Witam Was. Jestem nowa na tym forum i wogole nigdy nie pisalam o swoich mniejszych czy wiekszych problemach na necie.
Postaram sie opisac w "skrocie". Zapisalam sie pewnego dnia na jednej ze stron internetowych by ewentualnie sobie popisac z kims. Po 3 godz. od mojego zapisania sie dostalam wiadomosc od K..ze chcialby mnie poznac itd..odpisalam dopiero po ok.3 dniach zeby ochlonac troszke bo nie ukrywam ze tez mi sie spodobal i jego caly profil.. wszystko pasowalo jak w bajce, nasze spojrzenie na swiat, nasze hobby itd. niedlugo po poznaniu sie przez int. przyjechal ponad 500km zeby sie spotkac...na jedna noc (ktora spedzil oczywiscie w hotelu) po tygodniu znow przyjechal na noc i zaprosil mnie do siebie...na co ja sie zgodzilam..bo czulam jakies mega bezpieczenstwo przy nim..wsiadlam w pociag i pojechalam w nieznane. Tak zaczela sie nasza bajka .. przez to ze nie mialam pracy moglam spedzac duzo czasu u niego i dzieki temu poznawalismy sie w szybkim tempie..po 7 miesiacach zamieszkalismy razem...razem spedzilismy dlugi urlop w Polsce, w Grecji ..wszystko cudowne..dlugo nie potrzebowalam by sie zakochac przy czym z wyznaniem mu tego chcialam zaczekac az on mi pierwsze powie ze sie zakochal (mocno na to liczylam gdyz czesto slyszalam i slysze jaka jestem wspaniala, szlachetna, zabawna, ladna, pracowita, uczciwa, uczuciowa..po prostu marzenie..i ze nie wyobraza sobie beze mnie zycia, ze wyobraza sobie miec ze mna dzieci (tez kocha dzieci jak ja) i niby wszystko pieknie...jestesmy juz ponad rok ze soba..ale niestety nie uslyszalam ani razu jeszcze ze mnie kocha..juz pewnego razu nie wytrzymalam i zaczelam delikatnie ten temat...ze cos jest nie tak itd.. ale ze on potrzebuje czasu i ze ma jakas blokade...rozwiazaniem tego miala byc wizyta u jakiego specjalisty..nie wiem moze psycholog czy jakis terapeuta ale pozostalo wtedy tylko na obietnicy...no i wczoraj znow omawialismy pewna sprawe z meblami...bo to ja sie przeprowadzilam do niego zostawiajac moja rodzine ponad 500km w tyle...i w trakcie rozmowy juz po raz nie wiem ktory bylo nieporozumienie ze po co te meble mamy przewozic juz itd..(on ma mieszkanko urzadzone po kawalersku, czyli szafka z przypadku, lozko po kims tam, wszystko chaos..a ja mam w jednym stylu i nowe bo przed przeprowadzka z Polski do Niemiec kupowalam nowe) i ciagle nie powiedzial konkretnego argumentu dlaczego nie chce sie wkoncu otworzyc na to wszystko i sie cieszyc ze mamy fajnie urzodzone gniazdko itd..i uslyszalam ... ze nie jestesmy na tym etapie jeszcze jak pary zareczone juz itd..a ja na to w takim razie po co planuje ze mna wszystko jakbysmy byli juz zareczeni albo juz slub planowali (ja mam 28 lat on 31) ze sobie zaprzecza w tym momencie (rozmowy nasze zawsze sa na poziomie..i zawsze odnajdujemy kompromisy) az doszlo do "nazwania po imieniu" sytuacji w ktorej jestesmy..ja powiedzialam ze nie czuje sie kochana..ze zachowujemy sie jak stare dobre malzenstwo i ze brakuje mi takiego szalu jak to jest przewaznie na poczatku zwiazku..i ze lepiej moze bedzie jak sie rozejdziemy bo ile mam jeszcze czekac albo co sie jeszcze musi wydarzyc by stal sie cud i zeby mnie pokochal tak mocno jak ja jego...a on ze nie chce mnie stracic itd...stale spiewki ze jestem jego skarbem, ze nigdy nie spotkal tak cudownej dziewczyny i ze nie pozwoli mi odejsc..ja na to Skarbie...ja nie bede jeszcze bardziej kochana, piekniejsza czy bardziej szlachetna niz jestem bo ja juz jestem maksymalnie taka jaka jestem..ze juz mnie poznal jaka jestem bo praktycznie od kiedy sie poznalismy to spedzalismy mega duzo czasu razem i szybko tez zamieszkalismy..a on na to ze on nawet nie oczekuje zebym byla jeszcze bardziej kochana... itd bo to jest tak duzo ile ja mu juz daje i ze on chce mi to samo oddawac...no ale problem w tym ze ja tego nie czuje zeby sie poprawialo...tylko jak juz jest pod sciana bo ja juz "usycham" to wtedy mnie zaglaskalby na smierc..ja sie glupia ciesze i delektuje tymi chwilami ale po jakims czasie znow wracamy do modelu starego dobrego malzenstwa...czy ja mam dalej tak tkwic i sie ludzic i czekac na cud...czy przerwac nasza bajke (jest piekna ale brakuje milosci obustronnej) i na sama mysl umieram jezeli mialoby dojsc do rozstania...przezylismy juz tyle razem w roznych miejscach bo lubimy sobie popodrozowac..i jego rodzina mnie uwielbia...moi rodzice tez go bardzo polubili i wogole mamy wszycsy wrazenie jakbysmy byli od wielu lat razem i wszystko inne jest super...zawsze sie wspieramy...co robic...moze mieliscie badz jestescie w podobnej sytuacji..pozdrawiam
2 2011-12-27 16:48:30 Ostatnio edytowany przez semiramida (2011-12-27 17:14:02)
mnie się wydaje, że to Ty trochę jesteś winna tej sytuacji...
przez to ze nie mialam pracy moglam spedzac duzo czasu u niego
klasyczny błąd...podałaś mu się na tacy..byłaś zapewne na każde zawołanie...zamiast wybierać siebie, zawsze wybierałaś jego...po co ma się starać, skoro wie, że i tak będzie dla Ciebie na pierwszym miejscu...po co ma wkładać w związek jakikolwiek wysiłek, skoro ma to, czego chce..stałaś się dla niego łatwą zdobyczą..ja na jego miejscu też nie chciałabym, żebyś przywoziła swoje meble...odebrałabym to jako znak, że chcesz mnie zamknąć w klatce, zabrać wolność..za szybko, za dużo Ciebie i mam wrażenie, że on się dusi...napisałaś, że umierasz na samą myśl o rozstaniu...myślisz, że on tego nie widzi? doskonale widzi i zdaje sobie sprawę, że ma Cię w garści..piszesz, że są momenty, kiedy zagłaskałby Cię na śmierć..założę się, że dzieje się tak wtedy, kiedy dajesz mu odczuć, że wcale nie jest dla Ciebie całym światem, że potrafiłabyś dać sobie świetnie sama radę...na podstawie Twojego opisu ja tak to widzę...
czy masz dalej tak tkwić? tak, tylko zastanów się, na ile dajesz mu swobody...zajmij się swoim życiem, umawiaj z przyjaciółkami, nie czekaj na każdy jego ruch po to, żeby później się delektować tymi chwilami..
Tajemnicza Lady, ma rację. Poświęciłaś się bez reszty. Pokazałaś, że facet może Cię mieć pod ręką w każdej chwili. Sama widzisz, co dostałaś w zamian....
Na twoim miejscu zakończyła bym tą bajkę. dużo dałaś z siebie a co otrzymałaś?Po co być z kimś kto
nie umie nas przytulić , pocieszyć ,otoczyć ciepłem ,powiedzieć KOCHAM???????????
Zrobisz co zechcesz w końcu to twoje życie:)
Na twoim miejscu zakończyła bym tą bajkę. dużo dałaś z siebie a co otrzymałaś?Po co być z kimś kto
nie umie nas przytulić , pocieszyć ,otoczyć ciepłem ,powiedzieć KOCHAM???????????
Zrobisz co zechcesz w końcu to twoje życie:)
Wiesz w sumie jestem w podobnej sytuacji. Ja ciągle czekam aż sytuacja się ustabilizuje...
Faktycznie w tym "podawaniu się na tacy" jest dużo prawdy. Trzeba zacząć żyć swoim życiem...
Myślę, że powinnaś jeszcze trochę poczekać... ![]()
Hmm... pomyślmy... Masz mężczyznę, z którym się świetnie dogadujesz, macie podobne zainteresowania, bardzo lubicie spedzać ze sobą czas. On Cię ceni i uwielbia, nie chce Cie stracić i sama podkreślasz, że jest jak w bajce tylko on nie mówi, że Cię kocha.
A teraz pytanie, czy Ty czujesz się otoczona opieką,, uwielbieniem i miłością?