Sprawa wygląda tak - jestem z moim partnerem ok roku. na poczatku widywaliśmy się bardzo czesto, teraz już rzadziej (raz na tydzień), bo on sie uczy, pracuje, rodzina, itp. ma jeszcze jedna wielka pasje jaka jest muzyka. oczywiscie rozumiem to i zawsze go w tym wspierałam. teraz dostał propozycje dołaczenie do zespołu i niestety wiaze sie z tym mnostwo pracy, prób, wyjazdów jak wiadomo. rozmawiał ze mna o tym, powiedział otwarcie, ze bedzie sie z tym wiazało mniej czasu dla nas, mówił, ze sie boi czy to nie sie przez to nie rozpadnie, ale on nie jest w stanie zrezygnowac z muzyki. ja zreszta nawet bym go o to nigdy nie prosiła. ale boje sie co bedzie dalej? mieszkamy blisko siebie, ale skoro juz teraz rzadko sie widujemy to co bedzie dalej. wystarszyło mnie to. bardzo go kocham, ale boje sie przyszłego życia w takim zwiazku. nie chciałabym go zawieść w momencie kiedy zacznie zdobywać sukcesy. ale wybór tak naprawde żaden. zostać i to akceptować albo odejść i pewnie nie raz borykać się z samotnościa w zwiazku. na pewno nie postawie przed nim wyboru - muzyka albo ja. juz teraz nasze wakacyjne plany legły w gruzach, bo on musi na półtora miesiaca wyjechac. jesli powiem mu o swich obawach to on od razu poczuje, ze go nie rozumiem. a ja sama nie wiem jak sobie z tym poradzić. tez mam swoje pasje, ale nie aż tak absorbujace i pomimo tego zawsze staram sie znaleźć czas dla nas. bo mimo ze wiele rzeczy jest dla mnie ważnych i mam swoje priorytety, to jednak ta druga polowa jest numer one.
jak to jest w waszych zwiazkach z tym "czasem na miłość"? moze ktoś ma podobny problem i zechciałby sie podzielić doświadczeniami?