Witam
Przeglądam forum już jakieś pół roku, ale dopiero teraz uznałam że chciałbym Wam coś opowiedzieć.
W wieku 13-lat zmarł mój ojciec, na skutek nieszczęśliwego wypadku.Tego samego dnia, moja najukochańsza babcia miała ciężki zawał i jakimś cudem przeżyła.
Nie mogłam , nie potrafiłam sobie z tym poradzić.Otoczenie nie pomagało, rodzina nie próbowała nawet mi pomóc.
Bardzo często myślałam o tym żeby popełnić samobujstwo, najgorsze było to że świat się dalej kręcił, a ja nie mogłam patrzeć na usmiechniętych ludzi.
Rodzina od strony taty, totalnie się od nas odwróciła.Babcia która mieszka w Niemczech powiedziała: "Teraz to mnie już nic nie obchodzi" .Faktycznie nic ją nie obchodziło.Moja mama pracowała całe dnie by jakoś związać koniec z końcem, przez co nie miała czasu aby się interesować moimi problemami.
Dzięki mojej nauczycielce z plastyki, potrafiłam to przetrwać.Całymi dniami malowałam, rzeźbiłam by kształcić się później w kierunku plastycznym.Ona była dla mnie wyrocznią, przyjaciólką i dawała mi to wszystko czego mi brakowało.Tak bardzo jestem jej wdzięczna, bo gdyby nie ona nie było by mnie teraz.Motywowała mnie do życia, w momentach gdy byłam bliska zatraceniu.
Dzisiaj mam 21 lat, wyjechałam na wymarzone studia do dużego miasta, jestem modelką...Realizuję się we wszystkim co kocham.Poradziłam sobie ze śmiercią taty, ale wciąż boję się śmierci bliskich mi osób.Gdy mama ma wyłączony telefon panikuję. Czuję że gdyby teraz coś się stało moim bliskim ja nie wytrzymam.