tak jak jest.
List też już pisałam...ale nie zareagował w ogóle...
W każdej rozmowie (albo raczej próbie rozmowy) mówię, że słowa "nie wiem" nie uznaję, ale nadal uparcie go używa. Jest mu tak łatwiej, bo wie, że mnie tym zdenerwuje i przestanę od niego wymagać odpowiedzi...
Skoro żałuje ślubu, to dlaczego nie chce rozwodu?
BO mu sie nie chce tylka ruszyc z przed komputera.
Ze Ty jeszcze w tym czyms funkcjonujesz?
On nie kocha Ciebie.
Ty nie kochasz jego.
On Ciebie lekceważy.
Ty starasz się go wychować.
Obecnie oboje stosujecie wobec siebie bojkot.
Ty żądasz od niego rozwodu.
On nie chce wyrazić zgody na rozwód.
Dlaczego jeszcze z nim mieszkasz?
Przecież, gdy będziecie w nieformalnej nawet separacji, prowadząc oddzielne gospodarstwa, nie mieszkając ze sobą i nie żyjąc ze sobą, łatwiej dostaniesz rozwód.
-Kiedy zmieniło się jego zachowanie? Bo nie wierzę że z chwilą jak założyłaś mu obrączkę na palec...
-Czy stało się coś między Wami?
-Czy to się stało bezpośrednio z chwilą jak zamieszkaliście z teściami?
(tak w ogóle po tym tekście że nie dokłada się do niczego pokazuje jak nie dba nawet o rodziców i wykorzystuje ich dobroć)
-jak się dogadujesz z teściami?
-czy narzucasz się mężusiowi? chodzi mi o to że jest Cie pełno w jego życiu?
-masz swoje zainteresowania, czy mąż jest dla Ciebie najważniejszy?
Nie zmienisz jego zachowania w jeden dzień... jeśli chcesz walczyć o małżeństwo, to już mogę powiedzieć, że Cię podziwiam! i oby tak dalej!!
tylko w tym wszystkim nie zapomnij o sobie... nie daj się stłamsić i żeby nie wyszło że tylko Ty starasz się naprawiać swoje małżeństwo... bo jeśli tak przyzwyczaisz na początku to tak będziesz mieć przez całe życie...
To jest Wasze wspólne życie...
Co będzie jak będziesz w ciąży? zero pomocy?
Co będzie jak urodzisz dziecko? to co? tylko Twoje?
Absolutnie nie dawaj mu wyborów... bo kim jesteś? jego panem i władca? Nie możesz mu nic kazać... bo chcesz żeby zachowywał się ok, ale jak z łaski? Chyba większą przyjemność Ci sprawi jak sam będzie dbał o rodzinę... a nie jak go zmusić...
Powiedz mu, że macie problem... i sama sobie z tym nie poradzisz... że Ty nie chcesz takiego życia i albo razem to rozwiążecie albo się rozstaniecie... bo jego zachowanie do czego prowadzi? (tylko mu nie groź że od niego odejdziesz! powiedz że jego zachowanie może Cie do tego zmusić...)
Tak w ogóle mam wrażenie że jego zachowanie nie zmieniło się od tak... coś na to wpłynęło... Rodzice? Ty?
bardzo Wam się zmieniło życie po ślubie?
ja na Twoim miejscu wyjechałabym na jakis czas do rodziców, dwa tygodnie...... taki mały urlopik, rodzice powinni zrozumieć- nie musisz im od razu mówić, ze uciekłaś.....
może wtedy on znajdzie czas na przemyślenia.... może dojdzie do wniosku, że jesteś dla niego ważna i przyjedzie po Ciebie....
a jak nie zechce... wtedy powiesz rodzicom: Mamo, Tato On mnie nie chce w swoi domu, nie każe mi wracać, myślę, że nie wygonią Cię,
jesteś w bardzo dobrej sytuacji, bo nie macie dzieci, nie trać czasu... kiedy się pojawią, będzie trudniej
może skuteczny okazałby się mediator???
Uciekaj do domu i myśl o rozwodzie.
tez bym spakowala walizki i wyjechała, mozy by sie zastanowił w tym czasie czego chce,a moze mi by przeszło i poznałabym bym kogos bardziej wartosciowego
-Kiedy zmieniło się jego zachowanie? Bo nie wierzę że z chwilą jak założyłaś mu obrączkę na palec...
Nie, jakiś miesiąc po ślubie...
-Czy stało się coś między Wami?
Nic między nami nie zaszło, przynajmniej ja sobie czegoś takiego nie przypominam.
-Czy to się stało bezpośrednio z chwilą jak zamieszkaliście z teściami?
Właściwie to chyba tak. Od kiedy definitywnie przeprowadziłam się do męża, on przestał o cokolwiek dbać i się starać. Wie, że już mnie "ma" na 100%, więc olewa wszystko.
-jak się dogadujesz z teściami?
Lepiej niż z mężem. Mogę z nimi normalnie, o wszystkim porozmawiać. Czasem mam wrażenie, że oni (szczególnie teściowa) stoją po mojej stronie, ale nie chcą się wtrącać.
-czy narzucasz się mężusiowi? chodzi mi o to że jest Cie pełno w jego życiu?
Nie, wręcz odwrotnie. On nie chce nigdzie ze mną wychodzić, więc ja z nim też nie, wychodzę sama. Jego świat to: praca, komputer, hobby.
-masz swoje zainteresowania, czy mąż jest dla Ciebie najważniejszy?
Mąż był dla mnie najważniejszy, ale teraz już nie jest.
Tak w ogóle mam wrażenie że jego zachowanie nie zmieniło się od tak... coś na to wpłynęło... Rodzice? Ty?
bardzo Wam się zmieniło życie po ślubie?
Niestety nie wiem, ja na pewno się do tego nie przyczyniłam...
ja na Twoim miejscu wyjechałabym na jakis czas do rodziców, dwa tygodnie...... taki mały urlopik, rodzice powinni zrozumieć- nie musisz im od razu mówić, ze uciekłaś.....
może wtedy on znajdzie czas na przemyślenia.... może dojdzie do wniosku, że jesteś dla niego ważna i przyjedzie po Ciebie....
a jak nie zechce... wtedy powiesz rodzicom: Mamo, Tato On mnie nie chce w swoi domu, nie każe mi wracać, myślę, że nie wygonią Cię,
jesteś w bardzo dobrej sytuacji, bo nie macie dzieci, nie trać czasu... kiedy się pojawią, będzie trudniej
To nic nie daje, już tak kilka razy robiłam... nie przyjechał po mnie, nawet po ponad 2 tygodniach, nie odzywał się, nie pisał, nie dzwonił...czyli...nie jestem dla niego ważna?
No chyba masz czarno na białym ze z jakiegos powodu ma Cie gdzies.
Czas zaczac nowe zycie.
Skoro teraz ma mnie gdzieś, to po co się ze mną ożenił? To nie było 20lat temu, tylko pół roku!
Zniszczył mi życie, a przecież na to niczym nie zasłużyłam...
A tylko zapytam po co ty sie decydowałas na slub? Bo nie wierze ze on aż do tego stopnia sie zmienił. Bo to widac odrazu czy facet sie garnie do załozenia rodziny i odpowiedzialności. chyba ze byłas az tak ślepo zakochana. Dlatego nie rozumiem po co slub odrazu, mozna pomieszkac razem przez slubem , zobaczyc jak jest. Ja mieszkam ze swoim facetem juz 2 lata i teraz widze ile rzeczy jest inaczej niz miało byc. Ale po slubie wydaje mi sie ze nie jest juz tak łatwo np. sie rozstac gdy jest cos nie tak. Ale napewno nie patrz na to co powiedza rodzice tu chodzi o twoje zycie.
Zmienił się i to o 360 stopni niestety... przed ślubem snuł plany, chciał budować dom itd. A teraz jak tylko o tym wspominam, to się odwraca i przestaje odzywać... (od razu mówię, że problemem na pewno nie są finanse).
Masz rację, nie jest łatwo podjąć decyzję o rozstaniu. Szczególnie jak się wyszło za mąż z miłości.
Jeśli przed ślubem Twój mąż był czuły, kochający, robił dla Ciebie wszystko, snuł plany, a teraz milczy i odwraca się do Ciebie plecami, to... coś musiało się stać pomiędzy.
I Ty o tym wiesz.
Nie ma innej opcji.
Dziwna sytuacja , znudziło mu sie małzenstwo po poł roku? Moze probowałas narzucic mu za duzo obowiązkow? ale nawet jesli to jego zachowanie jest bardzo dziwne jak by mu wogole nie zalezało. Moze wyprowadz sie przynajmniej na jakis czas do rodzicow? Ale jesli nie to naprawde pomysl o rozwodzie, przeciez szkoda twojego zycia.
Dziwna sytuacja , znudziło mu sie małzenstwo po poł roku? Moze probowałas narzucic mu za duzo obowiązkow? ale nawet jesli to jego zachowanie jest bardzo dziwne jak by mu wogole nie zalezało.
Obowiązków? Przecież on nie robi w domu NIC. Wszystko robię ja i jego rodzice. On tylko chodzi do pracy, a jak wraca- siada przed komputerem.
Jeśli przed ślubem Twój mąż był czuły, kochający, robił dla Ciebie wszystko, snuł plany, a teraz milczy i odwraca się do Ciebie plecami, to... coś musiało się stać pomiędzy.
I Ty o tym wiesz.
Nie ma innej opcji.
Nawet jeśli coś zrobiłam źle lub coś się stało, to nie wiem co. Jak pytam o to męża, to nie odpowiada. Patrzy tępo w drugą stronę i udaje, że mnie nie ma. Normalnie jak dziecko!
Faktycznie dziecko.
Focha ma:)
Oj biedna Ty jestes.
Rzuc to wszystko i zacznij zyc normalne, a nie w zabawe w dom (co i tak nie wychodzi gdyz malzonek nie dorosl do roli "glowy rodziny").
Masz dobry kontakt z Tesciową to porozmawiaj z nią jak kobieta z kobietą, poproś ją aby pomogła Ci namówić męża na rozmowę z psychologiem rodzinnym, jeszcze jest czas na ratowanie waszego małżenstwa bo czym dłużej bedziecie w zawieszeniu tym gorzej dla Waszego związku. Ale tez nic na siłę, zrób wszystko co uznasz za stosowne a jeśli niczego nie uzyskasz to wyprowadż sie od męza, nie musisz do rodziców, moze zaczniesz życ niezależnie i budowac swoje zycie na nowo. Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki.
mysle ze powiannas zastanowic sie czego ty chcesz, chcesz ratowac malzneswto? jesli tak to mysle ze powiannas porozmawiac z psychologiem o sytulacji, moze madiator pomoze.
a jesli chcesz odejsc(a chyba z jakis nieznanych mi powodow chcesz zostac) to idz do psychologa, nabierz sila i odejdz.
jestem pewna ze najwiekszym problemem a zarazem powodem dla ktorego trzymasz sie przy mezu to rodzicem.
jedz do mamy, opowiedz wszystko mamie, moze pojedzcie gdzies gdzie nikt wam nie bedzie przeszkadzal i spytaj co masz robic, czy mozesz na nich liczyc, moze zupelnie mylnie okreslasz ich postawe, mysle ze rodzicom najwazneijsze jest szczescie dziecka.
Jak próbowałaś walczyć z jego zachowaniem?
dowiedziałaś się czegoś od teściowej?
Nie możliwe że przed ślubem udawał i nagle w miesiąc taka zmiana...
Jak próbowałaś walczyć z jego zachowaniem?
dowiedziałaś się czegoś od teściowej?
Nie możliwe że przed ślubem udawał i nagle w miesiąc taka zmiana...
Próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć mu, że przecież założył rodzinę, chciał tego, więc powinien teraz zachowywać się odpowiedzialnie itd. To, że jesteśmy małżeństwem nie znaczy przecież, że mamy siedzieć w domu, jakbyśmy mieli po 60lat... proponowałam wyjście do kina (odpowiedź "nie, bo nie ma ciekawych filmów"), na łyżwy ("nie, bo za daleko bym musiał jechać" --> 30km), na kawę do znajomych ("przecież kawę mam w domu")...mogłabym mnożyć przykłady. Kiedyś wyszłam sama do znajomych, obraził się, że śmiałam gdzieś wyjść bez niego ![]()
Apropos ciągłego przesiadywania przy komputerze- powiedziałam mu, żeby się lepiej żoną zajął, w odpowiedzi usłyszałam "yhym".
Proszę o naprawienie jakiejś rzeczy- mówi "ok", ale nic z tego nie wynika. Żeby coś kupił do domu muszę użyć podstępu na zasadzie "jak to kupisz, to ja ...coś tam" (tak wiem "coś za coś" to zła metoda). Ale działa ;p
Od teściowej w sumie nie dowiedziałam się nic ciekawego, tylko tyle, że ona mnie rozumie i może mnie poprzeć, ale nie wie, czy to coś da.
Kiedyś moja szwagierka powiedziała mi, że rodzice tak na prawdę nie wychowywali mojego męża, bo nie mieli czasu, nie zajmowali się nim, więc nie nauczyli go, jak powinien postępować. No ok, nawet jak tak było i nie wyniósł z domu podstawowych informacji, to ja go chcę tego teraz nauczyć, ale on nie daje sobie nic wytłumaczyć. Już nawet moi rodzice czy siostra próbują mu uzmysłowić różne rzeczy, ale ich też nie słucha. Poprosiłam jego kolegów (przyjaciół), żeby mu uświadomili, że tak się nie da żyć, bo ich zdanie się dla niego liczy. Na razie nie przyniosło to żadnych efektów.
Może on po prostu nie chciał zostać starym kawalerem (miał trudności w komunikowaniu się z dziewczynami), więc się ze mną ożenił. A teraz już jak mnie zdobył, to stwierdził, że nie musi się starać i nie będzie nic robił.
Przecież ja go nauczyłam ROZMAWIAĆ! Tak, dokładnie, rozmawiać. Wcześniej w ogóle nie potrafił mówić o uczuciach, o tym, czego chce, jego wypowiedzi były krótkie, odzywał się rzadko itd. Ja to podobno zmieniłam (tak twierdzi mój mąż i jego brat). I co, nagle znowu zapomniał jak się rozmawia?!
mysle ze powiannas zastanowic sie czego ty chcesz, chcesz ratowac malzenstwo? jesli tak to mysle ze powiannas porozmawiac z psychologiem o sytulacji, moze madiator pomoze.
a jesli chcesz odejsc(a chyba z jakis nieznanych mi powodow chcesz zostac) to idz do psychologa, nabierz sila i odejdz
Szczerze mówiąc, to chyba chcę ratować to małżeństwo. Jakoś nie umiem odejść. Dopiero jak wykorzystam wszystkie środki i przekonam się, że moja walka nie ma sensu, zastanowię się nad odejściem. Teraz chcę walczyć. Jeszcze nie wiem jak to zrobić, ale coś muszę wymyślić.
Może popełniam błąd, ale nie chcę później żałować, że nie walczyłam do końca, przynajmniej będę mieć czyste sumienie ![]()
34 2012-02-10 11:46:25 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2012-02-10 11:47:32)
zaskakiwał mnie na każdym kroku, był czuły, kochający, zrobiłby dla mnie wszystko.
Mąż obiecywał, że znajdzie pracę w moich okolicach (bardzo mi zależało, żeby mieszkać "u siebie"), że zaczniemy budować dom (mamy "u mnie" działkę), że zrobi to dla mnie, bo chce, żebym była szczęśliwa, a jemu jest obojętne gdzie będziemy mieszkać. Wiele mi obiecywał.
chce mieszkać ze swoimi rodzicami, bo tak mu wygodniej-
Ja nie mam dostępu do jego konta, nie daje mi pieniędzy na nic.
Uderzające w Twojej wypowiedzi jest fakt, że ciągle piszesz "moje, u mnie, dla mnie, jego itd" Nie znalazłam ani jednego słowa typu "dla nas, nasze". W końcu jesteście małżeństwem. Myślę, że zamieszkanie w Twoich okolicach też nie jest dobrym rozwiązaniem, bo on będzie się tam czuł tak jak Ty teraz u jego rodziców. Powinniście oboje odciąć pępowinę i spróbować stworzyć dom z dala od swoich rodziców. Chociaż z drugiej strony ewidentnie widać, że facet jest mało dojrzały i nie wiadomo czy warto zaryzykować. Już ty to powinnaś wiedzieć.
Witaj
Zadam być może krępujące pytanie: jak układa wam się pożycie seksualne, jest tak samo jak przed ślubem, czy też zmiana o 180 stopni?
Niunia1825 napisał/a:zaskakiwał mnie na każdym kroku, był czuły, kochający, zrobiłby dla mnie wszystko.
Mąż obiecywał, że znajdzie pracę w moich okolicach (bardzo mi zależało, żeby mieszkać "u siebie"), że zaczniemy budować dom (mamy "u mnie" działkę), że zrobi to dla mnie, bo chce, żebym była szczęśliwa, a jemu jest obojętne gdzie będziemy mieszkać. Wiele mi obiecywał.
chce mieszkać ze swoimi rodzicami, bo tak mu wygodniej-
Ja nie mam dostępu do jego konta, nie daje mi pieniędzy na nic.Uderzające w Twojej wypowiedzi jest fakt, że ciągle piszesz "moje, u mnie, dla mnie, jego itd" Nie znalazłam ani jednego słowa typu "dla nas, nasze". W końcu jesteście małżeństwem. Myślę, że zamieszkanie w Twoich okolicach też nie jest dobrym rozwiązaniem, bo on będzie się tam czuł tak jak Ty teraz u jego rodziców. Powinniście oboje odciąć pępowinę i spróbować stworzyć dom z dala od swoich rodziców. Chociaż z drugiej strony ewidentnie widać, że facet jest mało dojrzały i nie wiadomo czy warto zaryzykować. Już ty to powinnaś wiedzieć.
Słowa takie jak "my" czy "nasze" nie istnieją w słowniku naszego małżeństwa. Mój mąż uważa, że wszystko jest jego- pokój, komputer, samochód itd. Więc ja zaczęłam postępować tak samo. Nie "na złość mamie odmrożę sobie uszy", tylko- on nie chce, żebym ja nawet dotykała cokolwiek, co jest "jego", więc odpłacam mu tym samym. Niech zobaczy jakie to miłe.
Witaj
Zadam być może krępujące pytanie: jak układa wam się pożycie seksualne, jest tak samo jak przed ślubem, czy też zmiana o 180 stopni?
Więc ja odpowiem tak...Na ogół jest ok
Ale mój mąż wyznaje zasadę, że kiedy on chce, to ja muszę się z nim kochać, bo inaczej się obraża albo jeszcze gorzej (jak mówię, że nie mam ochoty, to następnego dnia kiedy chcę się np przytulić, to on się odsuwa. I mówi "wczoraj Ty nie miałaś ochoty, to ja nie mam tej ochoty przez tydzień").
Koszmarne malzenstwo...
Jak obcy ludzie.
Przeciez to sensu nie ma.
Witam. Mam identyczny problem jak Niunia 1825 tylko że ja nie mam dokąd wracać, może od początku. Na pierwszym etapie mojej znajomości z moim mężczyzną było jak w bajce czułe słówka, przytulania, rozmowy do białego świtu, mówił jak bardzo mnie kocha, wspólna przyszłość była tylko kwestią czasu. i wreszcie przyszedł ten dzień. Jesteśmy małżeństwem od 4 miesięcy a ja jestem już tak zmęczona życiem że już sama nie daje sobie z tym rady on zmienił się tak bardzo że go już nie poznaje nie zewnętrznie ale wewnętrznie jest dla mnie zagadka, nie rozmawiamy ze sobą już, ciągle się kłócimy bo coś mu lub mnie nie pasuje nie można się z nim dogadać.Jestem jego żoną a on traktuje mnie jak niepotrzebną rzecz.Teraz jak się coś pytam odpowiada"MOŻE". Ja pracuję ciężko fizycznie a kiedy wracam do domu biorę się za sprzątanie a on tego nie szanuję i brudzi, zostawia po sobie bałagan a ja tego nie lubię. Mieszkamy u niego wyprowadziłam się z domu tam nie mam po co wracać przez moją siostrę i matkę długa historia. Przy moim mężu jestem jak zwiędły kwiat, ale to jest najdziwniejsze że ja go bardzo kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego ,cały czas walczę o nasze małżeństwo ale z marnym skutkiem. Prawie co dzień płaczę że jestem tak bezradna nie wiem może to moja wina , może to ja jestem do dupy już sama nie wiem co mam o tym myśleć. Ale nie zdawałam sobie sprawy , że ktoś tak samo cierpi jak ja. Rozwód na razie nie wchodzi w grę. Co robić?? Bo już nie mam żadnej koncepcji .A on nie widzi że jest coś nie tak .
Opis męża początkowo pasował do homoseksualisty, chcącego za parawanem małżeństwa ukryć swoją orientację. Teraz wygląda mi na próbę tresury, jeśli będziesz postępować jak on każe będzie dobrze, albo i nie. Ileż to razy słyszałyście: bo zonę\męża trzeba sobie wychować.
Zapytaj jak wyobraża sobie wasze małżeństwo w przyszłości. On chce by wszystko pozostało tak jak było do tej pory, z tą małą różnicą, że zamiast mamusi sprzątać i gotować będziesz ty, no i doszedł darmowy seks. Twój mąż to wieczny kawaler z opcją domator. Sama dobrze to wyczułaś, zostałaś zdobyta, koniec dalszych starań, rodzina się nie czepia.
Za jakiś czas zaczną się awantury jeśli nie znajdziesz pracy. Nie zrób błędu i nie sprzedaj przypadkiem swojej działki, bo będziesz ugotowana.
Pozostaje kwestia twojej łatwowierności, ja wiem na początku to wszystko widzimy przez rózowe okulary, a i te motyle w brzuchu tak łaskoczą.
Czy twój mąż ma zawód, wykształcenie umożliwiające dobre zarobki, bez względu na to gdzie się przeniesie i będzie mieszkał?
Gdyby na świat przyszło dziecko, jest w stanie choć te parę miesięcy bez problemu was utrzymać?
Jakie ty masz ewentualne możliwości zarobkowe?
Wiesz, obiecywać to on mógł, ale czy to było wiarygodne?
Mój maż ma wykształcenie i prace podejrzewam że gdyby ewentualnie przyszło dziecko na świat dalby rade nas utrzymać, ale nie zapominajmy że ja też pracuje i trochę do domowego budżetu wniosę. Tak mój mąż to domator cała reszta się zgadza nie wiem co robić może powinnam gdzieś wychodzić by wzbudzić jego zazdrość i wtedy będzie ok
Przepraszam Misiaczku, moja odpowiedź była skierowana do Niuni.
U ciebie Misiaczku04 sytuacja niestety podobna. Mąż nie szanuje ani twojej pracy, ani ciebie. Dobrze wie, że powrotu nie masz, jesteś skazana na jego łaskę i niełaskę i perfidnie to wykorzystuje.
Rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać, jeśli to nie pomoże to znaczy, ze on nie chce ani słuchać, ani się zmieniać. Pozostaje odejść, tylko gdzie?
Zmiana męża jest możliwa, pod warunkiem, że on sam będzie tego chciał, a wy umiejętnie to poprowadzicie. Płacze, szantaże, jęki dadzą efekt odwrotny od zamierzonego.
A czasami mozecie nic nie zrobić, bo mąż taki obraz idealnego wg niego małżeństwa wyniósł z domu. Matka zapieprzająca jak robot wieloczynnościowy, orbitująca wokół pana i władcy. Mogłaby pomóc sama teściowa, nakładając do zakutego łba synalka łopatą, że czasy się zmieniły i ona patrzeć nie może na powielane błędy. Tylko czy ktoś widział taki cud?
Tylko ten mąż zareaguje i będzie starał poprawić, który wie, że ma żonę niezależną mogącą w każdej chwili odejść. Może stracić - stara się.
Przepraszam Misiaczku, moja odpowiedź była skierowana do Niuni.
U ciebie Misiaczku04 sytuacja niestety podobna. Mąż nie szanuje ani twojej pracy, ani ciebie. Dobrze wie, że powrotu nie masz, jesteś skazana na jego łaskę i niełaskę i perfidnie to wykorzystuje.
Rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać, jeśli to nie pomoże to znaczy, ze on nie chce ani słuchać, ani się zmieniać. Pozostaje odejść, tylko gdzie?Zmiana męża jest możliwa, pod warunkiem, że on sam będzie tego chciał, a wy umiejętnie to poprowadzicie. Płacze, szantaże, jęki dadzą efekt odwrotny od zamierzonego.
A czasami mozecie nic nie zrobić, bo mąż taki obraz idealnego wg niego małżeństwa wyniósł z domu. Matka zapieprzająca jak robot wieloczynnościowy, orbitująca wokół pana i władcy. Mogłaby pomóc sama teściowa, nakładając do zakutego łba synalka łopatą, że czasy się zmieniły i ona patrzeć nie może na powielane błędy. Tylko czy ktoś widział taki cud?Tylko ten mąż zareaguje i będzie starał poprawić, który wie, że ma żonę niezależną mogącą w każdej chwili odejść. Może stracić - stara się.
Opisalas to wulgarnie ,ale masz racje. Problemy wynikaja ze zlego malzenstwa rodzicow . Sadze ze , funkcjonowalo na zasadzie -cicho bedziesz
daleko zajedziesz.
I tak mozna zyc do smierci .
macie racje że to jego matki wina nie przeczę bo sama mi to powiedziała bo on jest najmłodszy z rodzeństwa ale teraz jak mąż ma 29 lat co ona może. Wie że nie mogę dać rady a ona biedna stara się , tłumaczy ale niestety jest już chyba za późno . Nie wiem czy dorosły człowiek może się zmienić chociaż dobry powód jak będzie? ale jaki??
on nie kocha ciebie, Ty nie kochasz jego. aby nie zrobić przykrości rodzicom walczysz o fikcyjny zwiazek. w miedzyczasie bedzie dziecko i utkniesz na amen powodzenia
do śmierci sądzę że nie. Bo nikt nie jest tak wytrzymały psychicznie
47 2012-02-14 14:00:54 Ostatnio edytowany przez misiaczek04 (2012-02-14 14:01:56)
właśnie ja go kocham ale jeśli tak wygląda miłość to nie spodziewałabym się tylko teraz nie wiem jak jest z jego uczuciami?!
Podobno do 50-tki da się wychować każdego, później to już beton.
A twoja miłość jest jednostronna.
Czy ktoś mając dobrze, z własnej i nieprzymuszonej woli rezygnuje z dobrego? Jesteś żoną idealną, o takiej niejeden marzy. Kasę do domu przynosisz, obsługujesz męża w sposób perfekcyjny, a jak jeszcze w sypialni gra, to miód malina taka kobieta.
Na rodziców się nie oglądać, oni odejdą prędzej czy później, a ty zostaniesz z ręką w nocniku.
I panowie się dziwią, że przecież nie pił, nie bił, a żona odeszła.
misiaczek04 jak dalej potoczyło się Twoje życie?
Odnalazłam Twój wątek, bo poniekąd mam podobną sytuację, aczkolwiek trochę inną ...
Troszkę czasu minęło od rozpoczętego wątku, ale daj znać co z waszym małżeństwem ..
Opis Twojego męża pasuje w 100% do mojego męża. Tylko,że ja już męczę się ponad dwa lata,różnica jest taka że mamy dziecko i dlatego jeszcze tkwię w tym małżeństwie. Do tego poszukuję pracy. Niestety z takim człowiekiem nie da się normalnie żyć. Z dnia na dzień będzie Ci dokuczał coraz bardziej,mój już się czepia mnie że nie mam jeszcze pracy.Poczytaj moje posty i uciekaj dziewczyno od niego. Ja w czwartek wybieram się po poradę prawną co dalej robić.Pozdrawiam i głowa do góry jeszcze Ci się życie ułoży.
Po co Wy sie kobiety meczycie? Po co dzieci rodzicie w warunkach nie do zaakceptowania? A co, kontracepcja nie istnieje? Rozwodu Wam nikt nie udzieli?
Ja z przerazeniem patrze na ilosc postow na tym forum na ten sam temat, w skrocie: "Pomozcie, co mam zrobic? On jest swinia ale JA GO TAAAK KOCHAM...". Ktos powinnien niektorym z Was we lba dac, to moze byscie zaczely normalnie myslec. Wychodzicie za maz/wiazecie sie z ludzmi z ktorymi malo macie wspolnego poza buziaczkami, przytulankami i seksem w ktorym Wy odnajdujecie "poczucie bezpieczenstwa" a potem macie pretensje, ze facet z Wami nie gada. A o czym on ma gadac, jezeli nie macie wspolnych zainteresowan? Oczywiscie, facetow to tez wina, jezeli laduja sie w takie uklady, bo po prostu chca miec darmowa gosposie i kochanke i nie zalezy im co ona ma pod czaszka- ciezko mi wtedy sluchac jeczenia "ze ona nie taka jak myslalem", widzialy galy co braly przeciez i na co mozg sie zdecydowal.
A z tym ciaglym biadoleniem "bo ja go kocham" to zwykle wielka sciema ukrywajaca prawdy takie jak:
- boje sie byc sama
- nie chce podejmowac wlasnych decyzji
-jak dziecko urodze to zycie bede miala czyms wypelnione (bo teraz czuje postke)
- nie znam siebie i potrzebuje chlopaka/meza, zeby powiedzial mi kim jestem
Zwiazek powinien byc oparty na partnerstwie i zrozumieniu a nie na kompleksach i prawdach zaslyszanych od babci.
Po co Wy sie kobiety meczycie? Po co dzieci rodzicie w warunkach nie do zaakceptowania? A co, kontracepcja nie istnieje? Rozwodu Wam nikt nie udzieli?
Ja z przerazeniem patrze na ilosc postow na tym forum na ten sam temat, w skrocie: "Pomozcie, co mam zrobic? On jest swinia ale JA GO TAAAK KOCHAM...". Ktos powinnien niektorym z Was we lba dac, to moze byscie zaczely normalnie myslec. Wychodzicie za maz/wiazecie sie z ludzmi z ktorymi malo macie wspolnego poza buziaczkami, przytulankami i seksem w ktorym Wy odnajdujecie "poczucie bezpieczenstwa" a potem macie pretensje, ze facet z Wami nie gada. A o czym on ma gadac, jezeli nie macie wspolnych zainteresowan? Oczywiscie, facetow to tez wina, jezeli laduja sie w takie uklady, bo po prostu chca miec darmowa gosposie i kochanke i nie zalezy im co ona ma pod czaszka- ciezko mi wtedy sluchac jeczenia "ze ona nie taka jak myslalem", widzialy galy co braly przeciez i na co mozg sie zdecydowal.
A z tym ciaglym biadoleniem "bo ja go kocham" to zwykle wielka sciema ukrywajaca prawdy takie jak:
- boje sie byc sama
- nie chce podejmowac wlasnych decyzji
-jak dziecko urodze to zycie bede miala czyms wypelnione (bo teraz czuje postke)
- nie znam siebie i potrzebuje chlopaka/meza, zeby powiedzial mi kim jestemZwiazek powinien byc oparty na partnerstwie i zrozumieniu a nie na kompleksach i prawdach zaslyszanych od babci.
Prawda jest taka że niektórzy faceci zmieniają się diametralnie po ślubie. Z kochających i szanujących facetów zmieniają się w podłe świnie. Moim zdaniem facet po ślubie myśli że już się nie musi starać o swoją kobietę bo już ją ,,usidlił" to co się będzie starał. Nie zgodzę się w 100% z Twoim komentarzem bo jeśli chodzi o mnie to na własnej skórze się przekonałam jak facet może się zmienić na gorsze. Nas poza wymienionymi przez Ciebie buziaczkami seksem itd łączyła wspólna pasja, wspólnie spędzone chwile których było wiele. Dużo rozmawialiśmy ze sobą również na poważne tematy typu wspólna przyszłość. Ty tego nie rozumiesz że facetowi może się nagle odmienić. Ja nie wiem dlaczego u mnie tak się popsuły relacje z mężem, sądzę że do tego może być wmieszana osoba trzecia. Z czasem kiedy facet naprawdę daje w kość to nie ma mowy już o miłości do niego,bo cóż to za miłość kiedy osoba z którą się związało poniża? Rozwód to nie jest łatwa sprawa poza tym jak są dzieci to większość normalnych matek dąży do tego żeby było w małżeństwie jak najlepiej. Dzieci są najważniejsze i matki dążą do tego aby uratować małżeństwo. Wiadomo jak już nic nie poskutkuje to rozwód jest nieunikniony. Czytam Twój komentarz i się zastanawiam co byś zrobiła gdybyś się znalazła na miejscu autorki postu?
Powinna spakowac manatki i wniesc pozew o rozwod.
Kiedy mowilam o wspolnych zainteresowaniach, mialam na mysli nie pogaduszki o rodzinie i dzieciach, ale intelektualne zainteresowania. Jezeli oboje partnerzy np. uwielbiaja ten sam sport czy interesuja sie podobna tematyka (czy to polityka, czy historia czy gotowanie to niewazne) nigdy im tematow do rozmow nie zabraknie. Tego rodzaju pasje nie wygasaja po slubie.
Nie wierze w to, ze facet "nagle" sie po slubie zmienia. Prawda jest taka, ze jezeli ludzi nie laczy nic wiecej oprocz seksu, namietnosci i dzieci, to bardzo szybko sie taki zwiazek wypala. Nie przyszlo Ci do glowy jak nudno jest patrzec dzien w dzien na ta sama kobiete, ktora wiecznie tylko gada o dzieciatkach, rodzinie, pieniadzach itd? Mozg wyparowuje! Wcale sie nie dziwie, ze wielu kolesi stara sie zostac jak najbardziej poza domem albo na kompie siedziec.