Witajcie:)
Mimo iz moja historia wydarzyła sie kilka lat temu jest dla mnie najwazniejszym spełnionym postanowieniem Noworocznym..
Przez prawie pięc lat byłam zona...zona ktora nie skarzyła sie na nic...piekła ciasteczka..robiła obiady...kochała bezwzglednie i emocjonalnie niemalze infantylnie patrzyła swojemu wybrankowi w jego ciemne oczy ktore wydawałyby sie bezpieczna przystania...zamieszkala w małym pokoiku dzielonym z bracmi swojego meza...wyrzekla sie wszystkiego co do tej pory kochala - dla niego.
Lecz pewniego dnia powiał silny wiatr...pierwszy raz uderzył w twarz..potem juz bił po calym ciele...przy ludziach...przy matce..przy kolegach...
jednak moje serce myslalo ze jest takie wielkie i potrafi zniesc to wszystko bo on placze po wszystkim...tzn chyba złuje i juz nie bedzie nigdy tak robil..
sinak za siniakiem...klamstwa ktore opowiadalam mamie i tacie i bratu...
azyl wspaniały las u mojej siostry 300 kilometrow od domu..
pozwalal wyjezdzac po kazdym pobiciu - naładuj sie kochanie - machał mi na pozegnanie z ganku...tak kochanie wroce silniejsza niz kiedykolwiek mowilam z usmiechem z rozwalona warga..
nie pozwalal plakac stał z pasem nade mna o nie pozwalal plakac - bo cie zabije - złyszalam wiec nie płakalam.
Czy zycie ma tak wygladac ? ktoregos dnia zapytalam wielkie drzewo nad rzeka...drzewo zawsze wysłuchiwalo mnie i nigdy nie przerywało..
- Nie , nie tak ma wygladac Twoje zycie skarbie - słyszalam jak szumialy liscie...wszystko zdawalo sie spiewac wokol mnie...
zapadłam sie we własnym strachu.
sylwester...fajerwerki...zero moich przyjaciol bo juz nikt nie mial do mnie dostepu...bo juz nikt nie chciał mnie odwiedzac..i moze juz zapomniał..
łzy jedna po drugiej spływaja po twarzy bo jestem nikim i zerem i pusta nawet nie jestem juz chyba kobieta bo splunał mi w twarz i uderzył..lezac na trwaie pod schodami migaja mi tylko swiatła karetki jak fajerwerki błyskaja tuz nad moja głowa...jdnam moze mam siłe..jednak moze mi sie uda...rodził sie wspaniały plan ...natchneło mnie nowe zycie...nowe swiatło...nowy rok...
juz nastepnego dnia po nowym roku opuszczam szpital i biegne biegne serce kolacze mi z radosci uda mi sie...wszystkim opowiem wszystko..uda mi sie...
wiec pakuje sie przeciez musze sie naładowac pozytywnie...
tak kochanie rozumiem - jego dłon glaszcze moj posiniaczony policzek
- juz nigdy mnie nie dotkniesz - mysle usmiechajac sie jak zwykle
- tak bardzo Cie nienawidze i tego miejsca...nigdy juz mnie nie kopniesz nie wyzwiesz nie uderzysz. ..NIGDY nie jestem Twoja wlasnoscia naleze do samej siebie i moja dusza placze nigdy wiecej nie pozwole juz siebie skrzywdzic kocham siebie...
Macha mi z ganku a ja z wielka torba odchodze w moim biały plaszczyku odchodze - uciekam z predkoscia swiatla do lasu gdzie zaczyma swoje nowe zycie...
Tak spelnilam swoje Postanowienie Noworoczne:)
Wzielam rozwód, poznalam cudownego mezczyzna obecnego meza i mam dwie wspaniałe corenki
przeciwstawilam sie lekowi panicznemu strachowi i walczylam z nim jeszcze dlugo długo...ale zwyciezylam...wygrałam swoje wlasne zycie..